Deszcz smagał mnie niemiłosiernie, a ból w ciele po tym forsownym biegu był nie do zniesienia. Płuca paliły żywym ogniem, nogi drętwiały, ale wiedziałam, że spóźnienie będzie mnie kosztować o wiele więcej.
Ostatnim razem, gdy się spóźniłam o zaledwie dwie minuty, dostałam takie lanie, że przez tydzień nie mogłam się położyć.
Zwolniłam dopiero, gdy zbliżyłam się do biura ojca, dysząc ciężko, by złapać oddech. Głos macochy przyciągnął moją uwagę.
– Harlandzie, kochanie... Za kilka dni przestanie być naszym problemem. – Subtelna satysfakcja i złośliwość w jej głosie sprawiły, że instynktownie zrozumiałam, że mówią o mnie.
Co miała na myśli?
Serce waliło mi jak młotem, zarówno z wysiłku, jak i z tego, co usłyszałam, ale nie mogłam się powstrzymać, by nie stąpać ciszej i nie podsłuchiwać.
Wiedziałam, że nie powinnam tego robić – wszystko, co zrobiłam bez pozwolenia, obróci się przeciwko mnie. Ale jej słowa sprawiły, że stanęłam jak wryta. Musiałam wiedzieć więcej.
– ...oni ją zabiorą, a my będziemy mieli pieniądze.
Oczy mi się rozszerzyły, a ciało zaczęło drżeć niekontrolowanie.
O czym ona mówiła?!
– Tik-tak, Rosalie. Znowu się spóźniłaś – powiedział głos za mną.
Gwałtownie odwróciłam głowę i stanęłam twarzą w twarz z ponurym uśmiechem Dereka.
Szarę oczy mojego przyrodniego brata lustrowały mnie od góry do dołu w przemoczonych ubraniach, jakby chciał je ze mnie zdjąć wzrokiem.
Odkąd mnie poznał, gdy miałam 14 lat, próbował mnie dotknąć. Nie chciałam nawet wiedzieć, co by zrobił, gdyby macocha nie zmusiła go, by zostawił mnie w spokoju – tylko dlatego, że to ja zarabiałam pieniądze dla rodziny.
Starałam się unikać Dereka, co bez wątpienia go wściekało. Pewnie dlatego czerpał chorą przyjemność z widoku, jak ojciec albo macocha mnie karcą.
Ale w tym momencie Derek nie był moim największym zmartwieniem.
Zauważyłam, że głosy w biurze ucichły. Usłyszeli, co powiedział Derek.
– Rosalie! – Głos ojca sprawił, że moje nerwy napięły się do granic wytrzymałości.
Byłam skończona. Niemal próbowałam uciec, ale wiedziałam, że Derek mnie powstrzyma.
Nic tak nie kończy dobrze wieczoru jak porządne lanie.
Uradowany Derek obszedł mnie i otworzył drzwi.
Wzięłam głęboki oddech, tłumiąc strach, nie śmiąc podnieść wzroku na osoby w pokoju.
– Ojcze... – mój głos zadrżał.
– Mówiłam ci, że to kłopotliwa dziewucha, ukrywa się i podsłuchuje jak mysz – powiedziała macocha z uśmieszkiem. – Kto wie, co zrobi, gdy dorośnie?
– Podsłuchiwałaś nas? – warknął mój ojciec.
Poczułam znajomy zapach alkoholu i zaczęłam drżeć niekontrolowanie. Wiedziałam, jak okropny potrafi być mój ojciec, gdy jest pijany.
Spuściłam głowę, bojąc się spojrzeć mu w oczy.
Musiałam odwrócić jego uwagę. – Przyniosłam pieniądze, które zarobiłam dzisiaj...
Isis zachichotała. Jej głos był jak skrzypienie kredy po tablicy.
– Popatrz, jaka sprytna, próbuje zatuszować swoje przestępstwo kilkoma dolcami? Nie tylko się spóźniasz, ale jeszcze podsłuchujesz... Wygląda na to, że komuś przyda się mała lekcja – powiedziała, owijając swoje długie, zadbane paznokcie wokół ramienia mojego ojca.
Mój ojciec uniósł rękę.
Odruchowo podniosłam swoje, by zasłonić głowę. Drżąc, zagryzłam wargi, by nie krzyczeć – krzyk tylko sprowadziłby jeszcze brutalniejszą karę.
Sekunda, dwie sekundy... oczekiwany ból nie nadszedł.
Zamiast tego poczułam, jak mój portfel jest wyciągany z moich rąk.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam mojego ojca z pieniędzmi w ręku, ponuro mi się przyglądającego. Zamiast poczuć ulgę, poczułam się jeszcze bardziej przerażona.
Wyraz oczu ojca mówił mi, że stanie się coś gorszego.
Podniósł portfel w jednej ręce i zmarszczył brwi. – To wszystko?
Zadrżałam i wyszeptałam: – Dziś mocno pada, więc w restauracji nie było wielu klientów... Dałam ci każdy grosz, który zarobiłam...
Policzek przeszył mi mocny cios, powalając mnie na podłogę.
Osunęłam się na ziemię, słysząc ledwo przez dzwonienie w uszach gniewny ryk ojca.
– Co masz na myśli? Sugerujesz, że jestem od ciebie zależny? Jak śmiesz ze mnie kpić?
Pięści spadały na moją głowę i plecy jak ulewny deszcz.
Osłoniłam głowę ramionami i krzyknęłam: – Nie, przepraszam... Tak bardzo przepraszam... Proszę, przestań...
Intensywny ból wprowadził mnie w trans, a mój wzrok zaczął się zamazywać.
– Ojcze... proszę, przestań...
– Zabijesz ją. – Głos macochy brzmiał, jakby dochodził z bardzo daleka. – Harlandzie... Kochanie, pamiętaj... Ta jej ładna twarz i głos to jej największe atuty. Nie chcemy niczego zepsuć, prawda?
Moja macocha Isis. Kiedyś byłam szczęśliwa, że mój ojciec kogoś znalazł po śmierci mojej matki, i wydawało się, że ona go uszczęśliwia. Kiedyś chciałam, żeby i ją uszczęśliwić. Naiwnie miałam nadzieję, że pewnego dnia sytuacja między nami się poprawi.
– Oczywiście, ona nie pracuje wystarczająco ciężko! Te pieniądze są niczym! Grosze w porównaniu z tym, czego oczekiwałem. Dlaczego bogini księżyca obdarzyła ją w ogóle takim talentem? – ryknął mój ojciec.
Oparłam się o ścianę i skulona na podłodze, patrzyłam na ojca ze strachem, bojąc się, że znowu podniesie rękę, by mnie uderzyć.
– No cóż, kochanie – Isis powstrzymała mojego ojca – ona oczywiście jest większym rozczarowaniem, niż się spodziewaliśmy. Nieważne. Rozmawiałeś już dziś rano z Talonem. Wiesz, jaki mamy plan wobec niej. Za kilka dni uporządkujemy wszystkie nasze problemy finansowe i będzie o jeden problem mniej, którym musimy się martwić.
Pijany wyraz twarzy mojego ojca zmienił się z gniewu w rozbawienie. W jego oczach czaiło się coś złowieszczego, co przyprawiało mnie o gęsią skórkę.
– Wyglądasz na zdezorientowaną, córko. – Moja macocha spojrzała na mnie z subtelnym uśmiechem. – Powiedz jej, Harlandzie. Założę się, że będzie podekscytowana tą wiadomością. Ja na pewno jestem.
Uśmiech Isis mnie przeraził. Jeśli była szczęśliwa w tym momencie... to nie bez powodu.
Mój ojciec przykucnął na moim poziomie i nie mogłam się powstrzymać, by cofnąć się ze strachu. Podniósł rękę i położył ją na mojej głowie – co przeszyło mnie dreszczem.
– Wykonasz dla mnie wielką pracę. Właściwie taką, która na zawsze zmieni nasze życie.
Moje serce waliło ze strachu, ale milczałam, czekając na wyrok.
– Będziesz służyć Alfie Drogomoru. Wygląda na to, że potrzebuje... pokojówki i jest gotów zapłacić dużo pieniędzy, żeby ją zdobyć.
Zadrżałam z niedowierzaniem.
Mój ojciec! Nazywałam go ojcem, ale on mnie sprzedał, jakbym była tylko owcą... Jak mógł?
Byłam przerażona, zszokowana i oniemiała. To nie mogło się dziać!
Moje oczy gorączkowo wędrowały między Isis a ojcem, gdy wstawał. Wyraz twarzy Isis nie zdradzał niczego poza rozbawieniem i potwierdzał prawdę tego, co mówił.
– Nie patrz tak, Rosalie – powiedziała Isis. – Powinnaś uważać to za wielki zaszczyt, że będziesz pracować dla najbogatszego i najpotężniejszego ze wszystkich Alf. Może i zabił i skrzywdził wielu ludzi, ale jest powszechnie znany, a bycie częścią jego stada... cóż, to największy zaszczyt – dodała z uśmiechem.
Alfa Drogomoru, władca najpotężniejszego stada Wschodniego Kontynentu.
Był znany ze swojego okrucieństwa i nienawiści do źle wychowanych. Plotka głosiła, że zabił większość swoich sług, a jego panowanie było skąpane we krwi – w tym krwi jego własnego ojca.
Nie było nic, czego ten człowiek by nie zrobił, żeby upewnić się, że wszyscy wokół niego wykonują każdy jego rozkaz. Manipulacja nie była czymś, na co miał czas. Wolałby raczej zabić słabych i kąpać się w ich krwi pod księżycem żniw.
Mówiono, że nawet jego wilk jest potworem, z czerwonymi oczami, które świecą w ciemności – obserwując swoje ofiary, zanim rozerwie ich ciała na kawałki.
A ja miałam zostać sprzedana tej bezlitosnej maszynie do zabijania przez mojego własnego ojca!
Zebrałam całą odwagę i błagałam. – Ojcze, proszę, nie rób tego. Proszę, będę ciężej pracować. Obiecuję. Pozwól mi zostać!
Isis wydawała się być w całkiem dobrym nastroju. Uśmiechnęła się do mnie, ale jej uśmiech był okrutny. – Rosalie, nie stresuj tak ojca. Błaganie nie prowadzi do niczego w życiu.
Oni nie mogli mówić poważnie. Byłam jego jedynym dzieckiem. Jedyną, która mogła przedłużyć jego linię krwi!
– Mogę tutaj zrobić wiele rzeczy, żeby pomóc ci zarobić więcej pieniędzy... Proszę, daj mi jeszcze jedną szansę, żebym pokazała ci, ile jestem warta – błagałam ze łzami w oczach.
Zwróciłam się nawet do Isis. – Isis, proszę... powiedz coś...
Następne uderzenia były mocniejsze niż poprzednie.
Pozwoliłam łzom spływać po moich policzkach.
– Nie waż się tak do niej mówić! – wrzasnął mój ojciec.
– Ojcze, proszę, nie rób mi tego... – szlochałam na podłodze. – Nie wysyłaj mnie do niego, błagam... Gdyby mama jeszcze żyła....
Ale nie mogłam dokończyć.
Ten opór doprowadził mojego ojca do szaleństwa. Widziałam, jak jego spojrzenie staje się mordercze, gdy odwrócił się i złapał mnie za gardło, podnosząc mnie w powietrze.
– ZROBISZ TO, CO CI K*RWA POWIEM!
Wrzasnął na mnie i zanim się zorientowałam, moje plecy uderzyły mocno w ścianę. Czułam, jakby wszystkie kości w moim ciele były połamane, a intensywny ból sprawił, że prawie zemdlałam.
Osuwając się na podłogę, zaczęłam płakać. Nie obchodziło mnie już, czy mnie widzi. Tęskniłam za mamą bardziej niż za cokolwiek innego w tej chwili.
Mój ojciec, Alfa naszego stada, zmienił się, gdy umarła. Nigdy wcześniej taki nie był. Byłam jego dumą i radością i czymś więcej. Kiedyś pozwalał mi jeździć na swoich ramionach i nazywał mnie swoim "małym skowronkiem".
Kiedyś mnie kochał, i myślenie o tym łamało mi serce.
– Derek! – rozkazał mój ojciec.
– Tak, Alfo.
– Zabierz Rosalie na górę, żeby mogła się umyć. Nasi znakomici goście wkrótce przybędą i nie chcę, żeby wyglądała tak, jak wygląda.
Całe moje ciało było w niewysłowionym bólu. Nie mogłam oddychać. Mój wzrok się zamazywał.
Gdy Derek się zbliżał, ostatnią rzeczą, jaką usłyszałam, zanim zemdlałam w kupie łez, było, jak Isis przekonywała go, żeby nie rujnował mojej twarzy ani głosu, dwóch moich atutów, które mogły im przynieść jeszcze więcej pieniędzy od kupca – Alfy Drogomoru.