Xandrik czuł niepokój. Nienawidził wszystkiego, co widział, wszystkiego, co pił i każdej rozmowy, którą odbył w ciągu tego dnia i nocy. Chciał opuścić tę watahę tak szybko, jak to możliwe.
Nie było jej tutaj.
To była pierwsza myśl, jaka przyszła Xandrikowi do głowy, gdy przyjrzał się wszystkim kobietom w watahasze i nic nie poczuł. Żadna z nich nie była jego przeznaczoną partnerką, kobietą, z którą spędzi resztę życia, kimś, z kim będzie dzielił tę świętą więź.
Nie było jej tutaj.
Sama myśl o tym, że nie uda mu się odnaleźć własnej przeznaczonej, napełniała go goryczą. Ludzie mówili, że jeśli nie odnalazł swojej partnerki, istniało duże prawdopodobieństwo, że kobieta już dawno nie żyje.
Mimo to Xandrik nie potrafił się z tym pogodzić.
Ale teraz rzeczywistość stała przed jego oczami. To była ostatnia wataha, a żadna z tych pięknych kobiet nie była jego.
– Wszystko w porządku? – zapytał Alastor, nachylając się nad krzesłem, by szepnąć Królowi do ucha. – Uśmiechnij się trochę, proszę, bo odstraszasz wszystkie kobiety.
– Odstraszam, co? – Xandrik prychnął lekceważąco.
Było nader jasne, że te kobiety rywalizowały ze sobą o jego uwagę, a ta gra zaczynała go nudzić. Taka sama sytuacja powtarzała się w ostatnich ośmiu watahach, więc Xandrik miał już po dziurki w nosie.
– Proszę się uśmiechać, mój Królu. To musi być córka Bety. – Jego królewski beta droczył się z nim, by poprawić mu humor, ale Xandrik zupełnie nie był w nastroju.
Król był wręcz zirytowany, gdy Beta Varkas przedstawił mu swoją córkę, Hestarę. Była piękna, słodka i uprzejma, ale to nie jej szukał.
– Z tego, co widzę, ta Hestara byłaby dla ciebie idealną partnerką. – Alastor próbował przekonać Xandrika do swoich racji. – Ma w sobie aurę królowej.
– Nie jest moją przeznaczoną – uciął Xandrik, wytykając oczywisty fakt.
W tej chwili Hestara tańczyła z dwiema przyjaciółkami, ale raz po raz zerkała w jego stronę z nieśmiałością. Xandrik nie był idiotą i doskonale wiedział, co knuje. Mimo sposobu, w jaki się prowadziła, by uchodzić za niewinną, instynkt podpowiadał mu, że wcale nie jest taka naiwna.
Żadna z tych kobiet, które przed nim udawały potulne, nie była naiwna. Wiedziały doskonale, w jaką grę grają i jak robić to skutecznie.
– Kiedy w końcu to zaakceptujesz? To staje się... Dokąd idziesz? – Alastor nie zdążył skończyć, gdy Xandrik wstał ze swojego honorowego miejsca i odszedł. Dwóch jego strażników próbowało iść za nim, ale uniósł dłoń, by ich powstrzymać.
Chciał być sam.
Widząc, że Król opuszcza przyjęcie, kilka osób natychmiast podeszło do Alastora, pytając, co się dzieje i dokąd udał się monarcha.
– Jestem pewien, że Król musiał się zmęczyć. Proszę, kontynuujcie zabawę. – Alastor starał się pokazać swój najłagodniejszy uśmiech, ale w duchu nie mógł przestać narzekać na upór Króla.
Przecież nie ma nic złego w posiadaniu wybranej partnerki, prawda?!
Tymczasem Xandrik spacerował wokół domu watahy. Unikał zatłoczonych miejsc i trafił do tej cichej okolicy, która, jak sądził, była skupiskiem magazynów, ponieważ stało tam kilka podobnych do siebie budynków.
Przechadzał się powoli, ciesząc się przez chwilę nocnym wiatrem, który owiewał mu skórę. Postanowił wrócić do sypialni. Chciał wyruszyć do Aura-Bastion wcześnie rano. Nie chciał spędzać tu kolejnego dnia, skoro jedyne, co robili, to podsuwanie mu kobiet pod nos.
Nagle jednak zatrzymał się, gdy wiatr przyniósł ze wschodu intrygujący zapach. Ta woń sprawiła, że zmarszczył brwi.
Xandrik nie lubił słodyczy, ale ten słodki zapach był wyjątkiem.
A kiedy wiatr powtórnie przyniósł tę samą woń, tym razem silniejszą niż za pierwszym razem, Xandrik natychmiast wiedział, co to oznacza.
– To niemożliwe... – wymamrotał do siebie, podczas gdy jego nogi instynktownie ruszyły w stronę zapachu, szukając jego źródła. Do kogo on należał.
Xandrik przyspieszył kroku i teraz nie było już mowy o pomyłce.
Partnerka!
Jego przeznaczona tu była! Była bardzo blisko!
Gdzie dokładnie się znajdowała?
Dość nerwowo rozejrzał się wokół i jego najlepszym domysłem było to, że jego partnerka musi być w jednym z tych magazynów.
Namierzenie jej zapachu i ustalenie właściwego magazynu nie było trudnym wyczynem, ale kiedy Xandrik spróbował otworzyć drzwi, okazały się zamknięte na klucz.
Jego pierwszym odruchem było ich wyważenie, ale nie chciał przestraszyć swojej partnerki. Nie tak wyobrażał sobie ich pierwsze spotkanie.
Co więcej, gdy przez chwilę analizował sytuację, stwierdził, że coś jest nie tak. Zazwyczaj oba wilki rozpoznawały swoją drugą połówkę – czy w takim razie jego partnerka nie powinna również chcieć go zobaczyć? Czy nie czuła tego samego?
W końcu tak właśnie zazwyczaj rozpoznawało się swoją drugą połówkę.
– Jest tam kto?
Xandrik wciąż pukał.
– Wiem, że tam jesteś, otwórz drzwi.
Król stawał się coraz bardziej niecierpliwy. Co jego partnerka robiła w magazynie, gdy wszyscy inni byli na zewnątrz i świętowali, i dlaczego nie chciała wyjść?
Po kilku próbach cierpliwość Xandrika niemal się wyczerpała. Można to było usłyszeć w jego głosie.
– Otwieraj te drzwi natychmiast, albo je wyważę.
Dopiero wtedy ze środka dobiegł go nieśmiały, cichy głosik. To nie spodobało się Xandrikowi. Nie brzmiała, jakby wszystko było z nią w porządku.
– K-kim jesteś? Nie mogę wyjść. Proszę, odejdź!
Strach.
To była pierwsza rzecz, o jakiej pomyślał Xandrik, słysząc jej drżący głos. Bała się, a to sprawiło, że podjął impulsywną decyzję o wyważeniu drzwi, dokładnie tak, jak zapowiedział wcześniej.
Jednak widok, który ukazał się jego oczom, sprawił, że warknął wściekle.
Miał rację. Z jego partnerką nie było dobrze.
















