logo

beletrystyka

Wszystko albo nic

Wszystko albo nic

Autor: Joooooe

5.Rozdział 5 Licencja rozwodowa
Autor: Joooooe
29 gru 2025
W domu Rebecca wpatrywała się w telefon, a jej serce zamarło, gdy połączenie zostało przerwane. Debra zmarszczyła brwi, niezadowolona. – Rozłączył się? Rebecca wróciła prosto do kontaktów, wybierając ponownie numer Theodore'a. W sali konferencyjnej Theodore uśmiechnął się złośliwie, gdy zobaczył imię Rebecci migające na ekranie, i natychmiast znów się rozłączył. Tym razem połączenie zakończyło się niemal natychmiast. Rebecca nie była głupia. Wiedziała, że robi to celowo. Po chwili namysłu napisała wiadomość i wysłała ją. [Theodore, miejmy ten rozwód z głowy. Nigdy nie poszliśmy do sądu po podpisaniu tamtych papierów ostatnim razem. Jeśli masz czas w najbliższych dniach, załatwmy to oficjalnie i sfinalizujmy sprawę.] [Nie martw się, nie będę cię już niepokoić.] Po wysłaniu wiadomości Rebecca odłożyła telefon. Debra spojrzała na córkę, czując, jak pęka jej serce. W biurze Theodore założył, że Rebecca w końcu się uspokoiła. Miał właśnie wznowić spotkanie, gdy jego telefon zabrzęczał od kilku wiadomości. Zirytowany Theodore podniósł telefon, ciekawy, co Rebecca wysłała mu tym razem lub jakie kłopoty teraz wywołuje. Ale gdy zobaczył jej wiadomość, na moment zrobiło mu się pusto w głowie. Była to jednak tylko ulotna chwila. Theodore szybko odzyskał rezon i prychnął. Wyszedł z sali z telefonem i wybrał numer Rebecci. W domu telefon Rebecci nagle zadzwonił. Widząc imię Theodore'a na ekranie, wzięła głęboki oddech i odebrała. – Rebecco, co znowu kombinujesz? – głos Theodore'a ociekał lodowatym sarkazmem, rozbrzmiewając w słuchawce, zanim zdążyła otworzyć usta. Rebecca zerknęła na dzieci śpiące obok niej. Były takie grzeczne, ale szkoda, że ich rodzice się rozwodzą. – Nic nie kombinuję, Theodore. Podpisaliśmy ugodę rozwodową ponad pół roku temu. Myślę, że powinniśmy wkrótce sfinalizować rozwód. Nie ma sensu tego przeciągać – powiedziała Rebecca zmęczonym głosem. – Co masz na myśli? – zażądał wyjaśnień Theodore. Uśmiechnęła się gorzko i powiedziała: – Mówię, że musisz tu wrócić. Możemy ustalić termin w sądzie i za miesiąc będziemy rozwiedzeni. Do tego czasu wyzdrowieje i będzie mogła połączyć się z rodziną w Hivalis wraz z dziećmi. Nie chciała zostać w Maelorii. To łamało jej serce. Telefon rozłączył się bez odpowiedzi ze strony Theodore'a, ale po tylu latach razem wiedziała, że wróci po rozwód. Tego wieczoru Theodore rzeczywiście wrócił. Był ubrany w szyty na miarę garnitur, koszula zapięta skrupulatnie pod samą szyję, gdy wchodził do środka. Cała jego postawa emanowała chłodem i poczuciem władzy. Debra właśnie zeszła na dół, by przynieść wodę dla córki, gdy zobaczyła Theodore'a wchodzącego z zewnątrz. Theodore również zobaczył Debrę. Przystanął, wpatrując się w nią. Żadne z nich się nie odezwało. W końcu Theodore poszedł na górę, mijając Debrę w drodze do pokoju. W środku Rebecca opierała się o zagłówek, kołysząc jedno ze swoich dzieci. Słysząc kogoś przy drzwiach, Rebecca założyła, że to jej matka. Instynktownie podniosła wzrok, ale jej uśmiech zamarł w chwili, gdy zobaczyła Theodore'a. Nawet jej ramiona zacisnęły się wokół dziecka. – Jutro idziemy do sądu – powiedział bez ogródek Theodore. Rebecca poczuła ukłucie bólu w klatce piersiowej, ale zachowała spokój. – Dobrze – powiedziała po prostu. Theodore zmarszczył brwi na jej odpowiedź. Jego oczy wwiercały się w jej oczy, próbując czytać w jej myślach. Myślał, że Rebecca będzie płakać i odmówi rozwodu, jak to zwykła robić. Theodore obserwował ją przez chwilę, po czym zerknął na dziecko w jej ramionach i drugiego noworodka na łóżku. Dzieci były takie maleńkie, dopiero co urodzone... Theodore zrobił krok do przodu, jakby chciał przyjrzeć się bliżej, ale potem gwałtownie się odwrócił i wyszedł. Tej nocy nie wrócił do głównej sypialni. Zamiast tego udał się prosto do swojego gabinetu, zakopując się w pracy, aż zasnął na kanapie. Następnego ranka Theodore nie wybiegł w pośpiechu. Czekał do dziewiątej, a potem pojawił się w drzwiach Rebecci, przypominając jej o zaplanowaniu wizyty rozwodowej w sądzie. Debra gotowała się ze złości, gotowa wygarnąć mu co myśli, ale ugryzła się w język. Ich rozwód wkrótce dobiegnie końca. Nie mogła pozwolić sobie na pochopne działanie. To nie był jeszcze odpowiedni moment na ujawnienie ich pochodzenia rodzinnego. Rodzina Carterów była potężna i wpływowa. Gdyby ten człowiek dowiedział się o powiązaniach Becky z nimi, mógłby odmówić jej odejścia i przyczepić się do niej jak pijawka. To oznaczałoby, że Becky utknęłaby z tym palantem do końca życia! Debra mogła poczekać jeszcze kilka dni. Kiedy jej córka będzie miała ten wyrok rozwodowy w ręku, będzie mogła rozprawić się z tym draniem! Debra obserwowała córkę w zamyśleniu. Gdy Rebecca zaczęła wstawać z łóżka, Debra szybko chwyciła dla niej ciepły zestaw ubrań. Świeżo upieczona matka musiała być pod dobrą opieką i nie powinna się przeziębić. Niewiele było do spakowania. Kilka szybkich przygotowań, gruby płaszcz dla Rebecci i były gotowe do wyjścia z Theodorem. Debra jednak martwiła się o córkę i nalegała, by pojechać z nimi. Theodore zerknął na Debrę, zdziwiony. – A pani to...? Słysząc to, Rebecca również spojrzała na matkę. Debra szybko powiedziała: – Och, jestem... przyjaciółką Rebecci. Właśnie urodziła dzieci i jestem tu, żeby upewnić się, że wszystko z nią w porządku. Theodore był całkowicie skonsternowany. Chociaż Debra dobrze dbała o swój wygląd, jasne było, że nie jest młoda. Zastanawiające było, jak Rebecca, ledwo po dwudziestce, mogła zaprzyjaźnić się z kimś w wieku jej matki. Instynktownie spojrzał na Rebeccę z dezorientacją. – Po prostu jakoś na siebie wpadłyśmy – wyjaśniła Rebecca – i od razu złapałyśmy wspólny język. Theodore skinął głową i nie zadawał dalszych pytań. Wyszli razem i wsiedli do Rolls-Royce'a zaparkowanego przy wejściu, po czym odjechali. Samochód był przytulny, chronił Rebeccę przed chłodem wiatru, więc nic jej nie groziło. W zaledwie kilka minut dotarli do gmachu sądu. Debra była podekscytowana. Jej córka wkrótce będzie wolna i nie będzie już uwiązana do tego palanta! Szybko wstała i delikatnie pomogła Rebece wysiąść z samochodu. Theodore zerkał na zmianę na Rebeccę i Debrę. Twarz Rebecci była spokojna, ale jej przyjaciółka praktycznie wibrowała z ekscytacji. Czy ona... cieszyła się z rozwodu? Rebecca była opatulona w gruby płaszcz i czapkę, wyglądając jak kokon. Mimo to Debra wyciągnęła gruby koc przeciwwiatrowy i owinęła Rebeccę szczelnie jeszcze raz z zewnątrz. Jeśli Rebecca chciała szybko wyzdrowieć, zasada numer jeden brzmiała: unikać zimna i trzymać się w cieple. – Chodźmy do środka, nie chcę, żebyś zamarzła – przypomniała Rebece Debra, gdy miały wysiąść z samochodu. Rebecca spojrzała na matkę i skinęła głową, czując ciepło. – Dobrze. Wyszły z samochodu i szybko ruszyły w stronę sądu. Theodore czuł się jeszcze bardziej nieswojo, ale po krótkiej chwili ciszy wysiadł z samochodu i podążył za nimi do budynku.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

5.Rozdział 5 Licencja rozwodowa – Wszystko albo nic | Czytaj powieści online na beletrystyka