W Grze o Przetrwanie na Wyspie twoja rodzina jest twoim najsilniejszym sojusznikiem – chyba że to rodzina Thorne. Kiedy system proponuje Corze teleportację rodziców na jej wyspę, dziewczyna wybiera izolację zamiast zdrady. Uważali ją za bezużyteczną dziewuchę z farmy, ale system ujawnia prawdę: Cora posiada niemal doskonałą statystykę Inteligencji i poziom Szczęścia, który przeczy wszelkiej logice. Podczas gdy inni wyławiają plastik i drewno, Cora wyciąga Skrzynie z Czarnego Żelaza zawierające schematy elitarnej broni i kaszmirowe koce. W miarę jak ulepsza swoją krytą strzechą chatkę w odporną na potwory twierdzę, globalny ranking zaczyna zauważać tajemniczą „C. Thorn”. Ale czas ucieka. Temperatura spada, zasoby stają się nagrodami okupionymi krwią, a „ochrona dla początkujących” lada moment zniknie. Cora jest gotowa na potwory z lasu, ale czy jest gotowa na rozpaczliwe błagania swojej rodziny, gdy ci zrozumieją, że odrzucona przez nich dziewczyna jest teraz absolutną władczynią wyspy?

Pierwszy Rozdział

[Witamy w Grze o Przetrwanie na Wyspie.] [Skrzynie skarbów będą pojawiać się w morzu każdego dnia od 8:00 rano do 12:00 w południe. Gracze mogą używać wędek, aby wyciągać skrzynie i zdobywać zapasy.] [Do gry wybrano osoby w wieku od 16 do 55 lat. Członkowie rodziny będą w miarę możliwości grupowani razem.] [Okres ochronny dla początkujących trwa trzy dni. Jeśli zginiesz w grze, umierasz naprawdę.] [Gra się rozpoczyna.] [Dzisiejsza pogoda: pochmurno, od 15 do 27 stopni Celsjusza.] – oznajmił zrobotyzowany głos. Cora Thorne rozejrzała się, kompletnie zdezorientowana. Jeszcze przed chwilą świętowała nowy początek i planowała kolację z grillem, a w następnej sekundzie stała na bezludnej wyspie. [Proszę wprowadzić nazwę użytkownika. Jeśli nie wybierzesz jej w ciągu dziesięciu sekund, użyte zostanie twoje prawdziwe imię i nazwisko.] Przed nią pojawiło się puste pole i odliczanie. [Dziesięć, dziewięć, osiem...] „Co to u licha ma znaczyć?” – pomyślała Cora. [Siedem, sześć, pięć...] Cora ledwie miała czas na myślenie. Wpisała "C.Thorn" jako swoją nazwę użytkownika. [Skanowanie informacji o graczu.] Przed Corą nagle wyskoczył holograficzny panel danych. [Gracz: C.Thorn] [Płeć: Kobieta] [Poziom: 1 (PD: 0/50)] [Kondycja: 7 (powyżej średniej, nieźle)] [Atak: 5 (dość żałosny)] [Obrona: 5 (dość słaba)] [Inteligencja: 9 (wybitnie bystra)] [Szybkość: 6 (ledwie szybsza od żółwia)] [Szczęście: 8 (całkiem spory fart)] [Atrybuty magiczne: Magia Lodu: 8; Magia Światła: 9] [Wszystkie podstawowe statystyki mają limit 10, z wyjątkiem poziomu, który może wzrosnąć do 100.] [Punkty Życia (PŻ): 70] [Punkty Magii (PM): 90] „Informacje o graczu? Czy ja naprawdę jestem w grze? I czy ta statystyka szczęścia to tak na poważnie? Zawsze miałam potwornego pecha. Ten jeden raz, kiedy wygrałam na loterii, to jedyny wyjątek” – pomyślała Cora. Holograficzny ekran statusu wyświetlał się z zegarka na jej nadgarstku. Oprócz panelu statystyk znajdowały się tam zakładki czatu, sekcji handlu i listy znajomych. W prawym dolnym rogu widniał wskaźnik graczy: 100 000/100 000. Wyglądało to zupełnie jak w grach, w które kiedyś grała. Czat już pękał w szwach. BigDaddy: [Gdzie ja u diabła jestem? Właśnie jadłem kolację.] Pitviper: [A ja siedziałem na kiblu.] MorningStar: [Nie słyszeliście tego głosu? To gra o przetrwanie.] Sunset: [Nie chcę utknąć w tej dziurze. Chcę wrócić do domu.] Rocky: [Ja też chcę do domu.] Southshore: [Wygląda na to, że nie możemy wrócić.] Sunrise: [Okres ochronny dla początkujących trwa tylko trzy dni. Musimy się pospieszyć i zebrać zapasy, inaczej wkrótce zginiemy.] Widząc przewijający się czat, Cora również zaczęła odczuwać wewnętrzny niepokój. [C.Thorn, twoi rodzice zostali wykryci w grze. Czy chcesz przeteleportować ich do swojego obszaru?] Cora przygryzła wargę i wybrała „Nie”. Cora była dziedziczką bogatej rodziny, którą po narodzinach w szpitalu podmieniono z innym dzieckiem. Rodzina Thorne'ów, ta która ją wychowała, była biedna. Z powodu rozpieszczonego młodszego brata, Cora od najmłodszych lat musiała wykonywać prace domowe. Ciągle na nią wrzeszczano, a nawet ją bito; jej życie było pasmem udręk. Później prawda wyszła na jaw i Cora dowiedziała się, że to sami Thorne'owie zaaranżowali zamianę. Znęcali się nad nią nie dlatego, że faworyzowali chłopców, ale dlatego, że wiedzieli, iż nie jest ich biologiczną córką. Podmienili ją na Lyrę Ashford, swoją prawdziwą córkę, aby Lyra mogła wieść lepsze życie. Cora chciała wezwać policję, ale Vera Ashford, biologiczna matka Cory, nie potrafiła rozstać się z dziewczyną, którą wychowywała przez dwadzieścia lat. Po zapłakanych błaganiach Lyry, Vera wybaczyła Thorne'om, nie zważając na uczucia Cory, zatrzymała Lyrę przy sobie i ostatecznie stała się z nią jeszcze bliższa niż z Corą. Lyra była dziewczyną, którą Vera przez dwadzieścia lat wychowywała jak własną – idealną damą, obeznaną we wszystkich sztukach, podczas gdy Cora, jej prawdziwa córka, którą dopiero co poznała, dorastała w małym miasteczku, wykonując ciężkie prace na farmie. Victor Ashford, biologiczny ojciec Cory, i Vera bez wahania wybrali Lyrę. Byli w nią wpatrzeni jak w obrazek, a Corę ignorowano, pozostawiając ją samej sobie, by jakoś przetrwała. Jednak Lyra, choć zawsze udawała czystą i niewinną, w sekrecie intrygowała. Ciągle wrabiała Corę, a im częściej się to zdarzało, tym mniej Victor i Vera ją lubili. Dla nich Cora była jakąś nieokrzesaną, małostkową dziewuchą. Potem Lyra ponownie wykręciła ten sam numer, obwiniając Corę za stłuczenie ulubionego antycznego wazonu Very, wartego miliony. Tym razem Cora była gotowa. Kupiła dyktafon i nagrała Lyrę. Kiedy Lyra poszła się poskarżyć, Cora wcisnęła przycisk odtwarzania, by wszyscy mogli to usłyszeć. Cora oczekiwała, że prawda odmieni Victora i Verę, lecz Lyra zaczęła łkać i powiedziała: „Bałam się, bo nie jestem waszą prawdziwą córką”. Victor i Vera zmiękli i chcieli puścić to płazem. Cora była rozczarowana. Wezwała policję. Victor i Vera byli wściekli. Uznali Corę za okrutną; uważali, że wezwała gliny z tak błahego powodu i próbowała wsadzić Lyrę do więzienia. Cora wcale nie chciała, by Lyra trafiła za kratki. Wiedziała, że dopóki Vera nie wniesie oskarżenia w sprawie wazonu, Lyrze włos z głowy nie spadnie. Cora chciała po prostu ostatecznie odciąć się od obu rodzin i chciała to zrobić w obecności policji. Gdyby została, Cora nie miała pojęcia, ile jeszcze musiałaby znosić. Z pomocą policji Cora formalnie zmieniła miejsce zameldowania i podpisała dokumenty zrywające więzi z Victorem i Verą. Właśnie zamierzała to uczcić przy grillu, kiedy nagle została wrzucona do tego dziwnego świata gry. Przed nią unosił się komunikat systemu, pytający, czy chce przeteleportować do siebie swoich rodziców. Cora parsknęła. Zdążyła już przeciąć te więzi. „Niech ich idealna córeczka Lyra się nimi zaopiekuje zamiast mnie” – pomyślała. Cora nie mogła przestać myśleć o swojej statystyce szczęścia. „Nawet ktoś o takim pechu jak ja dostał 8, więc Lyra, która jest zepsuta do szpiku kości i przez wszystkich uwielbiana, musi mieć idealne 10” – pomyślała. To naprawdę zepsuło jej humor. [Skrzynie skarbów zaczynają się pojawiać. Gracze, rozpocznijcie łowienie.] Cora przez chwilę była oszołomiona, zanim się ocknęła. Nie miała czasu na sentymenty. Nawet nie wiedziała, gdzie jest. Ten zrobotyzowany głos brzmiał wiarygodnie. Byli tu po to, by przetrwać, a jeśli tu zginie, będzie martwa naprawdę. Głos powiedział, że ochrona początkujących trwa trzy dni. To, co nadejdzie później, mogło być zabójcze. Jedyne, co wiedziała na pewno, to to, że w tym momencie musiała zgarnąć tyle zasobów, ile tylko zdoła, zanim ochrona dobiegnie końca. Cora sprawdziła swój ekwipunek. Miała tylko dziesięcioslotowy inwentarz, wędkę i nędzną słomianą chatkę, która na nic by się zdała podczas silnej burzy. Jeśli chciała przetrwać, musiała zbudować porządne schronienie. Cora podeszła do brzegu, nałożyła przynętę na haczyk i zarzuciła żyłkę do morza. Czekała w ciszy przez długi czas, aż w końcu poczuła szarpnięcie. Jej oczy zabłysły. Szybko zwinęła kołowrotek. Zdobytek był ciężki, ale ponieważ pracowała na farmie i wyrobiła sobie silne mięśnie, wyciągnęła go bez trudu. To, co wyłowiła, okazało się drewnianą skrzynią sięgającą kolan. Jeszcze jej nie otworzyła, tylko wrzuciła do ekwipunku, by sprawdzić później. W tym momencie zależało jej, by wyłowić ich tak dużo, jak to tylko możliwe.

Odkryj więcej niesamowitych treści