~ Damon ~
– Na pewno się odwdzięczę – powiedział Damon chwilę przed opuszczeniem miejsca zdarzenia. Słyszał w tle syreny policyjne, ale mimo to poświęcił czas na rozmowę z dziewczyną.
– Nie martw się tym, po prostu idź – powiedziała. Wyglądała na jeszcze bardziej zmartwioną niż on.
– O nie. Damon Van Zandt nigdy nie zapomina – rzekł na koniec.
Damon rzucił okiem na dziewczynę, zanim zniknął w mroku nocy. Jej oczy były najbardziej zniewalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział. Były niebieskie z nutą fioletu. Nigdy nie widział tak tajemniczych, wspaniałych oczu.
Kiedy Damon powiedział jej, że nie zapomni, miał na myśli dług wdzięczności, ponieważ pomogła im uciec. Tej samej nocy, gdy tylko klan Van Zandtów wrócił do posiadłości, Damon wydał dwa rozkazy. Pierwszym było znalezienie kreta, który wydał ich glinom. Drugim zadaniem było ustalenie tożsamości tej dziewczyny; Damon wysłał jej mały prezent w podziękowaniu. Jego ludziom nie zajęło dużo czasu wykonanie tych dwóch zadań. Następnego ranka, niecałe osiem godzin później, obie sprawy były już załatwione.
– Szefie – przywitał go Liam w biurze. Damon pił poranną kawę z Adrianem i przeglądali wiadomości. Nie było nic o nalocie policji na The Union, co oznaczało, że ich ślady zostały zatarte całkiem nieźle.
– Znalazłeś szczura? – zapytał Damon, nie podnosząc wzroku znad papierów.
– Tak, szefie.
– Co z nim zrobiłeś?
– Już go nie ma, szefie – Liam skinął głową uspokajająco. – Posprzątaliśmy po nim. Bez śladu.
– Dobrze – powiedział krótko Damon.
– Dla kogo pracował? – zapytał Adrian.
– Zwykły drobny kanciarz z Jersey City, chciał zarobić – odpowiedział Liam. – Nie jest powiązany z żadną inną rodziną.
– Jesteś tego pewien? – zapytał Damon.
– Tak, sprawdziliśmy. Bardzo dokładnie.
– A myślałem, że zrobiliście to, zanim zaczęliśmy spotkanie? – Damon rzucił Liamowi spojrzenie, a ten przełknął ślinę odruchowo.
– Bardzo przepraszam, szefie. To się nigdy więcej nie powtórzy. Podwoję ochronę – powiedział Liam.
– Cholerna racja, że coś takiego nie może się powtórzyć – prychnął Adrian. – Gdyby nie ta kelnerka, prawie wpadlibyśmy w ręce glin. Wiesz, jakie to byłoby żenujące?
– Tak, w pełni rozumiem – Liam mógł tylko spuścić głowę, wiedząc doskonale, że dał ciała.
– To jest, kurwa, amatorka – mruknął Damon. – Zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle nadajesz się do tej roboty, Liam.
– To się nigdy więcej nie powtórzy, obiecuję ci, szefie – oczy Liama natychmiast powędrowały w górę. – Przysięgam na moje życie.
Damon potrzebował tylko jednego spojrzenia w oczy Liama i wiedział, że ten nie żartuje. Wolałby umrzeć, niż pozwolić, by coś takiego się powtórzyło.
– W porządku, możesz odejść – powiedział Damon.
Liam skinął głową i odwrócił się. Ale zanim zdążył dotrzeć do drzwi, Damon zawołał ponownie:
– Zrobiłeś drugą rzecz, o którą cię prosiłem?
Liam szybko odwrócił się z powrotem. – Tak. Wysłaliśmy jej pieniądze, kwiaty i wiadomość. Dokładnie tak, jak prosiłeś, szefie.
– Dobrze – powiedział Damon. – No to idź.
Liam opuścił pokój, a Damon został ze swoim zaufanym consigliere. Damon wrócił do czytania gazet, ale czuł na sobie przeszywający wzrok Adriana.
– Kupiłeś jej kwiaty? – zapytał Adrian. – Nigdy bym cię nie wziął za romantyka.
– Uratowała nam tyłki, pomyślałem, że zachowam się przyzwoicie – Damon zaśmiał się i zamknął gazetę.
– Przyzwoicie, co? – Adrian prychnął drwiąco. – Tak, to cały ty.
Damon nawet nie poczuł się urażony tą docinką. Sądząc po sposobie, w jaki traktował kobiety wokół siebie, nigdy nie był znany jako ten „przyzwoity”. Do cholery, nawet nie nazywał tych dziewczyn po imieniu. Po prostu przypisywał im numery i zmieniał je jak krawaty.
– Mam trochę czasu przed następnym spotkaniem. Podeślij mi numer jeden i numer dwa, dobrze? – powiedział Damon do Adriana, udowadniając dokładnie jego punkt widzenia.
– Nie ma jeszcze południa, a ty już masz apetyt – zażartował Adrian, kierując się do drzwi. Damon posłał mu tylko znudzone spojrzenie. – Zaraz tu będą, szefie.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Tydzień Damona i jego interesy toczyły się dalej bez przeszkód. Drobny incydent w The Union nie trafił nawet do gazet, więc ich reputacja wciąż była złota. Damon żył jak zwykle: zajmował się interesami, planował ekspansję i cieszył się wolnym czasem ze starannie wyselekcjonowaną grupą towarzyszek.
Ale od tamtego incydentu Damonowi trudno było żyć tak jak wcześniej. Dnie były w porządku, ale noce stały się dziwne. Śnił o niej i jej oczach, a budził się niespokojny i wzburzony. Sny zawsze zaczynały się tak samo. Szedł długim korytarzem, a Violet szła w jego stronę. Czuł potrzebę porozmawiania z nią, więc podniósł rękę i zablokował jej drogę.
– Więc co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?
*
*
*
- - - - - Ciąg dalszy nastąpi - - - - -
















