Więzy krwi: W ciąży z moim mafijnym przyrodnim bratem

Więzy krwi: W ciąży z moim mafijnym przyrodnim bratem

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5 Sławny
Autor: Aeliana Moreau
1 cze 2026
Dante otworzył szeroko oczy, gdy Nico nagle zwalił się na niego całym ciężarem tuż po przebudzeniu. Poranny wzwód Nico wbijał mu się w brzuch. — Nico, złaź ze mnie... — wyjęczał Dante, przygnieciony ciałem brata. — Hmm... — Nico mruknął tylko sennie, nie ruszając się z miejsca. — Nico... jesteś strasznie ciężki — zawołał surowo Dante, próbując wygrzebać się spod brata. — Nie. Co mamy na śniadanie? — zapytał cicho Nico, ignorując prośbę. — Idź pod prysznic, zjemy coś na mieście przed uniwersytetem. To nasz pierwszy dzień, musimy być wcześnie — odparł Dante, poddając się w walce z bezwstydnym bratem. — Hmm... — Nico wtulił się mocniej w szyję Dantego. — Ała! — wrzasnął Dante, gdy Nico ugryzł go w ramię. — Przepraszam, przepraszam — wymamrotał Nico, całując miejsce ugryzienia. — Nico! — krzyknął poirytowany Dante. — Sorki, Dante — Nico skrzywił się i powoli zszedł z brata. Usiadł obok z miną pełną skruchy, podczas gdy Dante masował bolące ramię. — Oszalałeś? Po co to zrobiłeś? — warknął Dante. — Przepraszam, po prostu mnie kusiło — Nico spojrzał na niego z poczuciem winy. — Idź się myć — mruknął Dante, zbywając go i nie patrząc w jego stronę. Chłopak powoli wstał, a Dante tylko pokręcił głową, widząc wyraźny „namiot” w bokserkach brata. Nico wydawał się zupełnie niezrażony swoim porannym stanem i spokojnie poczłapał do łazienki. To był ich pierwszy dzień zajęć. Obaj dostali się na wydział inżynierii, choć na inne kierunki. Nico wybrał budownictwo, a Dante elektrotechnikę. Obaj chcieli pójść w ślady taty, Donovana. Syn ich wujka Pietro wybrał medycynę, tak jak papa Benedetto, i był już na drugim roku. Po śniadaniu dotarli na uniwersytet akurat na czas, by usłyszeć komunikat o orientacji w auli głównej. Szli razem z rękami w kieszeniach, nieświadomi pełnych podziwu spojrzeń innych studentów. Naturalnie przyciągali tłumy. W auli panował gwar. Studenci rozmawiali o wszystkim, a niektóre grupy dyskutowały o synach dawnych legend kampusu. — Mówią, że obaj bracia D’Angelo zapisali się w tym roku. To dzieci dawnego szefa Syndykatu z inżynierii i słynnego kasanowy z medycyny — opowiadała jedna z grup w drodze na orientację. — Co w nich takiego nadzwyczajnego? — Ich ojcowie byli niesamowicie sławni w swoich czasach, nie wspominając o tym, że wyglądali obłędnie. — I byli przerażający. — Donovan D’Angelo był liderem Syndykatu Inżynierii i do dziś ma potężne wpływy. Rozmawiali z ożywieniem, gdy nagle pojawili się dwaj nowi studenci. Wszyscy zamilkli, gapiąc się na nich z podziwem, zwłaszcza dziewczyny. Obaj byli przystojni i roztaczali wokół siebie aurę, która wypełniła całe pomieszczenie. Rozglądali się za wolnymi miejscami, nieświadomi, że wzrok wszystkich jest utkwiony właśnie w nich. — Hej, wy też z inżynierii? — zapytał chłopak siedzący obok. — Tak — odpowiedział ten o bledszej cerze. — Siadajcie z nami, jestem Carlo, a to Tommaso, też jesteśmy z inżynierii — chłopak wskazał dwa wolne miejsca obok siebie. — Cześć Carlo, cześć Tommaso. Jestem Dante, a to mój brat Nico — Dante uśmiechnął się, a Nico skinął głową z uśmiechem. Dante i Nico usiedli obok nowych znajomych, gdy orientacja właśnie się zaczynała. Studenci wciąż ukradkiem spoglądali na grupę, która zdecydowanie wyróżniała się z tłumu. — Jesteście na tym samym roku? Kumplujecie się? — zapytał z ciekawością Tommaso. — Jesteśmy braćmi — odpowiedział dumnie Nico, uśmiechając się do kolegów. Program się rozpoczął. Wszyscy ucichli, skupiając uwagę na scenie, gdzie wyświetlano prezentację o zarządzie uniwersytetu. Następnie głos zabrali przedstawiciele władz uczelni, witając nowych studentów. Program zakończył się tuż przed lunchem. Czwórka chłopaków, którzy zdążyli się już polubić, ruszyła razem do stołówki. Niestety, z powodu przerwy obiadowej, miejsce było zatłoczone, a stoliki zajęte. — Dante, jestem głodny — szepnął Nico do ucha brata, gdy stali w kolejce po jedzenie. Dante pogrzebał w torbie i wyciągnął paczkę krakersów. Otworzył ją i podał Nico, który natychmiast zaczął jeść. Dante zaproponował też przekąskę kolegom, ale odmówili. Carlo i Tommaso z podziwem patrzyli na braci: Dante trzymał paczkę, a Nico po prostu wyjadał z niej ciastka. Byli dla siebie niezwykle oddani. — Jedz ostrożnie, Nico, zachowujesz się jak dziecko — Dante zgromił brata wzrokiem, wycierając mu okruszki z kącika ust. Nico w odpowiedzi żartobliwie ugryzł Dantego w palec, za co zebrał kolejne surowe spojrzenie. — Jesteście ze sobą bardzo blisko — przerwał im Carlo. — Często się kłócimy — odparował swobodnie Dante, zbierając drobinki z brody brata. — Jest strasznie uparty i dlatego dochodzi do spięć — wymamrotał Nico z pełnymi ustami. — Najpierw przełknij, a potem mów. I to ty jesteś uparty, Nico, nie ja — żachnął się Dante, wyciągając butelkę wody z bocznej kieszeni torby brata i podając mu ją. Nico najpierw się napił, a potem posłał Dantemu wyzywające spojrzenie. — Wcale nie jestem uparty... — odgryzł się. Dante tylko pokręcił głową, nie podejmując dyskusji. Po długim oczekiwaniu w końcu kupili jedzenie. Znaleźli wolny stolik w rogu sali. Inni studenci wciąż zerkali w ich stronę, ale chłopcy jedli w spokoju, nie zważając na otoczenie. Po chwili podeszła do nich pracownica stołówki z deserami. — Ktoś za to zapłacił dla waszego stolika — powiedziała, stawiając dwa kawałki ciasta i cztery szejki owocowe. Czwórka chłopaków patrzyła na nią z osłupieniem. — Od kogo to? — zapytał zaskoczony Dante. — Dziewczyna z tamtego rogu wam to przysłała — odpowiedziała kobieta, wskazując stolik, przy którym siedziały cztery ładne dziewczyny. Chłopcy odwrócili się w tamtą stronę, a dziewczyny uśmiechnęły się do nich i pomachały. — Podziękuj im od nas — Nico posłał im promienny uśmiech, chwycił szejka i natychmiast pociągnął spory łyk. — Hmm... pycha — wykrzyknął zadowolony. Dante tylko pokręcił głową nad bezwstydnym zachowaniem brata. Zastanawiali się jeszcze nad niespodziewanym prezentem, gdy inna pracownica przyniosła cztery porcje creme brulee. Ponownie skinęli głowami i uśmiechnęli się do kolejnego stolika. — Zaprzyjaźnienie się z wami to była najlepsza decyzja. Możemy korzystać z waszych „profitów” — zaśmiał się Carlo, sięgając po szejka. — Tak, fajnie jest mieć sławnych kumpli — zgodził się Tommaso. — Co za bzdury. Kto tu jest sławny? — Dante spojrzał na nich podejrzliwie. — Wy dwaj. Jesteście legendami już pierwszego dnia — wykrzyknął z podziwem Carlo. — niby dlaczego? — zapytał Nico, wciąż skupiony na jedzeniu. — Stary, spójrzcie w lustro — dodał krótko Tommaso, patrząc na nich z niedowierzaniem. — Słucham? — Nico gapił się na nich skołowany. — Nie macie w domu luster? — zakpił Carlo. Nico i Dante wymienili spojrzenia. Byli przyzwyczajeni do zainteresowania w liceum, ale nie spodziewali się tego tutaj, pierwszego dnia na uniwersytecie, gdzie było mnóstwo innych przystojnych chłopaków. — Będziecie rywalami dla „książąt kampusu”, którzy też zaczynają w tym roku. Mówią, że to synowie dwóch najsłynniejszych postaci w historii tej uczelni — opowiedział Carlo to, co usłyszał wcześniej. — Tak, słyszeliśmy o tym. Pewnie będą na medycynie albo inżynierii — dodał Tommaso, jedząc ciasto. — Dwóch książąt? Serio? Mamy tu jakąś rodzinę królewską? — zapytał podekscytowany Nico, podczas gdy Dante znów wycierał mu usta z lukru. — Głuptasie, tak ich nazywają, bo ich ojcowie rządzili tym uniwersytetem lata temu — Carlo zgromił Nico za jego naiwność. — Książęta mają się pojawić w tym tygodniu. Są traktowani specjalnie, bo to spadkobiercy właścicieli szkoły — uzupełnił Tommaso. — Może w ogóle nie będą musieli przychodzić na wykłady, pewnie mają prywatne lekcje. W końcu są książętami. Nie spodziewajcie się, że będą tu sterczeć w kolejkach jak my — stwierdził Carlo, zajadając creme brulee. — Mają farta, że są tacy bogaci, mogą wszystko — westchnął z zazdrością Tommaso. Dante i Nico słuchali tych rewelacji w milczeniu. Dante od czasu do czasu wycierał twarz brata, który jadł wyjątkowo niezdarnie. — Na pewno będą zadufani w sobie i otoczeni kordonem ochroniarzy — dodał zgryźliwie Carlo. — Mają prawo tacy być, urodzili się w czepku — skontrował go Tommaso. — No tak. Mam tylko nadzieję, że nie wejdziemy im w drogę, bo na pewno są równie groźni i zimni jak ich starzy — Carlo aż wzdrygnął się na samą myśl. — Też mam taką nadzieję. Nie chciałbym stanąć oko w oko z synami dawnego szefa Syndykatu — przytaknął mu Tommaso. Nico i Dante zamarli z łyżeczkami w powietrzu, wpatrując się w Carla. Ostatnie słowa Tommaso ścięły im krew w żyłach. — Kim byli ich ojcowie? — zapytał nagle Dante. Poczuł narastający niepokój. — Ich ojcowie to legendarny, przerażający szef Syndykatu Inżynierii, Donovan zwany Demonem, i dawny kasanowa z medycyny, Benedetto, pogromca dziewic — wyrecytował pewnie Tommaso. Zamiast spodziewanej reakcji, zapadła grobowa cisza. Koledzy spojrzeli na braci, marszcząc brwi na widok ich skonsternowanych min. — Co z wami? — zapytał Carlo. Nico i Dante milczeli przez dłuższą chwilę. W końcu zaczęli nerwowo rozglądać się po stołówce. — Nasi ojcowie to dawny szef Syndykatu i dawny kasanowa — szepnął Nico. Wyglądał, jakby był w transie, analizując słowa kolegów. Carlo i Tommaso gapili się na niego, a potem przenieśli wzrok na Dantego. Obaj byli kompletnie oszołomieni. — Jesteśmy synami Donovana D’Angelo i Benedetto Corvelliego — powiedział cicho Dante, by nikt inny ich nie usłyszał. Carlo i Tommaso zamarli. Ich twarze nagle pobladły. — Kurwa... — przeklnęli pod nosem, a po plecach przebiegł im dreszcz strachu. ***** 😲😳

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 59

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

59 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 Sławny – Więzy krwi: W ciąży z moim mafijnym przyrodnim bratem | Czytaj powieści online na beletrystyka