(***Elara***)
"Nie, Isolde, nie możesz iść na tę galę charytatywną. Mówiłam ci to już, tam nie będzie dzieci," tłumaczę jej.
Isolde tylko się we mnie wpatruje tymi swoimi morskimi oczami. Dlaczego musiała odziedziczyć po nim oczy? Myślę, że gdyby wdała się we mnie nieco bardziej pod kątem wyglądu, obserwowanie, jak dorasta, nie byłoby tak trudne. Mając w domu spojrzenie Silasa, wpatrujące się we mnie z twarzy naszej córki, w niektóre dni jest mi po prostu ciężko.
"Mamo, nie potrzebuję już, żeby Piper mnie pilnowała. Jestem wystarczająco dorosła, żeby zostać sama w domu, podczas gdy ty będziesz imprezować z bogatymi lekarzami." Isolde piorunuje mnie wzrokiem. Tupie nogą, krzyżuje ręce na piersi i po prostu się we mnie wpatruje.
"Isolde, rozmawiałyśmy o tym. Mam obowiązki poza tym domem i czasami stają one na przeszkodzie temu, czego ty byś chciała."
"Chcę iść do kina, albo iść z tobą na galę."
Szczypię się w nasadę nosa i wzdycham. Toczymy tę samą kłótnię od momentu, gdy wróciła ze szkoły. Moja odpowiedź pozostaje niezmienna, a ona ciągle naciska. Chciałabym na ten wieczór odzyskać moją córkę o słodkim usposobieniu, a nie tego rozzłoszczonego małego dzikusa.
Patrzy na mnie jeszcze raz, po czym biegnie do swojego pokoju i zatrzaskuje drzwi. Zerkam na Piper, a potem spokojnie wchodzę po schodach, by skonfrontować się z moim wściekłym dzieckiem. Z każdą minutą jestem nią coraz bardziej sfrustrowana.
To zwiastun jej nadciągających lat nastoletnich; już teraz czuję ból głowy, który mnie czeka. Jako jedenastolatka, Isolde staje się sporym wyzwaniem. Wiem, że swojej ikry i buntu nie odziedziczyła po mnie. Ja miałam jeden akt buntu i to ona jest jego rezultatem. I nie zamieniłabym tego na nic w świecie.
Ale o rany, w dni takie jak ten mam ochotę wysłać moje dziecko z wizytą do mojego dziadka. On nie pozwoliłby na takie wyskoki i zmusiłby ją do posłuszeństwa. Isolde w żadnym razie nie jest okropnym dzieckiem, ale w wieczory, gdy moja praca koliduje z jej pragnieniami, walczy ze mną zaciekle. Dziś wieczorem nie ustąpię.
Dzisiejsza gala organizowana jest na rzecz rannych weteranów, a ja idę tam z przyjaciółką, która była pielęgniarką wojskową. Isolde po prostu musi się nauczyć, że nie mogę zawsze rezygnować z takich rzeczy tylko dlatego, że ona urządza sceny. Prostuję plecy, patrząc na nią ze stalą w oczach. Nienawidzę być tą złą, a ona doskonale o tym wie.
Mój były mąż nigdy nie był dobrym ojcem, ale udawał go, dopóki nie stał się zdradzającym ojcem sypiającym z naszą księgową. Potem stał się ojcem dupkiem, który stwierdził, że skoro Isolde nie jest jego dzieckiem, to po rozwodzie nie ma żadnego powodu, by się z nią widywać. Na początku mocno się to na niej odbiło; Julian był jedynym ojcem, jakiego kiedykolwiek znała.
Po części była to moja wina, bo nie starałam się bardziej odnaleźć Silasa. Przypisuję to nastoletniej głupocie i naiwności. Kto, do cholery, wiedział, że w wieku osiemnastu lat zajdę w ciążę? Ja na pewno nie. Używaliśmy zabezpieczenia, no, przeważnie. Cholera, byliśmy głupcami.
Otwieram drzwi do pokoju Isolde i po prostu na nią patrzę. Siedzi na łóżku, wpatrując się w drzwi. Jej spojrzenie zamienia się we wściekłe mordercze wzroki, gdy przenoszę wzrok z niej na drzwi.
"Jaka jest zasada dotycząca drzwi w tym domu?"
"Nie trzaskać nimi," mruczy.
"Właśnie. Więc ponieważ uważasz, że łamanie zasad i rzucanie się to nic złego, będą tego konsekwencje. Powiem Piper, że dziś nie ma grania w gry wideo. Możesz pooglądać filmy albo pograć w planszówki."
"Chcę, żebyś dotrzymała obietnicy."
"Nie obiecywałam, że zabiorę cię do kina, Isolde. Powiedziałam, że możemy iść, jeśli nic nie wypadnie mi w pracy. Nigdy nie powiedziałam, że pójdziemy dziś wieczorem."
"Ale mówiłaś..." przerywa, gdy podnoszę dłoń w geście uciszającym.
"Okej, posłuchaj, wiem, że chcesz, żebym została w domu, żebyśmy mogły pójść na ten film, który chciałaś zobaczyć. Przykro mi, że nie możemy, ale od miesiąca wiedziałaś o tej gali, Isolde. To jest coś, co leży mi na sercu i nie opuszczę tego tylko dlatego, że urządzasz scenę," mówię do niej.
"Ale obiecałaś, że go zobaczymy!" krzyczy Isolde.
"Nie, nie obiecałam, i dobrze o tym wiesz. Pójdziemy w weekend. A jeśli jeszcze raz podniesiesz na mnie głos, w ogóle go nie obejrzymy. Będzie w kinach jeszcze przez kilka miesięcy, mamy mnóstwo czasu. A teraz nie chcę słyszeć więcej pyskówek z twojej strony." Patrzę na nią, gdy otwiera usta, by znów zacząć narzekać, ale na szczęście tym razem mądrze milknie.
Wychodzę z jej pokoju, by pójść się ubrać. Bycie samotnym rodzicem to czasami utrapienie, ale kocham moją córkę i bardzo się staram dać jej wszystko, co mogę. Przynajmniej w granicach rozsądku.
Rzucam ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w wielkim lustrze. Związuję swoje kasztanowe włosy we francuskiego warkocza, z kilkoma luźnymi lokami wymykającymi się przy twarzy. Sukienka, którą mam na sobie, jest obciśnięta mocniej, niż lubię, ale blady błękit dobrze współgra z moją cerą. Ma wiązanie na szyi, a dół spływa gładką linią satyny. Czuję się trochę zbyt wystrojona jak na galę dla weteranów, ale wokół będą kobiety ubrane znacznie lepiej ode mnie.
Większość z nich będzie próbowała złowić bogatego męża, ale będąc już raz mężatką, nawet nie szukam teraz niczego, co z daleka przypominałoby związek. Wchodzę do pokoju gier, by pożegnać się z dziewczynami, a potem wychodzę z domu, by pojechać po moją przyjaciółkę Beatrice. To ona wybrała mi tę sukienkę, więc muszę ją dzisiaj założyć.
"Ta sukienka leży na tobie niesamowicie, tak jak myślałam." mówi Beatrice, otwierając drzwi swojego mieszkania.
Uśmiecham się do niej i wchodzę za nią do środka. Mówi mi, że jest już prawie gotowa i potrzebuje jeszcze tylko kilku minut. Jej mieszkanie pomalowane jest na jasne kolory. Otwarty układ sprawia, że wydaje się większe, niż jest w rzeczywistości. Wszędzie w salonie stoją rośliny, nadając mu klimat wewnętrznego ogrodu.
Mieszkanie Beatrice jest bardzo podobne do jej osobowości. Jasne, radosne, a jednocześnie bardzo twardo stąpające po ziemi. Czekam na sofie razem z jej kotem, Leroyem. Gdy kończy się szykować, opowiadam jej o zachowaniu Isolde.
Kiedy wraca, szeroko się uśmiecham. Zielona satynowa sukienka jest dopasowana do ciała i krótka. Jej ognisto rude włosy opadają luźno na plecy. Moja przyjaciółka to absolutna petarda.
"Wyruszasz dziś na łowy?" pytam ją, gdy chwyta swoją torebkę.
"Zawsze jestem na łowach, ale dziś chcę po prostu potańczyć i dobrze się bawić. Pomyślę o znalezieniu sobie chłopaka innej nocy."
"Któregoś dnia wkrótce znajdziesz Pana Właściwego, zamiast Pana Playboya." mówię do niej z łagodnym uśmiechem. Przez moment wygląda na smutną, więc mocno ją przytulam. "A teraz miejmy ten wieczór za sobą, żebym mogła wrócić do domu do mojego humorzastego dziecka."
Godzinę później Beatrice i ja wchodzimy do sali balowej w wielkim hotelu, w którym odbywa się gala. Z głośników płynie muzyka klasyczna, ludzie krążą wokół z kieliszkami wina, a mój uśmiech znika pięć minut później, gdy słyszę przeraźliwy śmiech mojej byłej księgowej. Cóż, ten wieczór właśnie przestał być przyjemny.
"Mam ją później uderzyć w twarz?" pyta mnie Beatrice.
Śmieję się i kręcę głową. "Nie, poradzę sobie z nią. To Julian mnie martwi. Idź poflirtować, Bea, nic mi nie będzie."
Beatrice mnie przytula, po czym idzie poszukać sobie partnera do tańca, zostawiając mnie samą z widokiem na Siennę flirtującą z jakimś żołnierzem w mundurze. Współczuję jej, gdy Julian ją wypatrzy. Czy poznała już jego temperament? Czy zdążył już ją spoliczkować? Mam nadzieję, że dla jej dobra nie, ale wiem, że jeśli pobędzie z nim trochę dłużej, dojdzie w końcu i do tego.
Julian doskonale potrafi ukrywać swoją prawdziwą twarz przed ludźmi. Zwodził mnie przez pierwszy rok naszego małżeństwa. Potem, kiedy pierwszy raz założyłam coś, co mu się nie spodobało, albo źle poskładałam jego ubrania, poznałam jego temperament. Ukrywałam siniaki przez dwa lata, dopóki nie zebrałam się na odwagę, by złożyć pozew o rozwód. Dwa dni później nakryłam go i Siennę w naszym łóżku. Złożenie wniosku o zakaz zbliżania się i szybki rozwód nastąpiły tuż po tym.
Zdrada była wpisana w naszą intercyzę, co wkurzyło go nie na żarty, bo nic ode mnie nie dostał. W trakcie rozwodu dowiedziałam się, że sypiał ze Sienną od ponad roku. Trzy lata małżeństwa psu w dupę. W dniu, w którym sfinalizowaliśmy rozwód, Julian uderzył mnie po raz ostatni.
Spędził sześć miesięcy w więzieniu za napaść, ale spróbował skrzywdzić mnie ponownie, więc teraz przebywa na wolności za kaucją, w oczekiwaniu na termin rozprawy sądowej za tamten incydent. Obowiązuje go też stały zakaz zbliżania się do mnie. Będę wiecznie wdzięczna losowi, że nigdy nie skrzywdził Isolde. Julian wyjątkowo dobrze ukrywał swoją mroczniejszą stronę przed moją córką.
Jeśli jest tu dziś wieczorem, musi przez cały czas zachować dystans stu jardów ode mnie. Stwierdzam, że to dobry moment, by wspomnieć o tym ochroniarzowi, ale powstrzymuje mnie dłoń mocno zaciskająca się na moim ramieniu; chwilę później zostaję szarpnięta za masywną, marmurową kolumnę. Z powodu wody kolońskiej natychmiast poznaję, kto to. Julian Reed, najgorszy błąd, jaki kiedykolwiek popełniłam.
"Ta sukienka jest na ciebie zbyt ciasna, Laro," warczy mi do ucha Julian, zanim obraca mnie przodem do siebie. "Co ci o tym mówiłem? Kiedy wrócimy do domu, będę musiał ci o tym przypomnieć."
Jest pijany. Wspaniale. Do tego nienawidzę tego przezwiska.
"Łamiesz zakaz zbliżania się, Julian."
"Gówno prawda. Jesteś moją żoną i żaden świstek papieru, ani żaden sędzia nie będzie mi mówił kiedy, gdzie, ani jak mogę z tobą rozmawiać." Ostatnie słowa bełkotał, wpatrując się we mnie z wściekłością.
Rozglądam się, gdy ogarnia mnie panika. Jesteśmy sami w strefie wejściowej, a to bardzo zły znak. Wyrywam się, gdy przyciąga mnie blisko swojego ciała. Czuć od niego smród alkoholu. Marszczę nos, co tylko go rozwściecza.
"Przeszkadzam ci?" warczy na mnie, zbliżając twarz do mojej. "Kiedyś wydawałaś najbardziej seksowne dźwięki, gdy cię pieprzyłem."
O tak, a jakże. Twój oddech cuchnie, a od twojego dotyku podchodzi mi do gardła. Z tym głupcem udawałam większość swoich orgazmów. Co ja kiedykolwiek widziałam w tym człowieku?
"Puszczaj mnie," syczę.
"Jesteś moją żoną, Laro. Kiedy wrócimy do domu, pokażę ci, co ta sukienka robi ze mną w tym momencie."
Fuu! Znam to, przerabiałam to i nie jestem zainteresowana powtórką. Trzy lata parszywego seksu mi wystarczą. Julian Misjonarz, tak nazywałam go w myślach. Żadne inne pozycje nie wchodziły w grę.
"Julian, nie jesteśmy już małżeństwem. Zabieraj ze mnie ręce w tej chwili, a nie zacznę krzyczeć. Pamiętasz, że nie wolno ci się do mnie zbliżać, prawda?" pytam. Próbuję rozluźnić jego chwyt na moim ramieniu.
To sprawia, że tylko zacieśnia uścisk i przyciska mnie do siebie. Zapach wódki z jego ust wywołuje u mnie chęć wymiotów. "Zawsze będziesz moja, zawsze. Żaden sędzia tego nie zmieni. Jesteś moja, Laro, tylko moja."
"Gówno prawda. Puszczaj mnie w tej chwili," krzyczę na niego.
"Nieważne jak bardzo temu zaprzeczasz, wciąż jesteś we mnie zakochana. Mogę ci wybaczyć to, że wniosłaś przeciwko mnie oskarżenia. Możemy po prostu zapomnieć, że to się kiedykolwiek wydarzyło." Jego głos staje się łagodniejszy, gdy zaczyna mnie błagać, ale w jego oczach widać złośliwość.
Wyrywałam się, żeby uwolnić się z jego uścisku, i na całe szczęście był na tyle pijany, że nie mógł mnie utrzymać. Odsunęłam się od niego o krok, gdy jego twarz przybrała wyraz, który znam aż za dobrze. Wyciągnął rękę i złapał mnie za nadgarstek chwytem tak mocnym jak imadło; powinnam była przewidzieć, że to zrobi.
"Jesteś żałosną namiastką mężczyzny, Julian. Nie kocham cię. A jeśli chcesz prawdy, to nigdy cię nie kochałam. A teraz zabieraj ze mnie swoje pieprzone ręce, zanim zacznę krzyczeć o pomoc."
"Nie przeklinaj przy mnie, ty mała dziwko," podnosi rękę, jakby zamierzał mnie spoliczkować.
Zamykam oczy, ale żaden cios nie spada na moją twarz. Kiedy otwieram oczy, Julian jest wykręcony do tyłu, mierząc gniewnym wzrokiem mężczyznę stojącego za nim. Ten mężczyzna trzyma rękę Juliana uniesioną w powietrzu, jakby złapał ją w połowie zamachu. Łzy zamazują mi obraz, zacierając rysy twarzy mojego bohatera.
"Zdaje się, że pani prosiła cię, żebyś ją puścił," mówi nieznajomy.
O mój boże, ten głos. Mrugam, by powstrzymać łzy i odzyskać ostrość widzenia. Kiedy to robię, spoglądam w parę morskich oczu. Oczu, które prześladowały mnie od lat. Jego twarz jest teraz twardsza, linia szczęki bardziej zarysowana, ale rozpoznałabym go wszędzie.
Mój boże, to naprawdę on.
Silas Vance we własnej osobie.
















