Gdy Paul mówił, jego wzrok powędrował ku dzieciom wtulonym w Rebeccę.
– Becky... To znaczy, Rebecco, czy mogę zrobić zdjęcie dzieciom? – zapytał ostrożnie Paul.
Rebecca była przez chwilę oszołomiona, po czym szybko skinęła głową. – Tak, oczywiście.
Instynktownie przesunęła się, by zrobić miejsce.
Paul podbiegł, wymienił spojrzenie z Rebeccą, po czym wyjął telefon i ostrożnie zrobił zdjęcie obojgu dzieciom.
Po zrobieniu zdjęcia spojrzał na urocze maluchy, uśmiechając się od ucha do ucha. Miał już wysłać je na czat rodzinny, gdy nagle o czymś pomyślał i szybko zwrócił się do Rebecci. – Rebecco, czy masz coś przeciwko, żebym wrzucił to na grupę rodzinną? Chciałbym, żeby wszyscy zobaczyli twoje dzieci.
– Szukaliśmy cię od ponad dwudziestu lat. Wszyscy nie mogą się doczekać wieści o tobie – powiedział nerwowo Paul.
– Tak, w porządku – powiedziała Rebecca, zauważając jego zdenerwowanie, ekscytację i radość. Jej własne serce waliło mocno, czuła mieszankę skomplikowanych emocji i radości.
Okazało się, że ma rodzinę.
Miała mamę i tatę, braci i wujka, którzy wszyscy strasznie za nią tęsknili. Szukali jej przez ostatnie dwadzieścia lat. Nie została porzucona.
Za zgodą Rebecci Paul podekscytowany udostępnił zdjęcia na czacie rodzinnym.
W chwili, gdy nacisnął „wyślij”, czat eksplodował.
[Co to jest?]
[Skąd się wzięły te dzieci?]
[Paul, czy ty masz dzieci za naszymi plecami?]
[O rany, jakie słodkie! Czyje to dzieci? Mów!]
[To dzieci Rebecci, bliźniaki, chłopiec i dziewczynka, dopiero co urodzone. Czyż nie są urocze?] Paul wysłał wiadomość po udostępnieniu zdjęć, dumnie się chwaląc!
[Wszyscy, szykujcie prezenty! Dla dzieci i dla Rebecci. Niech nikogo nie zabraknie! Mówię wam, prezenty muszą być duże i wyjątkowe. Im więcej, tym lepiej!] Paul kontynuował, grożąc wszystkim na czacie grupowym.
Rebecca potajemnie obserwowała miny Paula, widząc, jak jego ostrożne spojrzenie zmienia się w ekscytację, potem arogancję, a w końcu w zadowolony uśmiech. Nie mogła powstrzymać poprawy nastroju i lekkiego uśmiechu.
Myśląc o tym, Rebecca odwróciła się, by spojrzeć na swoje dzieci obok niej. Maluchy były delikatne i malutkie, wyglądały niesamowicie uroczo.
Tego wieczoru rodzina Carterów wpadła do szpitala, a ich niepokój narastał, gdy pędzili w stronę pokoju Rebecci na oddziale.
Patrick, Debra i ich trzej rośli synowie zatrzymali się w drzwiach, każdy z nich wyglądał na zdenerwowanego, a nawet nieco przestraszonego.
W końcu Debra wzięła głęboki oddech i ostrożnie zapukała do drzwi.
W sali szpitalnej Paul wciąż na nich patrzył, zerkając na Rebeccę, a potem na dwoje dzieci. Im dłużej patrzył, tym szerszy stawał się jego uśmiech. To były najcenniejsze dzieci rodziny Carterów.
Pukanie do drzwi przez chwilę go zaskoczyło, ale szybko zdał sobie sprawę, że to muszą być Patrick i Debra.
Pospiesznie wstał, by otworzyć drzwi.
Gdy drzwi się otworzyły, stała tam cała rodzina, a Debra stała na samym przodzie.
Siedząc na łóżku szpitalnym, Rebecca spojrzała w stronę drzwi. W chwili, gdy zobaczyła Debrę, jej serce zdawało się na moment zatrzymać. Ta pani...
Kiedy Debra zobaczyła Paula, wiedziała, że trafiła we właściwe miejsce. Stała się jeszcze bardziej nerwowa, instynktownie pochylając się i omiatając wzrokiem pokój.
Ich oczy nagle się spotkały – Rebecci i Debry. Wpatrywały się w siebie, czując mieszankę napięcia, ekscytacji i głęboko zakorzenionego oczekiwania, po którym nastąpił słodko-gorzki ból dwudziestoletniej rozłąki.
Łzy napłynęły do oczu Debry, ale szybko je otarła i wbiegła do pokoju.
Patrick i trzej synowie rodziny Carterów podążyli za nią.
Nie mogli się doczekać wejścia do środka, ale teraz, gdy w końcu znaleźli się w pokoju, wszystkich ogarnęła fala nerwów. Wszystkie oczy były wlepione w Rebeccę.
Rebecca nigdy nie była w centrum uwagi w taki sposób i czuła się nieswojo pod ich spojrzeniami.
– Dobra, Patrick, Debra i wy trzej, uspokójcie się. Nie straszcie Rebecci – Paul nie mógł tego dłużej znieść i szybko ich upomniał.
Jego słowa zdawały się przerywać zaklęcie.
Debra uśmiechnęła się przez łzy.
Patrick odwrócił głowę, cicho ocierając własne łzy.
Trzej bracia również się uśmiechnęli.
Paul wstał i przedstawił ich z zadowolonym uśmiechem: – Becky, to twoja mama, Debra. To ona najbardziej za tobą tęskniła przez te ostatnie dwadzieścia lat. Płakała tak bardzo, bo nie mogła cię znaleźć, że aż popsuł jej się wzrok...
– Paul! – przerwała mu niespokojnie Debra, a jej głos był naglący. – Nie opowiadaj Becky takich rzeczy.
Becky to zdrobnienie, jakie rodzina Carterów nadała Rebece. Mieli nadzieję, że zawsze będzie szczęśliwa, ale los okrutnie z niej zakpił, czyniąc jej życie najtrudniejszym.
Paul natychmiast przestał i zwrócił się do Rebecci, a jego oczy wypełniły się czułością. – W każdym razie, twoja mama bardzo cię kocha.
Oczy Rebecci zaszły łzami. Odwróciła głowę, szukając chusteczki, by je wytrzeć.
Przed nią pojawiła się chusteczka. Rebecca podniosła wzrok i zobaczyła przystojnego młodego mężczyznę podającego ją z życzliwym uśmiechem.
– Dzi-dziękuję – wydukała, ostrożnie biorąc chusteczkę.
– Becky, to twój starszy brat, Adrian Carter. Studiował prawo i teraz prowadzi własną kancelarię. Zgłoś się do niego, jeśli kiedykolwiek będziesz miała jakiekolwiek kłopoty prawne. Pomoże ci! – powiedział Paul z pogodnym uśmiechem.
„Starszy brat? Prawnik?”.
Otwarcie własnej kancelarii w tak młodym wieku było imponujące.
Rebecca spojrzała na swojego starszego brata, nie mogąc ukryć podziwu.
Wyraz twarzy Adriana złagodniał, gdy zauważył pełne podziwu spojrzenie siostry. – Cześć Becky – powiedział ciepło. – Jestem Adrian. Cokolwiek potrzebujesz, jestem tu dla ciebie.
Słysząc słowa Adriana, stojący w pobliżu młody mężczyzna w ubraniu w stylu hip-hop pośpiesznie się wtrącił: – Tak, a ja jestem twoim trzecim bratem, Charlie Carter. Pracuję w branży rozrywkowej. Więc wiesz, jeśli kiedykolwiek będziesz chciała wejść do show-biznesu, po prostu daj mi znać. Będę cię wspierać...
– Zamknij się! – trzy głosy odezwały się jednocześnie, uciszając Charliego.
Charlie odwrócił się do wszystkich, czując się skrzywdzony. – Dajcie spokój, ludzie! To pierwszy raz, kiedy spotykam naszą siostrę. Wszyscy możecie ją wspierać, a ja nie?
– Wszyscy wiemy, jakim jesteś człowiekiem! – Debra przewróciła oczami, czując się bezradna.
– Chuck, jeśli nie chcesz przejąć rodzinnego biznesu i upierasz się przy wygłupianiu się w branży rozrywkowej, to twój wybór, ale nie ciągnij ze sobą Becky! – Patrick również szybko go skarcił.
Mówiąc to, odwrócił się do Rebecci, uśmiechając się. – Becky, nie bądź jak twoi bracia. Wszyscy odmówili przejęcia rodzinnego interesu i upierali się przy zakładaniu własnych przedsięwzięć. Doprowadzają mnie do szaleństwa. Na szczęście mam jeszcze ciebie, moja grzeczna dziewczynko. Teraz, gdy wróciłaś, cały majątek rodziny zostanie przepisany tobie. Ci chłopcy nie dostaną ani grosza, hm!
















