Teraz jestem gotowa, profesorze.
NIEBEZPIECZNY ROMANS Z MOIM PROFESOREM.
Rozdział 5.
Narracja autorska.
Elara westchnęła i opadła na łóżko. Zastanawiała się, dlaczego ludzie muszą stawiać czoła tylu wyzwaniom. Zrozumiała, że nie można w pełni pragnąć czyjegoś życia, bo walki, które inni toczą, mogłyby cię przytłoczyć. Choć miała wszystkie bogactwa, jakich mogła zapragnąć, brakowało jej szczęścia i ani razu nie doświadczyła ojcowskiego ciepła.
Z kolei Maisie miała kochającą rodzinę, ale ich świat właśnie się zawalił i prawdopodobnie wkrótce zbankrutują. Elara nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez luksusu; życzyła przyjaciółce, by wszystko szybko się ułożyło.
Gdy zapadł wieczór, Elara miała tylko jedną modlitwę: o wieczne szczęście dla siebie i swojej przyjaciółki.
NASTĘPNEGO DNIA.
Elara dotarła do szkoły dość późno. Wykłady miała po południu, a jej najlepszej przyjaciółki nie było. Wczesne przybycie na uczelnię było dla niej równie trudne, jak przebywanie w jednym domu z ojcem. Wyszła z domu rano, ale długo siedziała w samochodzie, bo nie miała z kim rozmawiać, a powrót do domu był jak powrót do piekła.
Po zajęciach Elara mogłaby przysiąc, że ledwo słuchała tego, co mówiła nauczycielka chemii. Jedyne, co zaprzątało jej głowę, to postać profesora. Elara w kółko powtarzała sobie w myślach przeprosiny, które zamierzała mu przedstawić.
Po kilku minutach planowania idealnego wystąpienia, wyszła z sali i skierowała się do jego gabinetu.
Stanęła przed drzwiami i poprawiła ubranie.
Zapukała, a jego głęboki głos zaprosił ją do środka.
– Wejść.
Elara zadrżała na dźwięk tego basu, ale opanowała się. Nacisnęła klamkę i weszła. Tym razem zastała go przy zajęciu innym niż zwykle.
– Dzień dobry – przywitała się spokojnie, czekając na reakcję.
– Więc jednak potrafisz się witać? – zapytał, nie odrywając wzroku od pracy. Elara zignorowała kpinę i kontynuowała.
– Przyszłam przeprosić – wymruczała cicho, ale na tyle wyraźnie, by zrozumiał.
Jego dłoń zamarła na moment. Po raz pierwszy, odkąd weszła, zaszczycił ją spojrzeniem.
Odłożył długopis na stół i oparł się w fotelu, patrząc na nią z wyrazem, który Elara odebrała jako zaskoczenie.
Dziewczyna wpatrywała się we własne palce, przełykając ślinę.
– Przepraszam za wszystko, co się wydarzyło. Biorę pełną odpowiedzialność za moje zachowanie i proszę o wybaczenie. – Przeprosiła szczerze, a on wpatrywał się w nią chłodno przez dłuższą chwilę, po czym prychnął.
– Jasne jest, że jesteś nie tylko arogancka, ale i zabawna w tej swojej arogancji – mruknął, a cień uśmiechu zniknął z jego ust.
– Nie potrzebuję twoich przeprosin, Elaro. Możesz wyjść – powiedział tonem, który sugerował, by nie ciągnęła tematu, ale była zbyt uparta.
– Wiem, że jest pan zły i...
– Wyjdź – uciął, a ona wzdrygnęła się.
Jej błyszczące od łez oczy spojrzały na jego zimną twarz. Przełknęła ślinę, skłoniła się lekko i wyszła z gabinetu.
Dimitri wypuścił cicho powietrze, zastanawiając się, dlaczego tak na nią naskoczył. Widok łez w jej oczach sprawił, że poczuł się źle.
– Dlaczego w ogóle cię to obchodzi? – mruknął do siebie, po czym z powrotem pogrążył się w pracy.
*******************
Elara wysiadła z samochodu i westchnęła, zastanawiając się, jak przekonać Dimitriego. Choć nakryła go na masturbacji i od tamtej pory pragnęła go fizycznie, wciąż odrzucała jego propozycję; nie mogła oddać się profesorowi tylko dla fantazji.
Chciała znaleźć mężczyznę, zakochać się w nim i oswoić z jego obecnością, zanim zapragnie zbliżenia.
Weszła do salonu, zamierzając iść prosto na górę. Była tak pogrążona w myślach, że nie zauważyła, co się dzieje wokół.
– Elaro. – Głos ojca wyrwał ją z zamyślenia. Odwróciła się w jego stronę.
– Dzień dobry, ojcze. Nie zauważyłam...
– Twoje powitania nic dla mnie nie znaczą, Elaro. – Przerwał jej i wstał.
– Teraz zajmujesz się kolekcjonowaniem dwój, tak?
Serce Elary zamarło. Jak się dowiedział? To było jedyne pytanie, jakie kołatało jej się w głowie.
– Ojcze... – wybełkotała, a on zaczął się zbliżać.
– Chcesz temu zaprzeczyć? – Jego głęboki głos ociekał jadem, gdy podsunął jej pod nos telefon Vivii. Było na nim zdjęcie ekranu jej laptopa z poprzedniego dnia.
Serce wezbrało w niej gniewem i bólem. Zacisnęła dłonie na sukience i zaczęła się cofać przed każdym krokiem ojca.
– Odpowiedz mi, do cholery! – krzyknął, rzucając telefonem o fotel, co sprawiło, że aż podskoczyła ze strachu.
Nogi miała jak z waty, a oczy pełne łez.
– Miałaś czelność przynieść dwóję z plusem do mojego domu i ukrywać to, jakbym miał się nie dowiedzieć.
– Ja... przepraszam, ojcze... profesor się pomylił i obiecał to zmienić do jutra... – skłamała drżącym głosem, a on uśmiechnął się drwiąco.
– Czy może nie masz już profesora, któremu mogłabyś sprzedać swoje brudne ciało w zamian za oceny?
Brwi Elary ściągnęły się, spojrzała na ojca, a łzy, które powstrzymywała, w końcu wypłynęły. Jej serce ścisnęło się z bólu – jak on mógł ją o coś takiego oskarżyć?
– Ojcze – zawołała słabo, a on warknął.
– Wiem o wszystkim, co się dzieje w tej szkole, Elaro. Więc teraz, gdy nie masz komu sprzedawać ciała, nie radzisz sobie z nauką, co?
– Nie sprzedaję... swojego ciała za oceny, tato... nigdy tego nie robiłam. Po prostu... daj mi kilka dni, żebym to wyjaśniła i...
– Możesz to robić gdzie indziej, Elaro.
Elara spojrzała na niego i otarła łzy, próbując nie dopuszczać do siebie prawdziwego znaczenia jego słów.
– Co masz na myśli, ojcze?
– Twoja szafa została już spakowana, Elaro. Nie chcę cię widzieć w moim domu ani nigdzie w pobliżu moich rzeczy. I Elodie nie jest tu wyjątkiem.
Elara poczuła, jak jej serce na moment przestaje bić. Nagły, ostry ból przeszył jej pierś, jakby ktoś pchnął w nią sztylet. Patrzyła na niego oszołomiona, czując, jak jej świat obraca się w ruinę.
Spojrzała w górę i napotkała wzrok macochy i siostry, które stały na schodach, uśmiechając się diabolicznie. Obok nich czekały dwie walizki. Elara wiedziała, że to się kiedyś stanie, ale nie spodziewała się, że tak wcześnie. Wiedziała, że nadejdzie dzień, w którym jej ojciec okaże się niegodny jej miłości – i właśnie to zrobił. Ale nie zamierzała się załamać, nie przy nich.
Zacisnęła oczy, powstrzymując palące łzy, chwyciła swoje walizki i odwróciła się do wyjścia. To zaskoczyło macochę i siostrę – spodziewały się, że będzie błagać ojca u nóg, podczas gdy one będą go podjudzać, by jej nie uległ.
– Nie przeprosisz tatusia? Kto wie, może pozwoliłby ci zostać – kpiący głos przyrodniej siostry sprawił, że Elara zatrzymała się na moment i spojrzała na ojca.
– Jeśli przeproszę, pozwolisz mi zostać? – zapytała, unosząc brwi i czekając na odpowiedź.
– Nie – odpowiedział krótko.
– W takim razie nie ma to sensu – odparła równie chłodno.
Chwyciła torbę i wyszła, zostawiając ich w niemym niedowierzaniu.
Elara szła przed siebie, łzy spływały jej po policzkach, a serce łomotało z bólu. Chciała obwinić Dimitriego za to wszystko, ale nie potrafiła rzucać oskarżeń – wiedziała, że nic z tego by się nie stało, gdyby ojciec kochał ją tak, jak powinien.
Była całkowicie zdruzgotana, a wszystko to wydarzyło się w najgorszym możliwym momencie. Nie miała do kogo pójść – Maisie przechodziła przez własne piekło, a Elara czuła się jak zła przyjaciółka, bo nie odezwała się do niej od wczoraj. Postanowiła napisać do niej, gdy tylko znajdzie jakiś dach nad głową.
W dodatku nie miała pieniędzy. Wysłała prawie wszystkie środki z konta bieżącego Maisie, nie przewidując tej sytuacji. Jedyną nadzieją była lokata terminowa, do której nie miała jeszcze dostępu.
Usiadła na przystanku autobusowym i spojrzała na zachmurzone niebo.
– Zaraz będzie padać – westchnęła, czując pieczenie pod powiekami. Pieniądze, które jej zostały, nie wystarczyłyby nawet na jedną noc w hotelu.
Elara siedziała na ławce, tuląc się mocno do siebie, gdy deszcz zaczął ulewnie padać.
Jej oczy znów zaszkliły się na myśl o matce. Płakała, pragnąc kiedyś ją spotkać, by zapytać, dlaczego wybrała śmierć i zostawiła ją samą. Dygotała na deszczu, pogrążona w żałobie. Z każdą chwilą docierało do niej, że jest w sytuacji bez wyjścia i musi znaleźć schronienie, zanim dopadną ją głodni łupów bandyci.
Deszcz w końcu ustał, zostawiając po sobie tylko pojedyncze krople. Elara podjęła jedyną możliwą decyzję: odda się profesorowi, jeśli tylko zechce ją przyjąć.
Przeszukała torbę i na szczęście wizytówka wciąż tam była.
*******
Elara przeszła przez bramę po przesunięciu karty dostępowej. Podtoczyła walizkę pod same drzwi jego domu i westchnęła. Było już bardzo późno i bała się, że on ją odrzuci. Patrzyła na ogromny budynek, zastanawiając się, czy zwykły profesor może posiadać taką posiadłość.
Po długim wahaniu i cichej modlitwie zapukała do drzwi. Otworzyły się po chwili, ukazując jej oszałamiający widok Dimitriego.
Elara przełknęła ślinę, próbując opanować spojrzenie, ale widok jego nagiej piersi i wilgotnych, rozczochranych włosów, z których krople wody spływały po opalonej skórze, był obezwładniający. Grzeszne myśli o zobaczeniu go całkiem nago skierowały jej wzrok niżej, na jego krocze. Zgodnie z przewidywaniami, jej oczy spoczęły na wyraźnym wybrzuszeniu pod obcisłymi bokserkami. Poczuła falę gorąca uderzającą prosto do jej wnętrza.
Dimitri ujął ją pod podbródek i uniósł jej głowę, a jego flirtujące szare oczy przeszyły jej spragnione ciało.
– Moje oczy są tutaj, Elaro. Dlaczego tu jesteś?
Ten głos sprawił, że stała się mokra, a nogi pod nią niemal się ugięły. Wyobraziła sobie, jak by to było przyjmować od niego seksualne rozkazy. Dimitri mógłby przysiąc, że widział, jakie wrażenie na niej robi.
– Teraz jestem gotowa, profesorze. Proszę mnie wziąć – jej głos był ledwie szeptem, ale wystarczył, by jego członek zaczął pulsować.
















