Dwanaście lat temu wypaliła piętno na mojej duszy. Teraz wracam, by odebrać to, co należy do mnie. Silas Vance to bezwzględny miliarder, deweloper i były komandos Rangers, którego nękają duchy przeszłości. Noce spędza na zagłuszaniu bólu niekończącą się pracą i przelotnymi romansami. Lecz pod tatuażami i chłodną, nieprzejednaną maską kryje się tylko jedna kobieta, którą kiedykolwiek naprawdę kochał – dziewczyna z dawnego lata, która zniknęła bez śladu. Doktor Elara Sterling całe życie budowała dla siebie azyl. Jako oddana pediatra każdego dnia ratuje dzieci, jednak jej własne życie jest koszmarem, z którego desperacko próbuje uciec. Świeżo po traumatycznym małżeństwie z agresywnym mężem, który nie chce dać jej spokoju, Elara widzi jedyne światło w swojej jedenastoletniej córce, Isolde. Córce o niezwykłych, morskich oczach. Oczach należących do jedynego mężczyzny, którego Elara kiedykolwiek kochała. Kiedy firma Silasa podejmuje próbę wykupu borykającego się z problemami szpitala, w którym pracuje Elara, ich światy gwałtownie się zderzają. On chce ją odzyskać. Ona chce chronić swój sekret. Jednak gdy jej niebezpieczny były mąż nasila groźby, w Silasie budzi się zabójczy instynkt opiekuńczy. Spali to miasto do fundamentów, byle tylko zapewnić Elarze bezpieczeństwo. Ale co zrobi bezwzględny miliarder, gdy spojrzy w oczy małej dziewczynki... i uświadomi sobie, że przez cały ten czas był ojcem?

Pierwszy Rozdział

(**Silas**) Zeszła noc potoczyła się dokładnie tak, jak zakładałem. No, prawie. Wcześniejszą część wieczoru spędziłem z biuściastą brunetką, której imienia nie potrafię sobie przypomnieć. Mogła to być Trixie albo Trina. Jestem niemal pewien, że zaczynało się na T. Poznaliśmy się na przyjęciu koktajlowym wydanym przez jednego z moich inwestorów. Eleganckie garnitury i skąpo odziane kobiety na jachcie. To nie w moim stylu, ale idę tam, gdzie są pieniądze. Kobieta, z którą tam przyszedłem, ostatecznie zaczęła obściskiwać się z kimś innym, więc znalazłem sobie inne towarzystwo na ten wieczór. Biuściasta brunetka była bardzo śmiała, co mi się spodobało, więc zabrałem ją do kajuty pod pokładem. Jej sukienka opadła na podłogę w chwili, gdy zamknęły się drzwi. Żadna niespodzianka. Potem była już na kolanach, rozpinając mój pasek. Brałem ją na każdej płaskiej powierzchni w pokoju, w różnych pozycjach, dopóki nie brakło jej tchu i całkowicie nie opadła z sił. Kiedy się ubierałem, wręczyła mi kawałek papieru ze swoim numerem, który po drodze z jachtu wyrzuciłem do kosza na śmieci. Dała mi z nawiązką to, co obiecywały jej oczy, gdy spoglądała w moją stronę kilka godzin wcześniej. Drugą część wieczoru spędziłem na siłowni w moim apartamencie, żeby rozładować trochę frustracji i zmęczyć ciało. To nie zadziałało, więc wziąłem prysznic, ubrałem się odpowiednio do klubu, w którym bywam, a potem przeleciałem dwie gorące blondynki w prywatnym pokoju. Trójkąty wymagają dużo wysiłku, a ja zostawiłem je więcej niż zaspokojone. Potem wróciłem do domu i padłem po kolejnym prysznicu. Wysiłek fizyczny od lat jest moją sprawdzoną metodą na oderwanie myśli. Kiedyś zaczynałem poranki od joggingu, ale w niektóre dni chodzę do tej fantastycznej siłowni, którą znalazłem blisko mojego penthouse'u. Trenują tu zawodnicy mieszanych sztuk walki z całego świata. Dobrze znam właściciela. Mam własną siłownię, ale dzisiejszego ranka chcę, by dźwięk innych ludzi w tle mnie rozpraszał, więc ruszam tam, żeby porządnie się spocić. Koszmary z przeszłości wybudziły mnie dziś rano i naprawdę przydałoby mi się coś, co oderwie moje myśli. Nawet po latach terapii wciąż odganiam od siebie poranne sny. Cóż, przynajmniej w te poranki, w które nie wyląduję z kimś w łóżku poprzedniej nocy albo nie padam z ekstremalnego wyczerpania po bezsennych dniach. Ostatnie kilka lat przyniosło poprawę, ale zawsze będę prześladowany przez mój czas jako żołnierz. Po zaparkowaniu mojego pick-upa przy wejściu, wchodzę do środka, by zacząć dzień. Wpisuję się u recepcjonistki, która jak zawsze obrzuca mnie tym swoim podwójnym spojrzeniem. Jej oczy błądzą po całej mojej odsłoniętej skórze, gdy podnoszę torbę z podłogi i ruszam do szatni. Tatuaże na moich ramionach i klatce piersiowej zawsze przyciągają uwagę. Na prawym bicepsie mam insygnia Army Rangers. Poniżej, wzdłuż ramienia aż do połowy przedramienia, ciągnie się drzewo wiśni. Wśród jego liści ukryte są małe krzyże z imionami i datami. Nigdy nikomu, kto je zauważy, nie mówię, po co tam są. Na lewym ramieniu mam pełny rękaw z wielu różnych obrazów. Tym, który rzuca się w oczy najbardziej, jest mój medal ze Świętym Michałem. U podstawy medalu spoczywa pojedyncza tygrysia lilia z imieniem zapisanym płynną kursywą na jej płatkach. Elara. Dziewczyna, a teraz kobieta, która wypaliła na mojej duszy znamię, biorąc ją na własność. Nie chcę jej z powrotem. Może ją zatrzymać. Idę prosto do szatni, żeby odłożyć torbę, po czym macham do właściciela siłowni, Wildera, podchodząc do ciężkich worków treningowych. Wkładam do ucha jedną słuchawkę i zabieram się do pracy. Rozpraszania samego siebie. Działało to przez godzinę, ale potem, gdy okładam worek treningowy, do mojej głowy zakradają się myśli o tym, dokąd zmierzam w życiu. Podoba mi się miejsce, w którym jestem zawodowo. To, co zrobiłem z moimi pieniędzmi, uczyniło mnie tym, kim jestem dzisiaj. To oraz nieustające wsparcie mojego najlepszego przyjaciela, który teraz jest moim partnerem biznesowym. Dorastaliśmy razem, razem poszliśmy do armii, a potem razem z niej odeszliśmy, żeby robić dobre rzeczy. To moje życie osobiste zbliża się do punktu, z którego nie ma odwrotu. Pracować, aż mój mózg będzie komfortowo odrętwiały, pieprzyć inną kobietę lub dwie każdej nocy, a potem wracać do mojego pustego apartamentu. To samotna egzystencja. Taka, na którą sam siebie skazuję. Choć życie, które teraz prowadzę, w niczym nie przypomina tego, jak widziałem je jako nastolatek. Wtedy nigdy nie wybiegałem w przyszłość dalej niż o kilka dni. Przynajmniej dopóki nie zaciągnąłem się do wojska, żeby uciec jak najdalej od ojca i ducha mojej matki. Myślałem o randkowaniu, tak na poważnie, ale od razu przypomina mi się, jak skończył się mój ostatni związek. To gówno już nigdy więcej się nie powtórzy. Nie umawiam się na randki. Zabieram kobiety na miasto, zapewniam im przyjemny czas, a potem pieprzę je, aż wykrzykują moje imię. Potem zostawiam je w ich łóżkach, żeby to odespały, a sam wracam do domu. Czasami, gdy siedzę sam w ciemnościach mojego salonu, myślę, że jestem strasznym człowiekiem. To, co robię tym kobietom, jest złe, ale one doskonale wiedzą, na co się piszą, zgadzając się na wyjście ze mną. Cholera, większość z nich praktycznie błaga mnie o uwagę. Potrząsając głową, by ją oczyścić, widzę, że zniszczyłem worek treningowy. Idę do szatni wziąć prysznic, a potem rzucam czek na biurko Wildera za zniszczony sprzęt. Droga powrotna do mojego apartamentu w centrum jest długa, ale pozwoli mi jeszcze bardziej oczyścić umysł. Kiedy docieram do biura, jest prawie dziewiąta rano. Moje gęste, czarne włosy są lekko potargane, ale tak właśnie lubię. Mam na sobie granatowy garnitur i białą koszulę zapiętą na guziki, bez krawata. Moja sekretarka wita mnie uśmiechem, a ja nie przegapiam pożądania w jej oczach. "Wstrzymaj moje telefony, dopóki Caleb nie przyjdzie, a potem odeślij go do mojego biura." "Oczywiście, proszę pana." Ostatnie kilka dni było gorączkowych, odkąd zaczęliśmy sondować nasze kolejne przedsięwzięcie. Zdecydowaliśmy się na zakup szpitala, ale ten, którego pragniemy, znajduje się w poważnym kryzysie finansowym. Mamy plan, jak przez to przebrnąć, ale właściciel nie był chętny na spotkanie z nami. Czas go złamie. Ile czasu zajmie temu człowiekowi uświadomienie sobie, że jest właścicielem tonącego statku? Jeśli dopisze nam szczęście, stary człowiek zmierzy się z rzeczywistością raczej prędzej niż później. Patrzę przez okno mojego biura w kierunku wind, żeby sprawdzić, czy Caleb już dotarł. Nadal cieszę się, że kazałem przeprojektować to biuro, gdy je kupiłem. Tak jak jest teraz, całe najwyższe piętro budynku należy do mnie. Cóż, do mnie i mojego najlepszego przyjaciela, Caleba. V&T Developments to nazwa naszej firmy; nazwa, na którą zgoda zajęła nam około roku, ale która świetnie się u nas sprawdza od pięciu lat. "Dobra, dzwonili członkowie zarządu Providence General. Są gotowi usiąść do rozmów," mówi Caleb, wchodząc do mojego biura. Caleb ubrany jest w grafitowy garnitur w prążki, jego włosy wciąż są ścięte na wojskowego jeża, którego preferuje, a jego brązowe oczy wpatrują się w teczkę w moich rękach. Wiem, na co czeka, ale nie zdecydowałem jeszcze, co zrobimy, jeśli odmówią sprzedaży. Oferujemy kupno szpitala, takiego, który kiedyś szczycił się najbardziej prestiżowymi programami dla weteranów na zachodnim wybrzeżu, ale w ciągu ostatnich kilku lat popadł w tarapaty. V&T Developments jest właścicielem i sponsorem wielu programów pomagających weteranom wojennym. Posiadamy firmy produkcyjne specjalizujące się w protezach kończyn dla weteranów bojowych. Firmy, które pracują nad zapewnieniem mieszkań tym weteranom, którzy stracili domy walcząc w wojnach za swój kraj. Kiedy usłyszałem o programie w Providence General, wiedziałem, że to jest to. Program, którego szukaliśmy. Kiedyś przyjmowali pacjentów z całego kraju. Uważano go za najwyższej klasy ośrodek pomagający rannym weteranom w powrocie do normalnego życia. Potem szpital dokonał kilku koszmarnych inwestycji i zaczął ciąć fundusze na ten program. Z początku myślałem po prostu o dofinansowaniu go, ale Caleb słusznie zauważył, że będziemy mieli większą kontrolę, jeśli po prostu kupimy szpital. Więc oto stoję, wpatrując się w teczkę w mojej dłoni, niegotowy jeszcze, by ją otworzyć i zobaczyć liczby, które pokażą mi, jak fatalnie Providence General radzi sobie finansowo. Dali nam kopię swoich akt za zeszły rok, ale ja chciałem głębiej przyjrzeć się temu, jak wydawali swoje pieniądze. "Jest gorzej, czy lepiej niż się spodziewaliśmy?" pytam Caleba. "Otwórz teczkę i się przekonaj," odpowiada. Siada w jednym z przepastnych foteli biurowych przed moim biurkiem. Jęczę, po czym robię, jak mówi. Otwieram teczkę i szybko przelatuję wzrokiem po stronach. Szpital radzi sobie gorzej, niż przypuszczaliśmy. Z kilkoma poważnymi zmianami, jestem pewien, że można go przywrócić do dawnej świetności. Tym, co martwi mnie najbardziej, jest program dla weteranów. Niektóre liczby w tym pliku nie pokrywają się z tym, co dali nam na początku. Te rozbieżności mnie niepokoją. Tysiące dolarów, które rzekomo miały trafić do programu, nie trafiły tam, gdzie twierdzili. Gdzie się podziały? To trzeba będzie sprawdzić. Zadzadzwonię do mojego kumpla Jaxa. Jest detektywem korporacyjnym. Chcę wiedzieć, co działo się z tymi funduszami, zanim kupimy Providence General. Chcę czystych ksiąg rachunkowych, zanim posuniemy się dalej. "Zadzwoń do Jaxa, potrzebujemy, żeby zaczął drążyć temat tych rozbieżności," mówię do Caleba, zamykając teczkę. "Już się robi. Wysłałem mu maila z kopiami obu plików, które nam dali i powiedziałem mu o naszych obawach. Wkurzył się i powiedział, że pokopie dla nas głębiej. Powinien odezwać się do nas dzisiaj. Możemy rozpocząć rozmowy o zakupie szpitala, czekając na jego telefon," mówi Caleb. "Dlaczego w ogóle zawracam sobie głowę dawaniem ci sugestii, skoro zawsze jesteś o krok lub dwa przede mną?" pytam go. "Tego również nigdy nie zrozumiem. Będą tu jutro o czternastej," mówi. Po czym wstaje z miejsca. "Idę złapać coś na lunch, a potem będziemy mogli zacząć obmyślać naszą strategię." Czasami mój najlepszy przyjaciel zna mnie lepiej niż ja sam. Pozwoliłem zbliżyć się do siebie tylko jednej innej osobie. Nie, przestań, nie idź w tę stronę, mówię sobie. To nie jest czas na wycieczki w aleję wspomnień. Mam notatki na spotkanie do przygotowania. Kto by pomyślał, że z wściekłego nastolatka zmienię się w znużonego wojną żołnierza, a potem w bogatego biznesmena? Zajebiście, nigdy nie spodziewałem się, że moje życie tak się ułoży. Odganiam te myśli, słysząc dźwięk windy, sygnalizujący powrót Caleba z lunchem dla nas. Zabieram teczki i moje notatki i podążam za Calebem do jego biura. Omawiamy nasz plan działania podczas jedzenia. "Myślisz, że przekonamy ich do sprzedaży?" pyta Caleb. Dla każdego innego wyglądałby na spokojnego, ale ja znam go dobrze. Drżenie jego lewej nogi, gdy stuka stopą pod biurkiem. Denerwuje się, że zarząd szpitala zdecyduje się nie sprzedawać. Rozumiem jego nerwy, bo podzielam te same myśli. Jest tak wiele dobra, które możemy zrobić dla naszych braci weteranów dzięki temu przejęciu. Tak, mogliśmy po prostu kupić Program dla Weteranów. Jednak Caleb ma rację. Będziemy mieli znacznie większą kontrolę nad tym, co dzieje się z programem, jeśli będziemy właścicielami szpitala. Istnieje potrzeba reformy u samych podstaw Providence General. Mają problem z płynnością finansową – więcej pieniędzy wypływa, niż wpływa. Jak to teraz wygląda, ledwo będą w stanie utrzymać się na powierzchni do końca roku, jeśli nic z tym nie zrobią. Caleb i ja mamy plan gry, by sprowadzić sprawy w Providence General na właściwe tory. Niestety, to wszystko zależy od jednego starca, jego syna i reszty zarządu. Mam nadzieję, że Jax znajdzie coś, co da nam kartę przetargową. Mam przeczucie, że w finansach Providence General dzieje się więcej, niż wie nawet ten stary człowiek. "Myślę, że Jax znajdzie coś, co będziemy mogli wykorzystać, by przekonać ich na naszą korzyść." "Co ci to mówi?" "Wypływ funduszy wykracza poza to, co powinno mieć miejsce w szpitalu tej wielkości. Ze wszystkimi programami, które obsługują, powinni przynosić solidne zyski. Nie wspominając o tym, ile wydarzeń charytatywnych organizują rocznie, by zebrać pieniądze na te programy. Pieniądze idą gdzieś, gdzie nie powinny." "Pomyślałem o tym samym, kiedy czytałem raport. Zastanawiałem się nad wykorzystaniem tego na spotkaniu, żeby otworzyć im oczy." "Nie, wstrzymajmy się z tą kartą, aż usłyszymy od Jaxa. Chcę konkretnych dowodów na potwierdzenie mojej teorii, zanim użyję tego przeciwko nim." Śmieję się z żartu Caleba o bogatych starych ludziach. Resztę poranka spędzamy na omawianiu naszego planu. Dopracowujemy notatki, cele i główne priorytety. Żaden z nas nie wie kompletnie nic o prowadzeniu szpitala. Znamy za to ludzi, którzy wiedzą i są gotowi nam pomóc, jeśli sprzedaż dojdzie do skutku. Oby tylko szczęście było po naszej stronie.

Odkryj więcej niesamowitych treści