"Wszyscy na zewnątrz!" – rozkazałam przez zaciśnięte zęby. – "Już." "Jade, muszę cię zbadać…" – zaczęła pielęgniarka. "WYJŚĆ!" – warknęłam z taką siłą, że obie kobiety cofnęły się w stronę drzwi. Kiedyś budziłam strach w Cienistej Organizacji, która odurzała mnie, by skopiować moje umiejętności w bardziej kontrolowalnej wersji. Uciekłam z więzów i wysadziłam w powietrze cały ich obiekt, gotowa umrzeć razem z moimi oprawcami. Zamiast tego obudziłam się w szkolnym ambulatorium, a kobiety kłóciły się wokół mnie, ich głosy przeszywały mi czaszkę. Mój wybuch zamroził je w szoku – wyraźnie nie spodziewały się takiej reakcji. Jedna z kobiet zagroziła, wychodząc: "Porozmawiamy o tym nastawieniu, kiedy wrócisz do domu". Gorzką prawdą jest to, że odrodziłam się w ciele otyłej, słabej i rzekomo niezbyt bystrej licealistki. Jej życie jest pełne dręczycieli i prześladowców, którzy uczynili jej egzystencję nieszczęśliwą. Ale oni nie mają pojęcia, z kim teraz mają do czynienia. Nie przetrwałam jako najgroźniejsza zabójczyni na świecie, pozwalając komukolwiek sobą pomiatać. I z pewnością nie zacznę teraz.

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Cienia: Uwalniając się, zostawiłam krew na więzach. Ostatnie spojrzenie na sterylne, białe pomieszczenie, w którym planowali pobrać moje DNA, a potem wyrzucić mnie jak śmiecia. Jak na ironię, myśleli, że zwykłe środki uspokajające i łańcuchy zdołają mnie utrzymać – mnie, osobę, którą wyszkolili, by uciekła z każdego zamknięcia. Poruszałam się bezszelestnie korytarzem, eliminując strażników z metodyczną precyzją. Skręcony kark. Przecięta tętnica szyjna. Zmiażdżona krtań. Zmieniałam metody zabijania z zawodowego nawyku. Niektórzy umierali, nawet nie zdając sobie sprawy z mojej obecności, a ich ciała bezgłośnie osuwały się na podłogę. Słyszałam panikę rozprzestrzeniającą się przez system komunikacji placówki. – Cień zniknęła! – Głos technika łamał się ze strachu. – Jak to, kurwa, możliwe? Dostała tyle leków, że powaliłyby słonia! Pozwoliłam sobie na mały, zimny uśmiech. Nigdy nie zrozumieli, co we mnie stworzyli. Trzynaście lat ich najbardziej brutalnego treningu nauczyło mnie metabolizować toksyny, ignorować ból i funkcjonować na najwyższych obrotach w niemożliwych warunkach. Następnie rozległ się głos szefa ochrony: – Wszystkie jednostki, alarm priorytetowy! Obiekt Cień uciekł z zamknięcia. Znaleźć ją natychmiast! Wślizgnęłam się do systemu wentylacyjnego, kierując się na niższe poziomy. Mój plan był już w toku. Chcieli mnie zniszczyć? W porządku. Ale upewnię się, że zabiorę ze sobą całą wyspę – i wszystkie dowody ich eksperymentów. Z mojej kryjówki słuchałam dyrektora placówki wydającego rozkazy. – Aktywować wszystkie protokoły bezpieczeństwa wyspy. Przygotować system wyburzeniowy. Nic – i mam na myśli nic – nie może opuścić tej wyspy. *Nic nie opuści tej wyspy* – zgodziłam się w duchu. *Wliczając w to ciebie*. Zeskoczyłam na poziom techniczny, szybko unieszkodliwiając stacjonujących tam strażników. Nie mieli nawet czasu wezwać pomocy przez radio. Przechodząc do pomieszczenia z zapasowym generatorem, metodycznie wyłamałam blokady bezpieczeństwa na zbiornikach z olejem napędowym. Ciężki, gryzący zapach paliwa wypełnił powietrze, gdy zaczęło rozlewać się po podłodze, spływając kanałami odpływowymi na niższe poziomy. Następny przystanek: skrzydło badawcze. Chciałam dopaść doktora Sandersa. Człowieka, który przypinał mnie pasami, który tak swobodnie mówił o pobieraniu mojego materiału genetycznego przed „utylizacją materiału źródłowego” – jakbym była niczym więcej niż okazem laboratoryjnym. Znalazłam go przy próbie niszczenia akt badawczych. Nie usłyszał, jak weszłam. – Witaj, doktorze – szepnęłam mu do ucha. Jego krzyk był krótki. Ruszyłam w stronę sali monitoringu, trzymając głowę doktora Sandersa za włosy w lewej dłoni. Krew ściekała mi po ramieniu, ale nie dbałam o to. Chciałam, żeby go zobaczyli. Chciałam, żeby wiedzieli, co nadchodzi. Precyzyjnie podłożony ładunek wybuchowy – taki, który zmontowałam z materiałów znalezionych w biurze ochrony – wyrwał wzmocnione drzwi z zawiasów. Przez dym i gruz weszłam spokojnie do pomieszczenia, w którym zebrało się kierownictwo placówki. Widziałam przerażenie na ich twarzach, gdy weszłam. Szef badań ściskał dysk twardy – bez wątpienia z moimi danymi genetycznymi. Dyrektor powoli sięgał po czarny zdalny detonator, który, jak wiedziałam, nosił przy sobie. – Nie uciekniesz, Cieniu – powiedział, a jego głos był pewniejszy niż drżące palce. – Cała placówka jest naszpikowana ładunkami kierunkowymi. Jedno naciśnięcie i to wszystko się skończy. Nie czułam nic, patrząc na tych ludzi. To byli ci, którzy ukradli mi życie, zanim w ogóle się zaczęło. Od momentu, gdy zabrali mnie jako niemowlę, byłam dla nich niczym więcej jak bronią. Trzynaście lat warunkowania, niekończących się ćwiczeń bojowych, systematycznego niszczenia wszelkich śladów normalnych ludzkich emocji. Pamiętałam pierwszy raz, gdy zmusili mnie do zabicia – miałam sześć lat. W wieku dwunastu lat potrafiłam zlikwidować cel na szesnaście różnych sposobów, używając tylko przedmiotów gospodarstwa domowego. Gdy miałam piętnaście lat, rządy potajemnie licytowały się o moje usługi. W wieku siedemnastu lat zdobyłam tytuł numeru jeden w Światowym Rankingu Zabójców, z zerową liczbą porażek. Moi opiekunowie świętowali każdy sukces, każde niemożliwe zabójstwo, zasypując mnie pustymi pochwałami, jednocześnie izolując od świata. Dopóki nie zaczęli się mnie bać. Zrozumieli, że to, co stworzyli, jest zbyt potężne, by to kontrolować. Więc sprowadzili mnie tutaj, do tej placówki na wyspie, pod pretekstem „zaawansowanego szkolenia”. W rzeczywistości chcieli mojego materiału genetycznego, by stworzyć więcej takich jak ja – bardziej uległych wersji, które mogliby kontrolować. A potem planowali się mnie pozbyć. Moje oczy przesuwały się z twarzy na twarz, zapamiętując każdą osobę, która autoryzowała moją egzekucję. Zobaczyłam szefa badań próbującego przesuwać się w stronę bocznego wyjścia, wciąż ściskającego dysk twardy. – Rzuć to – rozkazałam, głosem cichym, lecz ostrym jak brzytwa. Zastygł, po czym powoli położył dysk na podłodze. – Wyłączyłam wszystkie systemy generatorów zapasowych – powiedziałam spokojnie. – W tej chwili olej napędowy ze zbiorników rozprzestrzenia się po całej podziemnej placówce. Wyciągnęłam własny detonator – skradziony z szafki z materiałami wybuchowymi podczas ucieczki. – Kiedy wasze ładunki kierunkowe się aktywują, podpalą wyciekłe paliwo. Wynikowa eksplozja będzie kilkakrotnie silniejsza niż planowaliście, wystarczająca, by zniszczyć strukturę geologiczną podtrzymującą wyspę. Palec dyrektora zadrżał nad jego detonatorem. – Ty też zginiesz. – Umarłam w dniu, w którym mnie zabraliście – odpowiedziałam, nie czując nic. – To tylko dopełnienie formalności. – Daliśmy ci wszystko! – krzyknął dyrektor, a desperacja przebiła się przez jego profesjonalną fasadę. – Zrobiliśmy cię najlepszą! – Zrobiliście ze mnie potwora – poprawiłam go. – A teraz wasz potwór wrócił do domu. Dyrektor rzucił się po broń pobliskiego strażnika. Nie musiałam się nawet zastanawiać, wysuwając małe ostrze z rękawa i trafiając go w gardło. Upadł, chwytając się za ranę, podczas gdy krew tryskała między jego palcami. – Chodźmy razem do piekła – szepnęłam, naciskając przycisk. Umierający dyrektor odruchowo aktywował swój detonator. W całej placówce precyzyjnie rozmieszczone ładunki zaczęły wybuchać sekwencyjnie. Dokładnie tak, jak obliczyłam, te kontrolowane eksplozje podpaliły olej napędowy nasycający niższe poziomy. Reakcja łańcuchowa była katastrofalna. Początkowe wybuchy wywołały wtórne eksplozje, które zdruzgotały fundamenty placówki. Geologiczna struktura nośna wyspy, już naruszona przez dekady tajnych wykopalisk, nie mogła wytrzymać tej siły. Gdy sala monitoringu zaczęła się walić wokół mnie, stałam nieruchomo, patrząc, jak moi oprawcy daremnie próbują uciec. Sufit pękł, a potem runął całkowicie. Ostatnią rzeczą, jaką widziałam, była ściana wody wdzierająca się do środka, gdy Morze Karaibskie pochłaniało to, co zostało z placówki – i mnie wraz z nią.

Odkryj więcej niesamowitych treści