Wstałem, zanim pierwsze światło dnia zaczęło przebijać się przez ciemne niebo. Zanim dzienne światło zaczęło powoli sączyć się do wnętrza chaty, miałem już spakowane nasze nieliczne, skromne rzeczy.
Jaxon wszedł na werandę i wręczył mi cztery batony granola.
– Pomyślałem, że możecie być głodni.
Wzruszyłem ramionami.
– Ja sobie poradzę, ale ona musi zjeść, zanim zaczniemy schodzić z góry. – Wszedłe
















