Dotknij Jej, a Zginiesz: Przysięga Północnego Alfy

Dotknij Jej, a Zginiesz: Przysięga Północnego Alfy

Autor: Chelsea

Forest Floor
Autor: Chelsea
27 lut 2026
Ayla Wysoki mężczyzna o szerokiej klatce piersiowej zbliża się przez pył. Wydaje się wyższy niż framuga drzwi. Spowity cieniami, widzę tylko migotanie jego złotych oczu i zarys ciała rzucany przez światło. Słyszę stukot jego butów, gdy wkracza do podziemnego bunkra, w którym mnie trzymają. Natychmiast rozpoznaję, że ten mężczyzna to wilczy Alfa. Jest niezwykle dominujący i to pulsuje w pomieszczeniu, sprawiając, że mimowolnie schylam głowę i odsłaniam szyję w geście poddania od samej obecności jego energii, mimo że nie mam Aramany. Pachnie ziemią i sosną. Ziemią lasu i pięknymi drzewami. Przypomina mi o wolności, którą kiedyś miałam. O możliwości biegania po lesie, zapachach ziemi i miękkości leśnego poszycia między palcami, wietrze we włosach i słońcu świecącym na twarz lub ogrzewającym moje futro, gdy goniłam króliki i bawiłam się z rodzeństwem. Pachnie kojąco. Pachnie spokojnie. Pachnie domem. Czy to mój nowy strażnik? Mój nowy pan, by mnie maltretować? Może samotny Alfa biorący to, co chce? Wyczuwam przód klatki i zaczynam przesuwać się do tyłu, gdy strażnik, który leżał na mnie, zrywa się prosto w powietrze w kierunku nowego Alfy. Zostaje natychmiast znokautowany przez nowego Alfę prawym sierpowym. Widzę nadchodzący cios w migotaniu światła ze schodów, był szybki jak błyskawica. Strażnik nie miał szans na obronę. Uderza mocno w beton, głośny trzask echem niesie się wraz z głuchym odgłosem uderzenia o bezlitosną podłogę, a potem cisza. Następuje cisza. Zbyt wielka cisza. Zaczynam oddychać ciężko i głośno, wpadając w panikę i szurając z powrotem w głąb klatki. Zabił strażnika, co powinno przynieść mi łzy radości, okrzyki euforii, ale zamiast tego ogarnia mnie skrajny lęk i strach. Mój umysł zaczyna galopować myślami i jest to przytłaczające. Co jeśli on jest gorszy? Co jeśli inni zmiennokształtni, których czuję, przyszli mnie przytrzymać? Co jeśli chcą mnie gonić i na mnie polować? W tym momencie hiperwentyluję i zaczyna mi się robić niedobrze i kręcić w głowie. Nie mogę teraz mieć fałszywej rui. Nie prześcignę watahy zmiennokształtnych. Nie mogę.... Ja.... po prostu..... nie mogę.... *„Aramana? Aramana, słyszysz mnie, potrzebuję cię.”* – Pcham myśl w głąb umysłu, szukając, błagając, mając nadzieję na połączenie, ale spotykam się z ciszą. – Cii cii ciiiii.... W porządku. Wszystko w porządku. W porządku.... Nie skrzywdzę cię. Jesteśmy tu, by pomóc.... Obiecuję. Wiem, że to pewnie teraz niewiele dla ciebie znaczy, ale zawsze dotrzymuję obietnic. Będzie dobrze – szepcze do mnie nowy Alfa z ciemności przed moją klatką. Brzmi tak spokojnie i kojąco. Pomoc. Normalne słowo, które powinno pocieszać. Słowo, którego manifestacji w moim życiu nie pamiętam od dawna. Nikt mi nie pomaga. Nikt nie mówi słowa o tym, co znoszę, co mi się robi, i nikt nie pociesza. Zwłaszcza morderczy, przepełnieni wściekłością, dominujący alfowie. Składają fałszywe obietnice i z pewnością nie dbają o mój komfort. Łamią cię i za każdym razem zostawiają z ciebie tylko skorupę. Czuję ciepłą, dużą, szorstką dłoń dotykającą mojej łydki i natychmiast wzdrygam się i cofam. Dłoń wraca. W ciągu kilku sekund ogarnia mnie najcieplejszy uścisk i zostaję przykryta najbardziej miękkim kocem z polaru, jaki kiedykolwiek czułam w życiu. Czuję się, jakbym była w kokonie pośrodku stada ciepłych króliczków. Chcę wtopić się w ten koc, wetrzeć go w siebie całego i ukryć się na zawsze. Nigdy więcej nie wchodzić w interakcję z żadnym zmiennokształtnym. Zauważam, że mój oddech zwalnia i zaczynam czuć się spokojniejsza. Szorstka dłoń pozostaje na mojej nodze. – Tak jest. Zwolnij oddech. Wdech nosa i wydech ustami, powoli. Jeszcze raz.... wdech i wydech.... dobra dziewczynka. Tak dobrze ci idzie, Mała Wilczyco.... taka dobra dziewczynka – szepcze cicho, a moje ciało chce się rozpłynąć od jego kojących słów pochwały, ale mój umysł wie lepiej. Wielu Alfów będzie próbowało zwabić cię w fałszywe poczucie bezpieczeństwa, zanim uderzą cię wierzchem dłoni w twarz i rzucą na stół przy wiwatującej publiczności. Albo alfa wypuszcza cię i daje posmakować wolności tylko po to, byś została upolowana i zerżnięta przez któregokolwiek zmiennokształtnego, który cię złapie. Gra, w którą lubili grać. Taka, w której nie chcę już brać udziału. Mój wzrok zaczyna się rozmywać, gdy mrużę oczy, by widzieć w ciemności, i teraz zdaję sobie sprawę, że ledwo mogę otworzyć lewe oko. Mam silny posmak żelaza w ustach i zdaję sobie sprawę, że to moja własna krew. Musiałam rozciąć wargę i chyba krwawi mi głowa. Moja klatka piersiowa i brzuch płoną ogniem za każdym razem, gdy biorę oddech. Co obecnie zdarza się często. – Nie, nie, nie. Gdzie uciekłaś, Mała Wilczyco? Zostań tu ze mną, nie zaczynaj wątpić... po prostu... zachowaj spokój. Nie jesteśmy tymi złymi. Jesteśmy tu, by pomóc. Wiem, że się boisz. Nie winię cię, ale musisz zachować spokój. Tracisz dużo krwi i jesteś bliska utraty przytomności – informuje mnie szybko, po czym odsuwa się od przodu mojej klatki. Słyszę drugą parę butów zbliżającą się do mnie i moje tętno przyspiesza. – Cii cii... nie.. nie panikuj. To uzdrowiciel. Może uśmierzyć twój ból, by pomóc ci w transporcie do naszej watahy, gdzie zapewnimy ci opiekę medyczną. Jesteś... bezpieczna. – Wycedza ostatnią część niskim warknięciem z piersi, jakby myśl o tym, że nie jestem bezpieczna, była dla niego trudna do zniesienia. Miękka, ciepła dłoń spoczywa na mojej goleni i nagła fala ciepła wędruje od moich palców u stóp i powoli pełznie po całym moim ciele. Najbardziej niesamowite ciepło i spokój, jakie kiedykolwiek czułam, osiada we mnie, podpalając moje żyły, i zaczynam czuć lekkie pieczenie na czole i żebrach. Nie bolesne, ale też nieprzyjemne. Siła uzdrawiająca działająca w moim ciele. Szorstka dłoń spoczywa na moim ramieniu przez pręty klatki. Znowu podskakuję. Zapach sosny inwazuje moje zmysły i tworzy kojącą obecność we mnie. Nie chcę pocieszenia. Nie chcę spokoju i ciepła. To obce i pełne kłamstw. Nie mogę temu ufać. Czuję, jak opuchlizna z oka ustępuje, ból zelżał. Moje żebra są wrażliwe, ale nie promieniują już rozdzierającym bólem przy każdym oddechu. Spokój promieniujący przeze mnie wywołuje lekki uśmiech na mojej twarzy. Samo uczucie jest dziwne. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się uśmiechałam lub cieszyłam jakimkolwiek leczeniem, bo leczenie przynosi świeże bicie. Szybkie ukłucie w tył ramienia sprawia, że się odsuwam. Zastrzyk. Powinnam była wiedzieć, że to nadejdzie. Chcą tylko rui i pewnie podnieca ich udawanie bohatera tylko po to, by zmienić się w złoczyńcę. Może wolą syndrom sztokholmski u swoich branek. Oswajanie kobiet, by czuły się bezpiecznie przy zagrożeniu. Zaczynam czuć zawroty głowy, a wszystko zaczyna brzmieć tłumione i zniekształcone. Moje oczy zaczynają ciężyć, wywracając się do tyłu głowy. Głowa zaczyna mi się kiwać na ramionach. Zaczynam kręcić głową na „nie” wielokrotnie w czymś, co wydaje się zwolnionym tempem. Moja głowa opada mocno na ścianę klatki. Oczy zamknięte, zbyt ciężkie, by je otworzyć, a dźwięki ustają.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Forest Floor – Dotknij Jej, a Zginiesz: Przysięga Północnego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka