Rebecca zerknęła na dzieci i znów zasnęła, budząc się dopiero następnego ranka.
Niemowlęta płakały z głodu. Debra trzymała je, czując lekki niepokój. Nie chciała zakłócać snu córki, ale te maluchy były nieugięte. Czy nie mogły poczekać jeszcze chwili na śniadanie?
Rebecca szybko obudziła się na dźwięk płaczu dzieci i zapytała niepewnie: – Są głodne?
Debra skinęła głową, szybko podając niemowlęta Rebece.
Rebecca przytuliła je mocno i zaczęła karmić.
Na zewnątrz hałas obudził również Sama i Melissę. Wstali z nerwami na wierzchu i skierowali się do pokoju Rebeki.
Theodore spał zeszłej nocy w gabinecie i o tej porze również wyszedł.
Wymienili spojrzenia, po czym przenieśli uwagę na drzwi Rebeki.
Melissa podniosła rękę, by zapukać, ale w chwili, gdy jej palce miały dotknąć drzwi, płacz w środku nagle ucichł. Wyglądało na to, że dzieci zostały ukojone.
Jej ręka zatrzymała się. Po chwili wahania zawołała: – Rebecco? Kochanie, nie śpisz?
Wewnątrz pokoju Rebecca usłyszała dźwięk przy drzwiach i spojrzała w ich stronę.
Debra również zerknęła na drzwi. Nie mogła zaprzeczyć – naprawdę nie lubiła całej rodziny Edwardsów.
– Nie śpię, babciu. Karmię dzieci – odezwała się w końcu Rebecca po chwili ciszy.
Trochę się martwiła, że jeśli nie odpowie, Melissa może wejść do środka. Mogłoby się zrobić niezręcznie, zwłaszcza gdyby w pobliżu był Sam.
Na zewnątrz Sam i Melissa odetchnęli z ulgą. Wiedza, że prawnuki są pod opieką, uspokoiła ich.
Theodore podświadomie również się rozluźnił. Potem spojrzał na drzwi Rebeki i stojących przy nich dziadków, czując pewną irytację.
Wyciągnął telefon, sprawdził godzinę i powiedział: – Dziadku, babciu, idę do pracy.
Sam i Melissa spojrzeli na niego.
Theodore milczał przez chwilę, po czym odwrócił się i wyszedł.
Podczas gdy Rebecca karmiła dzieci, pokojówka przygotowała już śniadanie. Posiłkiem Rebeki była specjalna zupa regeneracyjna, dobra dla zdrowia i wspomagająca laktację, skoro musiała teraz wykarmić dwoje dzieci.
Po śniadaniu Sam i Melissa zaczęli obserwować dzieci. Nie miało znaczenia, ile razy widzieli swoje prawnuki – byli po prostu zachwyceni.
Noworodki wciąż miały lekką żółtaczkę i potrzebowały trochę słońca. Niania zabrała dzieci na zewnątrz w odpowiednim momencie, a Sam i Melissa podążyli za nią.
W pokoju Debra poczekała, aż wszyscy wyjdą, po czym usiadła obok Rebeki. Uśmiechnęła się radośnie i powiedziała: – Becky, twój tata napisał do mnie dziś rano. Chce otworzyć oddział naszego sklepu jubilerskiego właśnie tutaj, w Maelorii.
– Jeśli uda ci się rozwieść z Theodorem w ciągu miesiąca, wracamy prosto do Hivalis. Ale jeśli sprawy się skomplikują i będzie opóźnienie, możesz przejść praktyczne szkolenie w nowym sklepie. Gdy już złapiesz bakcyla, będziesz zarządzać całym rodzinnym biznesem jubilerskim – powiedziała Debra z uśmiechem.
Rebecca była oszołomiona. – Mamo...
Nie zdążyła dokończyć zdania, bo Debra szybko zakryła jej usta. Rebecca przypomniała sobie, że nie powinna nazywać jej „mamą” w tym miejscu, bo mogłoby to ujawnić ich relację.
– Czy to nie jest trochę ryzykowne? – zapytała nerwowo Rebecca.
Debra roześmiała się. – Nic w tym ryzykownego, kochanie. Tych chłopaków w ogóle nie obchodzi rodzinny biznes. Jeśli ty nie przejmiesz sterów, wszystko, co zbudowaliśmy, przejmą inni.
– Nie ma mowy – odparła szybko Rebecca.
Debra skinęła głową. – Właśnie. Twój ojciec i ja czuliśmy się z tym źle, ale na szczęście teraz odnaleźliśmy ciebie. Becky, nie miałabyś nic przeciwko przejęciu rodzinnego interesu, prawda? Posiadamy kilka kopalni za granicą i ponad połowę sklepów jubilerskich w Hivalis. To ogromne przedsiębiorstwo. Pewnego dnia zabiorę cię, żebyś zobaczyła kamienie szlachetne. Wielu ludzi je kocha.
Rebecca nie mogła znaleźć słów, by wyrazić swoją wdzięczność. W końcu zrozumiała, jak to jest mieć rodziców, którzy ją kochają. Jej mama i tata byli dla niej tacy dobrzy.
Nie mogąc się powstrzymać, Rebecca wyciągnęła ręce i delikatnie przytuliła matkę, opierając głowę w jej objęciach. Czuła ciepło, dokładnie takie, jakie powinien dawać uścisk matki.
Debra trzymała córkę czule. Po tylu latach rozłąki wreszcie odnalazła swoje drogocenne dziecko. Długo zajęło jej poczucie, że to rzeczywistość. Jej córka... naprawdę wróciła.
Jednak ich czuły moment przerwało pukanie do drzwi.
Rebecca i Debra spojrzały w stronę wejścia. W następnej chwili Debra wstała i podeszła otworzyć.
Stała tam gospodyni.
Gospodyni zerknęła na Debrę i weszła do pokoju, mówiąc: – Pani Mitchell, przyszli do pani goście. Mówią, że są pani rodziną.
– Rodzina? – Zarówno Rebecca, jak i Debra poczuły falę nerwowości, wymieniając spojrzenia.
– Wpuść ich – powiedziała Rebecca.
– Dobrze – zgodziła się gospodyni.
Szybko wyszła. Rebecca zastanawiała się, czy to jej ojciec i bracia, czy może wujek przyjechał w odwiedziny.
Ale gdy zeszła na dół i zobaczyła, kto to był, serce jej zamarło. To byli jej adopcyjni rodzice i Janet!
Sam i Melissa byli w salonie, odgrywając przed Mitchellami uprzejmość, choć było jasne, że są niezadowoleni.
Słysząc hałas z góry, wszyscy spojrzeli w stronę schodów i zobaczyli Debrę oraz Rebekę.
Janet również zobaczyła Rebekę i przelotny wyraz pogardy mignął w jej oczach, zanim szybko zmienił się w uśmiech. Wstała, a jej wydatny, ciążowy brzuch był wyraźnie widoczny.
– Rebecca, tu jesteś! Słyszałam, że twoje dzieci się urodziły, więc mama, tata i ja przyjechaliśmy cię odwiedzić – uśmiechnęła się Janet.
Rebecca zatrzymała się na chwilę, po czym bez słowa kontynuowała schodzenie po schodach.
Gary Mitchell i Karen Mitchell, jej adopcyjni rodzice, również odwrócili się, by spojrzeć na zbliżającą się Rebekę.
Rebecca zatrzymała się krótko, mówiąc: – Idę sprawdzić co z dziećmi. – Następnie odwróciła się, by odejść.
Nie miała nic do powiedzenia tej rodzinie, ani nie chciała z nimi rozmawiać.
– Rebecco! – krzyknęła Karen, widząc, że odchodzi. – Przebyliśmy całą tę drogę, żeby cię zobaczyć, i tak nas traktujesz?
Rebecca uśmiechnęła się i odwróciła do Karen. – A co myślisz o Janet pojawiającej się w moim domu, w ciąży z dzieckiem mojego męża, podczas gdy ja wciąż dochodzę do siebie? Jak się z tym czujesz?
Słysząc to, Debra również wpadła w złość. Stanęła przed Rebeką, a jej wzrok wwiercał się w brzuch Janet z taką intensywnością, że Janet skuliła się, czując, jakby Debra rzucała klątwę na dziecko, które nosiła.
– Na... Na co się gapisz? – Janet nie wytrzymała i warknęła na Debrę.
– Patrzę na twój brzuch i na twój brak przyzwoitości. Nie mogłaś trzymać rąk z daleka od męża własnej siostry? Jesteś hańbą dla całego tego kraju! Tego typu rzeczy powinny pozostać pogrzebane na zawsze. Jeśli to wyjdzie na jaw, zrujnujesz naszą reputację. Jesteś tym zgniłym jabłkiem, które psuje całą beczkę!
– Jak śmiesz nazywać mnie zgniłym jabłkiem? – ryknęła Janet.
Debra prychnęła: – Bo pasuje jak ulał, prawda? Kiedyś myślałam, że jesteś po prostu walnięta. Ale hej, przynajmniej wiedziałaś, że jesteś tylko brudnym śmieciem.
Gary i Karen zmarszczyli brwi i spojrzeli na Debrę, zastanawiając się, kim jest ta kobieta.
Sam i Melissa siedzieli razem, zachowując spokojny wyraz twarzy, gdy obserwowali, jak Debra obraża Janet.
Już pierwszego dnia Melissa zauważyła, że ta przyjaciółka Rebeki ma cięty język, któremu niewielu mogło dorównać.
Nie mieli szacunku dla adopcyjnych rodziców Janet ani dla samej Janet. Byli również zażenowani faktem, że Janet jakoś przespała się z Theodorem i zaszła w ciążę. Myśl o tym, że ktoś się o tym dowie, napełniała ich przerażeniem.
Mimo to byli rodziną Rebeki. Sam i Melissa musieli okazać trochę kurtuazji, więc byli zmuszeni ugościć ich wczesnym rankiem, zamiast wyrzucić za drzwi.
Janet nigdy wcześniej nie została tak obrażona. Jej palec wycelował w Debrę, wściekłość płonęła w jej oczach, gdy rzuciła się do przodu, gotowa ją spoliczkować.
Widząc ruch Janet, Rebecca wiedziała, co ta zamierza zrobić. Ale osobą przed nią była jej biologiczna matka, więc podbiegła bez wahania.
Rebecca podniosła rękę szybciej niż Janet!
Plask!
Ostry dźwięk uderzenia przeciął powietrze, gdy dłoń Rebeki wylądowała na policzku Janet.
















