Klątwa dziadka: Wplątana w losy zimnego prezesa

Klątwa dziadka: Wplątana w losy zimnego prezesa

Autor: milktea

Rozdział 3
Autor: milktea
16 cze 2026
Punkt widzenia Vivienne Obudziłam się z lekką migreną. Powinnam była wczoraj wieczorem przystopować z koktajlami, ale to, że w tym roku przegrałam z bratem trzeci raz z rzędu, naprawdę mnie wkurzyło. Sięgam po telefon i sprawdzam wiadomości; jedna z nich wyjątkowo mnie irytuje. Syczę pod nosem i rzucam telefon na drugą stronę łóżka. "Dlaczego on nie może po prostu odpuścić?" – krzyczę. Pukanie do drzwi tylko potęguje moją irytację. "Proszę, odejdź!" – próbuję odkrzyknąć. "To Sloane; przynoszę kawę." Unoszę głowę. To dokładnie to, czego teraz potrzebuję. Ta dziewczyna zawsze wie, czego mi trzeba. "Sloane, wejdź proszę." Sloane wchodzi do środka. Podnoszę wzrok i zauważam, że ma na twarzy mnóstwo makijażu. Próbuję to zignorować, ale ilość, którą na siebie nałożyła, wystarczyłaby do pomalowania całej ściany w tym pokoju. Jak na kogoś, kto pracuje w firmie kosmetycznej, zdecydowanie przesadza. Może to jej własny sposób na reklamowanie naszych produktów. "Skąd ten cały makijaż, Sloane? Dzięki za kawę. Potrzebowałam jej. Powinnaś była mnie ostrzec przed tymi koktajlami; strasznie boli mnie głowa." "Tobie również dzień dobry" – odpowiada Sloane, podając mi kawę. "Migrena przejdzie; po prostu weź aspirynę. Mam dla ciebie kwiaty; Griffin je zostawił." "Wyrzuć je do kosza" – instruuję ją. Tak dobrze jej szło, ale musiała zepsuć ten dzień, wspominając o Griffinie. Próbuje mnie przekonać, bym dała mu szansę, ale przerywam jej i daję zielone światło, żeby sama się z nim umówiła, skoro zdaje się być ekspertką w ocenianiu, którzy mężczyźni mają dobre intencje. "Przepraszam, Vivienne, nie to miałam na myśli. Po prostu Griffinowi naprawdę zależy i szukał cię przez całą noc; mówił coś, że chce cię przeprosić." Czuję, jak wzbiera we mnie złość, ale staram się ją stłumić, bo to Sloane. Jest moją najlepszą konsultantką i prawą ręką, ale traktuję ją też jak przyjaciółkę. Właściwie jest jedyną przyjaciółką, jaką do tej pory miałam, więc zawsze jestem wobec niej trochę bardziej pobłażliwa. Zauważa, że mój nastrój się pogarsza, i szybko zmienia temat. "Cóż, chociaż wczorajsza impreza była zorganizowana dla wrogów, udało nam się wyciągnąć z niej pewne pozytywy. Bianca zgodziła się z nami współpracować i zostanie twarzą naszej marki. Dominicowi udało się ją wczoraj przekonać" – mówi Sloane z uśmiechem na twarzy. "To świetnie, mam tylko nadzieję, że do tej rekrutacji nie użył tego, co ma między nogami. Nie potrzebujemy w papierach kolejnych oskarżeń o napaść na tle seksualnym" – podkreślam. Sloane patrzy na mnie zszokowana. "Myślę, że powinnaś do niego zadzwonić i mu pogratulować" – radzi. "I błagam, nie wspominaj o tym, co ma między nogami." Biorę telefon i wybieram numer Dominica; odbiera, a ja przechodzę od razu do rzeczy i gratuluję mu dobrej roboty w przekonywaniu Bianki, by do nas dołączyła. Dziękuje mi, ale przypomina, że tylko wykonywał swoją pracę. Ignoruję to i dalej mu gratuluję, bo Biancę było naprawdę trudno przekonać. Nie omieszkuję go jednak ostrzec, by w swoich metodach perswazji nie używał innych części ciała niż usta. Rozłączam się, nie dając mu szansy na odpowiedź. Sloane patrzy na mnie zszokowana. "No co, powiedziałam to uprzejmie. Wiesz, jaki jest Dominic, prawda? Aura Beauty nie potrzebuje teraz kolejnych skandali." "Widzimy się na dole, daj mi się przygotować." "Ale dzisiaj jest niedziela, dokąd idziemy?" – pyta Sloane ze zdziwieniem. "Do biura, oczywiście. Musimy odrobić wszystkie godziny, które straciłyśmy na tę bezużyteczną imprezę. Czy ty nie ubrałaś się do pracy?" – pytam, przyglądając się jej strojowi. "Oczywiście" – odpowiada Sloane z posępną miną. Wstaję z łóżka, biorę prysznic i szykuję się. Patrzę na swoje odbicie w lustrze i zauważam, że Sloane celowo zostawiła kwiaty na stoliku. Podchodzę do stolika, podnoszę kwiaty i zauważam bilecik o treści: "Przepraszam, Vivi, nigdy więcej tego nie zrobię". Syczę i wyrzucam zarówno bilecik, jak i kwiaty do kosza. Zaczynam przypominać sobie wydarzenia z zeszłej nocy. Ten bezużyteczny Griffin pożarł wczoraj moje usta bez mojej zgody. Powinnam była ugryźć go mocniej. Idę do łazienki i ponownie szczotkuję zęby, aż na szczoteczce zauważam krew. Ma wielkie szczęście, że pracuje dla mojego brata; w przeciwnym razie znalazłby wypowiedzenie wczesnym poniedziałkowym rankiem. Postanawiam zignorować drania. Wiem, że Sloane jest na mnie zła za to, że idziemy do pracy w niedzielę, ale nie mamy czasu do stracenia. MODA VOX szybko pnie się w górę, a my zostajemy w tyle. Właśnie przegrałyśmy trzeci raz z rzędu. Mój brat, Julian, jest bardzo bezwzględny, jeśli chodzi o biznes. Kiedy tata zmarł, podzielił swoją firmę na pół. Ja dostałam linię kosmetyków i butów "Aura Beauty", podczas gdy mojemu bratu przypadła linia odzieżowa i projektowa "MODA VOX", i od tamtej pory trwa między nami wojna. Mój brat i ja mamy tradycyjny pakt; po każdym kwartale porównujemy zyski wygenerowane przez obie firmy, a przegrana organizuje imprezę dla wygranej. I to nie byle jaką imprezę, ale wielki bal. Zgodnie z warunkami, jeśli impreza nie spełnia standardów, wygrana firma ma prawo zażądać kolejnej. Krótko mówiąc, to pewnego rodzaju impreza upokarzająca, polegająca na trwonieniu pieniędzy na zwycięską drużynę, a Aura Beauty właśnie została upokorzona po raz trzeci w tym roku. Nie pozwolę im pokonać nas w tym kwartale; musimy poświęcić na pracę każdą możliwą godzinę. Wprowadzam ostatnie poprawki w makijażu i schodzę na dół. Schodzę po schodach i zastaję Juliana i Sloane jedzących śniadanie. Gdy tylko Julian mnie zauważa, wstaje i zaczyna klaskać. Szczerze mówiąc, mój brat jest naprawdę irytujący; czasem mam ochotę pobić go tak, by zapadł w śpiączkę. Podchodzi do miejsca, w którym stoję, i mówi: "Dzień dobry, przegrani. Jestem pewien, że sami bijecie sobie teraz brawo. Nie każdy pierwszy lepszy z ulicy ma okazję zorganizować trzy imprezy w roku dla MODA VOX; robią to tylko wybrańcy. Jak ci się spało, księżniczko?" Tylko przewracam na niego oczami i sarkastycznie odwzajemniam powitanie. Ale coś tu nie gra. Właśnie zorganizowałyśmy mu imprezę stulecia, a on zamiast bawić się na afterparty w hotelu z jakimiś dziesięcioma dziewczynami, jest tutaj, w jadalni, jedząc śniadanie z moją sekretarką. Mimo że Julian jest bardzo pracowity, jego apetyt na kobiety wykracza poza wszelkie skale; jest jednym z największych kobieciarzy w tym mieście, więc to niepokojące, że wciąż tu jest. Próbuję zmienić temat i zaspokoić swoją ciekawość. Śmieje się z mojego pytania o afterparty, dokucza mi z powodu przegranej i wykłada mi wszystko kawa na ławę. Wolałby być tutaj i przez cały dzień patrzeć na moją twarz przegranej, niż spędzać czas w ramionach dziesięciu dziewczyn. Zauważa, że jesteśmy ubrane do biura, i wybucha śmiechem. "Idziecie do pracy w niedzielę?" – pyta z szerokim uśmiechem na twarzy. "Wiecie, że nie musicie wypruwać sobie przeze mnie żył." "Nieważne, Julian. Sloane, chodź, idziemy. Czy Barrett już jest?" "Tak, czeka na nas na zewnątrz" – odpowiada Sloane. "Zanim pójdziesz, siostrzyczko, co się wczoraj wydarzyło między tobą a Griffinem? Praktycznie oderwałaś mu wargę." Sloane patrzy na mnie przerażona. "Tylko nie znowu Griffin!" – krzyczę. "Proszę, nie mów mi, że pobiegł na skargę do tatusia. Zdecydowanie dostał to, na co zasłużył. Powiedz mu, żeby trzymał się ode mnie z daleka, bo inaczej pozwę go o molestowanie seksualne, jeśli jeszcze raz przyłoży swoje cholerne usta do moich bez mojego pozwolenia!" – syczę. "Mała siostrzyczko, wydaje mi się, że to się nazywa pocałunek" – droczy się Julian. "Nieważne. To nie jest powieść, w której ludzie po prostu łapią innych i ich całują; to jest prawdziwe życie, a my nazywamy to molestowaniem seksualnym. Powinieneś teraz kipieć ze złości; twój bezużyteczny przyjaciel zaatakował wczoraj twoją młodszą siostrę." "Uspokój się, Vivienne, wiem, że wcale tak nie myślisz. Po prostu daj mu szansę, proszę." "Dlaczego sam nie dasz mu szansy? Bylibyście uroczą parą gejów" – mówię ze śmiechem. Julian patrzy na mnie oniemiały. "Dobra, odpuszczam, ale łamiąc serce mojemu kumplowi, sprawiasz, że tracę pieniądze; potrzebuję Griffina w szczytowej formie." "Więc jesteś gotów sprzedać swoją młodszą siostrę za pieniądze? Jesteś tak samo bezużyteczny jak on. Zresztą zasługujecie na siebie. Chodź, Sloane. Idziemy. Zdecydowanie nie potrzebuję mężczyzny, by dopełniał moje życie." "Ale ja jestem mężczyzną, siostrzyczko, czyż nie dopełniam twojego życia?" – droczy się. "Idź ocierać łzy swojemu przyjacielowi!" – odkrzykuję, kiedy wychodzimy. Barrett podjeżdża samochodem przed wejście i ruszamy do Aura Beauty. "Oto cała papierologia dotycząca Bianki" – mówi Sloane, wręczając mi dokumenty. "Zaaranżuj z nią spotkanie. Chcę wiedzieć, jaki jest jej ostateczny cel i dlaczego zmieniła zdanie. Nie lubię być opcją zapasową." "Zajmę się tym, proszę pani." "Ile razy ci mówiłam, żebyś nie zwracała się do mnie 'proszę pani'? Daj spokój, Sloane, moje imię nie jest aż takie trudne." "Przepraszam, panno Vivienne, to było tylko przejęzyczenie." "I czy naprawdę odgryzłaś wczoraj Griffinowi wargę?" – pyta Sloane z ciekawością. "Nie, na litość boską, nie jestem kanibalem; pewnie wszystko wyolbrzymił przed Julianem, ten facet jest naprawdę irytujący." Docieramy do biura i zastajemy przy wejściu Dominica w ciemnych okularach. Przynajmniej nie tylko ja mam kaca. "Ciebie też wezwano?" – pyta Sloane ze zdziwieniem. "Mamy dużo pracy do nadrobienia" – odpowiada Dominic. "I to jest właściwe podejście. Aby pokonać najlepszych, musimy urobić sobie ręce po łokcie. Chodźcie za mną." Oboje nawet się nie starają; czuję, jak ich niska energia unosi się tuż za mną. Ale nie obchodzi mnie to, praca musi zostać wykonana. "Zanim zapomnę, panno Sterling, oto lista wszystkich nowych pracowników z działu sprzątającego, o którą pani prosiła" – mówi Dominic, podając mi teczkę. "Mamy dwóch mężczyzn imigrantów, a reszta to tutejsi." "Czy dokładnie prześwietliłeś tych ludzi? Nie chcę, żeby ostatni incydent się powtórzył, a wyraźnie prosiłam o osoby starsze. Widzę na tej liście młodych ludzi, Dominic. Proste instrukcje!" – krzyczę. "Jeśli o to chodzi, panno Sterling, zgłosiły się tylko osoby z tej listy. Osobiście przeprowadziłem weryfikację i rozmowy kwalifikacyjne, nie musi się pani martwić o młodych sprzątaczy" – odpowiada. Rzucam teczkę na biurko i pytam: "Ci młodsi rekruci to mężczyźni czy kobiety?" "Obaj to mężczyźni, proszę pani." "To dobrze. Nie chcę, żebyście, wy napaleni ignoranci, znów ślinili się na widok pracowników i narażali firmę na milionowe straty, no, chyba że mamy w zarządzie dyrektorów gejów, o których nic nie wiem!" Dominic ignoruje moje ostatnie pytanie i zajmuje miejsce. W zeszłym miesiącu Aura Beauty otrzymała pozew o molestowanie seksualne, ponieważ jeden z naszych dyrektorów naprzykrzał się młodej sprzątaczce, imigrantce. Po prostu nie potrafił utrzymać ptaszka w spodniach. W dodatku dowody były przytłaczające, więc musieliśmy zapłacić odszkodowanie i stracić tysiące dolarów. Choć zwolniłam tego ignoranta, za każdym razem, gdy przypomnę sobie kwotę, którą musiałam wypłacić, serce mnie boli. I oczywiście nasza reputacja legła w gruzach, ale powoli stajemy na nogi. "W porządku, bierzmy się do pracy."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 58

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

58 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Klątwa dziadka: Wplątana w losy zimnego prezesa | Czytaj powieści online na beletrystyka