Rebecca słuchała słów ojca i nie mogła powstrzymać się od zerkania na braci. Z rozbawieniem obserwowała oburzoną minę Charliego.
– Becky, jestem twoim ojcem, Patrick. Mam pięćdziesiąt sześć lat. Od teraz, jeśli będziesz czegokolwiek potrzebować, przyjdź do rodziny Carterów. Mamy twoje plecy. Jeśli ktoś odważy się ci podpaść, po prostu mi powiedz, a ja się z nimi rozprawię! – Patrick spojrzał na Rebeccę i oświadczył, a jego głos zadudnił autorytetem.
– Dobrze – odpowiedziała Rebecca, a ciepło rozlało się w jej piersi.
– I nie zapomnij o mnie, Becky. Jestem twoim drugim bratem, Bryce Carter. Pracuję na komisariacie jako glina. Jeśli kiedykolwiek natkniesz się na jakichś złych ludzi, po prostu przyjdź do mnie, a upewnię się, że dostaną to, na co zasłużyli! – odezwał się z uśmiechem Bryce, który do tej pory milczał.
Wszyscy odwrócili się, by spojrzeć na Bryce'a, a ich oczy wypełniły głębokie emocje.
Paul spojrzał na Rebeccę i wyjaśnił: – Becky, Bryce został policjantem ze względu na ciebie. W latach, gdy byłaś zaginiona, próbowaliśmy wszelkich możliwych metod, ale nie mogliśmy cię zlokalizować. Bryce nienawidzi handlarzy ludźmi do szpiku kości, więc został gliną, mając nadzieję, że złapie każdego z nich i wsadzi do więzienia. A w głębi duszy miał nadzieję, że robiąc to, może cię odnajdzie.
Rebecca była oszołomiona. Nigdy nie wyobrażała sobie, że jej drugi brat jest policjantem, a co bardziej zaskakujące, że wybrał tę ścieżkę z jej powodu.
Jej serce waliło. Przez lata było zimne, a teraz wreszcie zrobiło się ciepłe. Otworzyła ramiona w stronę Bryce'a.
Bryce podszedł, otworzył ramiona i delikatnie ją objął.
W następnej chwili dołączyła do nich mama, obejmując ich delikatnie, a za nią tata i dwaj pozostali bracia. W zaledwie kilka minut cała rodzina ściskała się razem, przepełniona radością i szczęściem.
Paul stał w pobliżu przez długi czas i nie mógł powstrzymać się od otarcia łez, które napłynęły mu do oczu.
Gdy już się poznali, jej mama, tata i bracia szybko znów zajęli się sprawami organizacyjnymi. Rebecca właśnie urodziła dwoje dzieci, więc było tyle rzeczy do zrobienia.
Ubranka dla dzieci, małe buciki, skarpetki, czapeczki, urocze małe butelki, pieluchy... Wszystko musiało być przygotowane.
Rebecca zaśmiała się, odciągając ich na bok i uspokajając: – Kochani, spokojnie! Mam wszystko przygotowane. Nie martwcie się.
Jako przyszła samotna matka, Rebecca była zdeterminowana, by wychować swoje bliźnięta z miłością i troską. Przygotowywała się od miesięcy, upewniając się, że będą miały wszystko, czego potrzebują.
Słysząc to, wszyscy poszli zobaczyć, co przygotowała dla dzieci. Po chwili powoli się uspokoili, gdy stwierdzili, że wszystko jest w porządku.
– Dobrze, wszyscy, cisza. Becky właśnie urodziła i musi odpocząć. Dajmy jej trochę spokoju i bądźmy cicho – przypomniał im nagle Paul.
Wszyscy w końcu zdali sobie z tego sprawę i szybko zamilkli, utrzymując w pokoju ciszę i spokój.
*****
Tymczasem w Grupie Edwards...
Theodore zmarszczył brwi, przeglądając stos dokumentów, a jego adnotacje były ostre i surowe. Zaledwie po kilku minutach rzucił akta na biurko z zimnym wyrazem twarzy. – Zebranie, już! – warknął.
W pobliżu, przy biurku asystenta, jego przyjaciel Wyatt Shatner westchnął głęboko i powiedział: – Theodore, nie powinieneś sprawdzić, co u Rebecci w szpitalu?
– Nie ma potrzeby – odmówił chłodno Theodore, kpiąc z drwiną. – Desperacko próbowała wszystkiego, by mieć moje dzieci. Przypełznie z powrotem.
Wyatt chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie milczał.
Odwrócił się, by powiadomić wszystkie działy o spotkaniu. Wszyscy poruszali się szybko i wkrótce wszyscy znaleźli się w sali konferencyjnej na najwyższym piętrze.
Theodore wszedł do sali z dokumentami i natychmiast poważnie rozpoczął spotkanie. Trwało czterdzieści minut, ani za długo, ani za krótko. Kiedy Theodore opuścił biuro, nie mógł powstrzymać się od zerkania na telefon.
Żadne powiadomienia nie wyskoczyły.
Rebecca nie zadzwoniła.
Odkąd urodziła, nie dzwoniła do niego, z wyjątkiem tamtego jednego połączenia wcześniej.
Po powrocie do gabinetu Theodore rzucił telefon na biurko, ale jego wzrok wciąż ku niemu uciekał. Telefon milczał, nie było żadnych wiadomości ani połączeń od Rebecci.
– Wyatt – powiedział Theodore głosem zabarwionym frustracją.
– Czy mamy jakieś spotkania dziś wieczorem? – zapytał.
Wyatt szybko odpowiedział: – Miała być dziś kolacja, ale została odwołana z powodu problemów w rodzinie Shatnerów, więc... nic nie ma w planie. Możesz odpocząć.
Theodore był wzburzony. Po chwili namysłu powiedział: – Chodźmy się napić.
Wyatt zastanawiał się przez chwilę, po czym zgodził się: – Dobrze.
*****
Wszyscy byli w szpitalu, czuwając nad Rebeccą przez trzy dni.
Po tym czasie wszyscy musieli wrócić do Hivalis, by zająć się swoją pracą.
Tego popołudnia, po pożegnaniu z Rebeccą, Patrick i jej bracia wyjechali. Zostali z nią tylko jej matka, Debra, i wujek Paul, który pracował w szpitalu.
Początkowo wszyscy chcieli, żeby pojechała z nimi do Hivalis, ale podpisała tylko ugodę rozwodową z Theodorem i nie sfinalizowała jej w sądzie, więc nie mogła jeszcze wyjechać.
Musiała zostać, aby dopełnić formalności rozwodowych z Theodorem, a wtedy będzie wolna, by udać się do Hivalis.
Debra była wściekła, gdy dowiedziała się, co ją spotkało. Przeklinała rodzinę Mitchellów i rodzinę Edwardsów w kółko, gotowa użyć wpływów rodziny Carterów, by wymierzyć sprawiedliwość za córkę. Ale Rebecca ją powstrzymała.
Czwartego dnia Rebecca została w końcu wypisana ze szpitala.
Po powrocie do domu rozejrzała się po znajomym miejscu. Każdy szczegół został przez nią wybrany z taką troską i miłością.
Chciała, aby Theodore czuł się komfortowo, zrelaksowany i szczęśliwy, gdy wracał z pracy.
Ale wszystkie jej wysiłki były żartem. Po tym, jak Theodore się obudził, został w domu tylko przez dwa lub trzy miesiące, zanim się wyprowadził.
Nie żywił do niej żadnych uczuć. Nawet dzieci, które nosiła, były przypadkiem.
Wciąż pamiętała pierwszy raz, gdy zobaczyła Theodore'a towarzyszącego Janet na badaniach prenatalnych w szpitalu.
Janet z dumą ogłosiła, że też jest w ciąży, a dziecko jest Theodore'a.
Rebecca była tak wściekła, że spoliczkowała Janet mocno w twarz, prawie doprowadzając do poronienia.
Theodore wkrótce potem wymusił na niej podpisanie papierów rozwodowych i nigdy więcej nie wrócił do domu.
Myśląc o bólu rodzenia w samotności i plotkach, które słyszała w sali szpitalnej, nagle zrozumiała.
Niektóre małżeństwa po prostu nie miały racji bytu.
Dwa dni później Rebecca w końcu zadzwoniła do Theodore'a.
W sali konferencyjnej Theodore był w trakcie spotkania, gdy jego telefon nagle zadzwonił w kieszeni.
Wszyscy byli zaskoczeni i instynktownie spojrzeli w kierunku dźwięku.
Po krótkiej pauzie Theodore wyciągnął telefon pod spojrzeniami wszystkich.
To dzwoniła Rebecca!
Oczy Theodore'a prześlizgnęły się po nazwisku, po czym rozłączył się z irytacją i wznowił spotkanie.
















