Sadie: Nieszczęśliwa miłość jest po prostu najgorsza, prawda? Kochałam Aleca, odkąd pamiętam, ale on nigdy nie czuł tego samego. Dla niego byłam tylko irytującą najlepszą przyjaciółką jego siostry. Byłam pewna, że będzie moim partnerem, ale bogini księżyca okrutnie ze mnie zakpiła, bo Alec znalazł swoją partnerkę i to nie byłam ja. Myślałam, że nie ma nic gorszego niż widzieć mężczyznę, którego kochasz, szczęśliwego z kimś innym. Myliłam się. Wystarczyła jedna noc, aby moje życie się zmieniło. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Zostałam pohańbiona, odrzucona i torturowana za zbrodnię, której nie popełniłam. Jakby tego było mało, Alec mnie wygnał, co było gorsze niż śmierć. Ze złamanym sercem i duszą odeszłam, przysięgając, że nigdy więcej nie skrzyżuję z nim ścieżek. Alec: Z klątwą wiszącą nad moją watahą i uciekającym czasem, miałem pełne ręce roboty. Myślałem, że nie ma nic trudniejszego niż próba zdjęcia pieprzonej klątwy, ale się myliłem. Nie było to tak trudne, jak próba przekonania kobiety, którą głęboko zraniłem, aby mi wybaczyła. Sadie mną gardzi i nie chce mieć nic wspólnego ze mną ani z moją watahą. Nie po tym gównie, które jej zrobiliśmy. Chcę szansy na odkupienie, ale czy ona kiedykolwiek mi wybaczy? Czy kiedykolwiek zapomni o bólu, który jej zadałem? Okazuje się, że kobieta, którą okrutnie potraktowałem, jest nie tylko moją drugą szansą na partnerkę, ale także kluczem do złamania klątwy.

Pierwszy Rozdział

Poruszam się w rytm muzyki, nagle czując, jak wszystkie moje zmartwienia odpływają. Chciałam zapomnieć. Zapomnieć, że mężczyzna, w którym jestem zakochana, urządza to przyjęcie, by uczcić odnalezienie swojej przeznaczonej. Stwierdzenie, że mam złamane serce, byłoby niedopowiedzeniem. Jestem zdruzgotana, ponieważ wiedziałam, że moja miłość do niego prawdopodobnie nigdy nie wygaśnie. – Daj spokój, Sadie, dość już tańczyłaś – mówi moja najlepsza przyjaciółka, Piper, ściągając mnie z parkietu. Wiedziała, że przechodzę dziś trudne chwile. W końcu mężczyzna, który nieświadomie złamał mi serce, był jej starszym bratem. – Chcę potańczyć jeszcze trochę – jęknęłam. W tej chwili zrobiłabym wszystko, byle tylko o nim nie myśleć. Byle nie myśleć o fakcie, że nigdy nie będzie mój. Że straciłam go, zanim w ogóle go miałam. Szczerze mówiąc, to smutne. Próbowałam wszystkiego, żeby mnie zauważył, ale nigdy tego nie zrobił. Byłam dla niego niczym więcej niż najlepszą przyjaciółką jego siostry. Irytującą dziewczyną, która zazwyczaj działa mu na nerwy. Miałam nadzieję i modliłam się do Bogini Księżyca, aby to on był moim przeznaczonym. Każdego roku w moje urodziny życzyłam sobie, aby był mój. Myślałam, że mnie zauważy, ale nigdy tak się nie stało. Jak mógłby, skoro nie byłam w jego typie? Skoro nie byłam kobietą, na którą spojrzałby dwa razy? Nieodwzajemniona miłość bolała jak jasna cholera, a teraz płaciłam za to cenę. Teraz musiałam patrzeć, jak nadskakuje swojej partnerce, jakby była najcenniejszą rzeczą na świecie. To kurewsko bolało i nikt nie wiedział, jak głęboki był ten ból. – Musisz o nim zapomnieć. Mówię ci to od lat – odzywa się Piper, wyrywając mnie z zamyślenia. Podaje mi shota, a ja z chęcią go przyjmuję. Potrzebowałam czegoś, co zagłuszyłoby ból, który w tej chwili czułam. – Słuchaj, pewnie gdzieś tam jest twój partner, który umiera z niecierpliwości, by cię poznać. Zapomnij o Alecu. To nie będzie fair wobec twojego przeznaczonego, jeśli dowie się, że kochasz kogoś innego. Już sama wzmianka jego imienia sprawia, że przeszywa mnie ból. Gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że dosłownie umieram ze złamanego serca. – To nie takie proste, Piper – szepnęłam łamiącym się głosem. Jak mam jej wytłumaczyć, że jej brat jest we mnie głęboko zakorzeniony? Że mam go we krwi. Że jest wszystkim, co widzę i o czym potrafię myśleć. Że jest powietrzem, którym oddycham. Ona by tego nie zrozumiała. Zawsze uważała, że to głupie zauroczenie. Alec był cholernym Alfą. Oprócz tego był cholernie gorący. Bóg stąpający wśród śmiertelników. Każda nastolatka i każda wolna kobieta w naszej watasze się w nim kochała. Cholera, nawet niektóre z tych, które miały już partnerów, peszyły się przy nim, więc oczywiście Piper myślała, że moje uczucie przeminie. – Jest. To będzie naprawdę niewłaściwe, jeśli będziesz to ciągnąć, gdy on już znalazł swoją parę. To nie będzie fair wobec nich, jeśli rzucisz cień na ich związek, odmawiając puszczenia go w niepamięć – mówi, patrząc na mnie ze współczuciem. Odwracam głowę. Nie chciałam widzieć współczucia w jej oczach. To zawsze bolało, bo wiedziałam, że nigdy nie dorównam temu, jaka powinna być Luna. Wiedziałam, że to, co mówiła, było prawdą, ale nakłonienie serca do posłuchu to zupełnie inna sprawa. – Cieszmy się po prostu imprezą, okej? Jestem pewna, że zapomnę o nim w mgnieniu oka – okłamuję ją, całkowicie zmieniając temat. Kiwa głową z entuzjazmem, po czym opróżnia swój kieliszek i uśmiecha się do mnie szeroko. Udaje mi się posłać jej uśmiech, zanim wypijam kolejnego shota. Była najszczęśliwsza na świecie, gdy Alec znalazł swoją parę. Zazwyczaj znajdujemy swoich przeznaczonych, gdy kończymy dwadzieścia jeden lat; Alec nie miał tyle szczęścia. Myślałam, że to znak. Byłam cztery lata młodsza od niego, więc myślałam, że to znak, iż jest mi pisany. Mam teraz dwadzieścia lat. Sądziłam, że muszę poczekać jeszcze rok, zanim dowiemy się, że jesteśmy parą. Byłam tak podekscytowana. Nie mogłam się doczekać przyszłego roku. Jednak to ja przeżyłam szok. Na moje nieszczęście, znalazł swoją partnerkę kilka miesięcy temu. Piper rozmawia z ludźmi wokół nas. Szczęście promieniuje z każdego pora jej ciała. Zamiast się włączyć, skanuję otoczenie. Mój wzrok natychmiast ląduje na nim, a oddech więźnie mi w gardle. Tańczył z Lolą. Swoją partnerką. Trzymał ją tak blisko i czule, jakby była porcelanową lalką, która łatwo może się stłuc. Odsunął się i spojrzał na nią z góry. W jego oczach było tyle czułości i miłości, że trudno mi było oddychać od samego patrzenia na nich. Pochyla się i delikatnie całuje jej usta. Po raz pierwszy, odkąd go znam, uśmiechał się. Moje serce pęka jeszcze bardziej na myśl, że Lola była w stanie zrobić coś, czego ja nigdy nie potrafiłam. Nie chcąc siedzieć przy stoliku i patrzeć, jak wszyscy cieszą się szczęściem pary, i nie chcąc widzieć Aleca i Loli, wstaję. – Gdzie idziesz? – pyta Piper z wypisanym na twarzy zmartwieniem. – Idę tylko do baru. Muszę się schlać, i to natychmiast – ona kiwa głową, a ja odchodzę. Zajmuję jeden ze stołków barowych i staję twarzą do barmana. Był naprawdę uroczy. Gdyby tylko moje głupie serce mogło zakochać się w kimś takim jak on, zamiast w Alecu, który był nieosiągalny. – Co mogę podać? – pyta Blondyn z uśmiechem. – Coś naprawdę mocnego. Przygląda mi się przez chwilę, po czym znów się uśmiecha. – Już się robi. Nie wiem, jak długo tam siedziałam, kiedy poczułam jego obecność obok mnie. Rzucam mu szybkie spojrzenie, po czym odwracam się z powrotem, by stanąć z nim twarzą w twarz z drinkiem w dłoni. – Jak się masz, Sadie? – pyta nagle, co jest do niego tak niepodobne. Odwracam się do niego, zastanawiając się, czy jest pijany, czy co. – Dobrze – odpowiadam, gdy zdaję sobie sprawę, że jest trzeźwy. – Jestem tak kurewsko szczęśliwy. Lola jest wszystkim, czego kiedykolwiek pragnąłem – mówi, szczerząc zęby. Cofam to, co powiedziałam. Nie był trzeźwy, ale nie był też całkowicie pijany. Alec, którego znam, nie jest taki radosny. Nawet po kilku drinkach. Patrząc na niego teraz, dociera do mnie, jak cholernie był szczęśliwy. Był tak szczęśliwy, że to szczęście biło od niego falami. Jak więc mogę być przeciwna jego szczęściu? Kochałam go tak bardzo, więc jak mogę mieć mu za złe, że znalazł swoją bratnią duszę? Kochanie go oznacza, że powinnam być szczęśliwa, gdy on jest. Zrozumiawszy to, puszczam wolno mój ból i urazę. Kochanie go oznaczało, że jego szczęście jest moim, nawet jeśli to nie ja mu je zapewniam. – Cieszę się twoim szczęściem. Naprawdę bardzo, Alec – mówię mu, czując, jak ciężar spada mi z ramion. – Dziękuję. Przede mną pojawiają się dwa kieliszki. – Na koszt firmy – powiedział facet. To inny barman niż ten, który obsługiwał mnie przez ostatnie kilka minut, ale po prostu to zbywam. Może zamienili się zmianami czy coś. – Masz – wręczam mu jeden z kieliszków. – Za twoje nowe początki. Stukamy się kieliszkami i wlewamy w siebie ich zawartość. Pali i smakuje dziwnie, ale wcale mnie to nie obchodzi. Piłam z Aleciem. To się nigdy nie zdarzyło. Zamiast za dużo o tym myśleć, odpuszczam. Zamierzałam przeżyć z nim tę chwilę, a potem zamierzałam pozwolić mu odejść. Rozmawiamy przez chwilę, a następną rzeczą, jaką wiem, jest to, że jesteśmy w pokoju. Nie wiem jak ani kiedy tam dotarliśmy, ale mój umysł nie rejestruje absolutnie niczego. – Czekałem na to, odkąd się poznaliśmy – mówi Alec, rozbierając mnie. Zanim zdążę odpowiedzieć, wpija się ustami w moje wargi i bierze je w gorącym pocałunku. Takim, który zapiera mi dech w piersiach. Mój umysł jest zamglony, gdy Alec bierze moje ciało. Łącząc nas i sprawiając, że stajemy się jednością. Kocham wszystko, co robi, i w końcu tracę rachubę, ile razy doprowadza mnie do szczytowania. To wszystko, co kiedykolwiek sobie wyobrażałam, że będę czuła będąc z Aleciem. Więc dlaczego, do cholery, wydawało się to tak niewłaściwe? Dlaczego, do cholery, miałam wrażenie, że coś jest nie tak?

Odkryj więcej niesamowitych treści