~ Violet ~
"Więc, co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?" – powiedział Damon tym swoim głębokim, chropowatym głosem.
"Taka dziewczyna jak ja?" – zapytała.
"Piękna, bystra i… wyraźnie niedoświadczona."
Violet zmrużyła oczy i posłała mu spojrzenie, jakby poczuła się urażona.
"Dla twojej wiadomości, mam wysokie kwalifikacje do tej pracy. Pracuję tu od…"
"Nie mówiłem o pracy" – przerwał jej Damon. Jego ciemnobrązowe oczy przeszywały ją na wskroś.
"O… o czym więc mówisz?"
"Widziałem, jak na mnie patrzysz, a potem odwracasz wzrok" – jego oczy powędrowały ku jej ustom, a potem wróciły do jej oczu. "Dlaczego? Nie radzisz sobie z odrobiną żaru?"
Wydała z siebie ciche westchnienie, niepewna, co odpowiedzieć. Damon tylko się uśmiechnął i pochylił bliżej. Obie jego dłonie spoczywały na ścianie, więżąc jej drobne ciało w miejscu. Spojrzała na niego w górę, a Damon dostrzegł strach malujący się w jej oczach. Wiła się, co sprawiało, że krew w nim wrzała. Czerpał z tego ogromną przyjemność.
Damon oblizał wargi, a jego spojrzenie stało się przymglone i mroczne. Przełknęła ślinę z trudem i odwróciła twarz w bok, gdy jego usta wylądowały na skórze jej szyi. Wdychał jej zapach i wydał z siebie pełne uznania westchnienie. To sprawiło, że w żołądku Violet coś skręciło się w supeł, choć nie wiedziała, co to było.
"D-Damon…" – wydyszała.
"Krzycz, jeśli musisz" – mruknął do jej skóry. "A jeśli chcesz, żebym przestał, po prostu powiedz słowo."
Krzycz, jeśli musisz…?
Nie marnując ani sekundy więcej, usta Damona odnalazły czuły punkt na jej szyi. Całował i mocno zasysał jej skórę, jakby zamierzał pożreć ją żywcem. Jej ręce uniosły się, by go odepchnąć, ale Damon chwycił je i przygwoździł nad jej głową.
Damon zniwelował dystans między ich ciałami; czuł, jak wije się przy nim. Szarpała się i drgała, wyraźnie niedoświadczona w panowaniu nad własnym ciałem. Damon znaczył pocałunkami całą jej szyję i szczękę, zatrzymując się tuż przed tym, jak ich usta mogły się zetknąć.
"Powiedz mi, czego chcesz?" – wyszeptał bez tchu.
"Nie chcę… żebyś przestawał."
Violet nie wiedziała, jak te słowa mogły opuścić jej usta, ale tak się stało. Nigdy nie miała chłopaka ani nie doświadczyła czegoś takiego z mężczyzną. Wszystko to wydawało się obce i nowe, a ona czuła potrzebę, by doświadczyć więcej.
"Jesteś tego pewna?" – mruknął wprost w jej wargi.
"T-tak."
Znów uśmiechnął się z tym diabelsko seksownym uśmieszkiem, a potem zamknął dystans między ich ustami. Oddech Violet uwiązł jej w gardle, gdy ich wargi się połączyły, a jego usta nakłaniały jej wargi do uległości. W końcu zamknęła oczy i pozwoliła, by to uczucie przejęło nad nią kontrolę. Jej ręce wciąż były przygwożdżone nad głową, a skóra płonęła pożądaniem, którego natury nie znała.
"Nigdy wcześniej tego nie robiłaś, prawda?" – powiedział Damon przez pocałunek.
Violet mogła tylko przełknąć ślinę. Zbyt wstydliwe było przyznanie, że jest osiemnastoletnią dziewczyną, która nigdy w życiu nie całowała chłopaka. Damon odsunął się nieznacznie i przechylił głowę na bok.
"Czekaj, nie mów mi" – przerwał na chwilę, zanim powiedział: "Jesteś dziewicą?"
* DZYŃ! * DZYŃ! * DZYŃ! *
Budzik dzwonił bezustannie, wyrywając Violet ze snu. Jej oczy otworzyły się gwałtownie, a sufit sypialni był pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła. Wypuściła głębokie westchnienie, zanim wyłączyła alarm. To był tylko sen, pomyślała.
Wstając z łóżka, Violet chwyciła ubrania i miała już udać się do łazienki, gdy zauważyła duże białe pudełko stojące na jej biurku. Minął tydzień, odkąd dostarczono je do jej domu, a fioletowe róże, które były w środku, zaczynały usychać, ale wciąż były zbyt ładne, by je wyrzucić. Violet wpatrywała się w róże jeszcze przez sekundę, po czym potrząsnęła głową i poszła do łazienki.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Dzisiejszy dzień był dla Violet taki sam jak każdy inny. Obudziła się o piątej rano, wzięła prysznic, zjadła śniadanie i poszła na swoją zmianę w kawiarni. Jej sen z zeszłej nocy był czymś niezwykłym, ale poza tym dzień zaczął się normalnie i dobrze. Kawiarnia była zawsze pełna ludzi rano, ale gdy nadeszło popołudnie, ruch zaczął zwalniać. Violet skończyła wszystkie swoje dodatkowe obowiązki, a na horyzoncie nie było żadnych klientów, więc zaczęła przeglądać telefon. Coś intrygującego przykuło jej uwagę – powiadomienie o wiadomości od Jessego.
Jesse Miller: Hej Vi, tu Jesse.
Jesse Miller: Masz ochotę na kolację dziś wieczorem?
Violet nie mogła powstrzymać uśmiechu cisnącego się na usta. Minął tydzień, odkąd Jesse odwiózł ją do domu z posterunku policji i zaczynała już zapominać o całej tej sprawie z kolacją. Nie sądziła, że Jesse mówił poważnie, zapraszając ją na randkę, a jednak. Violet zamyśliła się przez chwilę, trzymając palce nad klawiaturą i zastanawiając się nad jakąś błyskotliwą odpowiedzią.
*
*
*
- - - - - Ciąg dalszy nastąpi - - - - -
















