*Kira*
Echo ryku czarnego wilka strząsnęło sosnowe igły z gałęzi w górze, zsyłając deszcz suchych szczątków na wilgotną ziemię. Sama siła tego dźwięku wibrowała prosto przez nagą klatkę piersiową Kiry, będąc gardłową manifestacją czystej, nieskażonej, zaborczej wściekłości. Nie wzdrygnęła się. Nie skrzyżowała ramion, by zakryć nagie piersi ani osłonić odsłoniętego łona. Trwała niewzruszona w chłod














