Victoria
Muzyka w klubie dudni, a w moich żyłach buzuje od ogromnej ilości alkoholu, krążącego w moim organizmie. Rano będę żałować, że wypiłam tyle Amaretto Sour, ale na razie pozwalam, by trunek stępił mój ból i rozluźnił ciało na tyle, bym mogła cieszyć się tą nocą. Ubrałam się zabójczo w obcisłą sukienkę bodycon, która niewiele pozostawia wyobraźni i podkreśla wszystkie moje krągłości.
Moja najlepsza przyjaciółka chichocze, gdy chwytam ją za biodra, przyciągając jej ciało do swojego i kołysząc biodrami do rytmu. Chloe ociera się o mnie tyłkiem, a ja się śmieję. Rzadko wychodzę, ale po tym, jak mój ojciec oświadczył, że nie ustąpi i nie przekaże mi stada, postanowiłam pokazać mu wielki środkowy palec, omijając spotkanie stada i uciekając zamiast tego do klubu. Być może po to, żeby zaliczyć jakiegoś przypadkowego nieznajomego.
Zadbam o to, żeby dowiedział się o wszystkim. Chcę, żeby był równie wściekły jak ja, wtedy będę wiedziała, że jego gniew sprawi, że było warto.
Kipię ze złości i chcę się na nim odegrać, co właśnie zrobiłam, bezpośrednio mu się sprzeciwiając i idąc do klubu. Wiem, że to wpędzi mnie w kłopoty, a on uzna, że przyniosłam mu wstyd. Świadomość, że bez mojego zarządzania prezentacjami będzie miał trudności na spotkaniu, zrekompensuje mi karę.
Przez ostatnie dwa lata miał każdą możliwą wymówkę, by nie pozwolić mi przejąć stada.
Dzisiaj, kiedy o tym wspomniałam, usłyszałam ten sam argument. Jednak tym razem powiedział mi dlaczego: „Jesteś kobietą, nie Alfą”. Tylko mrugałam, patrząc na niego.
Przez całe życie trenowałam i byłam wzorową córką. Robiłam wszystko, o co mnie proszono, i wszystko to na nic. Więc kiedy powiedział mi, żebym nie spóźniła się na spotkanie stada, zbojkotowałam je, idąc zamiast tego tańczyć.
Jednak mimo wypitego alkoholu czuję, że jestem obserwowana; to dziwne uczucie, że czyjś wzrok spoczywa na mnie, sprawia, że rozglądam się po klubie, by zobaczyć, czyją uwagę skradłam. Moje oczy skanują salę, w której ciała są stłoczone, podrygują i poruszają się w rytm muzyki, ale nie widzę, by ktokolwiek patrzył wprost na mnie.
Dopóki nie spoglądam na antresolę nad parkietem. Srebrne oczy wpatrują się we mnie, należące do mężczyzny opierającego się o barierkę. Obserwuje mnie przez kilka sekund i bierze łyk swojego drinka. Następnie odwraca się, cofając w cień, a ja wzruszam ramionami, myśląc, że to nic takiego. Dlaczego jednak coś szarpie mnie głęboko w środku, sprawiając, że wciąż spoglądam na antresolę? Nie potrafię tego wyjaśnić, ale coś w tym mężczyźnie sprawia, że jestem nerwowa.
– Wszystko w porządku, kochana? – Chloe odwraca się do mnie, odgarniając z oczu swoje lawendowe włosy, po czym pochyla się bliżej. Krzyczy mi do ucha, a jej głos jest ledwo słyszalny w ryku muzyki.
Kiwam głową, z powrotem skupiając na niej uwagę, na jej opalonej twarzy, zaczerwienionej i lśniącej od potu z powodu gorąca, gdy tak tłoczymy się blisko siebie na parkiecie w świetle stroboskopów. Z jakiegoś dziwnego powodu moje oczy po kilku chwilach wracają na antresolę, ale nie widzę już tajemniczego mężczyzny.
Po około kolejnej godzinie dopijam drinka, a moje stopy niemiłosiernie mnie bolą, więc klepię Chloe w ramię.
– Muszę się czegoś napić! – krzyczę do niej przez głośną muzykę. Kiwam głową w stronę baru, a ona pokazuje mi uniesiony kciuk, jednak gdy się odwracam, by przecisnąć się przez tłoczące się wokół mnie ciała, uderzam o czyjąś klatkę piersiową. Silne dłonie chwytają mnie za biodra, a jego zapach wdziera się do mojego nosa, sprawiając, że całe moje ciało tężeje, gdy czuję, jak jego oddech omiata moją szyję.
– Znalazłem cię, moja mała przeznaczona – mruczy mi do ucha.
Przełykam ślinę, odsuwając się, by zobaczyć, kto to taki, tylko po to, by napotkać oczy należące do nieznajomego z balkonu. Tyle że tu na dole uświadamiam sobie, że on wcale nie jest nieznajomym, ale Alfą Sebastianem ze stada Obsydianu. Widziałam mnóstwo historii i artykułów o tym człowieku w mediach, ale nigdy nie spotkałam go osobiście. Ojciec trzymał mnie z dala od tego potwora w ludzkiej skórze. Wciągam gwałtownie powietrze, odsuwając się od niego. I to z dobrego powodu; jest jednym z wrogów mojego ojca.
Przyleciał do miasta i wykupił jego połowę. Od miesięcy próbuje wyrzucić mojego ojca z rady, by móc wykupić jedyną pozostałą ćwiartkę, która jest niezajęta, co dałoby mu kontrolę nad połową miasta. Kiedy nie dostaje tego, czego chce, gra nieczysto i zsyła na nich piekło, dopóki się nie poddadzą albo nagle nie znikną. Od czasu jego przybycia miasto żyje w strachu.
– Nie dotykaj mnie! – warczę na niego.
Łzy pieką mnie w oczy na samą myśl o tym skandalu, że on jest moim przeznaczonym, podczas gdy moja głupia wilczyca próbuje wyjść na zewnątrz, podekscytowana na widok tego potwora. Ze wszystkich ludzi, którzy mogliby być mi pisani, to musi być ten dupek. Mój ojciec mnie zabije, jeśli się dowie. Nikt nie chce być kojarzony z człowiekiem, który zniszczył nasze spokojne miasto i zamienił je w sankcjonowane strefy, ponieważ żyjące tu stada nagle przestały się dogadywać.
Obwiniali się nawzajem z powodu tego kutasa, który stał przede mną. Alfa Sebastian wkroczył do miasta i podzielił stada swoimi kłamstwami, i prawie kosztował mojego ojca jego stado — moje stado! Jednak gdy tylko o tym pomyślę, krzywię się. Ojciec bardzo jasno dał do zrozumienia, że urodziłam się z niewłaściwą płcią i że nigdy nie odda mi mojego pierworodztwa. Zamiast tego odkłada przejście na emeryturę, aż mój młodszy brat — który ma dziesięć lat! — osiągnie pełnoletność. To obraźliwe.
– No już, nie bądź taka. Nie chcesz mnie wkurzyć, nie kiedy wszyscy się tak dobrze bawią – mówi, rozglądając się dookoła.