– Zamknij swoją cholerną gębę, ty mały gnoju! To małżeństwo nie skończy się, dopóki Rebecca tak nie powie! Nie masz prawa mówić jej o rozwodzie!
Melissa biła i karciła Theodore'a z zaciekłością.
Mimo swojego wieku Melissa zdołała zadać kilka ciosów, zanim zabrakło jej tchu.
– Theodore, przeproś natychmiast Rebekę. Nie denerwuj już babci! – odezwał się w końcu surowo Sam.
Mimo że Sam był stary, jego słowa wciąż niosły ze sobą ogromny autorytet.
Theodore znów zastygł, patrząc na Sama.
Sam kontynuował z surową miną: – Jesteś już dorosły. Powinieneś wiedzieć, co robić! Czy mam ci to przeliterować?
Nagle w pokoju rozległ się kaszel.
Wszyscy byli zaskoczeni, spoglądając z niepokojem na Melissę. Theodore rzucił się do przodu, by ją podtrzymać.
Melissa zakaszlała kilka razy, a potem spojrzała na Rebekę i dzieci. Jej głos był chrapliwy, gdy powiedziała: – Rebecco, kochanie, to wszystko wina Theodore'a, ale... Czy mogłabyś wybaczyć Theodore'owi dla dobra dzieci?
– Jeśli się rozwiedziecie, dzieci nie będą miały pełnej rodziny.
– Jeśli ten gnojek kiedykolwiek znów cię zawiedzie, przyjdź do mnie, a dam mu nauczkę! – W głosie Melissy brzmiało zmęczenie i nuta błagania.
Debra była wściekła. Ta stara wiedźma grała na uczuciach!
Melissa była chora i mogło jej nie zostać wiele dni. Jeśli Becky teraz nie ulegnie i coś stanie się Melissie, ludzie powiedzą, że Becky jest odpowiedzialna za jej śmierć! To było po prostu bezwzględne!
– Hej, o co w tym wszystkim chodzi? – przerwała Debra. – Rebecca urodziła bliźniaki zaledwie kilka dni temu. Jest wyczerpana i potrzebuje odpoczynku. Nie możecie dać jej spokoju, póki nie dojdzie do siebie?
Następnie zwróciła się do Rebeki: – Kochanie, prawie nie spałaś zeszłej nocy, maluchy budziły się co godzinę. Teraz, gdy dzieci wreszcie są cicho, odpocznij trochę. Inaczej będziesz musiała znowu wstawać, żeby je nakarmić.
Rebecca zamrugała i spojrzała na matkę.
Debra pomogła Rebece się położyć i troskliwie przykryła ją kocem.
– Dobrze, Rebecca musi teraz spać. Dajmy jej trochę przestrzeni i wyjdźmy wszyscy – powiedziała Debra, zaczynając wypraszać wszystkich na zewnątrz.
Trzeba przyznać, że taktyka Debry była równie skuteczna jak Melissy. Jedna używała wieku i choroby, by wpędzić Rebekę w poczucie winy i zmusić do wybaczenia Theodore'owi, podczas gdy druga wykorzystała wyczerpanie Rebeki jako kontratak. Debra nie tylko zbiła prośbę Melissy, ale też zdołała uprzejmie wyprosić wszystkich z pokoju.
Skoro Rebecca położyła się odpocząć, wszyscy nie mieli innego wyboru, jak opuścić pokój i dać jej trochę spokoju.
Ale Debra nie mogła tak po prostu wyrzucić tych ludzi z domu. Choć bardzo tego chciała, Rebecca i Theodore nie byli jeszcze oficjalnie rozwiedzeni. Dom wciąż prawnie należał do Theodore'a, będąc częścią majątku Edwardsów.
Jeśli chcieli zostać we własnym domu, nie mogła zmusić ich do wyjścia.
Tak więc Sam i Melissa wprowadzili się do willi. Nie tylko się wprowadzili, ale zażądali też, by Theodore wrócił i zamieszkał tam na stałe. Rozkazali Theodore'owi dobrze traktować Rebekę i przestać być draniem!
W głębi duszy Theodore tego nie chciał, ale ze względu na jej kruche zdrowie nie mógł ryzykować zdenerwowania jej i pogorszenia jej stanu. Nie miał więc innego wyboru, jak zgodzić się na powrót.
*****
Tymczasem w willi Mitchellów...
Głośny huk rozległ się w pokoju, gdy drogocenna butelka balsamu roztrzaskała się o lustro, pozostawiając odłamki szkła rozrzucone po podłodze.
– Czy oni nie mieli wziąć rozwodu? Kto, do cholery, powiedział o tym Samowi i Melissie?! – Janet, będąca w ciąży, w napadzie szału rzuciła swoimi kosmetykami, trzęsąc się ze złości.
– Janet, proszę, uspokój się. Musisz myśleć o dziecku – jej menedżerka, Lisa Adams, z niepokojem próbowała ją uspokoić.
Twarz Janet była ciemna od furii, jej gniew był niemal namacalny. Rozkazała: – Lisa, chcę kogoś do tego natychmiast. Znajdź dowód, że Rebecca celowo przekazała tę informację Melissie. Przekażę to prosto Theodore'owi.
Lisa była zaskoczona. – Janet, czy ty sugerujesz, że... Rebecca była tą, która powiedziała Melissie?
– A kto inny mógłby to być? – prychnęła Janet, a jej głos ociekał sarkazmem. – Moje dziecko wkrótce się urodzi, a jeśli to będzie chłopiec, ojciec Theodore'a, Michael Edwards, na pewno zgodzi się na nasze małżeństwo. Ona po prostu jest zdesperowana!
Lisa zawahała się. – Ale Rebecca ma bliźniaki, chłopca i dziewczynkę... Ma już syna.
Janet zadrwiła: – I co z tego? Rebecca to tylko jakieś adoptowane dziecko, które przygarnęli moi rodzice. Skoro ja jej nie lubię, rodzina Mitchellów ma ją gdzieś, a co dopiero dać jej choćby grosz!
– Michael chciał dziedzica i kocha pieniądze. Jeśli zarówno Rebecca, jak i ja damy rodzinie Edwardsów synów, on na pewno wybierze mnie na żonę Theodore'a, a nie taką adoptowaną nikim jak Rebecca!
– Przestań chrzanić, Lisa. Bierz się do roboty. Jeśli coś znajdziesz, świetnie. Jeśli nie, zmyśl coś. Musimy sprawić, by wszyscy uwierzyli, że to Rebecca za tym stoi. – Głos Janet był zimny.
– Zrozumiałam – zgodziła się szybko Lisa.
– Och, jeszcze jedno – dodała Janet. – Jak tylko urodzę, będę gotowa na powrót. Rozglądaj się za jakimiś okazjami dla mnie.
Lisa była przez chwilę oszołomiona, po czym skinęła głową. – Dobrze.
*****
Rebecca obudziła się z drzemki i zdała sobie sprawę, że jest już późna noc. Instynktownie sięgnęła do światła i chciała sprawdzić, co z dziećmi.
Rebecca sięgnęła po lampkę nocną i włączyła ją, budząc Debrę, która smacznie spała obok niej.
Debra zamrugała, wciąż nieco zamroczona, ale szybko odzyskała czujność. Spojrzała na Rebekę z troską. – Becky, co się stało? Chce ci się pić? Chcesz wody? A może musisz iść do łazienki? Mamusia pójdzie z tobą.
Mówiąc to, Debra zaczęła wstawać.
Rebecca szybko chwyciła dłoń mamy i wyjaśniła: – Nie, mamo, w porządku. Chciałam tylko sprawdzić, co z dziećmi.
Debra zatrzymała się i uśmiechnęła: – Dobrze, przyniosę maluchy.
Dzieci spały już od dłuższego czasu. I tak pewnie nadeszła pora na zmianę pieluchy. Mokra pielucha nie była dobra dla zdrowia niemowląt.
Rebecca również wstała z łóżka. Leżała przez większość dnia i czuła się nieco zesztywniała, musiała się rozciągnąć.
Widząc to, Debra szybko przyniosła jej gruby płaszcz i zarzuciła jej na ramiona, by było jej ciepło.
– Pamiętaj, żeby ubierać się cieplej, kiedy wstajesz. Nie przezięb się – przypomniała Debra.
– Dobrze, dzięki, mamo... – powiedziała Rebecca, ale Debra szybko zakryła jej usta dłonią.
Debra zerknęła ostrożnie na zewnątrz, wyjęła telefon i porozumiała się z córką przez SMS.
Gdy Rebecca przeczytała wiadomość, w końcu zrozumiała, dlaczego Debra nie ujawniła wcześniej ich prawdziwej relacji.
Okazało się, że Debra martwiła się, iż jeśli rodzina Edwardsów dowie się o jej powiązaniach z rodziną Carterów, odmówią przeprowadzenia rozwodu, stawiając przyszłość córki pod znakiem zapytania.
Dopiero gdy rozwód zostanie sfinalizowany, nadejdzie właściwy czas na ujawnienie prawdy.
Rebecca przemyślała to, po czym wzięła telefon i wpisała wiadomość w notatniku: [Dziękuję, Mamo.]
Tylko dwa słowa, ale mówiły wszystko o ich głębokiej więzi.
Po przeczytaniu wiadomości, obie szybko je usunęły, nie pozostawiając niczego przypadkowi.
















