Z perspektywy Lincolna
Po ubraniu się w pobliżu linii drzew biegnę w stronę rezydencji. Ignorując zszokowane spojrzenia, wpadam po schodach. Gorączkowo ruszam w stronę pokoju Griffina, po czym uderzam w drzwi.
Błagam, bądź w środku, Griffin, lepiej, żebyś znowu nie uciekł!
Czekam chwilę, a potem znów uderzam w drzwi, jeszcze głośniej.
– Bogini, wyluzuj do kurwy nędzy! Dopiero co wyszedłem spod
















