Powrót Silasa: Romans o drugiej szansie

Powrót Silasa: Romans o drugiej szansie

Autor: Aurora Sky

Rozdział 3
Autor: Aurora Sky
1 cze 2026
(***Silas***) Widok panoramy miasta z okna mojego biura zawsze mnie uspokaja. Z jedną dłonią opartą o szybę i palcami drugiej zaciśniętymi na jedwabistych blond lokach, obserwuję ruch uliczny w dole. Ten gwar zdaje się zawsze pomagać mi w myśleniu. Dziś rano jestem zestresowany przejęciem firmy. Zerkając w dół na kobietę, która jest zajęta ssaniem mojego kutasa, jedyne, o czym potrafię myśleć, to spotkanie zaplanowane na późniejszą część dnia. Ten mały sposób na rozładowanie stresu pomoże mi przetrwać resztę poranka. Moja sekretarka od miesięcy posyłała mi spojrzenia krzyczące „przeleć mnie”. Poddałem się swoim prymitywnym instynktom i wezwałem ją do gabinetu. Camille wparowała do biura kołysząc biodrami z szerokim uśmiechem na twarzy. Jej jęki nie robią na mnie wrażenia, ale to, z jaką łapczywością oblizuje mojego członka, posyła falę przyjemności przez moje ciało. Tylko na to mnie teraz stać. Czystą, nieskażoną niczym cielesną przyjemność. Żadnej więzi emocjonalnej. Tylko gorący, spocony seks ze wszystkimi tymi kobietami, które same mi się narzucają. Nic tylko łowczynie majątków, ale na moje potrzeby wystarczają w zupełności. Z chrząknięciem wylewam swoje nasienie do jej gardła, a ona, jak na zachłanną kobietę przystało, połyka każdą kroplę. Oblizując usta, Camille wstaje, wygładza włosy, a potem próbuje przycisnąć swoje ciało do mojego. Delikatnie ją odpycham, by schować kutasa z powrotem w spodnie, po czym podchodzę do biurka. Ignorując zraniony wyraz jej twarzy, dziękuję za poświęcony czas i odsyłam z powrotem do jej obowiązków. Po tym, co właśnie zaszło, będę musiał znaleźć nową sekretarkę. Miałem żelazną zasadę nie łączenia przyjemności z biznesem, ale właśnie ją złamałem w przypadku Camille. Była wyjątkowo dobra w tym, co robiła, ale więcej nie przekroczę tej granicy, a ona wydaje mi się kobietą, która źle znosi odrzucenie. Dobrze, że wszyscy nasi pracownicy podpisują umowy o poufności, gdy ich zatrudniamy. Będąc jednym z najbogatszych ludzi na zachodnim wybrzeżu, nie mogę narzekać na brak kobiet, które bez przerwy same mi się narzucają. Na moje szczęście, większość wydarzeń, imprez charytatywnych i zbiórek funduszy, w których uczestniczę, to imprezy zamknięte, na które nie ma wstępu żaden aparat ani dziennikarz. Mam zespół PR, który radzi sobie z wszelkimi nieautoryzowanymi zdjęciami trafiającymi do brukowców czy gazet. Płacę im naprawdę dobrze za to, by moja twarz nie pojawiała się w mediach, chyba że jest to zaplanowana sesja zdjęciowa. Tak jak na wczorajszej gali, wszyscy dziennikarze zostali wyproszeni z budynku zaraz po tym, jak zrobiono zdjęcia całej śmietance towarzyskiej biorącej udział w wydarzeniu. I całe szczęście, bo miałem sytuację, w której pewna bardzo zuchwała dama wsunęła mi do kieszeni klucz do swojego pokoju hotelowego, gdy tańczyliśmy. Nie nosiła obrączki, więc kiedy wieczór dobiegł końca, skorzystałem z zaproszenia. Kiedy już zostawiłem ją całkowicie zaspokojoną, wymknąłem się z jej apartamentu i przed rankiem wróciłem do mojego penthouse'u. Nigdy nie spędziłem nocy z żadną z moich kochanek. To kolejna granica, której odmawiam przekroczenia. Odebrałem bolesną lekcję, która została we mnie aż do dziś. Większość tych kobiet widzi we mnie tylko konto bankowe, do którego chcą się podpiąć dla statusu społecznego i finansowego. Zajebiście mi się to nie uśmiecha. Nie mam żadnego zamiaru kiedykolwiek się żenić ani z nikim wiązać. Przynajmniej dopóki nie znajdę kobiety, która dostrzeże mnie za to, kim jestem, a nie ze względu na zasobność mojego portfela. Miłość zawsze kończy się złamanym sercem; na koniec jedno odchodzi albo robi coś znacznie gorszego, co prowadzi do cierpienia. "Zamierzam pójść na lunch z tą naszą śliczną sekretareczką," mówi Caleb. Wchodzi do mojego biura pewnym krokiem i z szerokim uśmiechem na twarzy. Śmieję się z niego. "Proszę cię, zdejmij mi ją z głowy. Rano mieliśmy małą sesję odstresowującą." "No proszę, to wyjaśnia, dlaczego wyglądasz na mniej napiętego. Co powiesz na to, że zatrudnimy ci nową sekretarkę, a ja po prostu przeniosę Camille do strefy obok mojego gabinetu? Możemy ci znaleźć kogoś w typie babci." Sugeruje Caleb, wychodząc z mojego biura. To nie jest zły pomysł. Sięgam po telefon, by zadzwonić do agencji zatrudnienia, z której usług korzystaliśmy, rekrutując Camille. Podaję im moje wymagania co do kolejnej sekretarki i dowiaduję się, że mają dwie osoby pasujące do opisu. Jedną jest pięćdziesięcioletnia matka trójki dzieci, a drugą trzydziestoletni mężczyzna, który ma doskonałe referencje ze wszystkich agencji pośrednictwa pracy. Bez chwili wahania każę przysłać ich oboje z samego rana. Mając załatwioną tę sytuację, dzwonię do działu kadr, by przydzielić Camille do innego biura w firmie. Caleb może robić z Camille poza biurem, co mu się żywnie podoba. Ale u nas już nie pracuje. Wysłałem mu SMS-a informującego go o tym, co zrobiłem, zaraz po tym, jak opróżniłem jej biurko i odesłałem rzeczy do jej nowego biura. Z westchnieniem wracam uwagą do dokumentacji finansowej Providence General i zaczynam robić notatki. Im dłużej analizuję ich papiery, tym wyraźniejsze stają się rozbieżności. Dlaczego nikt w ich dziale księgowości tego wcześniej nie zauważył? Chwytając teczkę personalną, przewracam od razu na listę pracowników księgowości. Widnieje tam tylko sześciu księgowych. Żaden nie pracuje dłużej niż rok. Skąd ta rotacja? Aby coś ukryć – to najbardziej oczywista odpowiedź. Wibracja telefonu odrywa moją uwagę od teczki, którą trzymam w dłoni. Wyciągam go z kieszeni, by sprawdzić, kto dzwoni. Numer na ekranie wydaje się znajomy. Nie wiem, kto to, ale i tak odbieram. Gdy to robię, połączenie zostaje przerwane. To już trzeci raz w tym miesiącu, kiedy odbieram takie telefony. Każdy z nich wygląda tak samo. Mówię halo, a oni się rozłączają. Żadnego słowa od osoby po drugiej stronie. Podobną sytuację miałem rok temu. Trwało to kilka dni, a potem po prostu się urwało. Wtedy numer był inny niż ten teraz. Wtedy miałem przeczucie, kto to był. Tym razem nie mam bladego pojęcia. Nie miałem kontaktu z tamtą kobietą od ponad dwóch lat. Dlaczego miałaby do mnie dzwonić teraz? Najwyższy czas, by Jax przyjrzał się mojemu tajemniczemu rozmówcy. Odganiam te myśli, słysząc dźwięk windy zwiastujący powrót Caleba. Wygląda na nieco rozczochranego, co każe mi przypuszczać, że zjadł na mieście coś więcej niż tylko lunch. Kręcę głową, znając jego nawyki tak dobrze, jak on moje. Przed końcem nocy obaj będziemy mieli kobietę w ramionach, biorąc pod uwagę, że uczestniczymy w zbiórce charytatywnej na rzecz weteranów. Żaden z nas nie będzie zbyt długo samotny, gdy wieczór dobiegnie końca. "Smakował ci lunch?" pytam z szelmowskim uśmiechem. "O tak, dostarczyła mi to, o co prosiłem, a nawet więcej. Ta kobieta była gotowa i chętna na któregokolwiek z nas, tak mi się wydaje. Skoro wyrzuciłem to już z siebie, daj mi chwilę, bym się odświeżył, a będę gotowy na przyjście zarządu." mówi Caleb, znikając w łazience przy swoim gabinecie. Obawiam się, że pewnego dnia Caleb zderzy się z pięścią zazdrosnego męża. Miał więcej kochanek i seksualnych eskapad, niż ja kiedykolwiek zdążyłem pomyśleć, że można mieć. Wiem, że używa seksu jako ucieczki przed koszmarami, które prześladują go tak samo, jak mnie. Możemy być z dala od wojny, ale wojna nigdy całkowicie nie opuści naszych umysłów. Wspomnienia to wredne gnojki, które podkradają się w najmniej oczekiwanych momentach. Obaj używaliśmy kobiet, alkoholu i sportów ekstremalnych, by oderwać myśli od wojennej traumy. Żadne z tych rozwiązań nigdy nie działa na długo, ale wystarcza, by zyskać kilka tych krótkich chwil spokoju. Potrząsam głową, by odgonić od siebie te myśli, gdy słyszę dzwonek windy. Spoglądam na zegarek, uświadamiając sobie, że są tu przed czasem. *Trzydzieści minut później* "Chcecie kupić cały szpital?" pyta Ashton – „po prostu Ash” – Kensington. Wydaje się, że Ash jest rzecznikiem grupy, bo żaden z pięciu pozostałych członków zarządu nie odezwał się ani słowem od czasu początkowych przedstawień. Znam ich wszystkich z imienia, nazwiska i twarzy dzięki naszemu śledztwu z zeszłego tygodnia. Jak dla mnie te prezentacje były stratą czasu, ale zasady pierwszego spotkania nakazują nam trzymać się odpowiedniego protokołu. Zarząd szpitala składa się z sześciu członków. Właściciel, Richard Kensington, starszy mężczyzna pod koniec szóstej dekady życia. Jego syn, Ashton, dyrektor generalny szpitala, przed czterdziestką. Victoria Sinclair, dyrektor finansowa, wygląda na krótko po trzydziestce. Wiem z naszego sprawdzania ich przeszłości, że Victoria jest starsza, niż wygląda. Ach, jak chirurgia plastyczna pozwala kobietom zatrzymać młodość. Będziemy musieli przeprowadzić jeszcze wnikliwsze śledztwo w jej przeszłości i finansach, teraz gdy poznaliśmy te niespójności w dokumentacji rachunkowej. Jako dyrektor finansowa szpitala, to ona ma bezpośredni dostęp do pieniędzy. Wysyłam jej nazwisko SMS-em do Jaxa, żeby mógł wziąć się do pracy. Nie sądzę, byśmy powinni ruszać dalej, zanim nie poznamy pełnych szczegółów jej zaangażowania w tę katastrofę w Providence General. Oprócz nich są jeszcze Harrison Tate, Mitchell Shaw i Bradley Finch – wszyscy mający niezwykle poboczne role w zarządzie. Każdy z nich ma udziały w szpitalu, ale żaden nie ma żadnej realnej władzy. Wylecą dokładnie tak samo jak Richard, Ash i Victoria. To będą gruntowne porządki w zarządzie Providence General. Caleb przesuwa po stole mały skrawek papieru z naszą celowo zaniżoną ofertą. Zaczęliśmy nisko tylko po to, by zaobserwować ich reakcję. Jeśli od razu chwycą się oferty, będą bardziej zdesperowani, niż nam się wydaje. Jeśli oferta ich obrazi, odkryjemy kolejną kartę. Ash wyciąga rękę po papier, ale blokuje go Richard, który posyła gniewne spojrzenie swojemu synowi. Ash może i jest rzecznikiem grupy, ale wygląda na to, że staruszek wciąż tu rządzi. Punkt pierwszy dla Richarda. "Szpital jest wart znacznie więcej niż ta marna oferta," mówi Richard. "Oferta za akcje jest do przyjęcia. Czy to będzie całkowite wykupienie?" "Początkowo planowaliśmy jedynie sfinansować lub kupić Program dla Weteranów, ale uznaliśmy, że będziemy mieli większą kontrolę nad tym, jak i gdzie wydawane są pieniądze, jeśli po prostu kupimy cały szpital." odpowiada Caleb. "Sam budynek jest wart więcej niż to, co tu proponujecie," mówi Ash. "Wasz szpital jest w tragicznym kryzysie finansowym. Koszmarna inwestycja rzuciła go na kolana. Czy wasi pracownicy wiedzą, jak jest źle? Czy wiedzą, że może nie starczyć pieniędzy na wypłacenie im trzech kolejnych pensji?" pytam. Kątem oka dostrzegam, jak Victoria blednie na wzmiankę o tym, w jak fatalnej są sytuacji. Ash wciąga głośno powietrze i wstaje, by pozbierać swoją teczkę i płaszcz. Richard patrzy na niego z furią wypisaną na twarzy. "Siadaj, Ash," grzmi Richard. "Natychmiast!" Ash sadza tyłek na miejscu. Punkt drugi dla Richarda. "Czy rozważycie pozostawienie kogoś w zarządzie, jeśli zgodzimy się na sprzedaż?" pyta Richard. Rozglądam się po pokoju, przypatrując się ich twarzom. Harrison zzieleniał. Wygląda, jakby nie wiedział, co tu robi. Mitchell i Bradley sprawiają wrażenie, jakby po prostu załapali się na przejażdżkę. Potakiwacze, którzy zrobią wszystko, co im się każe, dopóki będą mieli z tego działkę. Nie chcemy takich ludzi w naszym zarządzie. Wszyscy odejdą, a jeśli moja teoria się potwierdzi, Ash i Victoria usłyszą wyroki. Siedzą w tym razem, jeśli spojrzenia, które Ash posyła Victorii, o czymkolwiek świadczą. "Zobaczymy, jeśli pociągniemy dalej negocjacje," odpowiada Richardowi Caleb. "Wybaczycie nam panowie na kilka minut? Musimy z partnerem porozmawiać," mówię do Richarda. Od tego momentu będę rozmawiał tylko z Richardem Kensingtonem. Ash to mięczak, który myśli, że może oszukać swojego ojca. Z kolei ja sądzę, że staruszek wie, co tak naprawdę się dzieje, znacznie lepiej, niż po sobie pokazuje. Richard tylko kiwa głową. Wstaję i wychodzę z sali konferencyjnej. Będą nas widzieć przez szklane ściany, ale nie usłyszą, o czym mówimy. Podchodzę do recepcji i czekam, aż dołączy do mnie Caleb. Kiedy do mnie dociera, wyciągam mały notatnik z kieszeni marynarki, rysuję na nim małą uśmiechniętą buźkę, składam go i wręczam mojemu najlepszemu przyjacielowi. Caleb, jak na niego przystało, zachowuje kamienną twarz, patrząc na kartkę. Kiwa głową, a następnie odchodzi kilka kroków i wyciąga telefon. Do nikogo nie dzwoni, ale sprawia takie wrażenie. To taktyka gry na zwłokę. Chcemy, żeby myśleli, że gramy w ich grę. Gramy we własną, czekając na telefon od Jaxa. Kiedy obserwuję wiercących się członków zarządu Providence General, winda wydaje cichy dźwięk. Odwracam się, żeby zobaczyć, kto może wyjeżdżać na górę w trakcie tego spotkania. Uśmiecham się, gdy Archer Grant, nasz dyrektor finansowy, wychodzi z windy. Jego wyczucie czasu jest idealne, ale wyraz jego twarzy mówi mi, że jest problem. To nie jest coś, co chcę teraz usłyszeć. "Co tam? Wyglądasz, jakbyś przynosił złe wieści, Archer," mówię do niego, gdy podchodzi w moją stronę. "Cóż, nic złego dla nas, ale bardzo złego dla nich," odpowiada Archer, kiwając głową w stronę sali konferencyjnej. Wręcza mi teczkę i czeka, aż ją otworzę. "Jax ci to przysłał?" pytam, a moje brwi wędrują do góry na widok liczb. Są dziesięć razy gorsze niż te w drugiej teczce. "Tak, ma tego więcej, ale chce ci to przekazać osobiście. Powiedział, że to, co jest w tej teczce, pomoże ci skuteczniej negocjować. Ta ruda, wszędzie na tych dokumentach jest jej podpis," mówi mi Archer. "Cóż, to wystarczy, by dzisiaj zakończyć nasze negocjacje. Coś dla nich do przemyślenia przed kolejnym spotkaniem. Dzięki, Archer," ściskam jego dłoń, a potem odwracam się do Caleba, który do nas dołączył. "Wracajmy tam. Zrzucimy bombę," mówię do Caleba. "Archer, chciałbym, żebyś dołączył do nas na resztę tego spotkania." "Staremu Richardowi zaraz puści nerw," dodaje Caleb.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 97

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

97 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Powrót Silasa: Romans o drugiej szansie | Czytaj powieści online na beletrystyka