Cała trójka milczała przez chwilę, skonsternowana nagłą zmianą nastroju Nico. Po raz pierwszy widzieli go w takim stanie.
Chłopak zazwyczaj był radosny i psotny, zupełnie inny niż przed chwilą.
— Co to właściwie było? Czy ja właśnie widziałem Benedetto Corvelliego w pigułce? — zapytał Donovan, wyglądając na oszołomionego.
Benedetto spojrzał na niego bez rozbawienia.
— Naprawdę, kochanie, jesteś dokładnie tak samo zimny i przerażający, kiedy się wściekniesz — wyjaśnił obronnie Donovan.
— Więc co robimy? — zapytał Benedetto, ignorując komentarz męża.
Donovan i Benedetto spojrzeli na Dantego, który pogrążył się w myślach. On również wydawał się zaskoczony wybuchem brata.
— No cóż, weźmy ten apartament z dwiema sypialniami i zróbmy z drugiego pokoju gabinet — wymamrotał nieobecnym głosem Dante.
Donovan i Benedetto wymienili porozumiewawcze, współczujące spojrzenia. Dante zawsze ulegał Nico, zwłaszcza gdy ten się dąsał.
— W takim razie zamieszkacie w apartamencie, który dostaliście od wujka Pietro — powiedział Donovan i podszedł do syna, by poklepać go po ramieniu.
— Chodźmy może na jakąś przekąskę — zaproponował Benedetto, chcąc rozładować atmosferę.
Dante szedł przodem w milczeniu. Gdy dotarli do samochodu, zobaczyli Nico siedzącego w środku i bawiącego się telefonem. Nie odezwał się ani słowem, gdy do niego dołączyli.
— Zzjemy coś, a potem pojedziemy obejrzeć apartament od wujka Pietro — ogłosił Benedetto, próbując nawiązać rozmowę, ale nie doczekał się odpowiedzi od chłopców, zwłaszcza od Nico.
— Sprawdzimy, co trzeba odświeżyć, żeby przerobić ten pokój na gabinet — dodał Donovan, licząc na reakcję Nico. Chłopak na ułamek sekundy podniósł wzrok, po czym wrócił do telefonu.
— Pasuje mi akademik, tato — rzucił Nico, nie patrząc na ojca.
— Dante zdecydował, że zamieszkacie w apartamencie i zrobicie tam gabinet — wtrącił Benedetto, przyglądając mu się uważnie.
— Przecież on nie chce dzielić ze mną pokoju, więc gdzie ja mam spać? — odgryzł się Nico.
— Będziemy dzielić pokój — poprawił się Dante.
— Ale przed chwilą mówiłeś, że tego nie chcesz — odpowiedział Nico, wciąż nadąsany.
— Zmieniłem zdanie — uciął krótko Dante.
— Nie chcesz mnie tam, po prostu zmuszasz się, żeby mi ulec — wykrzyknął Nico z dąsem.
— Nico, proszę cię — szepnął Dante.
Nico umilkł i do samego przyjazdu do ulubionej kawiarni nie wypuścił telefonu z rąk.
Donovan zamówił swoją zwykłą czarną kawę, Benedetto — mrożone macchiato.
Nico i Dante wzięli latte i po kawałku sernika red velvet.
Zaczęli jeść, gdy Donovan i Benedetto zauważyli grupę dziewcząt, które rzucały wymowne spojrzenia w stronę ich synów. Chłopcy wydawali się zupełnie nieświadomi zainteresowania.
Rodzice uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo, czując lekkie współczucie dla tych dziewczyn.
Nico i Dante byli wyjątkowo przystojni, każdy na swój sposób. Dante odziedziczył surową, męską urodę po ojcu, a Nico miał twarz klasycznego, pięknego łamacza serc. Z taką aparycją nie mogli pozostać niezauważeni. Gdziekolwiek się pojawiali, przyciągali wzrok, choć sami zdawali się tego nie dostrzegać.
— Dziewczyny przy tamtym stoliku wysyłają wam jasne sygnały — szepnął Benedetto, upewniając się, że synowie go słyszą.
— Jesteś za stary na dziewczyny, papo, a tata siedzi obok — Nico rzucił mu karcące spojrzenie.
— Głuptasie! — żachnął się Benedetto i pstryknął go w ucho.
— Papo! — Nico skrzywił się, pocierając zaczerwienione ucho, a Donovan zachichotał. Dante tylko lekko się uśmiechnął.
— One patrzą na was, idioto — Benedetto zgromił Nico wzrokiem.
— Nie mam nastroju, papo. Może Dante będzie zainteresowany — odparł Nico, odkrawając kawałek ciasta, kompletnie ignorując dziewczyny.
Dante milczał, nie chcąc wdawać się w dyskusje z bratem, który najwyraźniej wciąż był obrażony.
Dokończyli podwieczorek w miłej ciszy, mimo że bracia rzadko się do siebie odzywali.
Dziewczyny w końcu zrezygnowały, widząc brak zainteresowania, co bardzo rozbawiło Donovana i Benedetto. Natychmiast przypomniały im się ich własne randki sprzed lat, gdy dziewczyny ciągle próbowały ich podrywać.
Ojcowie znów się uśmiechnęli, gdy Dante, idąc do samochodu, objął Nico ramieniem. Otworzył mu drzwi i poczekał, aż brat wsiądzie, zanim sam zajął miejsce.
Dante wciąż trzymał rękę na ramieniu Nico, gdy wchodzili do budynku z apartamentami — dokładnie tak, jak Donovan zwykł trzymać Benedetto.
— Jest całkiem spory, ale dacie radę go utrzymać. Będę przysyłał ekipę sprzątającą w weekendy, ale na co dzień musicie dbać o porządek sami — instruował ich Benedetto, oprowadzając po wnętrzu.
— Tak, papo — odpowiedzieli chórem, oglądając mieszkanie. Było bardzo przestronne: dwie sypialnie, każda z własną łazienką, dodatkowa toaleta dla gości, kuchnia, jadalnia i salon.
— Ten mniejszy pokój przerobimy na gabinet. Nie trzeba remontu, po prostu wstawimy meble — zawołał Donovan z głębi mieszkania.
Weszli do większej sypialni z ogromnym łóżkiem typu king-size, garderobą i łazienką z wanną.
— Patrz, tu jest wanna, w tamtym pokoju nie było — wykrzyknął radośnie Nico, odzyskując humor.
— Łóżko też jest wielkie, Dante. Będziesz mógł uciec przed Nico na drugą stronę — zażartował Benedetto. Wiedzieli dobrze, jak bardzo Nico lgnie do brata przez sen.
— Wątpię, papo. On mnie znajdzie nawet przez sen — wymamrotał cicho Dante.
Benedetto spojrzał na niego z rozbawieniem. Ci dwaj zawsze mieli się o co spierać, ale i tak kończyli nierozłączni.
Dante odsłonił zasłony i jego oczy rozbłysły, gdy zobaczył balkon.
— Nico, patrz! Mamy balkon! — zawołał uradowany. Brat natychmiast do niego podbiegł i obaj wybiegli na zewnątrz, ciesząc się widokiem jak małe dzieci.
Donovan i Benedetto patrzyli na nich, uśmiechając się pod nosem.
— Kochanie, będą tu sami przez cały czas. Niedługo w pełni zrozumieją — powiedział spokojnie Donovan, obserwując synów siedzących na zewnątrz.
— Nie mam nic przeciwko temu, a ty? — odparł swobodnie Benedetto.
— Wiesz, że ja też nie. Będę wspierał nasze dzieci w czymkolwiek, co da im szczęście. Nawet jeśli oznaczałoby to rzucenie wyzwania całemu światu — odrzekł poważnie Donovan.
— Będę przy tobie. Stawimy czoła światu, jeśli ktokolwiek spróbuje tknąć naszych chłopców — dodał stanowczo Benedetto.
— Razem z całym Sojuszem D’Angelo-Corvelli — uzupełnił Donovan.
















