Dziewięcioletnia Samara jest najmłodsza z trójki dzieci Alfy. Kiedy jej rodzice i wataha zostają zaatakowani, Samara patrzy, jak jej brat zostaje zamordowany przez kogoś, komu jej rodzina ufała. Na usilną prośbę brata ucieka, znajdując schronienie w południowej watasze i ukrywając swoją prawdziwą tożsamość. Kiedy dowiaduje się, że jej rodziny już nie ma, zaczyna planować zemstę. Roman jest spadkobiercą Alfy w watasze swojego ojca, kiedy wataha jego najlepszego przyjaciela, Teodora, zostaje zaatakowana. Znajduje Teodora martwego, nie wiedząc, kto go zamordował. Szukają Samary i nie znajdując jej, zakładają, że też nie żyje. Dziewięć lat później, nowy Alfa Samary urządza przyjęcie, zapraszając kilku Alfów. Wilczy zmysł Samary wyczuwa, że jeden z Alfów jest jej przeznaczonym, ale Samara rozpoznaje w nim jednego z mężczyzn, który zdradził jej brata. Próbuje go odrzucić, ale Roman czekał osiem długich lat, aby znaleźć swoją partnerkę. Jego ciekawość wzrasta, gdy zdaje sobie sprawę, że ta samica Alfa ukrywała się jako omega i chce wiedzieć więcej. Planując zemstę od czasu morderstwa swojej rodziny, Samara jest zła, że Roman nalega, aby go zaakceptowała, grożąc wojną z życzliwym Alfą, który ją wychował. Akceptuje swój los, zgadzając się odejść z Romanem, wciąż planując dokonać zemsty. Co się stanie, gdy Roman zda sobie sprawę, że jego przeznaczona jest dawno zaginioną siostrą jego najlepszego przyjaciela? Czy będzie w stanie przekonać ją, że nie brał udziału w zdradzie jej brata? A kiedy dowie się, że inna bliska jej osoba ją zdradziła, czy Samara zwróci się do jedynej osoby, która jest gotowa stanąć u jej boku i pomóc jej odnaleźć prawdę?

Pierwszy Rozdział

Samara Dziewięć lat – Samara! Samara, wstawaj! – mówi nagląco mama, potrząsając mną, bym się obudziła. – Hmm, co? – pytam sennie. W pobliżu słychać głośne huki. – Samara, wstawaj, musisz się ubrać. Wataha została zaatakowana! Gwałtownie siadam na łóżku. – Co? – Pospiesz się i bądź tak cicho, jak to tylko możliwe – mówi mama, rzucając we mnie ubraniami. Jest późna jesień, ale spadł już pierwszy śnieg i powietrze na zewnątrz jest lodowate. Zaczynam naciągać ubrania na piżamę, żeby zaoszczędzić czas, wsuwając stopy w buty bez ich wiązania, podczas gdy mama narzuca na mnie płaszcz. – Słuchaj mnie uważnie. Wymkniemy się stąd, a potem wsiądziesz na Simone i zabierzemy cię w bezpieczne miejsce. Nie mam jeszcze swojego wilka, nie będę go miała, dopóki nie skończę dziesięciu lat, więc muszę jechać na wilczycy mojej mamy, żebyśmy mogły poruszać się szybciej. Jedyny problem polega na tym, że moja rodzina pochodzi od rzadkiego białego wilka. Ten gen pochodzi ze strony mojej matki. Jej wilczyca jest biała, wilczyca mojej siostry, Althei, jest biała i spodziewam się, że moja również taka będzie. Zazwyczaj kolor wilka jest determinowany przez kolor włosów człowieka. Ale kobiety w mojej rodzinie są inne. Jesteśmy bardzo rzadką rasą wilków, która wywodzi się z długiej, czystej linii Alf. Nie ma znaczenia, że moje włosy są brązowe, mój wilk będzie biały. Śnieżnobiałe futro wilczycy mojej mamy będzie łatwo widoczne, nawet w lesie. – Chodź, Samara! Musimy iść! – ponagla. – A co z Altheą? – pytam, gdy mama wyciąga mnie na korytarz. Nasłuchuje przez chwilę, a potem zaczyna ciągnąć mnie na koniec korytarza. – Nie ma jej w pokoju. Może już pomagać twojemu bratu i ojcu w walce. Moja siostra, Althea, ma dziewiętnaście lat. Mój brat, Theodore, lub Teddy, jak go nazywam, właśnie skończył osiemnaście. Planowaliśmy jego ceremonię przejęcia władzy Alfy od prawie roku. Rodzice planowali swoją emeryturę przez ten sam czas. Miał przejąć watahę w nadchodzący weekend. Na końcu korytarza mama otwiera tajny schowek, który został wbudowany w tę ścianę lata temu, kiedy mój pradziadek po raz pierwszy zbudował ten dom watahy. Tylko rodzina Alfy wie, gdzie znajduje się skrytka. W momencie, gdy mama wpycha mnie do środka, słyszę za nią warknięcie. Jej oczy rozszerzają się, patrzy na mnie i szybko ujmuje moją twarz w dłonie. – Słuchaj mnie. Zejdź na dół. Znajdź ojca albo brata. Oni cię stąd wyciągną. Kocham cię. Nigdy o tym nie zapominaj – mówi i zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. Chwilę później słyszę, jak coś ciężkiego uderza o drzwi, a potem odgłos rozrywanych ubrań, zanim dobiega mnie wściekły warkot Simone. Stoję w małej przestrzeni, z dłońmi na ustach, starając się nie krzyczeć. Nasłuchuję walki po drugiej stronie drzwi. Nie mam jeszcze swojego wilka, więc nie mam więzi z rodziną. Ale kiedy słyszę skowyt wilka, a potem charakterystyczny odgłos rozrywanego ciała i słyszę wilka mojego ojca wyjacego z bólu po stracie partnerki, wiem, że to moja matka przegrała walkę za drzwiami. Chcę krzyczeć, ale wilczy nos u dołu drzwi przywraca mnie do rzeczywistości. Pędzę po schodach w dół, słysząc wilcze pazury drapiące w drzwi, próbujące się przebić. Kiedy docieram na parter, odgłosy są jeszcze głośniejsze niż na górze. Stoję wewnątrz tajnego przejścia, cicho szlochając; strach i żal sprawiają, że zamieram w bezruchu. Nie jestem pewna, jak długo tam stoję, zanim drzwi zostają gwałtownie otwarte. Krzyczę, zanim zostaję wciągnięta w ramiona mojego brata. – Dzięki Bogini, szukałem cię wszędzie – mówi, rozglądając się szybko, po czym wyciąga mnie z pomieszczenia. – Słuchaj mnie, musisz uciekać. Nasi rodzice nie żyją. Jeśli wygram, znajdę cię. Jeśli nie, pozostań w ukryciu, nie daj się znaleźć, bo cię zabiją – mówi, ciągnąc mnie korytarzem. Zatrzymuje się, wpychając mnie za siebie, akurat gdy rzuca się na nas wilk. Pazury mojego brata wysuwają się i podcina gardło wilka w locie. Chwyta mnie za rękę i ciągnie w dół korytarza, zanim martwe ciało wilka uderza o ziemię. – Dokąd mam iść? – pytam. – Idź na południe. Ci napastnicy wydają się być stąd, z północy. Trzymaj się z dala od watah, jeśli możesz, nie wiemy, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Jeśli nie będziesz mogła, nie mów im, kim jesteś. Utrzymaj swoją krew Alfy w tajemnicy. Rozumiesz? – Tak – mówię, płacząc. Zatrzymuje się, rozgląda, po czym odwraca się do mnie i bierze moją twarz w dłonie. – Jesteś silniejsza, niż myślisz, siostrzyczko. Dasz radę. Wierzę w ciebie. Pochyla się i całuje mnie w czoło. – Kocham cię, Teddy. – A ja kocham cię, Sammie – odpowiada. Jego głowa gwałtownie się unosi. – Ukryj się! Już! Odwracam się, szukając miejsca do ukrycia. Wskazuje na małą szafę, a ja pędzę, by wejść do środka. Są tam półki i koce; chwytam jeden koc, by się nim przykryć. Kiedy się odwracam, jego palec jest przy ustach, nakazując mi ciszę. Kiwam głową i wchodzę do szafy, kuląc się na podłodze pod najniższą półką. Czekam, nasłuchując. – Och, Sawyer, to ty. Myślałem, że to kolejny z tych napastników – mówi mój brat, zwracając się do jednego ze swoich najlepszych przyjaciół. Zaczynam wychodzić z szafy, wiedząc, że pomogą mi się stąd wydostać. Ledwie uchyliłam drzwi, moja dłoń wciąż trzyma gałkę, gdy widzę błysk w dłoni Sawyera. – Przykro mi, bracie, ale nadszedł twój czas, by umrzeć – mówi Sawyer, po czym kilkakrotnie dźga mojego brata nożem. Chowam się z powrotem w szafie, przyciskając dłonie do ust, gdy mój brat upada na podłogę, a jego oczy patrzą na mnie przez szparę w drzwiach. „Uciekaj!” – mówi bezgłośnie, a ja kiwam głową, mając nadzieję, że mnie widzi. – Sawyer! Sawyer, gdzie jesteś? – słyszę wołanie Romana, drugiego najlepszego przyjaciela mojego brata. Obaj? Obaj zdradzili mojego brata? – Roman, on nie żyje. Theo nie żyje – mówi Sawyer, chowając nóż. Roman patrzy ponad nim, widząc Teddy'ego na podłodze i krew zbierającą się wokół niego. – Gdzie jest Samara? – Nie wiem. Nie widziałem jej. Myślę, że jej matka próbowała ją wydostać, ale… – Ale jej się nie udało. Kurwa! – Chodź, musimy się stąd wynosić – mówi Sawyer. – Spróbujmy znaleźć Samarę, zobaczyć, czy wciąż żyje. Odbiegają z powrotem w stronę, z której dobiegają odgłosy walki. Kiedy znikają, czekam, patrząc na ciało mojego brata, wpatrzone we mnie pustym wzrokiem. Kiedy w końcu wyczołguję się ze schowka, podbiegam do Teddy'ego, sprawdzając jego puls, który jest bardzo powolny. – Uciekaj – krztusi się, a krew kapie mu z ust. – Teddy! – Uciekaj, Sammie. Zostań w ukryciu. Nikomu nie mów, kim jesteś. Kiwam głową, szlochając, pochylam się i przytulam brata, po czym zrywam się i wybiegam bocznymi drzwiami naszego domu watahy. Trzymam się cieni, podążając dobrze znanymi ścieżkami na terenach naszej watahy, aż docieram do granic. Wtedy odwracam się, widząc, że walka wciąż trwa, nasza wataha wciąż próbuje wygrać. Odwracam się i zaczynam biec tak szybko, jak potrafię. Jest prawie świt, kiedy w końcu padam wycieńczona w zalesionym obszarze, który zapewnia odrobinę ochrony przed przypadkowymi przechodniami. Nie jestem pewna, jak długo śpię, ale moje sny są niespokojne, pełne obrazów wilczycy mojej matki rozszarpywanej na kawałki i Sawyera dźgającego Teddy'ego raz za razem. Wstaję w południe i znów zaczynam biec. Jestem wykończona, ale brat kazał mi uciekać, więc biegnę. Trzymam się z dala od głównych dróg, nie chcąc zostać znaleziona. Biegnę przez wiele dni, prawie nie śpiąc, aż w końcu upadam, niezdolna biec dalej. zwijam się w kłębek i czekam, aż śmierć mnie zabierze. Ledwie czuję mokre nosy, które mnie obwąchują, zanim słyszę męski głos. – To tylko szczenię. Zabierzcie ją do Alfy Williama. Potrzebuje pomocy. Czuję, jak silne ramiona mnie podnoszą, a osoba zaczyna biec ze mną na rękach. – Alfo, znaleźliśmy to szczenię na obrzeżach naszych granic – mówi mężczyzna, który mnie trzyma. Czuję, jak delikatne palce odgarniają włosy z mojej twarzy. Przypomina mi to sposób, w jaki ojciec odgarniał mi włosy, gdy wiał wiatr. – Czy to jej krew? – pyta głęboki baryton. – Nie jestem pewien. Znaleźliśmy ją i kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że wciąż żyje, przynieśliśmy ją prosto do ciebie. – Zabierzcie ją do szpitala watahy. Jeśli nic innego jej nie jest, to wygląda na prawie zamarzniętą. Nie czuję od niej wilka, więc nie będzie w stanie sama się uleczyć, jeśli jest ranna. Zostałam zabrana do szpitala watahy, gdzie mnie nakarmiono i opatrzono drobne obrażenia oraz odwodnienie. Alfa William przychodził do mnie codziennie, a drugiego dnia zapytał o moje imię. – Sam…antha. Samantha – mówię, szybko zmieniając imię. Teddy kazał mi ukryć tożsamość, więc właśnie to zrobię. – Samantho, czy należysz do jakiejś watahy? – pyta mnie łagodnie. Łzy zaczynają spływać mi po twarzy i kręcę głową. – Przeszłaś przez piekło, prawda? – pyta życzliwie. Kiwam głową, z trudem łapiąc oddech pod ciężarem wszystkiego, czego byłam świadkiem, a co wciąż jest świeże w moim umyśle. – Jesteś teraz bezpieczna. Możesz tu zostać. Nic ci się nie stanie. – Dziękuję. – Jaka jest twoja ranga, mała? – Omega – mówię, decydując, że to najlepszy sposób na ukrycie się w watasze, podczas gdy będę czekać i mieć nadzieję, że moja siostra po mnie przyjdzie. – Dobrze, Samantho. Kiedy lekarz cię wypisze, przydzielę ci pokój i ustalimy grafik pracy. Co ty na to? – pyta. – W porządku – mówię, myśląc, że nie będę tu długo. Dwa tygodnie później podsłuchuję pielęgniarki rozmawiające na korytarzu. Dowiaduję się, że moja rodzina nie żyje, a Sawyer przejął władzę jako Alfa watahy mojej rodziny. To w tamtym momencie złożyłam przysięgę sobie i mojej rodzinie. Przysięgłam, że pewnego dnia wrócę do domu i zemszczę się na Sawyerze i Romanie za to, co zrobili.

Odkryj więcej niesamowitych treści