~ Damon ~
– Więc co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?
– Taka dziewczyna jak ja? – zapytała.
– Piękna, bystra i… wyraźnie niedoświadczona.
Zmrużyła oczy i posłała mu spojrzenie, jakby była obrażona.
– Dla twojej wiadomości, mam wysokie kwalifikacje do tej pracy – stwierdziła rzeczowo. – Pracuję tu od…
– Nie mówiłem o pracy – przerwał jej Damon.
– O… o czym więc mówisz?
– Widziałem, jak na mnie patrzysz, a potem odwracasz wzrok – jego oczy powędrowały na jej usta, a potem z powrotem do oczu. – Dlaczego? Nie radzisz sobie z odrobiną żaru?
Sapnęła cicho, niepewna, co powiedzieć. Damon tylko uśmiechnął się i pochylił bliżej. Obie jego dłonie spoczywały na ścianie, więżąc małą dziewczynkę w miejscu. Spojrzała na niego w górę, a Damon dostrzegł strach w jej oczach. Wiła się, a to sprawiało, że krew w żyłach Damona wrzała. Rozkoszował się tym.
Damon oblizał wargi, a jego oczy pociemniały i stały się mroczne. Przełknęła ślinę i odwróciła twarz w bok, gdy jego usta wylądowały na skórze jej szyi. Wdychał jej zapach; pachniała tak bosko, że prawie się zatracił.
– D-Damon… – wydyszała.
– Krzycz, jeśli musisz – mruknął do jej skóry. – A jeśli będziesz chciała, żebym przestał, tylko powiedz słowo.
Nie tracąc ani sekundy więcej, usta Damona odnalazły czuły punkt na jej szyi. Całował i ssał mocno jej skórę, jakby chciał ją pożreć żywcem. Jej ręce uniosły się, by go odepchnąć, ale Damon chwycił je i przygwoździł nad jej głową.
Damon zniwelował dystans między ich ciałami i czuł, jak ona wije się przy nim. Szarpała się i miotała, wyraźnie niedoświadczona w panowaniu nad własnym ciałem. Damon znaczył pocałunkami jej szyję i szczękę, zatrzymując się tuż przed tym, jak ich usta mogły się zetknąć.
– Powiedz mi, czego chcesz? – szepnął bez tchu.
– Nie chcę, żebyś… przestawał.
Dokładnie to chciał usłyszeć. Uśmiechnął się z satysfakcją i rzucił ją na łóżko. Rozdarł jej ubranie, aż leżała przed nim naga, bezsilna i wygłodniała. Zanim pochylił się, by zagarnąć jej usta, dostrzegł przebłysk jej pięknych oczu, ten niebiesko-fioletowy blask. To sprawiło, że się uśmiechnął. I uśmiechał się, gdy brał jej ciało w posiadanie dla własnej przyjemności. Wędrował pocałunkami w dół, od ust, przez szyję, aż do piersi. Przesuwał językiem po jej sutkach i ssał każdy z nich, aż stwardniały. Posuwał się wciąż w dół, aż znalazł jej wejście. Była zaróżowiona i mokra, całkowicie nietknięta.
Ciało Damona płonęło pożądaniem. Był tak twardy dla tej dziewczyny, że powstrzymywanie się sprawiało ból. Damon ustawił się u jej wejścia, a jego czubek dotykał jej ciepłej wilgoci. To było tak dobre uczucie, że Damon musiał się zatrzymać i delektować tą chwilą. Przesuwał się wzdłuż jej warg sromowych, tylko się z nią drażniąc.
– Damon, proszę…
Damon tylko się uśmiechnął, gdy bezwstydnie go błagała. Próbowała przysunąć się bliżej, ale przytrzymał ją mocno w miejscu. Jego dłonie spoczywały na jej udach, rozwierając ją przed sobą. Drżała przed nim, a on uwielbiał na to patrzeć. Poświęcił jeszcze chwilę, by na nią popatrzeć, zanim zanurzył się w niej, mocno i głęboko.
I wtedy sen się urywał. Zawsze kończył się, zanim zdążył dojść do najlepszej części, i doprowadzało go to do szaleństwa. Damon zostawał sfrustrowany i bez względu na to, ile innych kobiet wzywał do swojego pokoju, nigdy nie mógł dojść tak, jak tego chciał.
Co jest ze mną, kurwa, nie tak? Myślał.
To była już trzecia noc, kiedy przyśnił mu się ten sen. Damon spłacił swój dług wobec Violet. Nie było powodu, dla którego wciąż miałaby zaprzątać jego myśli, a jednak tak było. Kiedy wypowiedział słowa: „Damon Van Zandt nigdy nie zapomina”, nie to miał na myśli. Nie chciał myśleć o jakiejś dziewczynie i budzić się w środku nocy, ale Violet i jej piękne oczy go prześladowały. I bez względu na to, co robił, po prostu nie mógł o niej zapomnieć.
To jakaś bzdura.
Damon obudził się dzisiaj o czwartej nad ranem i nie mógł z powrotem zasnąć. Westchnął głęboko i zamiast tego poszedł do swojego biura. Wiedział, że musi coś zrobić, żeby wyrzucić tę dziewczynę z głowy. Zdecydował się na szklankę szkockiej i papierosa do towarzystwa, ale nawet to nie wystarczyło. Damon pomyślał przez chwilę, po czym wcisnął przycisk na biurku. Jakieś pięć minut później w drzwiach pojawił się Adrian. Był wciąż w ubraniu do spania, zdyszany i zaniepokojony.
– Wzywałeś mnie? – zapytał.
– Tak, siadaj – powiedział Damon.
– Jest czwarta rano, zakładam, że to coś poważnego – powiedział Adrian, siadając. – Co się dzieje?
– Co wiesz o tym menedżerze baru w The Union?
– O Dylanie Carveyu? – Adrian zmrużył oczy. – To tylko młody koleś zarządzający barem. Ma powiązania z dziewczynami i drobnym handlem narkotykami. Jest w porządku. Dlaczego pytasz?
– A ta kelnerka to jego siostra?
– Zgadza się.
– Czy to oznacza, że jest poza zasięgiem?
Adrian wpatrywał się w Damona z niedowierzaniem, ale Damon trwał przy swoim pytaniu.
– Dylan nie sprzeda ci siostry, jeśli to sugerujesz – stwierdził rzeczowo Adrian. – Może ci załatwić inne dziewczyny. Jakiekolwiek inne. Jest znany z tego typu gówna.
– Alfons z kodeksem moralnym, to chcesz powiedzieć? – prychnął Damon.
– Damon, dlaczego wypytujesz mnie o jakiegoś menedżera baru? Czego ty właściwie chcesz? – Adrian wyglądał już na zirytowanego.
– Chcę, żebyś umówił mnie z nim na spotkanie. Chcę pogadać z tym gościem.
– Spotkanie? Po co?
– Och, nie wiem, z grzeczności? Nigdy nie zaszkodzi zdobyć przyjaciół i sojuszników, nie sądzisz?
Adrian przewrócił oczami teatralnie i potrząsnął głową.
– Damon, znam cię. Nie jesteś typem faceta, który robi cokolwiek bez powodu. Co planujesz?
– To proste, naprawdę – powiedział Damon, wstając z miejsca. Zabrał ze sobą szklankę szkockiej i skierował się z powrotem do swojego pokoju. – Złożę mu propozycję nie do odrzucenia.
*
*
*
- - - - - Ciąg dalszy nastąpi - - - - -
















