Punkt widzenia Dantego
Po krótkim locie z Panamy do USA w końcu znaleźliśmy się na lotnisku. Lea była na tyle uprzejma, że zaproponowała nawet niesienie mojego bagażu. Oczywiście niegrzecznie jest pozwalać kobiecie nosić swoje torby, ale świat się zmienił; teraz mamy równouprawnienie. Wsiadamy do taksówki i jedziemy do domu jej ojca.
Dojeżdżamy na miejsce i zastajemy wujka Matteo czekającego na nas przed budynkiem. Wygląda staro i jest widocznie zmęczony w porównaniu do tego, jak zapamiętałem go z naszego ostatniego spotkania; wiek naprawdę daje mu się we znaki.
"Dantito, nigdy się nie zmienisz. Tylko ty potrafisz pozwolić, by kobieta niosła twoje bagaże" – mówi wujek Matteo z uśmiechem.
(Oprócz mojej babci, mojemu wujkowi Matteo również wolno nazywać mnie Dantito, no i oczywiście jest jeszcze Lea, która nazywa mnie Danny. Czasem nazywa mnie Danti, jak jakiegoś czterolatka. To irytujące, ale pogodziłem się z tym, że ona nie potrafi poprawnie wymówić mojego imienia.)
Uśmiecham się do niego, starając się zapomnieć wspomnienia z ostatniego pobytu w jego domu. Ten człowiek wyrzucił mnie na ulicę, bym tam zgnił, ale muszę o tym zapomnieć i przełknąć dumę.
"Wujku, myślałem, że to Ameryka, kraina wolnych ludzi i jeden z krajów przodujących we wprowadzaniu równości płci. Właściwie sama zaproponowała, więc kimże jestem, by odmawiać jej szansy na te równe prawa?"
Lea przewraca oczami i syczy coś pod nosem, czego nie jestem w stanie usłyszeć.
"Chodź tu, ty arogancki, przystojny muchacho" – praktycznie przyciąga mnie do siebie i zamyka w niezręcznym, długim, mocnym uścisku.
(Dla jasności, nie lubię być dotykany.) Więc ten człowiek właśnie złamał zasadę "nie będziesz dotykał Dantego Solariego".
W końcu mnie puszcza, a ja mogę wreszcie zaczerpnąć powietrza. Ten facet jest niesamowity. Jestem pewien, że zrobił to tylko po to, żeby mnie wkurzyć.
Zauważa mój dyskomfort. "Oooch, przepraszam, muchacho, zapomniałem" – usprawiedliwia się.
"Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś nie przyjął tej oferty pracy" – stwierdza.
"Cóż, mogłeś postarać się o tamtą pierwszą posadę, a nie o ten cały interes ze sprzątaniem" – mówię na głos, nie zdając sobie z tego sprawy.
Ojciec i córka patrzą po sobie.
"Oooch, przepraszam, wujku, to miało pozostać tylko w mojej głowie" – przepraszam.
Powinienem był pomyśleć to w myślach. Żałuję teraz, że ziemia nie może się po prostu pode mną rozstąpić.
"Nigdy się nie zmienisz, mały Dantito" – mówi wujek Matteo ze śmiechem. "Wejdź, to wszystko ci opowiem."
"Pozwól, że wezmę tę torbę, Lea" – proponuje wujek Matteo, gdy wchodzimy do środka.
"Gdzie jest ciocia?" – pytam, zauważając jej nieobecność w komitecie powitalnym.
"Cóż, Dan, twoja ciotka zmarła rok temu na raka" – odpowiada wujek Matteo.
Zatyka mnie na wieść, która właśnie padła z jego ust. Ten człowiek utrzymywał jej śmierć w tajemnicy. Ale biorąc pod uwagę fakt, że według niego próbowałem zgwałcić jego córkę, nic dziwnego, że nie zaproszono nas na pogrzeb.
"Tak mi przykro, moje kondolencje, kuzynko Leo. Powinnaś była coś powiedzieć. Teraz czuję się okropnie, że pozwoliłem ci nieść torbę" – mówię.
"Nie przejmuj się, kuzynie; zdecydowanie potrzebowałam tego treningu" – mówi Lea, poklepując mnie po plecach.
Wujek Matteo poleca Lei przynieść nam coś do picia, ale odmawiam i proszę tylko o wodę.
"Jak się miewa twoja babcia? Dla niej również moje kondolencje. Dziadek Rafael to był naprawdę ktoś. Choć w sumie zmienił cię w samego siebie" – mówi wujek Matteo ze śmiechem.
"Daj spokój, wujku, nie jestem taki jak on, a u babci wszystko w porządku. Była bardzo podekscytowana moim wyjazdem pod warunkiem, że będę przesyłał jej pieniądze."
Obaj wybuchamy śmiechem.
"Cóż, jeśli chodzi o pierwszą ofertę, większość naszych oszczędności poszła na leczenie twojej ciotki; dlatego nie mogliśmy zaproponować ci oryginalnego układu, Dan."
"Nie, wujku, tylko żartowałem. Jestem wdzięczny również za tę możliwość. Nie każdy dostaje drugą szansę. Nie zrozum mnie źle."
Zauważam, że po moim ostatnim zdaniu wujek Matteo staje się niespokojny. Zbiera się w sobie i mówi:
"Nie, Dan, to my jesteśmy wdzięczni. Kiedy Lea wyznała, co ci zrobiła, serce mi ciążyło, zwłaszcza ze świadomością, że teraz nie jestem w stanie ci pomóc, ale kiedy mój szwagier wspomniał o wolnym stanowisku w miejscu pracy jego syna, od razu skorzystałem z okazji, by wyciągnąć do ciebie rękę."
"Dziękuję, wujku. Gdzie będę pracował?"
"W jednej z największych firm kosmetycznych, Aura Beauty."
"Czy należy ona do syna twojego szwagra?" – pytam.
"Nie, należy do kobiety, panny Vivienne Sterling."
"Więc będę sprzątał po kobiecie; świetnie, po prostu rewelacja" – mam ochotę splunąć.
"Znowu zaczynasz; co w tym złego, że będziesz pracował dla kobiety? Pamiętaj, sam to powiedziałeś: 'Równość płci'" – przerywa mi Lea.
"I tak prawie nie będziesz miał z nią styczności. Jest dyrektor generalną firmy, a nie twoim przełożonym. Rzadko będziesz z nią obcować; będziesz pracował pod nadzorem syna mojego szwagra, Dominica" – dodaje wujek.
"To dobry człowiek, po prostu słuchaj jego poleceń, a nie wpadniesz w żadne kłopoty."
Zauważam, że kładzie silny nacisk na to, iż ten kuzyn to dobry człowiek.
"Chodź, pokażę ci twój pokój. Jutro zaczynasz pracę już o siódmej rano. Musisz zrobić dobre wrażenie."
W porządku, wujku.
Obaj wstajemy, a on prowadzi mnie do mojego nowego pokoju. To ten sam pokój, który dostałem podczas mojego ostatniego pobytu tutaj, chociaż zdążyli go przemalować.
Wychodzą oboje, a ja zaczynam się rozpakowywać. Dzwonię do babci i informuję ją, że bezpiecznie dotarłem na miejsce. Następnie dzwonię do Thiago i przekazuję mu nowiny.
Jest tak wściekły, że obrzuca mnie lawiną wyzwisk. Pozwalam mu się uspokoić, po czym wszystko mu wyjaśniam. Po tym, co wydaje się wiecznością, w końcu ochłania i życzy mi powodzenia, ale radzi mi, bym spuścił Lei łomot, gdyby znów próbowała mnie uwieść. Zgadzam się na to i żegnamy się ze sobą.
Idę pod prysznic na długą kąpiel, po czym schodzę na dół i jemy kolację przed udaniem się na spoczynek.
Budzi mnie dźwięk alarmu. Nastawiłem go wcześniej niż zwykle, bo muszę stawić się w pracy. Trochę się denerwuję, ale jestem Dante; wszystko, czego potrzebuję, to trochę stylu i mojej pewności siebie.
"Dantito, pospiesz się" – woła mój wujek.
"Już idę" – odpowiadam.
Upewniam się, że mam wszystkie dokumenty na swoim miejscu, i schodzę na dół.
"Wow! Chyba przesadziłeś ze strojem" – mówi Lea, omal nie krztusząc się kawą.
"Myślałem, że masz już narzeczonego" – przypominam jej.
"Słucham?" – pyta Lea, zdezorientowana.
"Cóż, omal nie zakrztusiłaś się kawą na mój widok."
Lea wpatruje się we mnie bez słowa.
Mój wujek wybucha śmiechem. "Nie, pierwsze wrażenie jest bardzo ważne" – stwierdza. "Dan, wyglądasz bardzo elegancko."
"Daj spokój, tato, garnitur? Przynajmniej koszulka i dżinsy by wystarczyły" – Lea przewraca oczami.
"Słuchaj, Lea, to, że idę do pracy jako sprzątacz, nie oznacza, że mam wyglądać, jakbym mieszkał na bagnach" – szydzę z niej.
"Dobra, myślę, że powinniśmy już iść" – wtrąca się wujek Matteo.
"Dziękuję, właśnie uratowałeś swoją córkę przed moim wykładem."
"A propos tego, Dan, myślę, że powinieneś zachować swoje wykłady dla siebie. Nie zrozum mnie źle, ale tam, gdzie będziesz pracować, spotkasz ludzi z większym ego, rasistów i ignorantów. Trzymanie języka za zębami i dążenie do celu powinno być twoim najwyższym priorytetem" – mówi wujek Matteo poważnym tonem.
"W porządku, będę trzymał język za zębami", co mówię tylko dlatego, że jesteśmy spóźnieni, a to może przerodzić się w wykład.
"Dziękuję, Dantito; wiedziałem, że jesteś bardzo bystry" – dodaje.
Tylko przewracam oczami.
"Chodźmy, Dominic już na nas czeka."
Wujek Matteo zawozi nas do Aura Beauty.
Podjeżdżamy, miejsce jest ogromne, i zaczyna mi się podobać pomysł sprzątania tak czystego budynku.
Wysiadamy z samochodu i podchodzi do nas wysoki facet, prawdopodobnie starszy niż na to wygląda.
"Witaj, wujku Matteo, kopę lat" – mówi, wyciągając rękę na powitanie.
"Cześć, Dominic" – odpowiada wujek, "dawno nas nie odwiedzałeś."
"Wow, to ten mały Danro? Brak mi słów, wyrosłeś na mężczyznę. Kiedy ostatnio byłem w Panamie, byłeś zaledwie brzdącem."
"Dante" – poprawiam go, ale on mnie ignoruje i praktycznie przytula tak mocno, że wujek Matteo musi go ode mnie odciągać.
Gdyby nie fakt, że to on załatwił mi tę pracę, obrzucałbym go teraz wyzwiskami.
"Tak mi przykro z tego powodu;" – przeprasza; "czy nie wystroiłeś się za bardzo do tej pracy?" – pyta w końcu, gdy udaje mu się wziąć w garść.
"Wujku Matteo, czy poinformowałeś go, jakiego rodzaju pracę będzie wykonywał?" – dopytuje.
"Oczywiście, wiem, że to sprzątanie po was wszystkich, ale to nie znaczy, że mam przychodzić w łachmanach" – odpowiadam.
Patrzy na mnie w milczeniu. "Jesteś kopią swojego dziadka" – zauważa.
"Znałeś mojego dziadka?" – pytam.
"Nie do końca, ale spotkałem go chyba dwa razy, ciebie zresztą też, choć byłeś wtedy tylko niemowlakiem."
"Tak, Dan, twój dziadek odwiedził nas kiedyś, gdy byłeś tylko dzieckiem" – wtrąca wujek.
"Poważnie? Jak to się stało, że nigdy mi o tym nie powiedział?" – pytam ze zdezorientowaniem.
"Kto wie? Twój dziadek był bardzo tajemniczym człowiekiem" – mówi wujek Matteo.
"Oooch, rozumiem. Muszę zapytać o to babcię." Patrzę na Dominica i przyłapuję go na tym, że wpatruje się we mnie dziwnym wzrokiem.
Zauważa moje spojrzenie i w końcu odwraca wzrok.
Dziwny typ. Mam nadzieję, że nie jest gejem. W Ameryce ludzie mają swobodę bycia gejami, a ja zaczynam czuć się niekomfortowo z tym, jak na mnie patrzy.
"Więc, Danro, twój wujek mówi mi, że zamierzasz zaoszczędzić pieniądze i pójść do szkoły medycznej?"
Wujek Matteo ma naprawdę niewyparzoną gębę; czy naprawdę musiał wyjawiać temu człowiekowi każdy najmniejszy szczegół? Tak, to jego krewny, i załatwił mi tę pracę, ale szczerze mówiąc, ten staruszek papla za dużo, mówię do siebie.
"Dante;" – poprawiam go ponownie. "I tak, coś w tym stylu."
"To wspaniale; wiesz, ja też zaczynałem tutaj jako urzędnik, a teraz jestem drugim asystentem dyrektor generalnej tej firmy."
O mój Boże, to teraz pora na zwierzenia? Prawie wywracam oczami, ale się powstrzymuję.
"Wow, to imponujące" – odpowiadam.
Wujek Matteo dostrzega wyraz mojej twarzy i szczypie mnie w ramię.
"Ałć!!! Wujku, za co to?" – krzyczę.
"Przepraszam, Dantito, miałeś coś na rękawie."
"Będę już jechał; przyjechałem was tylko podrzucić. Miło było cię znowu widzieć, Dominic; jeszcze raz wielkie dzięki", po czym wujek Matteo się żegna.
Zostajemy we dwóch, wpatrując się w siebie w milczeniu.
Ten Dominic jest dziwny i przerażający.
"Chodź," – mówi w końcu, – "oto twój formularz aplikacyjny. Odpowiedziałem za ciebie na wszystkie pytania, wystarczy tylko, że się podpiszesz."
Ten gość jest niesamowity. Czy to naprawdę było konieczne, by bazgrał po moim formularzu swoim koślawym charakterem pisma? – myślę sobie.
"Wiem, że załatwiłeś mi tę pracę, ale czy konieczne było również wypełnienie tego za mnie? Bardzo biegle posługuję się angielskim, zarówno w mowie, jak i w piśmie" – przypominam mu.
"Oczywiście, jestem tego świadomy. Naprawdę masz świetny akcent, w ogóle nie słyszę w tobie hiszpańskich naleciałości" – odpowiada.
"Este tonto es gay" (Ten głupiec jest gejem) – mówię, myśląc, że nie rozumie hiszpańskiego.
"Nie jestem gejem, Dante; po prostu komplementowałem to, jak władasz językiem angielskim. Nikt by nawet nie poznał, że pochodzisz z Panamy" – odpowiada.
Oczy omal nie wychodzą mi z orbit.
"Bardzo przepraszam, panie Dominic. Nie miałem na myśli, że pan..."
Moje serce zaczyna bić jak oszalałe, pewnie zaraz mnie zwolni.
"Ven a caminar conmigo" (Chodź ze mną). "W połowie jestem Hiszpanem, a w połowie Francuzem" – mówi, ruszając przed siebie.
Idę za nim, czując, jak serce mało mi nie eksploduje, i pragnąc, by ziemia się pode mną rozstąpiła.
"Zamierza mnie pan zwolnić, panie Dominic?" – pytam.
"Jeśli nie będziesz umiał sprzątać, to tak, zwolnię cię."
Spogląda przez ramię i się uśmiecha.
Otwiera drzwi po swojej lewej stronie i mówi: "Twoi nowi koledzy są w środku. Dołącz do nich, a ja zaraz przyjdę z instrukcjami. Najpierw podpisz tutaj, muszę to zanieść do HR."
"I nie musisz się martwić; twój wujek już mnie o tobie uprzedził. Połączenie dziadka Rafaela i babci Ines... po prostu zachowaj przekleństwa w swojej głowie" – oznajmia.
"Zrozumiano?"
Prawie salutuję i mówię: "Tak, szefie."
"Po prostu Dominic; a raczej panie Dominic, jak dla ciebie."
Tylko kiwam głową.
Po czym on odchodzi.
Jestem na siebie wściekły, wchodząc do pomieszczenia.














