~ Violet ~
– Um, tak, jasne – odpowiedziała Violet. – Kolacja brzmi nieźle.
– Świetnie. Zadzwonię do ciebie? – powiedział.
– Okej.
Jesse nie kłopotał się braniem jej numeru. Prawdopodobnie miał go z komisariatu, bo Violet musiała wcześniej wypełnić stertę papierów. Posłał jej ostatni uśmiech, po czym odjechał. Violet patrzyła za nim jeszcze przez chwilę, zanim odwróciła się na pięcie, kierując się do budynku.
– Wiesz, że on miał na myśli randkę, prawda?
Violet nagle usłyszała wyraźny głos Dylana. Wciągała go po schodach i okazało się, że przez cały ten czas nie spał. Violet natychmiast puściła jego ramiona, a Dylan upadł na ziemię z głośnym łupnięciem.
– Ała! – zaprotestował.
– Zamknij się, Dylan. Właśnie uratował nam tyłki – syknęła Violet i ruszyła dalej po schodach.
– Właściwie to ty to zrobiłaś. Ty uratowałaś nasze tyłki – zachichotał Dylan i poszedł za nią. – Wielkie dzięki, Vi.
Violet westchnęła głęboko. Mafia w ogóle jej nie obchodziła, zależało jej tylko na Dylanie. Gdyby ich wydała, Dylan zostałby pociągnięty na dno razem z nimi. To był jedyny powód, dla którego skłamała dla nich policji.
I to był o jeden raz za dużo.
Dylan i Violet byli już prawie przy drzwiach, ale Violet powstrzymała brata przed wejściem. Miała mu do powiedzenia jedną ostatnią rzecz i nie chciała, żeby ich matka to usłyszała.
– Dylan, musisz z tym skończyć – powiedziała Violet dość stanowczo.
– Z czym? – udawał głupiego.
– Z prywatnymi imprezami. Poradzimy sobie bez nich. Zwłaszcza jeśli są powiązane z… cholerną mafią! – Violet syknęła ostatnią część, tak by tylko Dylan mógł ją usłyszeć.
– Och, naprawdę? – prychnął Dylan. Następnie wyciągnął telefon i pokazał Violet ekran. – Spójrz, ile napiwków dostałem tylko z zeszłej nocy.
– To są tylko napiwki? – Violet otworzyła usta ze zdumienia. Wpatrywała się w zera przyczepione do ostatniej wpłaty, którą Dylan otrzymał na swoje konto Venmo.
– Dziesięć tysięcy dolców za noc, mała – wrzasnął Dylan i schował telefon. Przecisnął się obok zszokowanej Violet i otworzył drzwi do ich mieszkania.
Dziesięć tysięcy dolarów tylko z napiwków? Dla jednej osoby? Za jedną noc?
– Mamo, jesteśmy w domu! – ogłosił dumnie Dylan i wszedł do środka. Violet podążyła za nim.
– Violet, Dylan, gdzie wyście byli? – ich matka wyszła z zatroskaną miną.
– Mieliśmy trochę roboty w The Union – powiedział po prostu. – Przedłużyło się, więc zostaliśmy tam na noc.
– Och, dobrze. Chcecie śniadanie? – ich mama nie czekała na odpowiedź, już zdecydowała: – Zrobię wam śniadanie.
– Nie, mamo, w porządku. Jestem zmęczona, po prostu pójdę spać – powiedziała Violet.
– Bzdura, musisz coś zjeść. Spójrz na siebie, jesteś taka chuda – mama nie przyjmowała odmowy. – Zjedz tylko trochę i potem możesz spać.
Barbara Carvey weszła do kuchni, a jej syn i córka tuż za nią. Dzisiaj był dobry dzień dla mamy Violet. Wyglądało na to, że pamiętała większość rzeczy. W takie dni Violet uważała to za błogosławieństwo. Więc mimo że nie spała całą noc i marzyła o gorącym prysznicu, spełniła życzenie mamy i zjadła śniadanie z rodziną.
Violet, Dylan i Barbara siedzieli przy małym stole jadalnym i jedli jajka z bekonem, które przygotowała Barbara. Dylan i Barbara rozmawiali o programie telewizyjnym, który Barbara oglądała wczoraj wieczorem, a Violet się wyłączyła. Była przeważnie cicho, ale cieszyła się komfortem bycia z mamą i bratem.
Szczerze mówiąc, Violet wciąż myślała o tych dziesięciu tysiącach dolarów, które Dylan dostał jako napiwki. Zrobiła szybką kalkulację i gdyby Dylan mógł to robić tylko raz w tygodniu, byliby bogatsi o czterdzieści tysięcy dolarów miesięcznie. Takie pieniądze mogłyby wiele zmienić, zwłaszcza że wciąż musieli spłacać hipotekę i długi ojca. Nie wspominając o tym, że Barbara mogłaby otrzymać lepsze leczenie na Alzheimera.
– Więc, umówisz się z nim? – głos Dylana nagle przebił się przez zamyślenie Violet.
– Co? – podniosła wzrok odruchowo. Mama i brat patrzyli prosto na nią.
– Umówisz? – powtórzyła słowa Dylana Barbara. – Violet ma randkę?
– Tak, z policjantem – zachichotał Dylan.
– Nie, to nie randka. To tylko kolacja – Violet zgromiła go wzrokiem.
– Z policjantem? – Barbara była teraz bardzo zainteresowana. – Jak się poznaliście?
– W pokoju przesłuchań na komisar… – Dylan odpowiadał żartobliwie, ale Violet szybko nadepnęła mu na stopę, żeby przestał gadać.
– Nie, nie słuchaj go – powiedziała szybko Violet. – To Jesse Miller, mamo. Kiedyś mieszkał na naszej ulicy.
– Och, Jesse Miller – Barbara spojrzała w górę, jakby intensywnie o czymś myślała. – Pamiętam go. Przystojny dzieciak.
– I zaprosił Violet na randkę – wtrącił znowu Dylan.
– To tylko kolacja – Violet przewróciła oczami teatralnie. – Poza tym, taki facet jak on nigdy nie zainteresuje się taką dziewczyną jak ja.
– Co masz na myśli? – zapytała jej matka.
– On jest, no wiesz, piękny. A ja jestem cała taka… pospolita – westchnęła, wskazując na swoją twarz i ciało.
Violet nigdy nie miała szczęścia do facetów. Zawsze była zbyt molem książkowym i zbyt poważna. Kiedy wszystkie dziewczyny w jej liceum robiły tutoriale makijażowe na YouTube albo kręciły filmiki na TikToka, Violet siedziała w bibliotece i się uczyła, albo pracowała w kawiarni. Faceci tacy jak Jesse Miller nigdy nie zwróciliby uwagi na kogoś takiego jak ona. Jedynym powodem, dla którego był dla niej tak miły, było to, że byli kiedyś sąsiadami i zrobiło mu się głupio, że jej niewinny tyłek został zaciągnięty na komisariat.
– To bzdura, Vi. Jesteś piękna. I mnóstwo facetów cię uwielbia – zaprotestowała jej matka.
Oczywiście, że musisz to mówić, mamo. Jesteś moją mamą.
– Pff, ta jasne, jacy faceci? – prychnęła.
– Ten, który przysłał ci prezent.
– Jaki prezent?
– Przyszła do ciebie paczka. Dotarła dziś rano.
– Do mnie?
– Bardzo miły mężczyzna w garniturze ją przyniósł. Położyłam ją w twoim pokoju.
Violet zmrużyła oczy, patrząc na mamę, ale Barbara tylko wzruszyła ramionami. Violet nie miała nawet kolegów, a co dopiero jakiegoś adoratora.
– I nie przypominam sobie, żebym zamawiała cokolwiek z Amazonu… – zawiesiła głos.
Poza tym, kurierzy z Amazonu nie chodzą w garniturach.
Violet nie mogła dłużej czekać. Natychmiast wstała i pobiegła do swojej sypialni. Mieszkanie było małe, więc dotarcie tam nie zajęło jej wiele czasu. Violet otworzyła drzwi i zobaczyła duże białe pudło leżące na jej łóżku. Podeszła do niego i przesunęła palcem po wieku. Czuła twardy materiał pudełka i wiedziała, że to musi być drogie opakowanie.
Zdecydowanie nie Amazon.
Powoli i delikatnie Violet otworzyła wieko i sapnęła na widok, jaki ukazał się jej oczom. Wewnątrz pudełka znajdowała się olśniewająca kompozycja fioletowych kwiatów. Róż, uściślając. Violet nigdy w życiu nie widziała tak pięknych kwiatów.
– Woah, wyglądają na cholernie drogie.
Violet odwróciła gwałtownie głowę i zobaczyła Dylana stojącego w futrynie. Trzymał talerz i jadł, wchodząc do jej pokoju.
– Nawet nie wiedziałam, że istnieją fioletowe róże – zachichotała do siebie Violet. Widziała wcześniej mnóstwo czerwonych, różowych czy białych róż. Ale nigdy w tym kolorze.
A ja mam na imię Violet Rose.
– Od kogo to? – zapytał Dylan.
Violet spróbowała sięgnąć do pudełka, by sprawdzić, czy jest tam jakaś kartka, i znalazła coś przypominającego kopertę na dnie, pod wszystkimi różami. Wyciągnęła ją; była to duża biała koperta, o wiele za gruba jak na kartkę.
Violet i Dylan wymienili zaciekawione spojrzenia, gdy Violet trzymała w dłoni ciężką kopertę. Następnie zajrzeli do środka, a ich szczęki opadły na podłogę.
– O mój Boże, Dylan! – sapnęła Violet. Ręce jej drżały.
– Kurwa! – mruknął Dylan. – Tam jest ze trzydzieści patyków.
Wewnątrz białej koperty znajdowały się trzy pliki banknotów po 10 000 dolarów każdy. Jedyny inny raz, kiedy Violet trzymała taką gotówkę w ręku, to przy liczeniu utargu w pracy.
Wewnątrz koperty wsunięta była również mała czarna wizytówka. Dylan patrzył w osłupieniu, jak Violet ją wyciąga.
– Co tam jest napisane? – zapytał.
Violet przełknęła ślinę, czytając jedną linijkę zapisaną złotym tuszem. Nie była w stanie nawet otworzyć ust, by coś powiedzieć. Po prostu pokazała wizytówkę Dylanowi i pozwoliła mu przeczytać samemu.
„Jesteśmy kwita. – D V Z.”
*
*
*
- - - - - Ciąg dalszy nastąpi - - - - -
















