SERAPHINA'S POV
Mój mąż, a zarazem szef, Alistair, śmieje się z każdego żartu padającego z ust jego pierwszej miłości, podczas gdy ja obserwuję ich przez szklane drzwi oddzielające jego gabinet od mojego. Sumiennie przygotowywałam dokumenty wymagające jego podpisu, a także ustalałam jego plan spotkań na dzisiejszy dzień, tak jak to robiłam przez 7 lat jako jego sekretarka, ale odkąd pojawiła się Vanessa, nie mogę skupić się na żadnej pracy.
Czuję ukłucie w klatce piersiowej za każdym razem, gdy Alistair się śmieje, i niemal chce mi się płakać na myśl, że w moim towarzystwie nigdy nie śmiał się w ten sposób. Wpatruję się w jej smukłą sylwetkę, bujne czarne włosy, które same wracają na swoje miejsce, nawet gdy odrzuca głowę w napadzie śmiechu, i w grację każdego z jej ruchów. Vanessa to uosobienie kobiecej gracji, a każdy z jej rysów to dowód na to, dlaczego Alistair wciąż do niej wzdychał, mimo że rozstali się przed laty. Mimo że ożenił się ze mną.
Ciemne rolety w jego gabinecie opadają gwałtownie, odcinając mi widok na nich dwoje, i teraz widzę już tylko czerń. To tak, jakby Alistair próbował powstrzymać mnie przed podglądaniem, chociaż jestem jego żoną, a prywatność nie powinna nas dzielić, zwłaszcza jeśli chodzi o kobietę, którą kiedyś tak bardzo kochał.
Wciąż pamiętam, jak zszokowana byłam, kiedy podeszła do mnie wcześniej, a jej obcasy stukały niezwykle wyrafinowanie o biurowe płytki. Najpierw zobaczyłam stopy obute w lśniące, czerwone szpilki, a dopiero potem podniosłam wzrok, by na nią spojrzeć.
"Seraphino, nie wiedziałam, że nadal tu pracujesz! Nie mogę uwierzyć, że Alistair wciąż każe ci pracować, nawet po waszym ślubie. Niezły z niego aparat, co?"
Powiedziała, uśmiechając się słodko krwistoczerwonymi ustami, które na mnie wyglądałyby upiornie, gdybym tylko odważyła się wypróbować ten odcień szminki. Zaniemówiłam, zszokowana faktem, że po tylu latach znów stoję z nią twarzą w twarz, zwłaszcza że wciąż roztaczała tę samą aurę bogactwa i pewności siebie, którą zawsze posiadała. Przez ułamek sekundy sprawiła, że poczułam się zakompleksiona w moich szarych biurowych ubraniach, z włosami ciasno spiętymi w kok i z niemal całkowitym brakiem makijażu.
"Vanesso!"
Głos Alistaira wyrwał mnie z tego transu, w którym utknęłam, gdy wyszedł ze swojego gabinetu i tam, tuż przede mną, przytulił ją tak mocno, jak starą przyjaciółkę, po czym poprowadził z powrotem do swojego biura, nawet nie zaszczycając mnie jednym spojrzeniem.
Teraz są tam sami, a rolety w jego gabinecie są opuszczone, więc ich nie widzę, a jedynie od czasu do czasu słyszę ich przytłumione głosy i jego śmiech. Za każdym razem, gdy się śmieją, wiercę się niespokojnie w fotelu, mocno zaciskając dłonie na krawędziach biurka. Jestem zbyt rozbita, by zabrać się do pracy, podczas gdy oni siedzą tam zamknięci.
Wpatruję się w kalendarz na biurku. Dzisiejsza data jest zaznaczona czerwonym markerem, a ja wzdycham głęboko. Czy on w ogóle wie, że dziś jest nasza trzecia rocznica ślubu? Co roku wydaje się, że jestem jedyną osobą, która o tym pamięta, a teraz, po pojawieniu się Vanessy, już wiem, że dzisiejszy dzień minie, jakby to był po prostu kolejny zwykły dzień.
Wiedziałam, że dzisiaj przyjdzie. Pełnienie funkcji jego sekretarki to jedyny powód, dla którego wiedziałam o rzeczach, które Alistair wolałby ukryć przede mną. Poinformował mnie już o nowym partnerze biznesowym, który dwa miesiące temu wrócił do kraju i w każdej chwili może zjawić się w biurze. Czego nie wiedziałam, a raczej, co celowo przede mną zataił, to fakt, że owym partnerem biznesowym była Vanessa Chamberlain, i być może właśnie dlatego, odkąd wróciła, stał się zimniejszy i bardziej obojętny niż zwykle.
Serce mnie boli na tę myśl, ale boli jeszcze bardziej, ponieważ nic nie mogę z tym zrobić. Nigdy nie miałam miejsca w sercu Alistaira, ale on zawsze był jedynym w moim. Pokochałam go od pierwszej chwili, gdy uratował mi życie wiele lat temu, ale czy mogę powiedzieć to samo o nim.
Zawsze przypomina mi, nawet bez słów, że nasze małżeństwo to tylko próba spełnienia życzenia jego dziadka, i wiem, że gdyby postawił na swoim, nigdy nawet by na mnie nie spojrzał, nie mówiąc już o ożenku.
Miłość dziadka do mnie to być może jedyny powód, dla którego wciąż zachowuję zmysły w tym małżeństwie bez miłości. Ten starzec nigdy nie przestaje okazywać, jak bardzo mnie ceni, ale kiedy to niby wystarczało? Jestem żoną Alistaira, a nie jego rodziny.
Zegar tyka bez końca, a Alistair wciąż z nią tam jest.
Ich śmiech nagle cichnie i ledwie słyszę słowa, które wypowiadają. Nie mogąc już dłużej wytrzymać, wstaję, zanim ten niepokój mnie zabije. Jestem jego żoną i mam prawo wiedzieć, co się tam dzieje. Żeby wyglądało to naturalnie, szybko parzę dwie filiżanki kawy. Bądź co bądź jestem jego sekretarką, a to należy do moich obowiązków.
Nerwowy pot występuje mi na czoło, gdy niepewnym krokiem ruszam w stronę jego gabinetu. Nabierając ostro głęboko powietrza, otwieram drzwi i wchodzę do środka. Serce mi się ściska na ich widok. Są zrelaksowani w swoim towarzystwie, siedząc bardzo blisko siebie na jednej z sof w jego gabinecie. Przełykam ślinę i próbuję podejść do stolika z największą pewnością siebie, na jaką mnie stać.
"Zrobiłam kawę" – mówię, ale oni nawet nie zauważają mojej obecności, zagubieni w sobie nawzajem i w tym, o czym dyskutowali. Przez chwilę przypatruję się Vanessie. Obserwuję, jak okręca na palcu kosmyk swoich wiśniowych blond włosów, siedząc z nogą założoną na nogę, odsłaniając prowokująco dużo ud, uśmiechając się przy tym tak promiennie, że nie potrafię stwierdzić, czy robi to nieszczerze.
Chcę się odwrócić i wyjść, ale moje stopy odmawiają posłuszeństwa. Nie mogę tak po prostu odejść. Jak długo jeszcze będę siedzieć cicho i to znosić?
"Szefie" – odzywam się, patrząc prosto na Alistaira. Jesteśmy małżeństwem, ale on nigdy nie zapomina przypomnieć mi, że w pracy mam się do niego zwracać jak do przełożonego. Alistair nawet nie rusza głową, żeby na mnie spojrzeć, a gniew we mnie narasta, powoli osiągając punkt wrzenia.
"Szefie" – powtarzam, i wtedy w końcu obdarza mnie zimnym spojrzeniem, które niemal mnie zniechęca, ale pozostaję nieugięta pod jego wzrokiem.
"Muszę z panem o czymś porozmawiać, to ważne." Kłamię prosto w oczy. Czuję na sobie palący wzrok Vanessy, ale staram się na nią nie patrzeć z obawy, że moja pewność siebie by ulotniła.
Alistair tylko zbywa mnie machnięciem ręki.
"To może poczekać. Jak widzisz, mam gościa."
"Nie może" – mówię jeszcze stanowczej, ale on znowu się uśmiecha i słucha słów Vanessy jak zakochany nastolatek. Wzywam go jeszcze kilka razy, a gdy nie mogę już wytrzymać, zwracam się do niego po imieniu.
"Alistair!"
Oboje podnoszą na mnie wzrok z mieszaniną wyrazów twarzy. Ten Alistaira to czysta złość, podczas gdy Vanessa jest wyraźnie zirytowana. Wiem, że nigdy mnie nie lubiła, a kiedyś, gdy byłam tylko jego sekretarką, a ona jego dziewczyną, narzekała na wszystko, co robiłam.
"Alistair, co to ma być? Tak pozwalasz swoim pracownikom na okazywanie ci braku szacunku?" Mówi to z absolutnym obrzydzeniem i pogardą.
Jestem oszołomiona jej słowami, tak oszołomiona, że aż prycham. Pracownikom? Ma czelność mówić do mnie z taką wyższością, choć doskonale wie, że nie jestem tylko pracownikiem.
Alistair wstaje, a jego wysoka sylwetka sprawia, że kładzie się na mnie jego cień. Ja w tym czasie mocno zaciskam dłonie na tacy z kawą.
"Seraphino, wyjdź. Natychmiast." – rozkazuje, a mnie przepełnia taki ból, że aż trzęsą mi się dłonie i drżą usta.
"Niby dlaczego? Mam wszelkie powody, by być w tym pokoju i mam pełne prawo mówić, a ty mnie słuchać."
Vanessa natychmiast wstaje.
"Wygląda na to, że twoja żona ma do mnie o coś pretensje, a ja nie będę tu siedzieć i znosić takich obelg."
Zaczyna odchodzić i, oczywiście, Alistair idzie za nią. Próbuję zejść jej z drogi, ale moja próba kończy się niepowodzeniem, gdy jej ramię mocno wpada na moje, w sposób zbyt agresywny, by można to uznać za przypadek. Tracę chwyt na tacy i zataczam się do przodu, a gorąca kawa rozlewa się na jej bardzo drogą sukienkę i moją. Wrzaska, odsuwając się ode mnie, tylko po to, by w następnej sekundzie obrzucić mnie morderczym spojrzeniem.
"Co jest z tobą nie tak?!" – krzyczy. W niecałą minutę Alistair podbiega do niej, przejmując się jej poplamioną sukienką i proponując jej nawet własną chusteczkę, podczas gdy ja stoję obok oblana kawą, a mój mąż troszczy się o inną kobietę. Czuję łzy kłujące mnie w kącikach oczu, ale co zrobi ze mnie płacz na oczach tej kobiety?
"Nie wierzę w ciebie! Co ja ci kiedykolwiek zrobiłam? Śmiało, nienawidź mnie ile chcesz, ale są pewne granice, a ty właśnie je przekroczyłaś." – mówi ponownie, kipiąc z niepohamowanego gniewu.
Alistair odwraca się do mnie, a jego oczy są ciemne z wściekłości. To sprawia, że przechodzą mnie ciarki. Czuję niewyobrażalny ból na myśl, że jest na mnie wściekły z powodu innej kobiety.
"Przeproś w tej chwili!" – rozkazuje, a ja prycham z niedowierzaniem. Jak on może tam stać i brać jej stronę, kiedy nie zrobiłam nic złego?
"Dlaczego miałabym to zrobić? Nie zrobiłam nic złego. To ona na mnie wpadła!" – bronię się, a mój głos się łamie. Drżą mi usta.
"Wcale nie!" – mówi obronnym tonem Vanessa, chociaż jej oczy mówią zupełnie co innego.
"Słyszałaś mnie, Seraphino. Przeproś ją w tej chwili." – powtarza Alistair, nie spuszczając ze mnie wzroku. Niemal chce mi się śmiać z faktu, że jedynym momentem po trzech latach małżeństwa, kiedy patrzy mi prosto w oczy, jest chwila, w której w grę wchodzi inna kobieta.
Kręcę głową, nie mogąc w to wszystko uwierzyć.
"Więc wierzysz jej, a nie mnie? Jej słowa bierzesz za pewnik, a moje nie mają znaczenia? Jestem twoją żoną."
"Żoną, z którą nigdy nie chciałem się żenić!" – odkrzykuje i rozbija w pył to, co zostało z mojego złamanego serca.