Rozdział Czwarty: "Impreza. U mnie. Dziś. Przyjdź." Harper się zaczerwienił.
"Czemu Harper Cain się na ciebie gapi?"
wyszeptała dziewczyna siedząca po mojej lewej stronie, po raz setny, jak mi się zdawało.
Westchnęłam w duchu. "Gdyby nie ty, nie wiedziałabym, że się na mnie gapi. I po raz ostatni. Nie. Wiem." Zacisnęłam zęby.
Ruda posłała mi zabójcze spojrzenie i wróciła do pisania SMS-ów na telefonie w środku lekcji.
Wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się, żeby sprawdzić, czy ma rację, tak jak robiłam to już dwadzieścia razy. Wiedziałam, że na mnie patrzy, bo w jakiś sposób czułam jego intensywne spojrzenie na karku.
Niemniej jednak zebrałam się na odwagę i odwróciłam głowę. I tam był, w ostatnim rzędzie, w rogu sali, wciąż wpatrujący się we mnie z kamiennym wyrazem twarzy. Nie sądzę, żeby patrzył na kogokolwiek innego w klasie, bo za każdym razem, gdy odwracałam głowę, żeby na niego spojrzeć, miał wzrok utkwiony we mnie.
Spotkałam się z jego onieśmielającym spojrzeniem na kilka sekund, uniosłam lewą brew i telepatycznie zapytałam go, dlaczego zachowuje się jak creep i gapi się na mnie od początku zajęć.
Po prostu patrzył na mnie z tym samym kamiennym wyrazem twarzy, aż w końcu jego usta drgnęły w górę, ukazując jego charakterystyczny uśmieszek, którego absolutnie nienawidziłam.
Przewróciłam oczami i spojrzałam w stronę nauczyciela, który rozwodził się nad jakąś teorią kwantową i wyglądał na równie chętnego jak uczniowie, żeby wydostać się ze szkoły.
I przysięgam, jeśli jeszcze jedna osoba zapyta mnie, dlaczego do cholery Harper Cain się na mnie gapi, to oszaleję. Skąd do cholery mam wiedzieć, dlaczego ten idiota się na mnie gapi?
Samantha i Natalie miały używanie podczas lunchu, kiedy Harper wciąż wpatrywał się i wpatrywał, i wpatrywał w nasz stół, a konkretnie we mnie. Musiałam nawet zmienić swoje cholerne miejsce, żeby nie musieć patrzeć na niego bezpośrednio.
To znaczy, co się z nim w ogóle stało? Czy obudził się dziś rano z jedną misją: wpatrywać się we mnie na śmierć?! Jeśli to był jego plan, to z pewnością działał.
On nawet nie mruga. To tak, jakby chciał cały czas urządzać konkurs wgapiania się.
Mieliśmy ze sobą trzy lekcje i czułam jego spojrzenie na karku przez każdą cholerną sekundę. Czy nauczyciel nawet nie zauważa, że nie uważa, czy mają osobistą wendetę przeciwko mnie, bo za każdym razem, gdy się odwracałam, żeby na niego spojrzeć, nauczyciel zawsze to podkreślał?
W rezultacie jestem całkiem pewna, że połowa szkoły musi myśleć, że go podrywam.
"Hej, Zara?" odezwał się męski głos z tyłu.
"Tak?" odchyliłam się do tyłu, żeby usłyszeć trochę wyraźniej.
"Dlaczego Harper się na ciebie wciąż gapi?"
Westchnęłam i opadłam głową na biurko.
***
Spakowałam torby, gdy tylko skończyły się zajęcia, chcąc jak najszybciej wrócić do domu.
"Panno Hemming, proszę zostać po lekcji."
powiedział pan Roberts.
Świetnie.
Usiadłam z powrotem na swoim miejscu z westchnieniem i czekałam, aż klasa się opróżni, żałując, że ja też nie mogę wyjść wcześniej.
Kiedy wszyscy wyszli, wstałam z biurka na środku sali i skierowałam się w stronę biurka nauczyciela, gdzie siedział pan Roberts. Pan Robert miał na twarzy mały uśmiech.
Okej, to dobrze. Przynajmniej nie mam kłopotów.
"Zara, może jeszcze cię nie uczyłem, ale słyszałem od wszystkich nauczycieli, że jesteś uczennicą na szóstkę." Uśmiechnął się w naprawdę dziwny sposób.
"Yyy, tak." Co ja mam w ogóle na to powiedzieć?
"Świetnie, bo w tym roku będę nadzorował grupę dwudziestu uczniów, którzy dołączą do szkolnego programu tutoringu. I chcę, żebyś była jedną z nich."
Nie byłam jedną z tych super kujonek, które dostawały szóstki przez cały rok. Miałam przyzwoite oceny, często ocierałam się o czwórki i byłam całkiem pewna, że jest wielu uczniów takich jak ja. Ten mężczyzna przede mną, z którym nigdy wcześniej nie zamieniłam nawet dwóch zdań, uważał, że będę dobrym tutorem. Nigdy wcześniej nie byłam w programie tutoringu, skąd w ogóle wziął moje imię?
"Yyy, okej. Zastanowię się nad tym."
Uśmiechnął się ponownie i wręczył mi formularz zgłoszeniowy z górnej szuflady swojego biurka. "Po prostu wypełnij ten formularz i wróć do mnie, okej?"
Wzięłam od niego ulotkę i skinęłam głową.
Gdy tylko wyszłam z klasy, zmięłam ulotkę i wyrzuciłam ją do najbliższego kosza na śmieci.
Nie byłam absolutnie zainteresowana inwestowaniem mojego ograniczonego wolnego czasu w tutoring kogoś, kogo nawet nie obchodzą jego/jej oceny. Moja praca w piekarni Monique już pochłaniała tyle mojego czasu, że nie sądzę, żebym była w stanie kogokolwiek zabawiać.
Korytarze były opustoszałe, bo szkoła skończyła się dwadzieścia minut temu. Jak ten czas leci! Wszyscy w zasadzie uciekają ze szkoły, gdy tylko zadzwoni dzwonek. Tak bardzo wszyscy nienawidzą tego piekielnego dołka.
Kierowałam się w stronę mojej szafki, kiedy nagle, nie wiadomo skąd, czyjaś ręka zacisnęła się na moim nadgarstku i zostałam brutalnie wciągnięta do pustej klasy.
Trochę się zachwiałam, będąc tak traktowana, i zamknęłam oczy, bo byłam całkiem pewna, że upadnę, bo cóż, taka już byłam niezdarna. Kiedy miałam runąć na podłogę w nieładzie, dwa ramiona owinęły się wokół mojej talii i pomogły mi odzyskać równowagę.
Otworzyłam oczy i wszystko, co widziałam, to rozległa przestrzeń czyjejś klatki piersiowej. Zdecydowanie męskiej. Ta osoba stała bardzo blisko mnie. Wewnątrz mojej osobistej przestrzeni. Mogłam nawet poczuć jego wodę kolońską, która była tak bardzo pyszna. Musiałam powstrzymać się od chęci złapania go za T-shirt i powąchania go.
To wcale nie byłoby niezręczne.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam Harpera patrzącego na mnie z góry. Oczywiście, to musiał być Harper. Ten chłopak był wszędzie dzisiaj! Patrzył na mnie z intensywnym wyrazem... potrzeby? Pożądania? Nie mogę tego pojąć. Mój oddech uwiązł mi w gardle z powodu naszej bliskości i nagłego wzrostu temperatury.
Jego duże, ciepłe dłonie na mojej talii wysyłały pyszne dreszcze po całym moim ciele i powstrzymywałam się od chęci zamknięcia oczu i wtulenia się w niego.
Byłam w transie. Transie stworzonym przez Harpera Caina ze wszystkich ludzi.
Chciałam się ruszyć, naprawdę chciałam. Przynajmniej część mnie chciała. Ta konkretna część zdawała sobie sprawę z faktu, że Harper ma ręce na mojej talii, te same ręce, którymi byłam całkiem pewna, że obmacywał niezliczone kobiety. Ta część mnie chciała przypomnieć mojemu mózgowi, żeby wyszedł z jego uścisku, bo nienawidziłam Harpera, odkąd złamał serce mojej siostrze. Ta część chciała mi przypomnieć, że będę tylko kolejnym numerem na niekończącej się liście podbojów Harpera.
Ale niestety, ta część mnie była naprawdę mała i szybko zanikała.
Po prostu wpatrywaliśmy się w siebie przez długi czas. I gapilibyśmy się przez długi czas, gdyby cisza nie stała się niezręczna.
Potrząsnęłam głową, żeby oczyścić ją z tych zdradzieckich myśli i spróbowałam się cofnąć. Ale on mi na to nie pozwolił, co z jakiegoś powodu wcale mnie nie zdziwiło.
Pochylił się nagle i zatrzasnął swoje usta na moich. Wszystkie racjonalne myśli całkowicie wyleciały mi z głowy, bo następną rzeczą, którą wiedziałam, było to, że moje ręce, które wcześniej zwisały bezwładnie po bokach, znalazły się wokół jego szyi, żeby przyciągnąć go bliżej mnie. Jego usta idealnie dopasowały się do moich, jakby jego usta były stworzone dla mnie. Moje kolana ugięły się z powodu niespodziewanego pożądania przepływającego przeze mnie i żądzy, której doświadczało moje ciało, i gdyby nie ramiona Harpera wokół mojej talii, trzymające mnie kurczowo, z pewnością upadłabym na ziemię w chaosie szalejących hormonów.
Czułam, jak napinają się mięśnie jego ramion. Czułam się, jakbym za chwilę po prostu odpłynęła.
Jego język wysunął się z ust i ssał moją dolną wargę, prosząc o wejście. Nie mogłam powstrzymać się od jęknięcia i udzielenia mu wejścia, którego potrzebował.
Jego język masował mój własny i podbijał każdy cal moich ust. Walka o dominację w pocałunku z nim była daremną wojną, w której nie miałabym problemu z przegraną.
Oderwałam usta od jego całkiem niechętnie i wdychałam duże ilości powietrza.
Harper nie przestał. Czy on też nie potrzebował oddychać?
Zasadził małe motylkowe pocałunki od kącika moich ust do mojej szczęki. Za płatek mojego ucha do mojej szyi. I do mojego ramienia. Poczułam dreszcz pożądania przechodzący przez moje ciało przy jego ostatnim pocałunku.
Oparł głowę w zagłębieniu mojej szyi i wdychał mój zapach.
Odsunąwszy się od mojej szyi, spotkał się z moim wzrokiem i zobaczyłam jego pożądanie do mnie. Czyste, niezafałszowane pożądanie.
Jego źrenice były rozszerzone i wydawały się prawie czarne.
Przejechał językiem po swojej dolnej wardze i mój wzrok powędrował w stronę jego ust, które jeszcze kilka chwil temu bardzo umiejętnie masowały moje własne.
Oparłam się chęci pociągnięcia go z powrotem w dół i wycałowania z niego całego życia. Wiedziałam, że on też tego chce. Widziałam to w jego oczach i w napiętych mięśniach jego ramion, których wciąż się trzymałam.
Jedną ręką na mojej talii, drugą objął moją policzek i podświadomie wtuliłam się w jego dotyk. Podobało mi się, jak szorstkie i stwardniałe były jego dłonie na moim miękkim policzku. Zamknęłam oczy na sekundę i rozkoszowałam się tą chwilą.
"Impreza. U mnie. Dziś. Przyjdź." Harper się zaczerwienił.
Moje oczy otworzyły się szeroko na ochrypły głos Harpera.
Wow! Czy Harper był tak poza sobą, że nie mógł nawet sformułować poprawnego zdania? To znaczy, jasne, ja też byłam całkiem poza sobą, ale chciałabym myśleć, że nadal byłabym w stanie sformułować spójne zdanie. Serio, moja podświadomość kpiła ze mnie.
Harper odchrząknął i na jego policzki wkradł się rumieniec. Wow! Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby Harper się rumienił. Nigdy! I wspaniale było wiedzieć, że to ja byłam powodem, dla którego był tak zmieszany i zaniepokojony.
"Yyy, robię dziś imprezę w moim domu. Przyjdź. Proszę."
PROSZĘ? To było kolejne słowo, którego Harper Cain nigdy nie używał. Był przyzwyczajony do tego, że ludzie słuchają każdego jego słowa i chodzą za nim. Poczułam się zaszczycona i wyjątkowa. I szczęśliwa.
Byłam oszołomiona i całkowicie pozbawiona rozsądku, więc mogłam tylko skinąć głową. Poczułam, jak moje usta się rozluźniają i posłałam mu delikatny uśmiech.
Uśmiechnął się. Nie tym uśmieszkiem, którego w nim nienawidziłam, ale pełnym uśmiechem.
"Wiesz, myślę, że zasługuję na kolejny pocałunek."
"Dlaczego?" To słowo z pewnością wyszło z moich ust, ale wcale nie brzmiało jak mój głos. Było o wiele bardziej ochrypłe i... zdyszane?!
"Bo mam urodziny."
Uśmiechnął się delikatnie do mnie i wpatrywał się we mnie z czystym uwielbieniem. Zakręcił pasmo moich brązowych włosów, które jakoś wydostały się z mojego kucyka podczas naszej małej sesji całowania.
Nie czekając na odpowiedź, pochylił się i skradł mi kolejny pocałunek. Nie żeby mi to przeszkadzało.
Drugi pocałunek był o wiele bardziej namiętny i głodny. Pierwszy pocałunek był niczym w porównaniu z tym. Myślę, że jęknęłam dwa razy i nie chciałam się tym chwalić, on też to zrobił!
Jego usta oderwały się od moich całkiem niechętnie. Wziął głęboki oddech, spojrzał na swój zegarek i westchnął. "Muszę iść." Posłał mi mały uśmiech, jego palce obrysowywały kość mojego ramienia, wywołując mrowienie i pozostawiając gorący ślad ognia.
Odsunął się, dał mi szybkiego buziaka, uśmiechnął się do mnie i wybiegł z pokoju. Nie żartuję. Dosłownie wybiegł z klasy. Zostawiając mnie całą rozpaloną i zaniepokojoną.
O mój Boże!
















