Król Xandrik przeszukał osiem watah i nie znalazł nic poza chciwością i fałszywymi uśmiechami. Odwiedzając ostatnią z nich, jest gotów porzucić nadzieję na odnalezienie swojej przeznaczonej towarzyszki – dopóki wiatr nie przyniesie z mroku zapachu słodyczy i smutku. Lyrielle była niegdyś córką Bety, lecz teraz jest jedynie „służącą” o zeszpeconej twarzy, żyjącą w strachu przed pasem swojego ojca. Zamknięta podczas gali królewskiej, spodziewa się kolejnej nocy spędzonej w głodzie i ciszy. Nigdy nie przypuszczała, że drzwi zostaną wyrwane z zawiasów przez mężczyznę pachnącego potęgą i burzą. Dla watahy jest jedynie „niedogodnością”. Dla króla Xandrika jest wszystkim. Kiedy Beta żąda zwrotu swojej „nijakiej” córki, by wymierzyć jej karę, zbyt późno uświadamia sobie, że nie ma już do czynienia z krnąbrnym dzieckiem – ma przed sobą Króla, który zabije każdego, kto choćby dotknie jego towarzyszki.

Pierwszy Rozdział

– Nigdy nie wychodź z tego pokoju, rozumiesz?! – Beta Varkas zatrzasnął drzwi, wciągnąwszy wcześniej własną córkę do magazynu znajdującego się za domem watahy. Był wściekły, gdy zastał Lyrielle kręcącą się po terenie, na którym odbywało się przyjęcie powitalne na cześć Króla. Lyrielle energicznie pokiwała głową. Drżała ze strachu, widząc, jak bardzo ojciec jest rozjuszony. Chciała tylko, żeby już sobie poszedł, więc zgadzała się na wszystko, co mówił, i przyjmowała wszystkie obelgi, którymi w nią ciskał. – Nie chcę oglądać twojej szpetnej twarzy! Nigdy nie pozwól, by ktokolwiek cię zobaczył lub dowiedział się, że mam taką córkę jak ty! Zrujnujesz szanse swojej siostry! – T-tak, ojcze... – Lyrielle powstrzymywała łzy. Przygryzła wargę i wbiła wzrok w zakurzoną, brudną podłogę pod stopami. Serce bolało ją niewyobrażalnie. To nie był pierwszy raz, kiedy ojciec traktował ją jak śmiecia, i z pewnością nie miał to być raz ostatni. – Jeśli odważysz się znów pokazać tę swoją brzydką twarz i bliznę przed wszystkimi i przyniesiesz wstyd siostrze, spiorę cię i skuję ci nogi łańcuchem, żebyś już nigdy nie mogła wyjść z tego pokoju! – Tak, ojcze. Rozumiem. – Z jej oczu popłynęły ciężkie łzy, ale Lyrielle ze wszystkich sił starała się nie wydać z siebie ani jednego szlochu, przynajmniej dopóki ojciec nie zostawi jej samej. Dzisiaj nowy król wilkołaków odwiedzał ich watahę w ramach swoich obowiązków jako nowy suweren tego królestwa. Ich wataha była dziewiątą, którą odwiedził Król, co oznaczało, że była ostatnią na liście. Jednak celem tej wizyty było nie tylko spotkanie z poddanymi, ale także odnalezienie partnerki. Tak, nowy król miał dwadzieścia dziewięć lat i wciąż nie odnalazł swojej przeznaczonej. To była jego ostatnia próba odszukania jej, zanim zdecyduje się na wybór partnerki i wyznaczy kobietę, która zasiądzie u jego boku jako Królowa. Dlatego też wszystkie kobiety w watahach szalały, myśląc, że nawet jeśli nie są przeznaczoną Króla, to może on wybierze jedną z nich, jeśli wywrze na nim ogromne wrażenie. Dotyczyło to również siostry Lyrielle, Hestary. Hestara była bardzo piękna, uchodziła za piękność tej watahy i wielu mężczyzn było w niej zadurzonych, jednak mimo ukończenia dwudziestu lat, wciąż nie odnalazła swojego partnera. Dlatego ich ojciec postawił wszystko na tę jedną kartę. Chciał, aby wszystko było idealne, a Lyrielle w jego oczach zawsze była tylko skazą. – Zrób choć krok poza ten pokój, a połamię ci nogi, żebyś już nigdy nie mogła chodzić! Lyrielle potakiwała, aż rozbolała ją szyja. Nie odważyła się zarejestrować odrazy wypisanej na twarzy ojca. Nawet po latach bycia traktowaną w tak niesprawiedliwy sposób, wciąż nie mogła się do tego przyzwyczaić. Rzuciwszy jeszcze kilka obelg, Beta Varkas w końcu dał córce spokój i wyszedł. Zatrzasnął drzwi tak gwałtownie, że z dachu posypał się gruz i kurz. A gdy została już naprawdę sama, Lyrielle osunęła się na podłogę. Objęła się ramionami i wypłakała całą gorycz. Nikt nie mógł jej usłyszeć. Głośna muzyka dobiegająca z zewnątrz zagłuszała samotny dźwięk jej cierpienia. Jej sukienka była zniszczona, a włosy w nieładzie, ale nic ją to nie obchodziło. Nikt nie uznałby jej za piękną z tą szpetną blizną na twarzy, bez względu na to, co by na siebie włożyła i jak nieskazitelnie ułożyła fryzurę. Lyrielle zasnęła z płaczem, do czego zdążyła przywyknąć. Straciła rachubę, ile razy tak kończył się jej dzień. Nie pamiętała nawet, kiedy ostatni raz zasnęła z lekkim sercem i uśmiechem na twarzy. Kiedy obudziła się, bo podłoga była zbyt zimna, a mroźny wiatr hulał przez szpary w drewnianych ścianach, usłyszała, że w oddali wciąż pobrzmiewa głośna muzyka, podczas gdy wokół niej panowały egipskie ciemności. Nikt nie zadał sobie trudu, by rozpalić w kominku w magazynie. – Jestem głodna... – Lyrielle chwyciła się za brzuch. Nie jadła nic od rana, bo była podekscytowana przyjęciem, myśląc, że będzie mogła w nim uczestniczyć. W końcu impreza była przeznaczona dla wszystkich członków watahy, a ona, przy odrobinie szczęścia, miała nadzieję choć rzucić okiem na Króla. Chciała zobaczyć mężczyznę, o którym wszyscy tak rozprawiali. – Chce mi się pić... – Lyrielle czuła, że gardło ma bardzo obolałe, a jej głos łamał się przy każdej sylabie. Nagle jednak dobiegło ją pukanie do drzwi, co wprawiło ją w osłupienie. Lyrielle wstrzymała oddech, uświadamiając sobie, że ktoś tu jest. Jedyną osobą, która wiedziała o jej pobycie tutaj, był jej ojciec, a on musiał już dawno o niej zapomnieć, pochłonięty pomaganiem Hestarze. – Jest tam kto? Lyrielle nigdy wcześniej nie słyszała tego wyjątkowego głosu, a gdy wciągnęła powietrze, zupełnie nie potrafiła rozpoznać zapachu tej osoby. Być może dlatego, że jej wilczyca od samego początku była bardzo słaba. Od czasu incydentu sprzed dziesięciu lat straciła część swoich zdolności jako wilkołak. Jednak z jakiegoś powodu stała się teraz nieco niespokojna. – Wiem, że tam jesteś, otwórz drzwi. – Jego głos był władczy, co sprawiło, że Lyrielle poczuła jeszcze większy lęk. Nie mogła wyjść, ojciec wyraźnie ją przed tym ostrzegał. Naprawdę by ją pobił i połamał jej nogi, gdyby zrobiła choć krok na zewnątrz. – Otwieraj te drzwi natychmiast, albo je wyważę. – W jego głosie słychać było groźną nutę, gdy warknął niecierpliwie. – K-kim jesteś? Nie mogę wyjść. Proszę, odejdź! – wykrztusiła Lyrielle, lekko się jąkając.

Odkryj więcej niesamowitych treści