Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do romansów, w których biedna, naiwna dziewczyna zakochuje się w bogatym miliarderze i prezesie wielkiej firmy. A co, gdyby role się odwróciły i to potężna pani prezes straciła głowę dla przystojnego, młodego sprzątacza? „Gdy duma chyli czoła” to właśnie taka historia miłosna, ale z pewnym haczykiem. Dante Solari to młody mężczyzna o latynoskich korzeniach, który marzy o zdobyciu wykształcenia i wyrwaniu się z pętli ubóstwa. Uzbrojony w przestrogi zmarłego dziadka, że kobiety to „pułapki” hamujące rozwój mężczyzny, całkowicie zrezygnował z romansów. Pewnego dnia życiowa szansa zaprowadza go do Aura Beauty – wartego miliardy dolarów imperium kosmetycznego – gdzie rozpoczyna pracę jako sprzątacz. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że bezwzględna i piękna prezes firmy, Vivienne Sterling, zaczyna być zafascynowana jego niepokornością i zniewalającą urodą. Czy ulegnie jej urokowi i sięgnie po największą okazję w swoim życiu, czy może pozostanie wierny zasadom i zignoruje ją, by osiągnąć wszystko samodzielnie? Zapraszam do śledzenia tej gry w kotka i myszkę aż do samego końca.

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Dantego Zachód słońca z miejsca, w którym siedzę, wygląda błogo. Przyglądam mu się dłuższą chwilę. To jedyna piękna rzecz w moim życiu, którą wolno mi się cieszyć, i do tego całkowicie za darmo. Siedzę na pniu bambusa i zastanawiam się, czy tak właśnie zapisano mój los w Księdze Życia. W poprzednim wcieleniu musiałem być jakimś mordercą; tak, to by wyjaśniało moje nieszczęścia. Nie ma innego sposobu, by to wytłumaczyć. Wzdycham i spluwam. Właśnie sprzedałem ostatni stos drewna i muszę ruszać natychmiast, jeśli chcę zdążyć na ostatni autobus do wioski. To tak, jakbym celowo zwlekał z wstaniem; jestem teraz tak cholernie wściekły na swoje życie. Wydaje się, że utknęło w martwym punkcie. A najzabawniejsze jest to, że stosuję się do całej wiedzy i wskazówek, które wpoił mi dziadek, a i tak co? Nie widzę żadnego postępu. Niech jego dusza spoczywa w pokoju. Pamiętam jedną zasadę, przed którą zawsze mnie przestrzegał: „Dantito, jeśli chcesz do końca życia klepać biedę, to zrób dziecko jakiejś dziewczynie ze wsi, a twoje życie już na zawsze utknie w miejscu” – mawiał. To był jego hymn państwowy, powtarzany dzień w dzień, i nigdy nie zapominał mi o tym przypomnieć. Było w tym ziarno prawdy, więc zawsze trzymałem się od dziewczyn na dystans. Moi kumple zawsze zakładali, że jestem gejem, bo nigdy nie startowałem do żadnej dziewczyny w wiosce; dogryzali mi tu i tam. Nie winię ich; dziadek zawsze powtarzał, że dziewczyna równa się ciąża, co równa się bycie biednym do grobowej deski. „Jeśli chcesz coś w życiu osiągnąć, synu, zdobądź wykształcenie, ciężko pracuj i znajdź stabilną robotę. Wtedy będziesz mógł zapładniać tyle dziewczyn, ile zechcesz, ale nigdy nie zaczynaj od nich tutaj, w tej wiosce; one są przekleństwem. Zakochasz się i twój mózg przestanie funkcjonować” – krzyczał mi do ucha. Moja babcia zawsze spluwała, gdy słyszała, jak jej mąż mówi mi takie rzeczy. Zawsze kazała mi mu przypominać, że to nie przez nią jest biedny. Takie dyskusje zawsze kończyły się kłótnią. Krótko mówiąc, trzymałem dystans. Oczywiście nie słuchałem dziadka na ślepo; prowadziłem własne statystyki i jego słowa sprawdzały się w stu procentach. Większość moich starszych kolegów i kolegów z klasy zrobiła dzieci swoim dziewczynom, co skończyło się wczesnymi małżeństwami, a teraz byli zmuszeni pracować jako cieśle, rybacy, rolnicy lub wypalacze węgla drzewnego, aby utrzymać swoje nowe rodziny. Dziadek był mędrcem i żył wystarczająco długo, by widzieć, jak te cykle powtarzają się w tej wiosce w kółko. Naprawdę brakuje mi staruszka w te dni; przydałyby mi się teraz jego motywacyjne gadki. Ale muszę wstać i złapać autobus; inaczej babcia będzie się naprawdę martwić, jeśli zajmie mi to zbyt dużo czasu. Gdy wsiadam do autobusu, dostrzegam Toby'ego, byłego kolegę z klasy, siedzącego na tylnym siedzeniu. Kieruję się tam, siadam obok niego i mówię: „Cześć Toby, kopę lat stary, co u ciebie?”. Witam go wymuszonym uśmiechem, na co on odpowiada uśmiechem i wymieniamy uprzejmości. Ale jego następne zdanie sprawia, że drętwieję. „Poznaj moją żonę i syna” – przedstawia ich z tym swoim okropnym uśmiechem. Staram się ukryć szok, ale myślę, że wyraz mojej twarzy zdradza wszystko. Ten kumpel ma najwyżej dwadzieścia lat, jeśli się nie mylę. „Cześć” – macham do młodej kobiety siedzącej obok niego, która wygląda na nastolatkę. Kolejna statystyka dodana do moich badań. Ona odmachała i zaczęła zajmować się dzieckiem. „Co tam, stary? Jak cię życie traktuje po skończeniu liceum?” – pyta Toby. Minęły cztery lata, odkąd skończyliśmy szkołę, a ja nie mam się czym pochwalić, więc odpowiadam po prostu: „Po staremu, wiadomo, próbuję tylko odłożyć trochę grosza na studia”. Ku mojemu zaskoczeniu, on rzuca mi to spojrzenie typu „nikt w tej wsi nie idzie na studia”, ale ignoruję go. „Ooooch, rozumiem. Wiesz, że Vance, Caleb, Wyatt i Felix są już żonaci i mają dzieci?” – mówi Toby, jakby to było jakieś wielkie osiągnięcie. „Ooooch, co ty nie powiesz” – odpowiadam, starając się ze wszystkich sił nie splunąć. Ci faceci myślą, że im się udało, tylko dlatego, że potrafią spłodzić dzieci. Serio! Nawet szaleniec potrafi spłodzić potomstwo; to żadne osiągnięcie, mówię do siebie. „A ty? Masz jakąś pannę na oku?” – pyta Toby, widząc moje milczenie. Zaczyna być naprawdę irytujący z tymi swoimi jałowymi dyskusjami. Prawdziwi mężczyźni powinni rozmawiać o możliwościach pracy, wakatach czy podaniach na studia, a my tutaj rozmawiamy o robieniu dzieci w nędzy. Ten facet sypie sól na te resztki spokoju, o które walczę w swoim wnętrzu. „Nie, żadnej baby, mam ręce pełne roboty” – wypalam. Każdy facet na moim miejscu by skłamał, ale ja nie mam czasu na wymyślanie imienia dziewczyny ani pasującej do tego historyjki. On rzuca mi spojrzenie pod tytułem „Jesteś gejem?”, ale ignoruję go i zaczynam bawić się gumką recepturką, która trzyma mój telefon w całości. W końcu autobus dojeżdża do mojego przystanku, a ja natychmiast wysiadam bez pożegnania, bo facet naprawdę zepsuł mój i tak już zrujnowany dzień. Jak on śmie? Bieda bije mu z oczu, a on ma czelność chwalić się rozmnażaniem. Spluwam, ale ślina ląduje na czyjejś nodze. Podnoszę wzrok – to moja babcia. Najwyraźniej przyszła odebrać mnie z przystanku. „Przepraszam, babciu. Nie widziałem cię” – próbuję ją przebłagać. Ona ściąga kapeć i zaczyna mnie nim okładać. „Dantito! Ile razy cię ostrzegałam, żebyś patrzył, gdzie plujesz?” Ta kobieta właśnie urozmaica mój i tak już kiepski dzień. Błagam ją, aż w końcu przestaje. „Ile dzisiaj zarobiłeś?” – pyta. „Nie przytulisz mnie najpierw?” – proszę żartobliwie, robiąc maślane oczy. „Oplułeś mnie, a według tradycji to zły znak. Zapłać mi, zanim dopadnie cię klątwa” – rozkazuje. Przewracam oczami i pytam, ile kosztowałoby zdjęcie tej klątwy. Ulubioną rzeczą babci są pieniądze, pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Zawsze szuka pretekstu, by wyciągnąć od kogoś kasę; właśnie za to dziadek ją kochał. Nawet gdy nie mieliśmy co do garnka włożyć, szła na targ bez grosza przy duszy, a wracała z pełnym koszem jedzenia dzięki swoim sztuczkom. Nauczyłem się od niej jednej czy dwóch takich zagrywek. W końcu jesteśmy w domu, biorę kąpiel. Po kolacji kładę się do łóżka. Wyciągam pudełko ze schowka pod dachem, gdzie trzymam oszczędności, i dorzucam połowę dzisiejszego zarobku, bo druga połowa to działka babci. Liczę pieniądze, ale nie jestem nawet blisko połowy czesnego na studia. Wzdycham i kładę się spać rozczarowany. Dźwięk irytujących ptaków budzi mnie, sygnalizując, że jest już rano. Kolejny bezsensowny dzień. Ale nie mam wyboru, muszę wstać, zanim babunia zacznie wrzeszczeć; ta staruszka od rana tryska energią do robienia awantur. Jeśli moje uszy chcą mieć dziś spokój, lepiej ruszę się do strumienia. Biorę kanistry, wykrzykuję pozdrowienia i wychodzę, ale skręcam i postanawiam najpierw odwiedzić mojego przyjaciela Thiago. On i ja nie zgadzamy się w niczym, z wyjątkiem kwestii robienia dzieci w nędzy. Gdy tylko wchodzę na jego podwórko, dostrzega mnie i krzyczy: „Cześć, Dan?”. „Cześć Thiago. Co tam od rana?” – odpowiadam. „Zgadnij, kto próbował mnie wczoraj uwieść?” – pyta z uśmiechem na twarzy. „Lucia” – odpowiadam. Patrzy na mnie dziwnie. „Skąd wiedziałeś?” – pyta ze zdziwioną miną. Informuję go, że ona próbowała uwieść mnie dwa dni temu. „Ta bezużyteczna baba jest nie do wiary! I prawie uległem, ale wtedy przypomniałem sobie słowa twojego dziadka. Stary, jesteś pewien, że twój dziadek nie był jakimś czarnoksiężnikiem?” – pyta żartem. Obaj patrzymy na siebie i wybuchamy głośnym śmiechem. Thiago i ja przyjaźnimy się od pierwszej klasy i to mniej więcej w tym czasie mój świętej pamięci dziadek zaczął wpajać nam nienawiść do kobiet. Wszystko, co kiedykolwiek mówił o kobietach, było negatywne; można by pomyśleć, że sam był ukrytym gejem czy coś w tym stylu. Siedzieliśmy z nim całe noce, a on opowiadał nam horrory o kobietach i o tym, jak pokrzyżowały mu plany życiowe. Zgadzam się, był gorzkim starcem, ale facet miał rację i potrafił skutecznie zaszczepić strach. Pamiętam, jak pierwszy raz spałem z młodą kobietą o imieniu Elena. Mimo że poinformowałem go, że użyłem prezerwatywy, staruszek tak mnie nastraszył, że omal nie zszedłem na zawał. Gadał o horrorach z przeterminowanymi gumkami, o pękających prezerwatywach, niechcianych ciążach, o tym, że Elena może być w ciąży z kimś innym i wmówić to mnie. Nie mogłem spać przez cały miesiąc. Odpuścił dopiero, gdy obiecałem trzymać się z daleka od dziewczyn. No i proszę, staruszek nie żyje, a my wciąż żyjemy w strachu przed kobietami. „Zgadnij, kogo spotkałem wczoraj w autobusie?” – przerywam ciszę. „Kogo?” – pyta zaciekawiony. „Toby'ego, tego kujona. Ma teraz żonę i dziecko. Dasz wiarę?” – pytam. „Serio?? Wyglądał, jakby miał zostać jakimś pilotem czy kimś takim” – odpowiada Thiago. „Nie, Thiago, powinieneś go zobaczyć. Praktycznie chwalił się rozmnażaniem; nawet zapytał mnie, czy mam jakąś kobietę w życiu”. „Hahahaha hahaha!” – śmieje się Thiago. „Stary, ten kujon był geniuszem w naszej klasie, a teraz bawi się w tatusia? Kim my jesteśmy, stary? Myślę, że powinniśmy po prostu płynąć z prądem. Niedługo ludzie zaczną myśleć, że jesteśmy parą” – żartuje. Patrzę na niego z konsternacją i mówię: „Thiago, ty tak na poważnie? To przemawia przez ciebie presja otoczenia. Chodź, odprowadź mnie do strumienia, zanim zaczniesz mieć dziwne pomysły”. „Mówię poważnie, stary, dlatego prawie uległem Lucii. Myślę, że dzieci mnie wzywają” – żartuje. „Zamknij się, Thiago!” – krzyczę. Docieramy do strumienia i zastajemy Elenę i jej koleżanki przy praniu. O wilku mowa – podchodzi do mnie i mówi: „Cześć Dan, kopę lat?”. Bez żadnego sygnału Thiago głupio się oddala i zaczyna rozmowę z inną dziewczyną. „Cześć Elena, co tam?” – odpowiadam. „Wiem dokładnie, co moglibyśmy porobić” – mówi, patrząc na mnie, jakbym był jakimś daniem. Przewracam oczami z obrzydzeniem. Ta kobieta jest nie do wiary. Odkąd dziadek nakarmił mnie opowieściami o przeterminowanych prezerwatywach, nigdy nie patrzyłem na Elenę tak samo. Widzę w niej kogoś, kto „prawie mnie usidlił”. Na sam widok chce mi się rzygać. „Nie mam nastroju na takie gadki” – informuję ją. „Nie wiem, dlaczego tak lubisz udawać niedostępnego, DAN; czas ucieka. Wielu młodych mężczyzn zgłasza się do mojego ojca po moją rękę i niedługo zostanę wydana” – przekonuje mnie. Nie wierzę w bezczelność tej kobiety; jest tak irytująca. „Twoje koleżanki marzą o zostaniu pielęgniarkami lub nauczycielkami, a twoim marzeniem jest zostać maszyną do robienia dzieci? Mówisz poważnie? Idź wyjdź za mąż! Nie obchodzi mnie to i zdecydowanie nie moja sprawa” – odpowiadam zły. „Dan, dlaczego mówisz mi takie przykre słowa?” – pyta, próbując powstrzymać łzy. „Słuchaj Elena, jestem tylko szczery. Moim marzeniem jest zdobyć wykształcenie i poślubić kogoś również wykształconego. Kogoś, kto wie coś o antykoncepcji. Nie chcę żenić się z kimś, kto będzie rodził dzieci jak kury w tej ciężkiej ekonomii” – kładę nacisk na ostatnią część, spluwając na ziemię. Stoi tam oniemiała, brak jej słów. Podchodzę do Thiago i mówię mu, że czas się zbierać. „Co ty powiedziałeś Elenie? Wygląda, jakby miała zwymiotować. Nie powinieneś być dla niej taki surowy; czasem twoje słowa wystarczą, by wywołać poronienie” – mówi Thiago, śmiejąc się, a ja śmieję się razem z nim. Odwiedzamy kilku starych znajomych, zanim w końcu wracamy do domu. Gdy tylko docieram na miejsce, babcia zaczyna rzucać we mnie pojemnikami. „Gdzieś ty był cały dzień? Szukałam cię; twoja kuzynka Leandra tu jest” – krzyczy. „Co ona tu, do diabła, robi?” – wyrzucam z siebie. Szybko wchodzę do domu, a tam, na ulubionym krześle dziadka, siedzi sam diabeł we własnej osobie – główny powód, dla którego utwierdziłem się we wszystkich horrorach dziadka o kobietach będących niszczycielkami postępu. Ma szczęście, że jest kobietą; inaczej obiłbym jej tyłek przez całą drogę powrotną do Stanów.

Odkryj więcej niesamowitych treści