– Dlaczego? – zapytała Iris, kręcąc głową w niemym pytaniu do męża, próbując zrozumieć, dlaczego tym razem jest na nią zły. Jej mąż pakował swoje rzeczy, chcąc opuścić dom bez dania jej należytego wyjaśnienia, o co chodzi. Nawet się nie kłócili; dlatego nie rozumiała, o co mu tym razem chodzi.
– Dean, proszę, nie rób tego. – Błagała, próbując złapać go za rękę. Jej mąż szybko cofnął dłoń, patrząc na nią spode łba.
– Nigdy cię nie kochałem i nigdy nie pokocham. Ty i ja oboje wiemy, że nasze małżeństwo skończyło się na długo przed tym, zanim się zaczęło. – Powiedział, przypominając jej, że ich małżeństwo było zaaranżowane. Miała nadzieję, że z czasem ją pokocha, modliła się, walczyła, stała mocno, próbowała go do siebie zwabić, ale nic nie działało. Mężczyzna był zimny jak lód, jeśli chodziło o nią, i tego nie potrafiła sobie uświadomić.
Położyła rękę na brzuchu, czując, jak się wzdymia. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, była utrata kolejnej ciąży. Tym razem Dean nawet o niej nie wiedział, nie chciała dawać mu nadziei, jak to robiła, tylko po to, by znowu go stracić, gdyby straciła kolejne z jego dzieci. Straciła rachubę, ile razy poroniła, ale to była jej ostatnia deska ratunku. Wiedziała, że Dean nie dotknąłby jej na trzeźwo i sypiał z nią tylko dlatego, że był pijany.
Wciąż bardzo dobrze pamiętała tę noc. Jej mąż, mężczyzna, którego głęboko kochała, jęczał imię swojej kochanki do jej ucha, wyobrażając ją sobie, zanim doszedł. Wciąż pamiętała ból i upokorzenie, które czuła, ale nigdy o tym z nim nie rozmawiała. Następnego ranka, kiedy oboje się obudzili, mężczyzna nawet nie zadał sobie trudu, by na nią spojrzeć. Nie zauważył nawet, że jest w łóżku.
– Dean, próbowaliśmy. Ja próbowałam, przez lata, próbowałam cię zadowolić. Ale…
– Więc przestań. – Powiedział, przerywając jej. Spojrzała na swoje stopy, unikając jego wzroku, gdy łzy napłynęły jej do oczu. Ścisnęła koszulę, czując się słabo. Fakt, że wiedziała, co trzeba zrobić, był czymś, czego nienawidziła. Mężczyzna od miesięcy nalegał, żeby złożyli pozew o rozwód, i chciał, żeby skończyło się to na jednym posiedzeniu. Jedynym sposobem, żeby to zrobić, było to, żeby oboje zgodzili się na ten rozwód, czyniąc go „wzajemnym”, i chociaż zabijało ją to od środka, wiedziała, że trzeba to zrobić. Nie było sensu walczyć o związek, który się skończył.
Mężczyzna jej nawet nie chciał, i to było coś, co wiedziała.
Spojrzała na mężczyznę, po czym otarła łzy, skupiając się na jednym celu, który miała na myśli. Chciała zatrzymać swoje dziecko i była zdeterminowana, by zbudować własną rodzinę. Mężczyzna mógł ją złamać, zrobił to więcej razy, niż jakikolwiek inny mężczyzna kiedykolwiek zrobił, a ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła, było radzenie sobie z większą ilością tego bólu.
Na szczęście wiedziała, że ma wsparcie ojca, ale to nie znaczyło, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie. Jej matce nie spodoba się fakt, że zgodziła się na rozwód. Kobieta wierzyła, że każde małżeństwo ma swoje konflikty i że na wszystko jest rozwiązanie.
Ale Iris wiedziała na pewno, że to małżeństwo się skończyło i bez względu na to, czy się to jej matce podobało, czy nie; nie zamierzała w nim trwać. Jeśli miała wychować swoje dziecko w zdrowym środowisku, to musiała zapewnić, że stworzy je najpierw dla dziecka, a zatem decyzja o odejściu będzie najlepszą opcją.
Miała wychować swoje dziecko tak daleko, jak tylko mogła, od tych wszystkich mrocznych wspomnień, a pewnego dnia, jeśli jej dziecko zechce zobaczyć swojego ojca, z radością przywita ten pomysł. Mężczyzna nawet nie przejmował się tym, że złamał jej serce, gdy odwrócił się do swoich rzeczy, układając je w walizce. Wiedziała, że idzie do tej kobiety, swojej kochanki, kobiety, której w jakiś sposób udało się zdobyć jego serce. Ariany.
– Chciałeś złożyć pozew o rozwód? – Zapytała, sprawiając, że Dean zmarszczył brwi w zdziwieniu. Przestał pakować swoje rzeczy i odwrócił się do niej, wyraźnie zaskoczony tym, o co pytała.
Przez sekundę zabolała go klatka piersiowa i poczuł, jakby jego oddech uwiązł mu w gardle. Mężczyzna skinął głową, krzyżując ręce na piersi, czekając, co ma do powiedzenia. Położyła rękę na piersi, ignorując ból, który czuła w dołku żołądka i w klatce piersiowej. Musiała stać mocno, by bronić swojego dziecka. Złamane serce nic jej nie da, a ciągłe kłótnie tylko ją złamią.
– Pamiętam, że miałeś kopie tych dokumentów wcześniej? Chciałeś, żebym je podpisała. – Powiedziała, wpatrując się w jego oczy, ignorując cały ból, który czuła w tej chwili, gdy jej serce błagało ją, żeby tego nie robiła. Wiedziała, że musi to zrobić, dla swojego dziecka, serca i zdrowia psychicznego, musiała to zrobić. Dean studiował jej wyraz twarzy, niepewny, co powiedzieć, zanim skinął głową.
– Tak. – Powiedział, żałując tego niemal natychmiast. Wiedział, że dobrze wie, że je ma. Nie było sensu teraz kłamać.
– Podpiszę je i zniknę z twojego życia, Deanie Andino. – Powiedziała, patrząc mu prosto w oczy, – więc, proszę, daj mi je. Zakończmy to małżeństwo za obopólną zgodą…