~ Violet ~
Damon wyciągnął rękę, a Violet zawahała się przez chwilę, zanim uprzejmie ją uścisnęła. Już miała cofnąć dłoń, ale Damon przytrzymał ją o sekundę dłużej. Violet odruchowo podniosła wzrok i nagle uświadomiła sobie, że Damon stoi niezwykle blisko. Prawie sapnęła z szoku, ale on tylko uśmiechnął się z wyższością. I nie tylko to – w jego oczach pojawił się jakiś błysk. Violet nie wiedziała, czy powinna uciekać, czy krzyczeć, ale szybko odzyskała panowanie nad sobą i wyrwała rękę z uścisku.
Gdy zabrał dłoń ze ściany, Violet dostrzegła przestrzeń, by odejść. Ale tuż przed tym, jak miała go wyminąć, odezwał się:
– Więc co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?
Violet odwróciła się instynktownie.
– Taka dziewczyna jak ja? – zapytała.
– Piękna, bystra i… – zawiesił głos na chwilę, po czym dodał: – Wyraźnie niedoświadczona.
Zdanie zaczęło się świetnie, ale jego końcówka obraziła Violet. Była dumna ze swojej pracy. Nienawidziła, gdy ludzie patrzyli na nią z góry tylko dlatego, że była młoda albo nie wyglądała na pasującą do otoczenia.
– Dla twojej wiadomości, mam wysokie kwalifikacje do tej pracy – stwierdziła rzeczowo Violet. – Pracuję tu od…
– Nie mówiłem o pracy – przerwał jej Damon.
Violet zamilkła. Skoro nie mówił o pracy, to o czym mówił?
Damon ponownie posłał jej ten swój diabelski uśmieszek i zachichotał cicho. Machnął lekko ręką na pożegnanie, po czym odwrócił się, mrucząc:
– Dobrej nocy, Violet.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Trzydzieści minut później Violet siedziała w samochodzie Dylana na parkingu, niepewna, co robić. Gdyby to była kolejna z głupich prywatnych imprez Dylana, Violet nie wahałaby się ani chwili przed wyjazdem. Ale to było coś innego. Coś jej tu nie pasowało. Organizowanie imprezy dla mafii mogło oznaczać kłopoty. Słyszała historie i oglądała mnóstwo filmów o takich ludziach.
Co, jeśli zaczną zabijać ludzi?
Poza mamą, Dylan był jedyną rodziną, jaka jej pozostała. Violet nie wiedziałaby, co ze sobą zrobić, gdyby stało mu się coś złego. Ponownie spojrzała na zegarek; było nieco po pierwszej w nocy. Tego rodzaju impreza prawdopodobnie skończyłaby się za kilka godzin. Violet pomyślała, że może powinna poczekać i zabrać Dylana do domu.
Nagle jednak, kątem oka, Violet zauważyła w lusterku wstecznym przejeżdżający czarny samochód. Widziała to samo auto krążące po okolicy przez ostatnie piętnaście minut. Coś tu było ewidentnie nie tak.
Czarny samochód zatrzymał się przed wejściem do baru. Violet czuła, jak napięcie w powietrzu rośnie. Osunęła się niżej na fotelu i obserwowała sytuację w lusterku. Zauważyła, że w środku siedzi dwóch facetów. Nie byli ubrani w czarne garnitury. Jeden z nich podniósł coś, co wyglądało jak krótkofalówka, i zaczął mówić. Niedługo potem Violet zobaczyła kolejny czarny samochód podjeżdżający za tym pierwszym. Tym razem na dachu znajdował się policyjny kogut.
To gliniarze!
Violet natychmiast zrozumiała, co się dzieje. Policja prawdopodobnie dostała cynk o tym spotkaniu i zaraz wyważą drzwi. To skończyłoby się fatalnie, zwłaszcza dla Dylana, który był gospodarzem i organizatorem tej imprezy. Były tam dziewczyny i narkotyki, a Dylan trafiłby do więzienia.
Nie, nie, nie!
Bez chwili namysłu Violet wyślizgnęła się z samochodu i ruszyła z powrotem do środka. Musiała ostrzec Dylana i upewnić się, że wydostanie się stamtąd, zanim wejdą gliny.
– Dylan! Dylan!
Violet biegła tylnym korytarzem, krzycząc imię brata, ale kiedy dotarła do głównej sali, zobaczyła, że jest pusta, z wyjątkiem striptizerek. Dziewczyny wpychały zwitki pieniędzy w bieliznę, a niektóre już przebierały się w normalne ubrania.
– Co jest? Gdzie wszyscy poszli? – zażądała wyjaśnień Violet.
Jedna ze striptizerek wskazała na drzwi pokoju socjalnego. Violet szybko tam ruszyła. Pchnęła drzwi i zobaczyła grupę facetów, całą dwudziestkę, przetrząsających pokój w poszukiwaniu czegoś.
– Co wy tu robicie? – zapytała ostro. – Tu ma wstęp tylko personel…
– Jedyny personel tutaj właśnie odpłynął – jeden z facetów wskazał na nieprzytomnego Dylana. Leżał plackiem na podłodze.
– Dylan! – Violet szybko pochyliła się nad nim. Oddychał. Po prostu spał.
– Wchodzą – powiedział jeden z mężczyzn, wyglądając przez okno. – Mamy towarzystwo.
Wszyscy inni nagle wyciągnęli broń i wycelowali lufy w stronę drzwi. Violet opadła szczęka z szoku. Nigdy nie widziała tylu pistoletów w jednym miejscu.
– Panowie, to gliny – powiedział inny facet, próbując rozładować sytuację. To był jeden z młodych chłopaków, który przez całą noc siedział obok Damona.
– Consigliere ma rację, nie można tak po prostu strzelać do policjantów – odezwał się starszy mężczyzna.
– Więc co sugerujesz? Mamy się wypiąć i poddać? – rzucił inny. Był największy ze wszystkich i wyglądał na najbardziej wściekłego.
– Liam, uspokój się – Violet usłyszała głos Damona. Też tu był. – Gdzieś tu jest wyjście, musimy je tylko znaleźć.
Mężczyźni zaczęli rozglądać się po pokoju, przesuwać meble i opukiwać ściany.
– To jest, kurwa, debilizm. Jedyny gość, który zna wyjście, leży nieprzytomny! – zaryczał ponownie Liam.
Violet zdała sobie sprawę, że Dylan musiał powiedzieć im o tajnym wyjściu z pokoju socjalnego, ale zemdlał, zanim zdążył wskazać, gdzie ono jest.
– Hej – usłyszała swój własny głos. – Jeśli szukacie wyjścia, to szukacie w złym miejscu.
Wszyscy zamarli i zwrócili się w stronę Violet. Wstała i podeszła do dużego obrazu wiszącego na jednej ze ścian. Zdjęła go, odsłaniając ukryte za nim drzwi. Były małe, niemal jak okno, i prowadziły prosto na tyły parkingu. Danny zamontował to lata temu, kiedy wkręcił się w całe to gadanie o apokalipsie.
Nie tracąc ani minuty, faceci otworzyli drzwiczki i jeden po drugim wyślizgnęli się na zewnątrz. Violet odsunęła się na bok i patrzyła, jak wszyscy opuszczają pomieszczenie. Damon wychodził jako jeden z ostatnich; zatrzymał się, by z nią porozmawiać, jakby wcale mu się nie spieszyło.
– Na pewno się odwdzięczę – powiedział.
– Nie martw się tym, po prostu idź – odparła.
– O nie. Damon Van Zandt nigdy nie zapomina.
Damon posłał jej ostatni uśmieszek i skinął głową, po czym w końcu opuścił pokój. Gdy drzwi za nim się zamknęły, Violet powiesiła obraz z powrotem, upewniając się, że wyjście jest całkowicie zakryte.
* TRZASK! *
I nagle drzwi do pokoju socjalnego zostały wyważone. Pół tuzina umundurowanych policjantów wycelowało broń w Violet, a ona sapnęła z przerażenia.
– Policja! Ręce do góry!
*
*
*
- - - - - Ciąg dalszy nastąpi - - - - -
















