Maeve zamrugała, a przenikliwy górski wiatr ucichł.
Przejmujący chłód, który od dwóch dni kąsał ją do szpiku kości, zniknął w ułamku sekundy, zastąpiony przez gęsty, wilgotny upał o smaku rozgniecionych paproci i mokrej gliny.
Stała całkowicie zamarła. Jej dłoń wciąż była wyciągnięta, a palce unosiły się w pustej przestrzeni, w której ułamek sekundy temu znajdował się najdroższy przenośny sejsmograf jej laboratorium.
Zniknął.
Ciężki sprzęt, błotnisty szczyt, jej gadatliwi koledzy z grupy, wymagający promotor — wszystko to po prostu zamigotało. To była gwałtowna, zacinająca się anomalia, niczym uszkodzony plik wideo nadpisujący rzeczywistość, a potem... to.
Została pchnięta poza granice swoich możliwości na długo przed tym niemożliwym przeskokiem. Jej rzadki urlop zrujnował gorączkowy telefon od promotora, wysyłający ją głęboko w odizolowane pasmo górskie. Nagła, zaciekła burza uwięziła ich zespół ekspedycyjny w pobliżu szczytu na czterdzieści osiem potwornych godzin. Przedzierała się przez błoto, brak snu i niemal hipotermię, tylko po to, by dociągnąć sprzęt na wyznaczone współrzędne.
A teraz zieleń. Bezkresna, dusząca zieleń.
Zacisnęła powieki, pocierając skronie umazanymi błotem rękawicami taktycznymi. *Za bardzo się forsowałam. Brak snu. Odwodnienie. Mam halucynacje.* Jej umysł gorączkowo szukał logicznego punktu zaczepienia. *Mój mózg po prostu nie wytrzymał.*
Ale zapach był zbyt intensywny. Wilgotna ziemia, ostra woń obcych soków roślinnych, szelest szerokich liści ocierających się o jej nylonową wiatrówkę. To było boleśnie prawdziwe. Otworzyła oczy. Sejsmograf nie po prostu zniknął; został zastąpiony przez szemrzący strumyk przecinający gęste zarośla.
Instynkt przetrwania wziął górę nad logiką. Klepnęła się w boczną kieszeń kurtki, szukając telefonu. Pusta.
Obróciła się, sięgając dziko przez ramię w poszukiwaniu ciężkich płóciennych pasów plecaka przetrwania. Jej palce natrafiły tylko na gruby materiał jej własnego płaszcza. Plecak zniknął. Dodatkowe racje żywnościowe, woda, radio ratunkowe. Zniknęły.
[Ding-dong!]
Dźwięk dzwonka przeciął szum otaczającego lasu. Nie był to odgłos przenikający przez drzewa. Rezonował bezpośrednio w jej czaszce — zimny, bezpłciowy, mechaniczny ton.
Maeve wstrzymała oddech. Obróciła się w miejscu, a jej ciężkie buty zapadły się w mchu nad strumykiem. Jej pięści automatycznie powędrowały w górę. "Kto tam?"
Cisza. Tylko szum wody.
Wtedy powietrze przed jej twarzą pękło.
[Ładowanie Rozdartych Krain zakończone. Obecna wersja przetrwania: Edycja Błękitnej Gwiazdy.]
Tekst zawisł w powietrzu, jarząc się ostrym, sztucznym, niebieskim światłem.
[Pięć miliardów Ocalałych rozmieszczonych. Pozostali Ocalali zostali tymczasowo zapieczętowani z powodu niespełnienia obecnych warunków rozmieszczenia. Zostaną oni rozmieszczeni w miarę postępów w przetrwaniu. Zasady rozmieszczania zostaną opublikowane w późniejszym terminie.]
Pięć miliardów. Liczba odbiła się echem w jej głowie, ciężka i przerażająca. Populacja Ziemi. Zabrali wszystkich.
[Oficjalny Komunikat Rozdartych Krain: W tym świecie wszystkie doznania i reakcje są prawdziwe. Śmierć w tym świecie jest ostateczna. Ocalali mają tylko jedno życie. Nie można wczytywać zapisów.]
[To jest wersja próbna. Ukończ zadania początkowe, aby odblokować więcej funkcji.]
[Zadanie początkowe wydane.]
Zmaterializowało się nowe, półprzezroczyste okno, unoszące się dokładnie na wysokości oczu.
[Zadanie początkowe: Umieść Schronienie.
[Opis zadania: W Rozdartych Krainach Schronienie jest niezbędne do przetrwania. Wybrana lokalizacja zdeterminuje twój potencjał przyszłego rozwoju. Proszę wybierać ostrożnie.
[Pozostały czas: 1:57:40.]
Maeve zamachnęła się w powietrzu. Jej dłoń w rękawicy przeszła gładko przez świecące litery, ale powiadomienie nawet nie drgnęło. Zbliżyła rękę na odległość centymetrów od nosa. Tekst idealnie nakładał się na jej pole widzenia. Szarpnęła głową w lewo, potem w prawo. Ekran śledził jej ruchy, zablokowany w samym centrum jej wzroku.
Zacisnęła powieki. Świecące na niebiesko litery paliły żywym ogniem na tle ciemności pod powiekami.
Panika, zimna i ostra, ukłuła ją w klatce piersiowej. Zmusiła się do otwarcia oczu i wzięła powolny, głęboki oddech, opanowując galopujące serce. *Logika. Skup się na logice. Śledzi mnie. Reaguje na mnie.*
"Zamknij powiadomienie" — powiedziała chrypliwym głosem.
Niebieskie okno roztrzaskało się w rozpikselowany pył i zniknęło.
Spojrzała na pustą przestrzeń nad strumykiem. "Otwórz zadanie."
Pył zawirował i niebieskie okno uformowało się na nowo. Było sterowane myślami.
Mroczny, cyniczny śmiech uwiązł w jej gardle. Trucizna? Załamanie psychotyczne? Nie. Załamanie psychotyczne nie wymyśla spójnego, interaktywnego wyświetlacza przeziernego. Halucynacja nie tworzy idealnego odlicznika, odmierzającego sekundy jej życia.
To było prawdziwe. Rozdarte Krainy.
Zmusiła się, by oderwać wzrok od nieustępliwego licznika i zbadać otoczenie. Ponura świadomość osiadła głęboko w jej żołądku. Od pierwszej sekundy las wydawał się głęboko nienaturalny. Teraz, patrząc z bliska, zrozumiała dlaczego.
Masywne, rozłożyste drzewo liściaste górowało nad strumykiem. Bezpośrednio obok niego, spleciony z nim korzeniami w niemożliwym objęciu, stał smukły, iglasty cyprys. Pod nimi gigantyczne, prehistorycznie wyglądające paprocie dławiły ziemię, walcząc o przestrzeń z ostrymi krzewami klimatu suchego.
To był ekologiczny koszmar. Rośliny charakterystyczne dla wysokogórskich, mroźnych szczytów rosły w harmonii z nizinną florą terenów podmokłych. Tropikalne pnącza dusiły pnie drzew, które powinny przetrwać wyłącznie w strefach umiarkowanych.
Natura tak nie działała. Zasady biologii i geografii wrzucono do blendera i wylano na krajobraz.
Kalkulacja przetrwania. To była jedyna opcja, jaka jej pozostała.
Maeve odchrząknęła. "Menu."
Przed nią pojawił się cienisty, półprzezroczysty zarys małej konstrukcji. Kiedy zrobiła krok w tył, cień padł na płaską, porośniętą mchem ziemię obok szemrzącego strumyka.
[Potwierdź lokalizację umieszczenia Schronienia. Tak/Nie.]
Spojrzała na działkę. Obiektywnie rzecz biorąc, był to przyzwoity punkt startowy. Płaski teren. Bezpośredni dostęp do bieżącej wody. Gęste skupisko drzew liściastych i ostrych krzewów za jej plecami stanowiło naturalną osłonę przed wiatrem — i przed czymkolwiek innym, co mogło przemierzać ten spaczony ekosystem.
Spojrzała na licznik. Godzina, pięćdziesiąt cztery minuty.
Wybrała 'Nie'.
Zadowalanie się pierwszym znalezionym miejscem było błędem żółtodzioba w każdym scenariuszu przetrwania. Miała czas. Sformułowała szybki, sztywny plan: iść pod prąd strumyka przez dokładnie godzinę. Jeśli znajdzie lepszy punkt widokowy lub lepsze zasoby, postawi schronienie tam. Jeśli teren ulegnie pogorszeniu, będzie miała prawie godzinę na powrót truchtem do tego samego miejsca, zanim licznik wskaże zero.
Odwróciła się plecami do płaskiej polany i ruszyła wzdłuż brzegu wody.
Marsz był morderczy. Wybaczająca błędy, porośnięta mchem ziemia skończyła się po niespełna stu metrach. Kiedy strumień ostro zakręcił w prawo, brzegi zwęziły się. Gleba ustąpiła miejsca zdradliwej linii brzegowej ze śliskich, poszarpanych kamieni rzecznych.
Maeve zacisnęła zęby. Poruszała się po nieprzewidywalnym terenie, a jej ciężkie buty trekkingowe ślizgały się na mokrych kamieniach. Szum pędzącej wody przybrał na sile, odbijając się echem od niewidocznych formacji skalnych i zagłuszając dźwięki lasu. Wysiłek fizyczny palił jej uda. Każdy krok wymagał wykalkulowanej precyzji, by uniknąć skręcenia kostki. Zwichnięcie w świecie z ostateczną śmiercią i brakiem zapisów było wyrokiem śmierci.
Ominęła kolejny ostry zakręt, a jej pęd zgasł w ułamku sekundy.
Pionowa ściana klifu wyrastała ze skalistego brzegu, całkowicie blokując jej drogę. Było to spokojnie trzydzieści stóp nagiej, szarej skały. Rwący wodospad przelewał się przez środek przepaści, uderzając w skalisty basen poniżej i wyrzucając w powietrze gęstą, zimną mgłę.
Maeve zamarła w pół kroku, jej kolejny ruch został całkowicie zawieszony. Bariera geograficzna była absolutna. Zbocza wąwozu napierały na nią, splątane nieprzebytymi, ciernistymi pnączami. Nie dało się tego obejść.
Zapatrzyła się na rozbijającą się wodę, podczas gdy jej instynkt przetrwania napinał się do granic. Wewnątrz niej wszystko wibrowało. Wrócić? Zadowolić się płaskim terenem?
Nie.
Podeszła bliżej, ocierając mgłę z twarzy, i przestudiowała skalną ścianę obok wodospadu. Nie była gładka. Granit pochylał się do tyłu pod łagodnym, wybaczającym kątem. Co ważniejsze, powierzchnia była mocno podziurawiona. Małe, głębokie wgłębienia i wystające gzymsy przecinały kamień w dziwnie rytmicznym wzorze.
To nie wyglądało na naturalną erozję. W pobliżu wyznaczonych chwytów nie było śliskiego mchu ani mokrego błota. Wyglądało to podejrzanie jak wyznaczone ścieżki wspinaczkowe w grach RPG z otwartym światem, w które kiedyś grała, żeby się zrelaksować.
Spojrzała w dół na siebie. Szkolenie terenowe, które przeszła przed górską ekspedycją, właśnie popłacało. Jej długie włosy były ciasno splecione z tyłu, z dala od twarzy. Kurtka polowa i spodnie taktyczne pozwalały na pełen zakres ruchów. Jej wysokie buty miały głęboki, agresywny bieżnik, a przyczepne, antypoślizgowe rękawice, które otulały jej palce, były idealnie przystosowane do ostrego kamienia.
Trzydzieści stóp. Upadek mógł skończyć się złamaniem nogi, ale sama wspinaczka nie była samobójstwem.
Maeve sprawdziła licznik. Wciąż miała dziesięć minut eksploracji przed nieprzekraczalnym limitem czasu na powrót.
Podeszła do ściany. Instynkt przejął kontrolę. Sięgnęła w górę, wczepiając palce w rękawicach w głęboki rowek. Sprawdziła chwyt. Solidny. Uniosła prawego buta, wciskając czubek w niższe wgłębienie.
Napięła mięśnie korpusu, wypuściła ostro powietrze i oderwała się od ziemi.
Wspinaczka była wyczerpującym testem skupienia. Poruszała się metodycznie, przez cały czas utrzymując trzy punkty podparcia. Huk wodospadu ogłuszał ją, a woda moczyła jej lewe ramię, ale skała pod jej rękami pozostawała niemożliwie sucha i stabilna.
Zbliżała się do krawędzi klifu. Jej mięśnie płonęły od kwasu mlekowego. Do ostatniego pchnięcia ugięła lewe kolano, mocno opierając but na wystającej granitowej płycie. Wspięła się na palce prawej stopy, wyrzucając ciężar ciała w górę. Jej dłoń wystrzeliła, plaskając o górną krawędź klifu. Palce wbiły się w ziemię.
Z ostatnim, chrapliwym stęknięciem wciągnęła tułów za krawędź, podciągnęła nogi i przetoczyła się na płaski teren.
Maeve leżała na plecach przez trzy sekundy z ciężko falującą klatką piersiową, wpatrując się w dziwne listowie w górze. Następnie zerwała się na nogi, otrzepała brud ze spodni taktycznych i rozejrzała się po nowym otoczeniu.
Stała około trzydziestu stóp od szczytu wodospadu. Naprzeciwko krawędzi klifu ciągnęła się gęsta, płaska połać lasu. Ale samo źródło wody było nienaturalne.
Przedarła się przez gęste skupisko woskowatych krzewów i zamarła.
Nie było tu żadnej wijącej się rzeki zasilającej wodospad. Zamiast tego przed nią rozciągał się masywny, płytki staw, wielkością zbliżony do boiska piłkarskiego, zamknięty przez z trzech stron przez niebotyczne drzewa.
Woda była krystalicznie czysta. W samym centrum stawu znajdował się wyniesiony skrawek ziemi — wyspa o powierzchni około pięciu tysięcy stóp kwadratowych.
A po prawej stronie tej wyspy stało drzewo, które zaprzeczało wszystkiemu, co do tej pory widziała.
Podczas gdy las wokół stawu szczycił się potężnymi, strzelistymi pniami, to drzewo ledwo sięgało piętnastu stóp. Jego pień był sękaty i poskręcany, a gałęzie całkowicie pozbawione liści. Ale nawet z brzegu bystre oczy Maeve dostrzegły słaby, pulsujący blask.
Przez ciemne drewno przebiegały jarzące się na zielono żyły.
Nie wahała się. Usiadła na kamieniu, rozsznurowała buty, ściągnęła skarpetki i podwinęła spodnie nad kolana.
Weszła do wody. Była zaskakująco ciepła, niczym nagrzany słońcem basen. Dno pokrywały gładkie otoczaki i miękkie rośliny wodne. Żadne ryby nie uciekały przed jej krokami. Żadne owady nie ślizgały się po powierzchni. Było tu sterylnie, cicho i upiornie. Najgłębsze miejsce ledwie muskało jej łydki.
Przeszła przez wodę i stanęła na skalistym brzegu wyspy.
Z bliska drzewo zapierało dech w piersiach. Pulsujące zielone żyły nie były sokiem ani mchem. Były to krystaliczne pasma wtopione głęboko w korę. Drobniejsze, ostrzejsze kryształy pokrywały poskręcane gałęzie wyżej, chwytając światło otoczenia i rzucając na ziemię załamujące się zielone iskry.
Ciekawość zwyciężyła nad ostrożnością. Maeve wyciągnęła rękę i przycisnęła opuszkę nagiego palca do gładkiej, kryształowej żyły.
[Ostrzeżenie: Ocalały nie umieścił jeszcze Schronienia. Nie można wycenić.]
Niebieski tekst agresywnie zamigotał w jej polu widzenia.
Maeve cofnęła dłoń, pocierając kciuk o palec wskazujący. Przyjrzała się wyspie. W porównaniu z jej początkowym miejscem odrodzenia, to miejsce było fortecą. Woda działała jak naturalna fosa, oddzielając ją od gęstej ściany drzew. Stromy klif, po którym właśnie się wspięła, chronił jej tyły. Miała nieograniczony dostęp do słodkiej wody.
Logistyka była wykonalna. Mogła z łatwością przetoczyć kilka większych głazów na płyciznę, by stworzyć ścieżkę z kamieni, dzięki czemu jej buty w przyszłości pozostałyby suche.
Ale co najważniejsze, to kryształowe drzewo było ogromną anomalią. W każdym scenariuszu przetrwania, jaki znała, nieznane było nie tylko zagrożeniem; było zasobem. Było potęgą.
Maeve lubiła odrobinę przygody.
Odeszła kilka kroków od drzewa, stając około trzy stopy od niego na kawałku płaskiej ziemi.
"Menu" — wydała komendę.
Pojawił się cienisty zarys schronienia. Poprawiła postawę, dopóki projekcja nie spoczęła idealnie na ziemi.
[Potwierdź lokalizację umieszczenia Schronienia. Tak/Nie.]
"Tak."
Gęsta, wirująca mgła natychmiast wybuchła z gleby, spowijając wyznaczony obszar. Zaintrygowana Maeve wyciągnęła rękę w stronę oparów. Nie ustępowały. Czuła się, jakby wciskała dłoń w ścianę gęstego, żelatynowego śluzu, który odpychał ją z twardą siłą.
[Umieszczenie Schronienia zakończone sukcesem. ID Ocalałego: 38-74092 oficjalnie zalogowany.]
Mgła gwałtownie rozpłynęła się w powietrzu. Na jej miejscu stała prosta, sfatygowana przez pogodę, kryta strzechą chata.
Zanim zdążyła zlustrować swój nowy dom, nad nią zmaterializowało się kilka skupisk jarzącego się zielonego światła i powoli opadło w dół. Maeve spojrzała w górę. Światła osiadały wśród poskręcanych, wysadzanych kryształami gałęzi dziwnego drzewa.
Wtedy powrócił mechaniczny głos. Tym razem nie był zimny. Niósł w sobie dziwną, niemal żywą kadencję.
[Rok Przetrwania 15400, Sezon Łagodnego Wiatru. Obecna lokalizacja: Nefrytowe Morze (Dystrykt 38). Pogoda: Bezchmurnie. Temperatura odczuwalna: 70°F. Zalecana aktywność przez Niebiańskie Towarzystwo: Wycinka drzew (wydajność zbierania drewna dziś nieznacznie wzrosła).]
[Specjalne Ostrzeżenie: Noc skrywa nieznane zagrożenia. Proszę wrócić do Schronienia przed zmrokiem.]
Lawina niebieskich ekranów zaczęła układać się w kafelki przed jej oczami.
[Menu Ocalałego otwarte. Zasoby oficjalnie rozmieszczone.]
[Nagrody za zadanie początkowe rozdane. Losowanie budynku zakończone sukcesem. Gratulacje! Ocalały uzyskał: Podstawowa Identyfikacja ×1; Drewniana Skrzynia ×1; Ewoluujący Pomost ×1.]
[Talent odblokowany. Gratulacje! Ocalały aktywował Talent: Inżynier geodeta (Początkujący).]
Maeve czytała tekst błyskawicznie, w miarę jak się pojawiał.
[Inżynier geodeta (Początkujący): Wykwalifikowany inżynier geodeta powinien posiadać specjalną mapę.
[Efekt 1: Obszary zbadane przez Ocalałego będą wyświetlane na mapie. Ocalały może swobodnie ją zaznaczać i opisywać. Po zebraniu specjalnych Węzłów Zasobów, pokazany zostanie ich pozostały czas do odnowienia.
[Efekt 2: Co trzy dni przetrwania mapa automatycznie oznacza skrzynię ze skarbami znajdującą się najbliżej Ocalałego (Obecny czas odnowienia: 2:14:53:59).
[Rozwój: Do odblokowania.]
Kątem oka dostrzegła miękką, pulsującą ikonę. Mapę.
[Okres Nowicjusza aktywowany. W tym czasie wydajność zbierania jest zwiększona, pojawi się więcej skrzyń ze skarbami, a Schronienie nie może zostać zaatakowane. Pozostały czas: 2:14:53:01.]
Lawina danych technicznych ustała. Żywy głos przycichł, zastąpiony przez niski, donośny szept, który zdawał się odbijać echem od samych drzew.
[Nie jesteś ani pierwszym pionierem, ani ostatnim samotnym wędrowcem. Niezliczone ślady stóp utonęły w bagnie, a rozsypane światło gwiazd musnęło niebo. Podróż, która się tu rozpoczyna, pozostawi nowy ślad. Droga za tobą ciągnie się dalej niż ta przed tobą.]
Masywny, bladoniebieski interfejs rozwinął się w powietrzu, obmywając twarz Maeve swoim blaskiem.
[Witaj w Rozdartych Krainach.]