~ELARA~
Zaciągam zasłonę. Nie mogłam już dłużej patrzeć na mojego przyrodniego brata. Zranił mnie już wystarczająco mocno.
Część mnie nie chciała mieć z nim nic wspólnego po tym, jak zobaczyłam go całującego kolejną kobietę, nawet po tym, jak dowiedział się, że ja poznałam prawdę o nas.
Jednak nie mogłam tak łatwo tego zaakceptować. Nie zamierzałam bezczynnie siedzieć i znosić tego braku szacunku. Musiałam coś z tym zrobić. Po wypłakaniu wszystkich łez w końcu zdecydowałam, że nadszedł czas, by się postawić.
Nogi mi drżą, gdy idę w stronę pokoju Kaelena. Nie godzę się na to wszystko, co się wydarzyło. Zasługuję na wyjaśnienia, a bardziej niż na cokolwiek innego, zasługuję na przeprosiny za to, jak mnie traktował, wiedząc przez cały czas, kim dla siebie jesteśmy.
Zostałam znieważona w sekundzie, w której zdecydował się sprowadzać inne kobiety do tego domu, wiedząc doskonale, że jestem jego towarzyszką.
Nie zasłużyłam na nic z tego. Nigdy nie traktowałam go niesprawiedliwie. Jego zachowanie wobec mnie bolało, mimo że chciałam udawać, że jest inaczej.
Ale czy rozmowa z nim w ogóle miała sens? Było jasne, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Zdawał się myśleć, że nic się między nami nie zmieniło. Chciał, żeby wszystko wróciło do starego porządku.
Nie obchodziło mnie, co on myśli. Nie mogłam tego zaakceptować. Musiałam wyrzucić z siebie to, co myślę.
Tu chodziło o moje uczucia. Musiałam oczyścić umysł, a jedynym sposobem, by to zrobić, była rozmowa z nim. Skoro był dziś sam, a nie z jakąś przypadkową kobietą w łóżku, to była moja szansa.
Serce mi wali, gdy wychodzę z pokoju z nowym rodzajem wściekłości. Dzisiaj tak czy inaczej mnie przeprosi. Nie może traktować mnie jak śmiecia i udawać, że wszystko jest w porządku.
Nawet nie fatyguję się pukaniem do drzwi, tylko wpadam prosto do środka. Nie byłam przygotowana na widok jego rozciągniętego na łóżku, ubranego jedynie w krótkie spodenki.
Następuje długa, powolna pauza, a moje usta otwierają się z zaskoczenia — i nowego rodzaju przebudzenia we mnie.
Przełykam ciężko ślinę. Mimo wielu razy, gdy widzieliśmy się w tym domu, to był pierwszy raz, kiedy widziałam Kaelena bez koszulki. Na ten widok aż zaschło mi w gardle.
Co się ze mną, do cholery, działo?
Dlaczego to było takie pociągające? Dlaczego moje ciało natychmiast chciało wskoczyć na niego i ocierać się o niego?
Musiałam się upewnić, że nie ślinię się na jego widok; to byłoby niesamowicie upokarzające, biorąc pod uwagę, że mężczyzna leżący na moim łóżku i wyglądający jak idealny posąg wcale mnie nie chciał.
Ale dlaczego tak bardzo bolała mnie potrzeba dotknięcia go?
Znałam już odpowiedź na to pytanie. Więź towarzyszy między nami była potężna, zwłaszcza że została przypieczętowana nad rzeką Ethercloud. Krążyły plotki, że pary połączone nad rzeką mają jeszcze silniejszą więź niż te, które odnalazły się gdzie indziej.
Nie wyglądał na zaskoczonego moim widokiem ani nawet na przejętego tym, że nie ma na sobie koszulki.
— Zakryj się! — krztuszę się. Ledwie poznawałam własny głos; brzmiał piskliwie i nieatrakcyjnie. Dlaczego nagle mój głos zaczął mi przeszkadzać? Nagle stałam się bardzo świadoma ubrań, które miałam na sobie, oraz faktu, że moje włosy są w kompletnym nieładzie, nie wspominając o oczach spuchniętych od płaczu, odkąd zobaczyłam go całującego tę drugą dziewczynę na podjeździe.
Unosi brew. — Dlaczego? — pyta, a jego głos jest głęboki i być może rozbawiony. — To mój pokój. Jeśli nie chcę nosić koszulki, to mój wybór. To ty wpadłaś do mojego pokoju bez żadnego ostrzeżenia.
Moje policzki płoną z zażenowania i wściekłości, którą wciąż w sobie nosiłam.
Złośliwie splatam ramiona na piersi, starając się zignorować to, jak dobrze wyglądał.
— Musimy porozmawiać — ucinam.
Marszczy brwi. — Musimy? — pyta, udając, że nie ma pojęcia, o czym mogłabym chcieć z nim rozmawiać.
— Tak — warczę. — Jest mnóstwo spraw z dzisiejszego wieczoru, które musimy omówić.
Wzdycha. — Chyba nie wciąż myślisz o tym, co stało się nad rzeką. Nie chciałem tam być; ojciec mnie zmusił. Wiedziałaś długo wcześniej, że nigdy nie chciałem znaleźć swojej towarzyszki.
Mrużę oczy. — Ale wiedziałeś przez cały ten czas, że jesteśmy parą. Nie możesz kłamać, Kaelen. Mieszkam z tobą w tym domu od lat. Musiałeś się dowiedzieć, że jestem twoją towarzyszką, odkąd skończyłeś osiemnaście lat.
Wygląda na niewzruszonego, gdy mówi: — Miałem pewne podejrzenia.
Mrużę oczy jeszcze mocniej. — Podejrzenia? — syczę. — Miałeś pewne podejrzenia?
Wzrusza ramionami. — Nie wiem, czego ode mnie oczekujesz, Elara. Jesteśmy przyrodnim rodzeństwem, czyż nie?
Moje oczy się rozszerzają. — Tak, ale...
— Nie ma żadnego „ale” — przerywa mi. — Jesteśmy praktycznie rodzeństwem. Fakt, że jesteśmy towarzyszami, nic nie zmienia. Nie widziałem powodu, by zawracać ci tym głowę, kiedy się dowiedziałem. Wiedziałem, że rzeka może potwierdzić moje przypuszczenia, a jednocześnie dać tobie poznać prawdę po raz pierwszy. Wiedziałem jednak również, że nic nie można z tym zrobić. Przykro mi, że musiałaś się dowiedzieć w ten sposób, ale ja pogodziłem się z tym przez lata i ty też musisz.
Gapię się na niego z niedowierzaniem.
Praktycznie rodzeństwem?
W jakim świecie byliśmy praktycznie rodzeństwem? Czy słowo „przyrodni” nic dla niego nie znaczyło? Oboje mieliśmy różnych rodziców; nasza krew nie była taka sama.
Dlaczego miałam wrażenie, że używa tego jako wymówki, by mnie odepchnąć?
— Dlaczego więc torturowałeś mnie przez te wszystkie lata, sprowadzając do domu przypadkowe kobiety? — żądam odpowiedzi. — Musiałeś wiedzieć, co to ze mną zrobi.
Tym razem wygląda na szczerze zaskoczonego moimi słowami. To był pierwszy raz, kiedy udało mi się wywołać u niego jakąś reakcję.
Czy on naprawdę nie zdawał sobie sprawy, że sprowadzanie tu innych kobiet, nawet jeśli nie wiedziałam, że jest moim towarzyszem, i tak będzie mnie boleć?
















