Perspektywa Kaydena Millera.
Wszystko wydarzyło się tak szybko. W jednej sekundzie ja i moi rodzice wracaliśmy do hotelu z biznesowej kolacji, w której mój tata musiał wziąć udział. W następnej widzimy dziewczynę, która potyka się na chodniku, bliska omdlenia.
Nasz kierowca zatrzymał samochód, a ja, mama i tata wybiegliśmy w jej kierunku. Łapię ją tuż przed tym, jak upada na ziemię i zamyka oczy. "O mój Boże, co jej się stało?" - zapytała w szoku moja mama, niemal na skraju łez, zakrywając usta dłońmi.
Ostrożnie obracam drobną dziewczynę w moich ramionach i widzę, że została dotkliwie pobita, a tata sprawdza jej puls. "Musimy natychmiast zabrać ją do szpitala" - powiedział stanowczo.
Tata delikatnie zdjął z niej plecak, a ja ostrożnie podniosłem dziewczynę i niosłem ją na rękach jak pannę młodą, po czym szybkim krokiem podszedłem do samochodu, wsiadłem i ułożyłem ją na swoich kolanach. Ta biedna dziewczyna to niemal skóra i kości.
Mama sprawdziła jej kieszenie, żeby zobaczyć, czy znajdziemy jakiś jej dowód tożsamości, podczas gdy tata przeszukał jej plecak. Tata znalazł portfel, a z niego wyciągnął jej dokument. "Okej, mam to, zobaczmy, czy uda mi się skontaktować z jej rodzicami" - powiedział, zaczynając stukać w ekran swojego telefonu.
"Zaczekaj, nie rób tego" - powiedziałem niemal gorączkowo. Mama i tata spojrzeli na mnie pytająco. "Dlaczego nie, Kayden?" - zapytał tata stanowczo, unosząc jedną brew. "A co, jeśli to oni jej to zrobili?" - zapytałem, spoglądając w dół na biedną dziewczynę na moich kolanach, opierającą głowę na moim ramieniu.
Nie chcę odsyłać jej z powrotem do kogoś, kto tak traktuje swoje dzieci. Podnoszę wzrok i widzę, że zarówno mama, jak i tata patrzą na mnie ze współczuciem wymalowanym na twarzach. "Co?" - zapytałem zdezorientowany.
"To do ciebie niepodobne, byś przejmował się tym, co dzieje się z innymi!" - powiedział tata z lekkim uśmiechem na ustach. Po prostu zamknąłem oczy na sekundę i w duchu przewróciłem na nich oczami.
Niedługo potem dotarliśmy do szpitala. Tata porozmawiał z lekarzem i wyjaśnił, jak natknęliśmy się na tę dziewczynę i jak straciła przytomność. Podeszli do nas inni lekarze i chcieli zabrać dziewczynę z moich ramion, ale nie chciałem jej wypuścić!
"Proszę pana, musimy ją zbadać, proszę mi ją oddać!" - powiedział lekarz, patrząc z góry na dziewczynę ze zmartwionym wyrazem twarzy. Ja również spojrzałem na nią w dół; z jakiegoś powodu po prostu nie chciałem się z nią rozstawać!
"Synu, pozwól im ją zbadać, poczekamy tutaj, aż dowiemy się czegoś więcej!" - powiedział tata, kładąc dłoń na moim ramieniu i lekko je ściskając. Skinąłem głową i przekazałem dziewczynę lekarzowi.
Zobaczyłem, jak lekarz kładzie ją na łóżku, po czym zaczęli z nią biec wzdłuż korytarza, żeby ją zbadać, i zniknęli za jakimiś drzwiami. Stałem tam tylko, wpatrując się w drzwi, przez które przed chwilą pospiesznie przewieziono dziewczynę.
"Chodź, kochanie, usiądźmy i poczekajmy. Policja też jest w drodze i chce z nami porozmawiać" - powiedziała mama, obejmując mnie ramieniem i prowadząc w stronę jakichś krzeseł.
"Poznałeś jej imię?" - szepnąłem, patrząc jedynie na podłogę przed sobą. "Tak, synu, nazywa się Talia Collins" - powiedział cicho tata, siadając po jednej mojej stronie, a mama po drugiej.
Siedziałem tam tylko, przenosząc wzrok między podłogą przede mną a drzwiami, za którymi zniknęła Talia. Talia... Co za słodkie imię dla słodkiej dziewczyny. "Ma 17 lat" - powiedział tata. "Co? 17? Wygląda na taką drobną jak na swój wiek!" - wydyszała mama, zakrywając usta.
Po chwili do szpitala weszło dwóch policjantów, a pielęgniarka w recepcji wskazała na nas, po czym oficerowie podeszli w naszym kierunku. "Czy to państwo przywieźli tę dziewczynę?" - zapytał surowo jeden z policjantów.
Ja, mama i tata wstaliśmy, a tata odwzajemnił surowe spojrzenie, przez co oficerowie zaczęli wyglądać na nieco przestraszonych. "Tak, to my, a to jest jej dowód tożsamości, który znaleźliśmy w jej plecaku" - powiedział stanowczo tata, wręczając dokument jednemu z funkcjonariuszy.
Policjant wziął dowód i odszedł kawałek, po czym wykonał telefon. "Czy mogą nam państwo opowiedzieć, co się wydarzyło?" - zapytał oficer, który wciąż z nami stał. Tata i mama wspólnie wyjaśnili wszystko, jak natknęliśmy się na Talię.
Ja stałem tam tylko, wpatrując się w drzwi w oczekiwaniu na jakiekolwiek wieści od lekarza. Ale przysłuchiwałem się rozmowie moich rodziców i oficera. Drugi policjant wrócił do nas i odchrząknął.
"To dobrze, że nie zadzwonili państwo do jej rodziców. Było wiele skarg od sąsiadów z okolicy, mówiących o tym, że w tym domu zawsze słychać dużo krzyków i odgłosów tłuczenia rzeczy."
"O mój Boże" - powiedziała mama, ponownie zakrywając usta. "Zostaniemy tutaj, dopóki nie będziemy mogli porozmawiać z Talią, ale czy byłoby nietaktem zapytać, czy państwo również mogliby tu zostać? Może to jej odrobinę pomoże!" - zapytał jeden z oficerów.
"Oczywiście, że możemy" - odpowiedziałem bez konsultacji z rodzicami. Policjanci spojrzeli wtedy na moich rodziców, czekając na ich odpowiedź. "Oczywiście, że możemy, nie ma teraz miejsca, w którym wolelibyśmy być!" - powiedziała mama, kładąc dłoń na moim ramieniu.
Ponownie usiedliśmy, podobnie jak policjanci, a teraz musimy czekać, aż lekarze skończą. Po prostu tonę w myślach: jak ktoś mógł zrobić coś takiego tak słodkiej i pięknej dziewczynie?
Nie powiem, że jestem święty, zdarzało mi się już wcześniej pobić, a nawet zabić ludzi, to poniekąd wpisane w rodzinny biznes, ale nigdy nie uwierzę, że ta dziewczyna zrobiła kiedykolwiek coś, by na to zasłużyć!
Nieco później wyszedł lekarz i podszedł do nas. "W porządku, skończyliśmy badanie Talii. Na szczęście nie potrzebowała operacji, ale ma 3 złamane żebra, pęknięcia kości lewego ramienia i prawej kości udowej, jest dotkliwie posiniaczona na całym ciele, ma wstrząśnienie mózgu i była głodzona od lat" - wyjaśnił lekarz.
"O biedna dziewczyna!" - powiedziała mama z tak smutnym głosem, podczas gdy ja stałem w szoku. "Ma również wiele blizn na górnej części ciała, była maltretowana od lat" - kontynuował lekarz.
"Zostanie tu na obserwacji, dopóki nie będziemy wiedzieli, że trochę wydobrzała" - powiedział lekarz. "Czy może pan pobrać próbkę krwi? Musimy przeprowadzić test DNA, żeby sprawdzić, czy ma jakichś innych krewnych, z którymi mogłaby zamieszkać, jeśli to wina jej obecnego domu!" - zapytał lekarza jeden z oficerów.
















