Szpital Maeloria, oddział położniczy, sala porodowa...
Wszyscy w sali uśmiechnęli się, gdy płacz dziecka rozległ się echem po pomieszczeniu.
– Gratulacje, pani Mitchell, to bliźnięta. Chłopiec i dziewczynka! – powiedziała z uśmiechem pielęgniarka do kobiety leżącej na łóżku.
Rebecca Mitchell uśmiechnęła się słabo, starając się dostrzec swoje dzieci otoczone przez lekarzy.
Na korytarzu przed salą porodową pielęgniarka trzymająca noworodki zawołała: – Rodzina Rebecci Mitchell? Czy jest tu ktoś do Rebecci Mitchell?
Nikt jej nie odpowiedział. Czyżby Rebecca nie miała żadnego towarzystwa?
Słysząc to, twarz leżącej na łóżku Rebecci stała się jeszcze bledsza. „A więc Theodore... Nie przyszedł?”.
Leżała tam, a ogarnęło ją głębokie poczucie bezradności.
Lekarze i pielęgniarki szybko przenieśli ją wraz z nowonarodzonymi bliźniętami na zwykłą salę.
Oddział tętnił życiem. Trzy inne łóżka zajmowały świeżo upieczone matki, każda otoczona rodziną. Jedni opiekowali się kobietami, inni zaglądali do łóżeczek, a nowi ojcowie tulili swoje dzieci, ich twarze promieniały radością.
Przybycie Rebecci było zauważalne. Była sama, bez jednego członka rodziny u swego boku.
Jednak nikt nie był szczególnie wścibski. Większość ludzi po prostu zerknęła na nią i wróciła do swoich spraw.
– Hej, słyszałaś dzisiejsze wiadomości? Podobno Janet Mitchell jest w ciąży! Paparazzi przyłapali ją, jak wychodziła z badań prenatalnych.
– Janet? Nie gadaj! Przecież to wielka gwiazda filmowa! Dopiero co zdobyła nagrodę, prawda? I teraz jest w ciąży?
– Może to fake news?
– Nie ma mowy! Ma ogromny brzuch. Wygląda na ósmy lub dziewiąty miesiąc, prawie gotowa do porodu!
– Ona nawet nie jest mężatką, prawda? Ciąża pozamałżeńska... Człowieku, branża rozrywkowa jest w dzisiejszych czasach dzika!
– Daj spokój, wiesz kto był z nią na badaniach? Theodore Edwards, prezes Grupy Edwards! Ma ponad metr osiemdziesiąt, jest przystojniejszy niż jakakolwiek gwiazda filmowa i ma tylko dwadzieścia osiem lat. Janet naprawdę wygrała los na loterii, wżeniając się w taką fortunę!
Członkowie rodzin na oddziale plotkowali, nieświadomi, że twarz Rebecci leżącej w rogu stawała się coraz bledsza.
W końcu Rebecca odetchnęła z ulgą, gdy zmienili temat, porzucając wieści o ciąży Janet.
Wyjęła telefon i szybko znalazła numer Theodore'a w kontaktach.
Po długim wahaniu w końcu wykonała połączenie.
– Co? – zimny głos Theodore'a dobiegł z drugiej strony.
– Ja... Dzieci już są. Chłopiec i dziewczynka. Czy chcesz... przyjechać je zobaczyć? – zapytała Rebecca drżącym głosem.
– Jestem zajęty. Nie mam czasu – odparł Theodore z irytacją, po czym gwałtownie się rozłączył.
W sali szpitalnej Rebecca słuchała niekończącego się sygnału przerwanego połączenia, a z jej twarzy odpłynęły kolory.
Jej dłoń zacisnęła się na telefonie, drżąc lekko. Po chwili Rebecca poczuła nagłe wyczerpanie. Zerknęła na dwoje dzieci śpiących smacznie w łóżeczku obok niej. Były takie spokojne, nie płakały ani nie marudziły, jakby wiedziały, że ich mama jest smutna.
Wyczerpanie po porodzie w końcu ją pokonało. Rebecca odłożyła telefon, położyła się z powrotem na łóżku i zamknęła oczy. „Muszę odpocząć”, pomyślała.
Nie miała pojęcia, jak długo spała. Kiedy obudziła się zamroczona, usłyszała ciche szepty innych członków rodzin w sali. Wyglądało na to, że... rozmawiali o niej?
– To takie smutne, że nikogo przy niej nie ma w takim momencie.
– Dokładnie, a urodziła bliźnięta! Ja bym szalała ze szczęścia!
– Ze szczęścia? Kto wie? Może miała romans i chce to utrzymać w tajemnicy.
– Nie ma mowy!
– Spójrzcie, proszę, jaka jest piękna. Gdyby to nie był romans, jaki mężczyzna nie byłby teraz przy niej? Nawet jeśli jej mąż nie mógł przyjść, powinni tu być jego rodzice, prawda? Ale nie ma nikogo. Założę się, że przespała się z facetem innej kobiety, zaszła w ciążę i teraz wstydzi się komukolwiek powiedzieć. Naprawdę uważam, że powinniśmy trzymać się z dala od takiej kobiety.
Jej mąż... Jej rodzice... Jej mąż...
Rebecca rozważała te słowa. Dopiero co obudziła się, czując pewien spokój, ale teraz jej serce znów zaczęło boleć.
Czy był na świecie ktoś, komu naprawdę na niej zależało?
Rodzice Theodore'a jej nie lubili.
Jej właśni rodzice rozpieszczali jej siostrę, Janet, a nawet jej mąż myślał tylko o Janet.
Czy to tylko dlatego, że była adoptowana, a Janet była ich biologiczną córką?
Dwadzieścia trzy lata temu jej adopcyjni rodzice, nie mogąc mieć dzieci po latach małżeństwa, zabrali ją z domu dziecka. Ale zaledwie kilka miesięcy później jej matka niespodziewanie zaszła w ciążę i urodziła ich biologiczną córkę, Janet. Od tamtej pory Rebecca stała się niechcianym dzieckiem, na zawsze pozostając w cieniu Janet w oczach rodziców.
Trzy lata temu wypadek samochodowy pozostawił Theodore'a w stanie wegetatywnym. Nikt nie chciał za niego wyjść, ale Mitchellowie, kierowani własną chciwością, popchnęli ją do tego małżeństwa.
Rok później Theodore cudownie się obudził. Myślała, że jej koszmar wreszcie się skończył, ale wtedy Janet zakochała się w Theodorze od pierwszego wejrzenia.
Rebecca pokłóciła się z rodziną Mitchellów, ponieważ zakochała się w Theodorze. Przez całe życie poświęciła zbyt wiele dla Janet i nie chciała oddać również swojego męża.
Ale bez względu na to, jak bardzo się starała, nie potrafiła zdobyć serca Theodore'a.
Sześć miesięcy temu Theodore wrócił do domu niespodziewanie i wręczył jej ugodę rozwodową.
Rebecca nie chciała się zgodzić, ani nie miała na to ochoty. Myślała nawet, że może spędzić całe życie czekając, odmawiając rozwodu, nawet jeśli serce Theodore'a należało już do Janet. Pozostałaby jego żoną, choćby tylko z nazwiska, na zawsze stawiając Janet w roli tej drugiej.
Ale mimo że była gotowa zrujnować sobie życie, przegrała z bezwzględnością Theodore'a.
Kiedy Theodore dowiedział się, że Rebecca jest w ciąży, szantażował ją dzieckiem. Jeśli nie zgodzi się na rozwód, będzie musiała usunąć ciążę!
Nie mogła porzucić swojego dziecka.
Lekarz ostrzegł ją, że ze względu na jej unikalny stan zdrowia, jeśli usunie ciążę, może nigdy więcej nie móc mieć dzieci.
Bez rodziny, dziecko było jedyną nadzieją Rebecci. Bez względu na wszystko, nie mogła zrzec się prawa do bycia matką.
Dla dobra dzieci w końcu podpisała ugodę rozwodową.
Ponieważ Theodore był biologicznym ojcem dzieci, zadzwoniła do niego przed porodem. Ale ostatecznie się nie pojawił.
*****
W gabinecie lekarskim ordynator położnictwa Paul Carter wpatrywał się z niedowierzaniem w wyniki testu na ojcostwo.
„Zgodność? Kobieta z sali 209 naprawdę jest córką mojego brata?”.
Kiedy Paul po raz pierwszy zobaczył Rebeccę, był zszokowany tym, jak bardzo przypominała żonę jego brata, mając również delikatne ślady rysów jego brata. Nie mogąc się powstrzymać, potajemnie pobrał próbkę krwi od Rebecci i przeprowadził test na ojcostwo. Nigdy nie spodziewał się, że wynik będzie pozytywny.