Zerknęłam to na Caleba, to na Romana. W pomieszczeniu panowało tak gęste napięcie, jakby w każdej chwili jeden z nich był gotowy wypuścić na zewnątrz drzemiącą w nim bestię.
Pierś Caleba unosiła się gwałtownie w przypływie wściekłości. Zrobił krok w stronę Romana, zaciskając dłonie w pięści, jakby w każdej sekundzie miał wyprowadzić cios. „Tessa należy do ciebie? Chyba postradałeś zmysły, Roman”.
















