PUNKT WIDZENIA SKYLER
Słyszę, jak ktoś mówi coś do mnie cicho, ale nie mogę zrozumieć słów przez ból przeszywający moje ciało. Myślę, że właśnie ponownie złamał mi żebra, które Alice dopiero co skończyła leczyć. Potem czuję, jak dwa ramiona oplatają mnie i unoszą. Czuję się, jakbym unosiła się w powietrzu. Wiem, że to nie są ramiona Alfy, bo nie są zimne, jak jego były, odkąd skończyłam siedem lat. Te ramiona są ciepłe, a potem otacza mnie ten niebiański zapach czekolady i deszczu. Wtedy zdaję sobie sprawę, że jestem niesiona w parze silnych ramion należących do kogoś, kogo nie znam. Czuję iskry wszędzie tam, gdzie jego ramiona dotykają mojego ciała, nawet przez cienką warstwę ubrań, które miałam na sobie, ale teraz zamiast czuć strach, rozluźniam się, czując się komfortowo i bezpiecznie, jakby nic nie mogło mnie dotknąć ani skrzywdzić. Wtulam się bliżej w to ciepło, biorę głęboki wdech i zapadam z powrotem w ciemność.
Zrywam się ze słońcem w oczach, patrząc na godzinę i widząc, że jest jedenasta rano, wpadam w panikę. Chcę wyskoczyć z łóżka, ale plączę się w pościeli. Słyszę wtedy śmiech dobiegający od drzwi.
— Co w tym takiego zabawnego? — pytam, zanim zdążę się powstrzymać, i spoglądam na nieznajomego mężczyznę w futrynie drzwi. Jego niebiański zapach czekolady i deszczu wypełnił pokój, a od niego biła potężna aura. Był Alfą. O nie! Pomyślałam, gdy tylko udało mi się wyplątać z pościeli, stanęłam na nogi. Cofnęłam się powoli pod ścianę, opuściłam głowę i wzrok na znak uległości wobec niego. Szepcząc: „Przepraszam, Panie! To się więcej nie powtórzy”.
„PRZEZNACZONY! PRZEZNACZONY!”
Alice krzyczała w mojej głowie, ale jej nie wierzyłam. Nic dobrego nie spotkało mnie od dnia śmierci mamy.
„Nie! Alice! On nie może nim być. Jest Alfą”.
Mój Alfa, mój Tata, musiał w końcu ulec i sprzedać mnie temu wizytującemu Alfie po tym, jak zrobiłam z niego takiego durnia na lunchu. Mam tylko nadzieję, że nie rozczaruję go tak, jak mojego taty. Trzęsę się lekko ze strachu, słysząc, jak powoli podchodzi do mnie, i czuję, jak kładzie palce tuż pod moją brodą. Wzdrygam się lekko, spodziewając się, że jako mój nowy Alfa uderzy mnie za odzywanie się bez pozwolenia, bycie w pokoju, który ewidentnie nie jest mój, za zaspanie i niewykonanie obowiązków. Miałam nadzieję, że nie zauważył mojego wzdrygnięcia ani strachu, ale zauważa. Czuję iskry, gdy powoli naciska palcami, by zmusić mnie do spojrzenia na niego. Miał przepiękne szafirowo-niebieskie oczy, w których mogłabym zatracić się na cały dzień.
— Nigdy nie musisz ukrywać twarzy ani czegokolwiek przede mną, kochanie. Nigdy bym cię nie skrzywdził i nigdy tego nie zrobię. A teraz, masz ochotę na lunch? — opuścił rękę z mojej brody z uśmiechem, po czym ruszył w stronę drzwi.
Skinęłam głową w milczeniu, rumieniąc się, gdyż zaskoczyło mnie to i nie potrafiłam sformułować żadnej odpowiedzi. Poszłam za nim cicho do kuchni, gdzie natknęliśmy się na innego mężczyznę. Ponownie opuściłam głowę z szacunku i stanęłam pod ścianą obok drzwi.
— Hej, Max!? Co na lunch? — pyta Alfa.
— Kanapki! — Max uśmiecha się i kontynuuje. — Więc, Cole, kim jest ta urocza dama?
Zatem Alfa ma na imię Cole, a ten drugi to Max. Uśmiecham się do siebie.
— Max, to jest Skyler, moja przeznaczona, a Skyler, to jest nasz Beta Max Fight — stwierdza Cole z szerokim uśmiechem, wyciągając do mnie rękę. — Chodź, usiądź przy blacie. Max robi najlepsze kanapki na świecie.
— Ojej, dzięki stary — mówi Max, rumieniąc się.
Niepewnie chwytam jego dłoń, a on prowadzi mnie do blatu. Siadam cicho, a on wraca na drugą stronę lady. Po prostu słucham i chichoczę, gdy dwaj mężczyźni przekomarzają się, podczas gdy Max robi lunch. Nagle do kuchni wchodzi kolejny mężczyzna. Czuję kolejny cudowny zapach mięty i szałwii i słyszę niski warkot dobiegający od drzwi.
„PRZEZNACZONY!”
„PRZEZNACZONA!” mówi znowu Alice.
Mój chichot zamiera, a moja głowa gwałtownie zwraca się w stronę drzwi. Nie mogę powstrzymać strachu, który mnie przeszywa, gdy patrzę szeroko otwartymi oczami na mężczyznę stojącego w progu. Wygląda na sztywnego, jakby walczył ze sobą, by zostać w drzwiach. Widzę, jak jego oczy błyszczą, gdy przegrywa walkę i powoli podchodzi do mnie. Następnie staje za mną, pochyla się i oplata mnie swoimi wielkimi ramionami w talii, wdychając mój zapach.
Zastygam, wzdrygam się, napinam i skamlę – wszystko w tym samym czasie. Nie wiedząc, czego spodziewać się po tym samcu; nie wydawał się zauważać tego tak jak Cole w sypialni. Gdy biorę oddech i czuję jego odurzający zapach mięty i szałwii, rozluźniam się odrobinę, pozwalając, by dreszcze rozeszły się od miejsc, gdzie jego ramiona dotykają mojej skóry; są równie przyjemne jak iskry, które czuję od dotyku Cole'a, ale go nie znam, więc to wcale nie powstrzymuje mnie przed byciem przerażoną. Mógłby zrobić ze mną wszystko, a ja nie mogłabym go powstrzymać. Zastanawiam się, zerkając na Alfę Cole'a, czy zrobiłby cokolwiek, by go powstrzymać, gdyby ten próbował czegoś.
Cole musiał usłyszeć moje skomlenie, bo odwraca uwagę od Maxa, spogląda na mnie, a potem mierzy wzrokiem nowego mężczyznę, warcząc.
— Elijah? Co robisz z ramionami wokół mojej przeznaczonej?
Mężczyzna trzymający mnie podnosi głowę znad mojej szyi i warczy w odpowiedzi: — Ona jest MOJĄ przeznaczoną!
Następnie zacieśnia uścisk wokół mnie. Skamlę znowu, gdy trafia i zaczyna wywierać zbyt duży nacisk na moje wciąż gojące się żebra. Te pęknięte są już prawie całkowicie wyleczone dzięki Alice. Mam tylko nadzieję, że nie sprawi, że pękną ponownie, albo nie pogorszy stanu tych wciąż złamanych.
Kiedy mężczyzna obejmujący mnie w końcu zauważył moje ciche skomlenie, rozluźnił uścisk, pozwalając mi oddychać i ruszyć się choć trochę, ale nie puścił mnie całkowicie. Gdy tak warczeli na siebie, zwróciłam się do wnętrza, do Alice:
„Alice? Jak to możliwe? Mamy dwóch przeznaczonych?”
„Nie jestem pewna, ale obaj są naszymi przeznaczonymi i mam niespokojne przeczucie, że to jeszcze nie koniec”.
„Co masz na myśli? Alice? Co to znaczy, że to nie koniec?”
Po tym komentarzu nie odpowiada mi już, znikając w tyle mojego umysłu. Wracam więc uwagą do tego, co dzieje się w kuchni wokół mnie. Elijah, jak wywnioskowałam, wciąż trzyma ramiona mocno wokół mojej talii, podczas gdy on i Cole wciąż wymieniają warknięcia. Zaczynało mnie to naprawdę przerażać – co obaj zrobią mi albo sobie nawzajem.
Ich warknięcia stawały się coraz głośniejsze i coraz bardziej groźne. Próbuję wstać ze stołka, ale nie udaje mi się ruszyć zbyt daleko, gdyż Elijah znów zacieśnia uścisk, powstrzymując mnie. Teraz naprawdę zaczynam panikować i szarpać się, potrzebując wydostać się z jego ramion. Skamlę cicho:
— Proszę, nie rób mi krzywdy... Proszę, puść mnie...
Podskakuję, przestaję się szarpać i wyciszam moje skomlenie jeszcze bardziej, gdy Max wzdycha i krzyczy:
— ELIJAH! COLE! DOŚĆ!
Następnie kontynuuje normalnym głosem: — Uspokójcie się, obaj! Spójrzcie na nią, nastraszyliście ją na śmierć. Elijah? Możesz ją proszę puścić, żeby mogła przynajmniej oddychać i się uspokoić?
Elijah wzdycha i puszcza mnie. Następnie siada na stołku obok mnie, pochyla się i chwyta jedną z moich dłoni z moich kolan, by trzymać ją w swojej. Cole obchodzi wtedy blat i siada na stołku z mojej drugiej strony, splatając swoje palce z moimi, a następnie przenosząc moją dłoń na swoje kolana. Relaksuję się nieco, czując dotyk ich obu, gdy dreszcze i iskry rozchodzą się od moich dłoni w górę ramion i mieszają się, docierając do środka mojego ciała. Mimo że wciąż jestem niezwykle przestraszona, czuję się teraz odrobinę bezpiecznie.
— Dziękuję, Max... — Alfa Cole spogląda w stronę Maxa, który wrócił do robienia kanapek. Następnie patrzy ponad mną na Elijaha i mówi:
— Zgaduję, że skoro już nie straszymy naszej przeznaczonej na śmierć, może cię jej przedstawię!?!
— Skyler, moja droga! — Podnosi moją rękę i całuje jej wierzch, sprawiając, że drżę, gdy bardziej intensywne iskry mkną w górę mojego ramienia. — To jest Elijah Mason, jeden z moich nieco młodszych braci. Elijah, to jest Skyler Jackson. Znalazłem ją i zabrałem ze sobą z wczorajszej wizyty w Watasze Midnight Lake.
— O! Jak poszło? Czy sojusz i strefy ochronne zostały zaktualizowane i podpisane?
Nie słucham ich rozmowy, próbując myśleć. Mason!?! Mason!?! Gdzie słyszałam to nazwisko wcześniej?... James powiedział, że mój Alfa ma wczoraj gościć bardzo ważnego Alfę i dlatego wszystko musiało być idealne. Myślę intensywnie, próbując sobie przypomnieć, gdzie słyszałam to nazwisko i dlaczego dreszcz strachu wciąż próbuje mnie przeszyć. Układam te informacje w kółko przez chwilę, aż nagle mnie olśniewa i zaczynam znów trząść się ze strachu; uczyliśmy się o nich w szkole w ostatnich tygodniach, jako że nasz sojusz z nimi zbliżał się do odnowienia.
Uczono nas, że „Alfowie Mason” to najbardziej budzący postrach Alfowie w kraju, zaraz po samym Królu Wilkołaków. Było ich trzech braci, wszyscy Alfowie, znani w całym kraju ze swojej bezwzględności, okrucieństwa, przebiegłości i z tego, że zabijają każdego, kto wejdzie na ich terytorium bez pozwolenia jednego z trójki. Rządzą Watahą Królewskiego Krwawego Księżyca żelazną ręką, co daje im najlepszych wojowników, których boją się wszyscy. To pozwala im chronić wszystkie watahy objęte ich sojuszami i opieką, nawet Króla. Są również znani z tego, że biorą i wykorzystują każdą kobietę, którą chcą, niezależnie od tego, czy ona tego chce, czy nie.
Blednę i skamlę cicho, gdy dochodzę do tego wniosku. Powoli poruszam się i wstaję ze stołka, cofając się od mężczyzn siedzących przy blacie. Patrzą na mnie z zaciekawionymi i zdezorientowanymi minami, gdy udaje mi się delikatnie wyciągnąć dłonie z ich rąk. Gdy moje ręce są wolne, odwracam się i wybiegam z kuchni. Nie mam pojęcia, gdzie jestem, i nie jestem pewna, gdzie biec, bo z tego, czego się nauczyłam, nie ma znaczenia, czy pobiegnę na górę, czy za drzwi – jeśli będą mnie chcieli, to mnie złapią. Podejmuję szybką decyzję, że może ucieczka na piętro i ukrycie się w jednym z pustych pokoi będzie najlepszym pomysłem na początek. To może sprawić, że moja kara będzie nieco lżejsza, gdy mnie znajdą, a wiem, że znajdą.
Biegnę do pierwszego pokoju, który okazuje się otwarty i pusty, szybko wchodzę do środka, zamykam i rygluję za sobą drzwi. Opieram się o nie przez kilka sekund, a potem biegnę do jednego z ciemnych kątów pokoju, najdalej od wejścia. Wciskam plecy w ścianę, a potem powoli zsuwam się po niej, aż mogę zwinąć się w kłębek na podłodze. Pozwalam łzom powoli spływać po policzkach, a cichym szlochom wyrywać się z moich ust, gdy zdaję sobie sprawę, że nie tylko właśnie uciekłam od jednego czy dwóch Alf, ale uciekłam od dwóch najbardziej przerażających Alf w okolicy. Jestem pewna, że zostanę dotkliwie ukarana przez nich obu za to zachowanie.
Skamlę cicho, słysząc, jak zamek w drzwiach jest otwierany, a drzwi się uchylają. Słyszę też kilka męskich głosów, więc zwijam się w sobie jeszcze bardziej i nie ruszam się. W ten sposób, jeśli się nie poruszę, może mnie nie znajdą, bo jeśli mnie znajdą, mogą mnie po prostu zabić bez mrugnięcia okiem. Wstrzymuję oddech, gdy czuję kogoś obok siebie, kto powoli obejmuje mnie ramionami, ostrożnie podnosząc. Po cieple i iskrach wiem, że to Cole. Skamlę i szepczę:
— Przepraszam, Alfo! Nie ucieknę znowu!! Proszę, nie rób mi krzywdy!
Czuję, jak niski warkot przebiega przez jego klatkę piersiową, ale nic nie mówi, gdy wtulam się bardziej w jego objęcia, podczas gdy niesie mnie z powrotem do swojego pokoju – poznaję po zapachu. Czekam na jego karę, gdy kładzie mnie na łóżku i przykrywa kocami, mówiąc:
— W porządku, Skyler. Rozluźnij się. Przeszłaś wiele, po prostu odpocznij, a resztę wyjaśnimy później!
Zgaduję, że ukarze mnie później. Składa delikatny pocałunek na moim czole i wychodzi z pokoju. Pozwalam spaść jeszcze kilku łzom, ponieważ ostatnią osobą, która położyła mnie do łóżka i pocałowała tak, jak on właśnie to zrobił, była moja mama w noc przed moimi urodzinami. Wtedy zapadam w mrok snu, ale nie trwa on długo.
















