~ELARA~
Podróż do domu upłynęła w niezwykłej ciszy, którą przerywał jedynie łagodny szum piosenki w radiu. Gdy mój ojczym podążał znajomą trasą, ogarnął mnie bezruch.
Atmosfera była pełna niepokoju, bo każdy widział, że po tej krótkiej wycieczce jestem nieszczęśliwa.
Wciąż nie mogłam ogarnąć umysłem wszystkiego, co wydarzyło się nad rzeką Ethercloud.
Kaelen był moim towarzyszem i nie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Czekałam na to tak strasznie długo, a świadomość, że on mnie nie chce, bolała.
— Na pewno wszystko w porządku? — pyta w końcu mama, przerywając milczenie.
Byliśmy już prawie w domu i miałam nadzieję, że nie będzie mi zadawać żadnych pytań. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Przecież nie mogłam powiedzieć matce, że jej pasierb jest moim towarzyszem; kompletnie by spanikowała.
— Tak — kłamię. — Jestem po prostu rozczarowana, że nie znalazłam swojej pary, podczas gdy tyle innych kobiet mogło odnaleźć swoją prawdziwą miłość.
Może nigdy nie dowiedzieć się, że Kaelen jest moim towarzyszem, i zamierzałam to tak zostawić. Nie było sensu wciągać matki w ten bałagan. Nie byłaby szczęśliwa, słysząc o tym wszystkim.
Wzdycha. — Mówiłam ci, żebyś nie robiła sobie zbyt dużych nadziei, kochanie. Ale nie martw się; to nie koniec świata. Możesz odnaleźć towarzysza gdzie indziej albo wrócić za pięć lat i miejmy nadzieję, że za drugim razem będziesz miała więcej szczęścia.
Nie zdawała sobie sprawy, że już straciłam swoją szansę na towarzysza. Kaelen mnie nie chciał; nawet gdyby chciał, nic by z tego nie wyszło, skoro nasi rodzice są teraz małżeństwem. Wiedziałam, że są inne pary przyrodniego rodzeństwa, którym się udało, ale nasza rodzina nigdy by tego nie zaakceptowała. To byłoby zbyt dziwne dla wszystkich zainteresowanych. Oboje mieliśmy inne rodzeństwo i mogłam sobie wyobrazić, jak zareagowaliby na coś takiego. To prawda, że nasi rodzice pobrali się zaledwie kilka lat temu, ale to nie znaczyło, że nie są ze sobą szczęśliwi. Patrząc na to, jak mocno się kochają, nikt nie powiedziałby, że nie są sobie przeznaczeni.
— Nie musisz mnie pocieszać, mamo — zapewniam ją. — Nic mi nie jest. Potrzebuję tylko trochę czasu, żeby przetrawić rozczarowanie. Do rana powinno mi przejść.
Spogląda na mojego ojczyma ze smutkiem w oczach, a on szybko ściska jej dłoń, by dodać jej otuchy.
Gdy docieramy do domu, wbiegam do środka i zatrzaskuję drzwi od swojego pokoju. Po tym, co się wydarzyło, nie chciałam z nikim rozmawiać. Jednocześnie nie chciałam martwić mamy swoim dziwnym zachowaniem. Jednak nie mogłam nic poradzić na ból serca, który teraz czułam.
Ani razu nie pomyślałam, że mój towarzysz mógłby mnie nie chcieć po tym, jak go dziś odnalazłam. To najgorszy z możliwych scenariuszy.
Kaelena nie było w domu. Najpewniej był gdzieś na mieście, sypiając z jedną z dziewczyn, które spotkał nad rzeką. Nie chciałam o tym myśleć; myśl o nim w ramionach innej kobiety sprawiała, że krew we mnie wrzała.
Te uczucia były dla mnie nowe. Zawsze irytowało mnie, gdy sprowadzał kobiety do domu, ale tym razem te emocje przybrały na sile. Zrozumiałam teraz, dlaczego zawsze tak bardzo mnie to denerwowało.
Nie mogłam uwierzyć, jakim dupkiem naprawdę był Kaelen.
Jak mógł się tak ze mną obchodzić? Dlaczego wydawało się, że chce mnie zranić? Co ja mu kiedykolwiek zrobiłam?
Dzisiejszy dzień miał być wyjątkowy. Miałam znaleźć swojego towarzysza, mieliśmy odjechać jego samochodem, spędzić razem noc, zaakceptować się nawzajem, a on miał mnie naznaczyć. Tyle rzeczy chciałam, żeby się dziś wydarzyło, a żadna z nich nie miała miejsca.
Zamiast radosnej okazji, stało się to rozczarowującym, łamiącym serce przeżyciem.
Przygryzłam wargę. Chciałam zignorować te uczucia, zachowywać się, jakby mnie to nie obchodziło, dokładnie tak, jak zachowywał się wobec mnie Kaelen. Jednak nie byłam tak bezduszna jak on. Nie mogłam zaprzeczyć emocjom szalejącym głęboko we mnie.
Nie powinnam była robić sobie dziś nadziei; powinnam była przygotować się na coś takiego. Zawsze istniała możliwość, że towarzysz cię odrzuci w sekundzie, w której dowie się, kim jesteś. Po prostu nigdy nie sądziłam, że spotka to mnie. Ale Kaelen oficjalnie mnie nie odrzucił; po prostu udawał, że nie istnieję. Może czekał na właściwy moment, by odrzucić mnie oficjalnie. Czas pokaże.
Chciałam z nim porozmawiać i zapytać go, dlaczego przez cały ten czas unikał prawdy. Potrzebowałam odpowiedzi.
Wbiegam do okna, gdy słyszę ryk jego silnika. Zawsze wiedziałam, kiedy wraca do domu, przez ten jego głośny samochód.
Patrząc, jak wysiada z auta, jestem zaskoczona, że z miejsca pasażera nie wychodzi żadna kobieta.
Czy wrócił dziś do domu sam?
Gdy już mam poczuć nadzieję, że nikogo ze sobą nie zabrał, za nim podjeżdża inny samochód. Patrzę, jak szybko wysiada z niego kobieta i rzuca mu się na szyję.
Serce mnie boli, gdy przyciąga go do namiętnego pocałunku.
To było jak pchnięcie nożem w serce.
To powinnam być ja. To mnie powinien tak całować — a nie jakąś przypadkową dziewczynę, którą dopiero co poznał. Rozpoznałam ją znad rzeki. Była jedną z tamtejszych kobiet. Musi czuć się wniebowzięta, wiedząc, że wybrał ją zamiast swojej towarzyszki — należał do niej przynajmniej tej nocy, ale do jutra będzie miał już inną.
Nie mogłam oderwać wzroku, mimo że łamało mi to serce na pół.
Po pocałunku wsiadła do swojego auta i odjechała. Zdziwiło mnie, że nie wprowadził jej do domu, ale to nie powstrzymało pieczenia w moich oczach ani w sercu.
Podnosi wzrok na okno i przyłapuje mnie na gapieniu się. Przez kilka sekund nasze spojrzenia się krzyżują. Kaelen nie okazuje absolutnie żadnych emocji. Tym razem nie mogę powstrzymać łez spływających po moich policzkach.
Czy to sprawia mu radość, że widzi mnie płaczącą?
Czy o to mu chodziło od samego początku?
















