Złośliwa zagrywka

Złośliwa zagrywka

Autor: Aeliana Thorne

Zmiana pływu
Autor: Aeliana Thorne
11 lip 2026
Zanuciłam cicho, a na moich ustach zagościł mały, niepewny uśmiech, podczas gdy znajomy, kojący aromat palonych ziaren espresso i słodkich drożdży wypełniał ciepłe powietrze piekarni. Poranne słońce zaczynało właśnie wpadać przez duże, przednie szyby, rzucając długie, złociste pasma światła na drewnianą podłogę i oprószając witryny z wypiekami ciepłym, delikatnym blaskiem. – Tobie również dzień dobry – powiedziałam, a mój głos niósł ze sobą miękki, pełen czułości chichot. Chwyciłam czystą kuchenną ściereczkę, by zetrzeć z rąk zabłąkaną mąkę. – Możesz usiąść, podczas gdy ja zrobię kawę. Flat white z cynamonem na wierzchu, tak? Twarz Katyi natychmiast pojaśniała, a jej ostre, leśnozielone oczy rozbłysły szczerą wdzięcznością. – Kocham cię – jęknęła głosem ochrypłym ze zmęczenia. – Poważnie, Addie, znasz mnie stanowczo zbyt dobrze. Jesteś absolutną wybawicielką. Z kolejnym dramatycznym, na wskroś wyczerpanym westchnieniem praktycznie opadła na jedno z rustykalnych drewnianych krzeseł przy oknie. Zgarbiła się do przodu, opierając przedramiona na stole i podpierając podbródek na dłoniach, wyglądając na całkowicie pokonaną przez dzień, zanim ten w ogóle na dobre się rozpoczął. Odwróciłam się do niej plecami i zaczęłam znajomą, wyciszającą rutynę przygotowywania naszych napojów. Zrobiłam dwa podwójne szoty espresso; gęsty, ciemny płyn kapał do ceramicznych filiżanek z równomiernym, kojącym sykiem. Spieniłam mleko, obserwując, jak dysza parowa tworzy idealną, aksamitną mikropiankę, po czym oprószyłam wierzch filiżanki Katyi obfitą porcją cynamonu. Mimo uspokajającej rutyny moje oczy wciąż wędrowały w kierunku zabytkowego zegara wiszącego na ścianie piekarni. Zmarszczyłam lekko brwi, sprawdzając czas. – Jest ledwie po dziesiątej rano, Kat – powiedziałam, odwracając głowę, by spojrzeć na nią przez ramię. – Co ty tu robisz? Nie powinnaś być w biurze? Myślałam, że masz dzisiaj górę spotkań. Wypuściła głośne, teatralne westchnienie, które zdawało się wyssać resztki energii z jej ciała. – Tak, absolutnie powinnam tam być. Ale jestem już całkowicie wypalona, Addie. Mój mózg jest usmażony. Musiałam uciec z tego biura, zanim skończyłoby się to rzuceniem komuś w głowę zszywaczem. Wyszłam wcześniej tylko po to, by ocalić własne zmysły. Uniosłam brew, odwracając się z powrotem do blatu roboczego, gdzie czekała na mnie duża miska ciasta chlebowego. Zaczęłam ugniatać ciasto, a moje dłonie zagłębiały się w miękką, poddającą się masę z rytmicznym, równomiernym naciskiem. Wysiłek fizyczny był dokładnie tym, czego potrzebowałam, by utrzymać w ryzach własne, pędzące myśli. Godziny szczytu nadejdą w południe i musiałam pracować szybko, jeśli chciałam, aby świeże bagietki i chleby na zakwasie były gotowe dla głodnego korporacyjnego tłumu. – Awaria w pracy? – zapytałam, skupiając się na cieście, popychając je i składając na oprószonym mąką marmurowym blacie. – A czy w mojej pracy kiedykolwiek chodzi o coś innego? – parsknęła Katya, odrzucając głowę do tyłu, przez co jej idealnie proste, platynowoblond włosy opadły na oparcie krzesła. – Szczerze mówiąc, to nawet nie jest dzisiaj uznawane za standardową awarię. Zazwyczaj o ból głowy przyprawia mnie cały skład Sentinels, ale tym razem absolutną ruinę mojej kariery powoduje tylko jedna, niesamowicie uparta jednostka! Nie mogłam powstrzymać uśmiechu pod nosem. Znowu to samo. Kiedy praca Katyi jako menedżerki do spraw wizerunku profesjonalnej drużyny hokejowej stawała się chaotyczna, zawsze byłam więcej niż szczęśliwa, mogąc posłużyć jej za powierniczkę. To było najmniej, co mogłam zrobić dla kobiety, która przez ostatnie sześć miesięcy dosłownie utrzymywała mnie na powierzchni. – Nazywa się... Leon, tak? – zapytałam, na ułamek sekundy przerywając ugniatanie, gdy gorączkowo przeszukiwałam pamięć, próbując przypomnieć sobie imiona różnych sportowców, na których ciągle narzekała. Katya uniosła brew, a na jej oszałamiającej twarzy pojawił się wyraz żartobliwej irytacji. – Niezła próba, Addie, ale naprawdę powinnaś wiedzieć lepiej. Przez ostatnie kilka tygodni tak bardzo na niego krzyczałam i narzekałam, że jego nazwisko powinno być praktycznie stałym elementem w tej piekarni. To Reid Harrington. Dosłownie chodziliśmy z nim na uczelnię. Nie mów mi, że zapomniałaś? Zamrugałam, szczerze zaskoczona. Wznowiłam wyrabianie ciasta, z dezorientacją marszcząc czoło. – My? – Oczywiście, że tak! – wykrzyknęła Katya, wyrzucając ręce w powietrze. – Był rok wyżej od nas. Był gwiazdą uniwersyteckiej drużyny hokejowej. Dobry Boże, Brooks miał wtedy na jego punkcie kompletną obsesję. To było wręcz żenujące. Ciągle o nim gadał. Brooks chciał dostać się do NYC Sentinels tylko i wyłącznie dlatego, że Reid już dla nich grał. Przecież musisz to pamiętać? Na wzmiankę imienia Brooksa moje ruchy zamarły na ułamek sekundy. Znajome, zimne uczucie oblało moją skórę, zaczynając się u podstawy karku i rozchodząc się wzdłuż kręgosłupa. Samo imię wystarczyło, by mój żołądek skręcił się w ciasny, niekomfortowy węzeł. Zmusiłam się do wzięcia oddechu przez nagły ucisk w klatce piersiowej, próbując przedrzeć się przez mgliste, bolesne wspomnienia moich lat studenckich z Brooksem. Czy to był prawdziwy powód, dla którego Brooks miał tak desperacką, szaleńczą obsesję na punkcie bycia zauważonym przez NYC Sentinels? Spróbowałam poskładać wspomnienia w całość. Przypomniałam sobie mgliście mroźne popołudnie na naszym trzecim roku. Brooks nalegał, by odwieźć mnie na jeden z jego meczów hokejowych – nie dlatego, że zależało mu na moim towarzystwie, ale dlatego, że nie chciał, by to Katya mnie wiozła. Katya była zmuszona jechać z nami; siedziała na ciasnym tylnym siedzeniu jego samochodu, podczas gdy Brooks zaciskał ręce na kierownicy do białości kostek, narzekając w nieskończoność na jakiegoś faceta imieniem Reid. Mówił o statystykach Reida, jego szybkości na łyżwach, jego stylu na lodzie, a wszystko to z dziwną, zawistną nutą w głosie. Tak, teraz, gdy o tym pomyślałam, Brooks naprawdę miał lekką obsesję. Spędzał godziny, studiując styl gry Reida, próbując naśladować jego ruchy na lodzie, desperacko pragnąc pławić się w tym samym świetle reflektorów. Potrząsnęłam głową, próbując oczyścić umysł z mgły przeszłości, i wypuściłam z siebie cichy oddech. Katya na szczęście nie zdawała się zauważyć mojego krótkiego zatopienia się we wspomnieniach. Wypuściła kolejne potężne, dramatyczne westchnienie, lekceważąco machając ręką. – Nie przejmuj się próbami przypomnienia sobie tego – powiedziała, a jej wyraz twarzy spochmurniał. – Obsesja tego absolutnego dupka i tak nie jest w tej chwili sednem problemu. – Przerwała, a na jej czole pojawiły się zmarszczki, jakby zgubiła wątek. – Chwila, o czym to ja znowu narzekałam? – O twojej awarii w pracy – przypomniałam jej łagodnie, na co wyrwał mi się cichy chichot. – Racja! Właśnie to! – parsknęła Katya, a jej energia natychmiast wróciła na wysokie obroty, gdy po raz kolejny się zirytowała. Przestałam wyrabiać ciasto i szybko umyłam ręce w zlewie, spłukując mąkę i dokładnie je wycierając. Chwyciłam nasze świeżo zrobione kawy, a z witryny wyjęłam talerz ciepłych, świeżo upieczonych ciasteczek z kawałkami czekolady. Podchodząc do części dla gości, postawiłam parujące flat white przed Katyą i usiadłam na krześle naprzeciwko niej, owijając dłonie wokół własnego kubka dla ciepła. – To absolutnie nieznośny playboy! – oświadczyła Katya, a jej oczy błyszczały irytacją, gdy wpatrywała się w swoją kawę. Przechyliłam głowę, zupełnie zdezorientowana jej złością. – I... czy to naprawdę jest kryzys zawodowy? Myślałam, że połowa tych profesjonalnych sportowców to playboye. – Zazwyczaj nie, to nie byłby nasz problem – wyjaśniła Katya, pochylając się do przodu i opierając łokcie na stole. – To, co ci faceci robią w swoim życiu prywatnym, nie jest sprawą działu PR, dopóki nie zaczyna to odbijać się na marce. Ale Reid ostatnio stanowczo przesadza. W tej chwili jest absolutnie największym, najbardziej komercyjnym nazwiskiem w profesjonalnym hokeju. Ponieważ sezon zasadniczy rozpoczyna się już za kilka tygodni, powinien skupić się na szlifowaniu swojego publicznego wizerunku, a nie na wycieraniu nim błota! Wzruszyłam ramionami, nie w pełni rozumiejąc świat public relations w sporcie o tak wysoką stawkę. Dmuchnęłam delikatnie na parującą powierzchnię mojej kawy i wzięłam powolny, kojący łyk. – Ale czy nie powinniście móc łatwo nim zarządzać? Znacie się przecież ze studiów. To musi mieć jakieś znaczenie, prawda? Katya spojrzała na mnie, jakbym była zupełnie bez pojęcia o tym, jak funkcjonuje prawdziwy świat. – Addie, tu nie chodzi o jego charakter, ani o to, czy się dogadujemy. Gdyby chodziło tylko o jego nastawienie, nie byłoby to żadnym kryzysem, bo – mówiąc całkowicie obiektywnie – Reid jest niezwykle uroczy i w sumie bardzo miło się z nim pracuje. Prawdziwym problemem są jego kontrakty sponsorskie. Każda jedna z jego wielomilionowych umów ma bardzo surową klauzulę moralności. Musi utrzymywać czysty, szanowany i stabilny wizerunek publiczny, bo inaczej ryzykuje utratą ich wszystkich. Nawet jego oficjalny kontrakt klubowy z Sentinels ma dokładnie takie same warunki. Jeśli nadal będzie się tak zachowywał, straci pracę, sponsorów i całą karierę. – Chyba nie może być aż tak źle – mruknęłam, biorąc kolejny łyk kawy. – Co w ogóle zrobił? – Jest absolutnie aż tak źle! – upierała się Katya, ściszając głos do ostrego szeptu. – Nawet jego własny zespół menedżerski włazi mu w tyłek z tego powodu. Wiem, że pewnie przechodzi przez jakieś osobiste problemy za zamkniętymi drzwiami, ale to najgorszy możliwy sposób, by sobie z tym radzić. Znasz Siennę Blair, prawda? Z *Elite Dynasty*? Na wzmiankę o naszym absolutnie ulubionym serialu telewizyjnym natychmiast się ożywiłam, a moja ciekawość została z miejsca rozbudzona. – A kto nie zna Sienny Blair? Przecież ona gra tam główną rolę. – Dokładnie! – W oczach Katyi zapłonęła czysta furia. – Reid i Sienna mają rzekomo być parą. Od miesięcy publicznie kreują się na tę idealną, szczęśliwą, głęboko zakochaną parę. Ale zeszłej nocy do internetu wyciekły obciążające zdjęcia paparazzich. I zgadnij co? Pokazują Reida na niezwykle intymnej, nocnej randce z koleżanką Sienny z planu. Moja szczęka opadła z całkowitym niedowierzaniem. Prawie zakrztusiłam się kawą. – Czekaj... mówisz poważnie? Naprawdę zdradził *tę* Siennę Blair? Katya porwała jedno z ciepłych ciasteczek z kawałkami czekolady z talerza i ugryzła je, żując gniewnie, jakby ciastko obraziło ją osobiście. – Nawet nie wiem, czy to była prawdziwa zdrada – mruknęła z pełnymi ustami. – Szczerze mówiąc, byłam zbyt zajęta byciem absolutnie wkurzoną na to, że był na tyle głupi, by dać się sfotografować w tak kompromitującej sytuacji w tak krytycznym momencie sezonu. Nawet nie miałam siły pytać go, czy te plotki to prawda. Wszyscy wiedzą, kim jest Sienna Blair! *Elite Dynasty* to teraz najchętniej oglądany serial w telewizji. Jej fani są absolutnie fanatyczni, a obecnie kompletnie szaleją, publicznie go linczując na każdej platformie społecznościowej. – Cóż, jeśli naprawdę zdradził, to całkowicie na to zasługuje – powiedziałam, krzyżując ręce na piersi. Nigdy tak naprawdę nie widziałam z bliska zdjęcia Reida Harringtona, ale Sienna Blair była praktycznie boginią kroczącą wśród śmiertelników. – I tak jest dla niego o wiele za gorąca i zbyt utytułowana. Co za totalny drań. – Bądźmy sprawiedliwe, wyglądali razem niesamowicie dobrze – przyznała Katya, a mały, zawstydzony uśmiech na krótko przebił się przez jej gniewny wyraz twarzy. – Dwoje absurdalnie atrakcyjnych, bogatych ludzi, którzy ze sobą chodzą... chyba wydawali się dla siebie stworzeni. A szczerze mówiąc, Reid w głębi duszy wcale nie jest draniem. Prawdopodobnie to jeden z najlepszych i najbardziej szczerych facetów, jakich znam. – Przerwała, posyłając mi ciepłe, przekorne spojrzenie. – Oczywiście zaraz po tobie. Reid po prostu ewidentnie coś teraz przeżywa, chociaż nie mam pojęcia, co to jest. Ja tylko desperacko pragnę, by radził sobie ze swoimi osobistymi kryzysami trochę ciszej i z dala od oczu opinii publicznej. Pokiwałam powoli głową, rozumiejąc jej frustrację. – Więc jaki jest plan ekipy od PR-u, żeby ratować jego karierę? – Na razie awaryjne ograniczanie szkód – powiedziała Katya, podczas gdy do głosu doszedł jej profesjonalny instynkt, a ton stał się ostry i analityczny. – Jestem prawie w stu procentach pewna, że on i ta dziewczyna z planu tak naprawdę nie byli na prawdziwej randce. Cholera, mówiąc całkowicie szczerze, to nawet nie jestem pewna, czy on i Sienna w ogóle się ze sobą w prawdziwym życiu spotykali. To był po prostu układ; wszyscy w mediach założyli, że to prawda, i to podchwycili. Reid ma poważne problemy z zaangażowaniem. Nasz plan zakłada, by po prostu przeczekać kilka dni, aż początkowa burza medialna ucichnie. Sienna w przyszłym tygodniu rozpoczyna dużą trasę promocyjną, więc prawdopodobnie zostanie o to zapytana i łaskawie oczyści atmosferę. Następnie przejdziemy do wizerunku opartego na poważnym, długoterminowym związku, by odbudować jego opinię. Przysunęła się bliżej, a w jej oczach pojawiła się iskra podniecenia. – Wrobimy go w kampanię z udawanym związkiem z niesławną, całkowicie zwyczajną dziewczyną. Z kimś słodkim, stabilnym i całkowicie normalnym. To sprawi, że będzie wyglądał na zresocjalizowanego złego chłopca, który w końcu jest gotowy, by się ustatkować. A potem, kiedy na jakimś etapie w końcu się rozstaną, zostanie przedstawiony jako sympatyczny playboy ze złamanym sercem i znów stanie się ulubieńcem mediów. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu; wyrwał mi się cichy chichot, gdy na nią patrzyłam. Oczywiście, że już miała wszystko przemyślane. Katya była genialna w swojej pracy, istny żywioł natury, jeśli chodziło o zarządzanie kryzysowe. Patrzenie na to, jak skupia się na pracy, jak potrafi być tak niesamowicie niezależna i kompetentna, wywołało we mnie nagłe, niechciane wspomnienie Brooksa. Ilekroć Brooks przychodził do mnie poskarżyć się na swoje problemy, karierę czy kolegów z drużyny, nigdy nie robił tego po to, by znaleźć rozwiązanie. Wrzeszczał i miotał się godzinami, żądając mojej uwagi, tylko po to, by całkowicie odrzucić lub zignorować wszelkie rady, które próbowałam mu zaoferować. Chciał jedynie, bym łechtała jego ego, bym ślepo przyznawała mu rację, nigdy nie podejmując najmniejszej próby naprawienia własnego bałaganu. Ale Katya była inna. Kiedy Katya dawała upust swoim emocjom, nie robiła tego z bezradności. Zawsze dokładnie wiedziała, co zrobi; potrzebowała tylko, by jej najlepsza przyjaciółka jej wysłuchała i wsparła. Zalała mnie nagła fala wstydu. Skrzywiłam się lekko, gdy powrócił znajomy ucisk w piersi. Naprawdę musiałam przestać o nim myśleć. Minęło pełne sześć miesięcy od rozstania. Sześć miesięcy całkowitej ciszy. Prawdopodobnie nie pomyślał o mnie ani razu od dnia, w którym zniknął z mojego życia. Spędziłam pół roku, opłakując śmierć toksycznego związku, płacząc do snu i zastanawiając się, co zrobiłam źle. To było wyczerpujące. Zjadało moją duszę. Zrozumiałam, z nagłą, drapieżną wręcz jasnością, że w końcu nadszedł czas, by odpuścić. Nie będzie to łatwe – nic, co wiązało się z wychodzeniem z bycia z Brooksem, nigdy nie było – ale musiałam spróbować. Nie mogłam wciąż żyć w cieniu mężczyzny, który traktował mnie jak kogoś zupełnie nieważnego. – Ziemia do Addie! – Głos Katyi nagle przebił się przez duszącą spiralę moich myśli. Śpiewnie wymawiała moje imię z promiennym uśmiechem na twarzy, ale widziałam głęboką, utrzymującą się w jej leśnozielonych oczach troskę. – Na chwilę cię całkowicie straciłam, kochana. Wszystko w porządku? Zamrugałam, uświadamiając sobie nagle, że przez cały czas tępo wpatrywałam się w kubek po kawie. Nawet nie zauważyłam, kiedy Katya zdążyła skończyć ciastko. Zmusiłam się do łagodnego, uspokajającego uśmiechu na twarzy i sięgnęłam przez drewniany stół, wyciągając rękę w stronę jej dłoni. Ale w momencie, w którym moje palce musnęły jej skórę, ułamek sekundy czystego, nieskażonego niczym przerażenia zacisnął się na mojej klatce piersiowej. Oddech uwiązł mi w gardle, a moje serce uderzyło gwałtownie o żebra. Przez ułamek przerażającej chwili mój umysł cofnął mnie do przeszłości. W pełni oczekiwałam, że ona cofnie się przed moim dotykiem. Oczekiwałam, że brutalnie szarpnie dłoń do tyłu, z wyrazem głębokiego obrzydzenia na twarzy, by po chwili desperacko wytrzeć dłoń o markowe spodnie. Dokładnie tak, jak zawsze robił to Brooks. Za każdym razem, gdy wyciągałam rękę, by go dotknąć – by zaoferować pocieszenie, by poszukać czułości lub po prostu chwycić go za dłoń – on wzdrygał się, jakby moja skóra była pokryta czymś ohydnym. Patrzył na mnie zimnymi, pogardliwymi oczami, mrucząc pod nosem, jaka to jestem natrętna, sprawiając, że czułam się jak coś obrzydliwego. Jak brud. Ale Katya się nie cofnęła. Zamiast tego, w chwili, gdy moje palce spotkały się z jej dłonią, objęła ją, a jej uścisk był silny, ciepły i kojący. Ścisnęła moją rękę ze szczerą, niezachwianą serdecznością, w jednej chwili rozbijając zimne, gorzkie wspomnienie, jakie Brooks pozostawił w moim umyśle. – Zdradzisz mi, o czym myślisz? – zapytała cicho, a jej zielone oczy szukały mojego spojrzenia, pełne jedynie czystej miłości i troski. Potrząsnęłam głową, walcząc z nagłym, przytłaczającym pieczeniem w oczach. Nienawidziłam tego, jak bardzo czułam się bezbronna, nienawidziłam tego, z jaką łatwością duch Brooksa wciąż mógł mnie rozstroić, ale patrząc na moją najlepszą przyjaciółkę, poczułam nagły przypływ siły. – Tylko myślałam... – wyszeptałam lekko drżącym głosem, odwzajemniając uścisk jej dłoni. – Już czas, Kat. Naprawdę muszę ruszyć naprzód. Raz na zawsze. I tak łzy popłynęły, gorące i ciche, staczając się po moich policzkach. Oczy Katyi również stały się podejrzanie mokre, gdy natychmiast odsunęła krzesło, wstała i wyciągnęła mnie z siedzenia. Oplotła mnie ramionami, przyciągając do wściekłego, pełnego opiekuńczości i niesamowicie ciepłego uścisku. – O mój Boże, Addie – szepnęła mi we włosy, głosem gęstym od emocji. – Jestem z ciebie tak, tak niesamowicie duma. Ukryłam twarz w jej ramieniu, wdychając drogi, znajomy zapach jej perfum. Po raz pierwszy od sześciu miesięcy ten ciężki, duszący ciężar w mojej klatce piersiowej wydawał się trochę lżejszy. Naprawdę zamierzałam to zrobić. Ruszałam naprzód. W końcu byłam naprawdę gotowa, by zostawić mojego toksycznego, narcystycznego byłego w przeszłości, tam, gdzie było jego miejsce. A przynajmniej taki był plan. *** Miesiąc później chłodne, jesienne powietrze osiadło nad miastem, a w piekarni panował jeszcze większy ruch niż zwykle. Spędziłam ostatnie cztery tygodnie, wkładając absolutnie każdy kawałek swojej energii w pracę, doskonaląc nowe przepisy na wypieki i powoli odbudowując fragmenty mojej zrujnowanej samooceny. Zaczynałam w końcu znowu czuć się sobą. Ciągłe, bolesne rwanie złamanego serca ustąpiło miejsca tępemu, znośnemu pulsowaniu. Zdrowiałam. Stałam w cichej kuchni piekarni, posypując świeżą partię croissantów cukrem pudrem, gdy ostry, domagający się uwagi dźwięk wibracji mojego telefonu nagle roztrzaskał spokojną ciszę. Otarłam ręce o fartuch i sięgnęłam do kieszeni, wyciągając urządzenie. Ekran rozświetlił się, wyświetlając nową, przychodzącą wiadomość. Moje serce się zatrzymało. Krew w moich żyłach zmieniła się w absolutny lód, gdy wpatrywałam się w imię migające na ekranie. *Brooks.* Moje dłonie zaczęły drżeć tak gwałtownie, że omal nie upuściłam telefonu na oprószoną mąką podłogę. Trzęsącym się kciukiem stuknęłam w powiadomienie, łapiąc z trudem powietrze, gdy wiadomość się otworzyła. To nie był akapit przeprosin. To nie był wysłany późno w nocy SMS z błaganiem o przebaczenie lub z prośbą o rozmowę. To był cyfrowy załącznik. Formalne, elegancko zaprojektowane zaproszenie na ślub. Mój świat przechylił się na swojej osi, a kruchy spokój, o zbudowanie którego tak bardzo walczyłam przez ostatni miesiąc, w jednej chwili roztrzaskał się na milion ostrych kawałków. Brooks brał ślub.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zmiana pływu – Złośliwa zagrywka | Czytaj powieści online na beletrystyka