Perspektywa Selene
Biegnę, aż nie mam już siły, i znajduję się na skraju jednego z niezliczonych parków przyrody Elysium. Rozciąga się przede mną las, i choć nie wyobrażam sobie tutaj żadnego schronienia, przynajmniej wiem, że nie będzie tu ludzi.
Wpadam w gęsty las, szorstkie podłoże kaleczy mi stopy, gdy tratuję skały, powalone gałęzie i listowie. Nie słyszę już wilków za sobą, ale mimo to nie przestaję. Brnę tak głęboko w las, jak tylko mogę, aż nie da się uwierzyć, że w ogóle jestem w mieście.
Panuje tu całkowita ciemność, a to przynosi ukojenie po przytłaczającym ataku świateł i dźwięków w mieście. Wspinam się na gałęzie dużej jodły, zdzierając sobie przy tym prawie każdy centymetr ciała. Przytulam się do szorstkiego pnia. Wiem, że muszę obmyślać plany i uporządkować kolejne kroki, ale moje wyczerpanie jest ogromne. Staram się nie zamykać oczu, ale to przegrana walka. Chwilę później poddaję się i świat staje się czarny.
Zawsze byłam outsiderką. Może w głębi duszy moi rówieśnicy wyczuwali, że nie należę do Watahy Nova, ale bycie wilkiem Volana było wystarczającym pretekstem, by mnie dręczyć. Moja matka i ja byłyśmy jedyne w Elysium, a dzieci nie dbały o wyszukane rody, wiedziały tylko, że jestem inna.
Kiedy miałam pięć lat, szkolny tyran w pogoni za mną zapędził mnie do krętych tuneli górskich pod Elysium. Myślałam, że uda mi się znaleźć drogę powrotną; nie rozumiałam, jak skomplikowane są starożytne ścieżki, dopóki nie zgubiłam się na dobre.
Wędrowałam po podziemnym labiryncie przez dwa dni, zanim znalazł mnie Bastien. W tamtym czasie był młodym nastolatkiem, ale nigdy nie wydawał się niezręczny ani niepewny jak inne dzieci w jego wieku.
Nie ma gwarancji, że dziecko Alfy będzie jego spadkobiercą. Zawsze może się znaleźć inny wilk, który jest większy, silniejszy, bardziej zajadły. Ostatecznie te pierwotne cechy zawsze decydują o tym, kto rządzi, ale w przypadku Bastiena nigdy nie było żadnych wątpliwości. Od samego początku było jasne, że żaden wilk w wataże nie będzie w stanie zakwestionować jego dominacji ani inteligencji, gdy dorośnie.
Wszystkie te lata temu zaniósł mnie w bezpieczne miejsce, a teraz znowu tu stoi, spoglądając na mnie w mojej najmroczniejszej godzinie z obietnicą zbawienia. Tylko tym razem mu nie wierzę.
Kiedyś był dla mnie miły, ale Garrick też był. Obsypywał mnie miłością przez dziesięć lat, zanim pokazał swoje prawdziwe barwy. Nie popełnię błędu ponownego zaufania tak łatwo.
– Zejdziesz do mnie, mały wilczku? – głęboki głos Bastiena wywołuje dreszcz na moim kręgosłupie.
Kręcę głową, trzymając się gałęzi. – Idź stąd – błagam cichutko. Mój głos jest ledwo szeptem, ale wiem, że jego wilcze uszy mnie słyszą.
Jego usta, pełne i miękkie na tle ostrych linii i kątów, tworzą twardą linię. – Nie mogę tego zrobić – odpowiada. – Jesteś ranna.
Gorączkowo szukam wytłumaczenia, które go odeśle. – Zadrapałam się, wspinając się tutaj, to wszystko.
Z wyrazu jego stalowych srebrnych oczu wiem, że kłamię. – A dlaczego tam jesteś?
To surrealistyczne móc rozmawiać z inną osobą, kimś innym niż Luna lub Garrick. Gorączkowo szukam logicznej odpowiedzi. – Przestraszyła mnie burza. – Jak na zawołanie nad głową rozlega się grzmot. Wzdrygam się, a wspomnienie Garricka rzucającego się na mnie przelatuje mi przez głowę.
– Jeśli zejdziesz, mogę zabrać cię do środka, gdzie będzie bezpiecznie i ciepło – zachęca Bastien.
Obraz mojej piwnicznej celi zastępuje myśli o napaści Garricka. Nie, nie lubię przebywać w pomieszczeniach. – Jest mi tu dobrze – nalegam.
Czuję jego wzrok na sobie, ciemny i oceniający. Wiercę się pod jego ciężarem, ukrywając twarz w pniu drzewa. Jeśli cię nie widzę, ty nie widzisz mnie.
– Jeśli tam jest tak przyjemnie, może do ciebie dołączę – sugeruje Bastien.
– Nie! – niemal krzyczę, a moje serce wali jak szalone w piersi. Muszę się od niego oddalić, muszę znaleźć lepszą kryjówkę. Zerkam na drzewo po mojej lewej stronie, rozważając jego ciężkie gałęzie i zastanawiając się, czy uda mi się przemieszczać po koronach drzew.
– Nawet o tym nie myśl – autorytet w jego głosie zamraża mnie w miejscu. Nikt nie może sprzeciwić się rozkazowi Alfy watahy, to jest w naszym DNA. Jęczę, mocniej przytulając się do drzewa, a świeże łzy płyną po policzkach.
– Nie ma się czego bać – surowy pomruk przeczy jego słowom. – Powiedz mi swoje imię.
Wtedy zdaję sobie sprawę, że nie pamięta, jak uratował mnie z tuneli. Nie wiem, dlaczego to tak boli, ale boli. Jego ratunek znaczył dla mnie wszystko. Zanim Garrick mnie uwięził, te dni w tunelach były najbardziej traumatyczne w moim życiu, a dla niego nic nie znaczyły.
Jego brak pamięci o tym doniosłym wydarzeniu wzmacnia moją nieufność. – Jestem nikim.
– Zaczynam tracić cierpliwość – jego głęboki głos dociera do mnie. – Albo zejdziesz, albo ja wejdę na górę.
Znowu kręcę głową, pieką mnie oczy. To niesprawiedliwe, dopiero co się uwolniłam.
W kilka sekund dokonuje wspinaczki, z którą tak strasznie się męczyłam. Srebrne oczy omiatają mnie, gdy wtulam się w pień drzewa, a moje ciało zwija się w ciasną kulkę.
Z piersi Bastiena wydobywa się warknięcie, a mój puls gwałtownie przyspiesza. Napinam każdy mięsień, przygotowując się na nieuchronny atak, zaciskam powieki, pewna, że to koniec.
Jego dłonie są ogromne i szorstkie, ale niewiarygodnie delikatne. – Ciii – jego głos jest cichym pomrukiem w moim uchu. – Już dobrze. – Otacza mnie ciepło, gdy Bastien bierze mnie w ramiona, i choć nie potrafię tego wytłumaczyć ani nawet zacząć rozumieć, czuję się jakoś spokojniejsza.
Jednym susem jesteśmy na ziemi. Wiem, że powinnam z nim walczyć teraz, gdy jesteśmy na twardym gruncie, ale nie mogę zmusić moich kończyn do pracy. Moje powieki znów robią się ciężkie i jedyne, czego chcę, to wtulić się w miękkie mięśnie, które mnie otaczają.
Jakby czytając w moich myślach, Bastien jeszcze mocniej owija swój płaszcz wokół mojego wątłego ciała, wydając kojący pomruk, który wibruje mi przy policzku. – Śpij, mały wilczku. Jesteś bezpieczna.
Zrywam się gwałtownie, siadając w nieznajomym łóżku. Chwilę zajmuje moim nerwom dogonienie głowy, wysyłając okrzyki protestu i bólu, gdy już to robią; boli mnie każdy centymetr ciała.
Jedno z moich oczu jest opuchnięte i zamknięte, ale drugie szybko mruga pod wpływem światła. Pokój – duży apartament sypialny urządzony w stonowanych kolorach – jest zdecydowanie zbyt jasny.
Jedwabista tkanina mojej koszuli nocnej drapie moją nadwrażliwą skórę pomimo swojej miękkości. Jak dawno nie nosiłam ubrań?
Ktoś umył i zaplótł moje włosy, a moje stopy i ramiona zostały owinięte bandażami. Stłumione głosy docierają do moich uszu, a moja uwaga przenosi się na zamknięte drzwi po mojej lewej stronie. Delikatne włoski na karku stają mi dęba i ze wdziękiem, na jaki mnie stać, zsuwam się z łóżka.
Pokonuję niewielką przestrzeń, opierając się plecami o drzwi i przykładając ucho do chłodnego drewna.
– Selene Moreau. – Nie rozpoznaję głosu, który wypowiada moje imię. – Powinna nie żyć.
– No, widać, że nie żyje – odpowiada drugi głos. – Czy ktoś już znalazł Garricka?
Warknięcie zagłusza ostatnie słowo, po którym następuje znajomy bas. – Aiden prowadzi obławę, ma instrukcje, żeby dać znać, gdy tylko trafią na jego ślad. – Ciężka pauza podkreśla słowa Bastiena. – Nie rozumiem, jak mogliśmy o tym nie wiedzieć.
– Garrick dobrze to rozegrał – zauważa pierwszy mówca. – Nikt nigdy nie podejrzewał, że mógłby zrobić coś takiego.
– To porażka nas wszystkich – stwierdza poważnie drugi mężczyzna. – Powinniśmy zadawać więcej pytań. Wilki Volana nie są łatwe do zabicia, dwóch naraz powinno było być sygnałem ostrzegawczym.
– Nie mogliśmy wiedzieć – uspokaja pierwszy mężczyzna.
– Nie, powinniśmy byli wiedzieć. – To musi być Alfa. Jako spadkobierca Bastien jest drugą osobą w wataże; nikt inny nie odważyłby się tak do niego mówić. – Zamiast tego niewinna szczenię cierpiała przez prawie dekadę.
Byłam tak zajęta próbowaniem rozszyfrowania wszystkich implikacji ich słów, że nie zauważyłam zbliżających się kroków. Usłyszałam, jak przekręca się gałka na pół sekundy przed tym, jak poczułam, że drzwi napierają na mój kręgosłup, przesuwając moje ciało w kierunku ściany.
Nagle Bastien patrzy na mnie z góry z rozbawionym wyrazem na przystojnej twarzy. – Podsłuchujesz, mały wilczku?
















