10 dni do ceremonii odrzucenia
Perspektywa Selene
Wirujące łopatki wentylatora sufitowego krążą nad moją głową, ich szybkie obroty hipnotyzują moje zmysły, odwracając moją uwagę od wszystkich niechcianych myśli w mojej głowie.
Dziś przypada trzecia rocznica naszego ślubu, ale zamiast szampana i prezentów, leżę sama w łóżku.
Mój mąż odrzuci mnie za dziesięć dni i nawet nie potrafię się na niego złościć.
Wciąż tam leżę, kiedy dzwoni mój telefon.
Imię Bastiena miga na ekranie i przez chwilę waham się, zanim odbiorę. Nie ma powodu, żeby obwieszczać moją desperację. „Halo?”
Po drugiej stronie słuchawki nie słyszę głosu mojego męża. Zamiast tego przez słuchawkę przesącza się wysoki, dzwoniący śmiech kobiety. „Och, Bastien, jesteś niemożliwy!”
Nie rozpoznaję tego głosu. „Halo?” Próbuję ponownie, rozmowa brzmi bardzo stłumione. Może kieszonkowy wybór?
„Bella, mogłabyś się wreszcie zachowywać?” Znam ten głos aż za dobrze.
„Tylko jeśli mnie do tego zmusisz.” Prawie słyszę trzepotanie jej rzęs przez telefon. Niektóre zakłócenia znikają, jej głos nagle brzmi bardzo wyraźnie. „Mmm,” jęczy, „Pamiętasz, jak to lubię.”
Wbijam palec w przycisk „zakończ połączenie”, przerywając wymianę zdań, zanim mdłości narastające w moim gardle zdążą mnie ogarnąć.
Arabella Winters wróciła do Elysium, a Bastien spędza z nią naszą rocznicę, zamiast ze mną. Ta wilczyca zniknęła po mojej ceremonii zaślubin, podróżując po innych watahach w poszukiwaniu przygody lub nowego początku. Ale czegokolwiek Arabella szukała, najwyraźniej tego nie znalazła. Być może dlatego, że już wiedziała, gdzie to jest, ale było to po prostu poza jej zasięgiem.
Cóż, niedługo to się zmieni.
Chociaż obrzydza mnie ta rozmowa telefoniczna, wiem, że tak naprawdę nie mam prawa gniewać się na Bastiena. Nasze małżeństwo zawsze było małżeństwem z rozsądku i nie chcę stawać na drodze jego szczęściu. Chciałabym, żeby poczekał, aż zostaniemy oficjalnie rozdzieleni, ale dał mi wszystko. Najmniej, co mogę zrobić, to mu się odwdzięczyć.
Nie chcę być kotwicą przywiązującą Bastiena do przeszłości, kiedy zasługuje on na to, by samemu kształtować swoją przyszłość, ale tym właśnie się stanę, jeśli powiem mu o dziecku.
Nie może wiedzieć, nigdy.
Odejdę. Zabiorę ze sobą kawałek Bastiena. Będę miała moje dziecko.
Przesuwam dłoń do brzucha, opierając ją na najcenniejszej tajemnicy, jaką kiedykolwiek skrywałam. Wyobrażam sobie, jak musiała czuć się moja matka, kiedy umarł mój ojciec, podobieństwa między naszymi podróżami nie umykają mojej uwadze, ale jestem zdeterminowana, aby nie kontynuować jej drogi.
Moja matka uciekała, ratując życie, kiedy opuszczała watahę Calypso, nie miała żadnych zasobów ani planów, była w tak rozpaczliwej sytuacji, że nie mogła odrzucić oferty pomocy, bez względu na to, od kogo pochodziła. To nie będzie moja historia.
Kiedy opuszczę Elysium, zabiorę ze sobą wszystko, co posiadam, wszystko, czego potrzebuję, aby zacząć od nowa. Nie będę musiała zadłużać się u mężczyzny, aby przeżyć, i nie wyjdę za mąż, bez względu na to, jak bardzo będę oceniana za bycie samotną matką.
Mniej więcej godzinę później znowu dzwoni mój telefon. Tym razem to Aiden i odbieram natychmiast; Beta Bastiena dzwoni do mnie tylko wtedy, gdy coś jest nie tak.
„Aiden?”
W uszach rozbrzmiewają mi ochrypłe głosy i zniekształcona muzyka, po czym następuje baryton Bety. „Selene, przepraszam, że dzwonię do ciebie w ten sposób, ale mamy małą sytuację: Bastien jest pijany w sztok i najwyraźniej zdeterminowany, aby doprowadzić się do zatrucia alkoholowego. Nie możemy go powstrzymać i nie sądzę, żeby posłuchał kogokolwiek poza tobą. Przynajmniej mam nadzieję, że ciebie posłucha.”
„Gdzie jesteście?”
„Loup Garou,” krzyczy Aiden ponad ogłuszającym hałasem w tle.
„Już jadę.” Znam ten bar, chociaż nigdy w nim nie byłam. Przyzwyczaiłam się do przebywania wśród ludzi w kontrolowanych warunkach, ale duże tłumy wciąż mnie przerażają.
Podczas jazdy wykonuję ćwiczenia oddechowe, skupiając się na zachowaniu spokoju, zamiast rozmyślać o niewątpliwie nieprzyjemnej scenie, która na mnie czeka. Jest tak późno, że nie ma żadnego ruchu, więc podróż zajmuje tylko kilka minut.
Wysiadam z samochodu, spoglądając z wielkim niepokojem na neonowy szyld baru i imponujące drzwi wejściowe. Biorąc ostatni kojący oddech, wkraczam w wir wydarzeń.
Trzy rzeczy natychmiast przykuwają moją uwagę. Po pierwsze, Bastien nie jest jedyną osobą na rauszu. W barze panuje chaos na granicy możliwości, jest tak zapchany wilkami, że myślę, że musi stanowić zagrożenie pożarowe. Po drugie, Aiden nie jest jedynym towarzyszem picia Bastiena. Arabella stoi blisko jego boku, a jej język ciała jasno wskazuje na charakter ich relacji. I wreszcie, mój mąż jest niebezpiecznie poza kontrolą.
Czuję jego podniecenie z drugiego końca pokoju, potrafię odczytać ledwo skrywaną furię, która zbliża się coraz bardziej do punktu wrzenia. Jest coś jeszcze zaplątanego w jego aurę, coś, co dziwnie przypomina rozpacz.
Widziałam Bastiena w takim stanie już wcześniej; jeśli pije wystarczająco dużo, jego demony wychodzą, aby go dręczyć. Nigdy nie wiedziałam, co wydarzyło się w jego przeszłości, co zadało mu taką mękę, ale zawsze jest nie do zniesienia patrzeć na to.
Naprawdę nie chcę zagłębiać się w to zamieszanie. Wolałabym zostać w pobliżu wyjścia, nie podoba mi się pomysł braku realnej drogi ucieczki.
Lekko się otrząsam i idę przez tłum, doceniając, jak naturalnie się przede mną rozstępuje. Chociaż nikt nie udaje, że nie obserwuje z zapartym tchem rozwijającej się sceny, stali bywalcy baru okazują mi uprzejmość, pozostając na swoich miejscach nawet po moim przejściu, pozostawiając szeroką ścieżkę do drzwi.
Zgiełk odciąga uwagę Bastiena od Arabelli. Zajmuje mu to sekundę, aby przetworzyć moje pojawienie się, ale żywy błysk emocji w jego oczach obwieszcza jego zaskoczenie, gdy to robi. Moja obecność wydaje się go lekko otrzeźwiać, część maniakalnej energii, którą emanował, opada.
Wyprostowuje się do swojej pełnej, imponującej wysokości i rusza naprzód, omiatając wzrokiem tłum, gdy skraca odległość między nami. Gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że skanuje pokój w poszukiwaniu zagrożeń, ale to nie ma sensu. Jesteśmy na swoim terenie, wśród zaufanych członków watahy. Nie, musi próbować dowiedzieć się, kto doniósł.
Bastien tworzy coś w rodzaju klatki swoimi ramionami, otaczając mnie ochronnie swoim dużym ciałem, gdy dociera do mnie. „Co tu robisz?”
Nie wiem, co myśleć o jego widocznej paranoi, ale muszę przyznać, że czuję się nieskończenie spokojniejsza niż sekundę temu. Jestem również głęboko przekonana, że nie jest zły ani urażony moim przybyciem. „Przyszłam zabrać cię do domu.”
Twarde oczy wpatrują się we mnie przez długą chwilę, „Mogłaś zadzwonić, spotkałbym się z tobą na parkingu.”
Ach. Więc może jednak jest zirytowany. Bastien nie przepada za publicznymi scenami i dochodzi do mnie, że prawdopodobnie jest szczególnie przeciwny tworzeniu takiej na oczach Arabelli. „Więc pójdziesz?” Pytam nerwowo.
Bastien odpowiada natychmiast: „Oczywiście.”
Zanim dotrzemy do domu, Bastien jest już prawie nieprzytomny. Okrążam samochód i odpinam mu pas bezpieczeństwa, potrząsając nim delikatnie. „Bastien. Obudź się, jesteśmy w domu.”
Budzi się na dźwięk mojego głosu, spoglądając na mnie oszołomiony.
„No dalej, wielki zły wilku.” Droczę się, „Zaprowadźmy cię do łóżka.”
Płomienie zapalają się w jego oczach. „Czy to zaproszenie?”
















