Dante otworzył szeroko oczy, gdy Nico nagle zwalił się na niego całym ciężarem tuż po przebudzeniu. Poranny wzwód Nico wbijał mu się w brzuch.
— Nico, złaź ze mnie... — wyjęczał Dante, przygnieciony ciałem brata.
— Hmm... — Nico mruknął tylko sennie, nie ruszając się z miejsca.
— Nico... jesteś strasznie ciężki — zawołał surowo Dante, próbując wygrzebać się spod brata.
— Nie. Co mamy na śniadanie? — zapytał cicho Nico, ignorując prośbę.
— Idź pod prysznic, zjemy coś na mieście przed uniwersytetem. To nasz pierwszy dzień, musimy być wcześnie — odparł Dante, poddając się w walce z bezwstydnym bratem.
— Hmm... — Nico wtulił się mocniej w szyję Dantego.
— Ała! — wrzasnął Dante, gdy Nico ugryzł go w ramię.
— Przepraszam, przepraszam — wymamrotał Nico, całując miejsce ugryzienia.
— Nico! — krzyknął poirytowany Dante.
— Sorki, Dante — Nico skrzywił się i powoli zszedł z brata. Usiadł obok z miną pełną skruchy, podczas gdy Dante masował bolące ramię.
— Oszalałeś? Po co to zrobiłeś? — warknął Dante.
— Przepraszam, po prostu mnie kusiło — Nico spojrzał na niego z poczuciem winy.
— Idź się myć — mruknął Dante, zbywając go i nie patrząc w jego stronę.
Chłopak powoli wstał, a Dante tylko pokręcił głową, widząc wyraźny „namiot” w bokserkach brata. Nico wydawał się zupełnie niezrażony swoim porannym stanem i spokojnie poczłapał do łazienki.
To był ich pierwszy dzień zajęć. Obaj dostali się na wydział inżynierii, choć na inne kierunki. Nico wybrał budownictwo, a Dante elektrotechnikę.
Obaj chcieli pójść w ślady taty, Donovana. Syn ich wujka Pietro wybrał medycynę, tak jak papa Benedetto, i był już na drugim roku.
Po śniadaniu dotarli na uniwersytet akurat na czas, by usłyszeć komunikat o orientacji w auli głównej.
Szli razem z rękami w kieszeniach, nieświadomi pełnych podziwu spojrzeń innych studentów. Naturalnie przyciągali tłumy.
W auli panował gwar. Studenci rozmawiali o wszystkim, a niektóre grupy dyskutowały o synach dawnych legend kampusu.
— Mówią, że obaj bracia D’Angelo zapisali się w tym roku. To dzieci dawnego szefa Syndykatu z inżynierii i słynnego kasanowy z medycyny — opowiadała jedna z grup w drodze na orientację.
— Co w nich takiego nadzwyczajnego?
— Ich ojcowie byli niesamowicie sławni w swoich czasach, nie wspominając o tym, że wyglądali obłędnie.
— I byli przerażający.
— Donovan D’Angelo był liderem Syndykatu Inżynierii i do dziś ma potężne wpływy.
Rozmawiali z ożywieniem, gdy nagle pojawili się dwaj nowi studenci. Wszyscy zamilkli, gapiąc się na nich z podziwem, zwłaszcza dziewczyny.
Obaj byli przystojni i roztaczali wokół siebie aurę, która wypełniła całe pomieszczenie.
Rozglądali się za wolnymi miejscami, nieświadomi, że wzrok wszystkich jest utkwiony właśnie w nich.
— Hej, wy też z inżynierii? — zapytał chłopak siedzący obok.
— Tak — odpowiedział ten o bledszej cerze.
— Siadajcie z nami, jestem Carlo, a to Tommaso, też jesteśmy z inżynierii — chłopak wskazał dwa wolne miejsca obok siebie.
— Cześć Carlo, cześć Tommaso. Jestem Dante, a to mój brat Nico — Dante uśmiechnął się, a Nico skinął głową z uśmiechem.
Dante i Nico usiedli obok nowych znajomych, gdy orientacja właśnie się zaczynała. Studenci wciąż ukradkiem spoglądali na grupę, która zdecydowanie wyróżniała się z tłumu.
— Jesteście na tym samym roku? Kumplujecie się? — zapytał z ciekawością Tommaso.
— Jesteśmy braćmi — odpowiedział dumnie Nico, uśmiechając się do kolegów.
Program się rozpoczął. Wszyscy ucichli, skupiając uwagę na scenie, gdzie wyświetlano prezentację o zarządzie uniwersytetu.
Następnie głos zabrali przedstawiciele władz uczelni, witając nowych studentów.
Program zakończył się tuż przed lunchem. Czwórka chłopaków, którzy zdążyli się już polubić, ruszyła razem do stołówki. Niestety, z powodu przerwy obiadowej, miejsce było zatłoczone, a stoliki zajęte.
— Dante, jestem głodny — szepnął Nico do ucha brata, gdy stali w kolejce po jedzenie.
Dante pogrzebał w torbie i wyciągnął paczkę krakersów. Otworzył ją i podał Nico, który natychmiast zaczął jeść. Dante zaproponował też przekąskę kolegom, ale odmówili.
Carlo i Tommaso z podziwem patrzyli na braci: Dante trzymał paczkę, a Nico po prostu wyjadał z niej ciastka. Byli dla siebie niezwykle oddani.
— Jedz ostrożnie, Nico, zachowujesz się jak dziecko — Dante zgromił brata wzrokiem, wycierając mu okruszki z kącika ust.
Nico w odpowiedzi żartobliwie ugryzł Dantego w palec, za co zebrał kolejne surowe spojrzenie.
— Jesteście ze sobą bardzo blisko — przerwał im Carlo.
— Często się kłócimy — odparował swobodnie Dante, zbierając drobinki z brody brata.
— Jest strasznie uparty i dlatego dochodzi do spięć — wymamrotał Nico z pełnymi ustami.
— Najpierw przełknij, a potem mów. I to ty jesteś uparty, Nico, nie ja — żachnął się Dante, wyciągając butelkę wody z bocznej kieszeni torby brata i podając mu ją.
Nico najpierw się napił, a potem posłał Dantemu wyzywające spojrzenie.
— Wcale nie jestem uparty... — odgryzł się.
Dante tylko pokręcił głową, nie podejmując dyskusji.
Po długim oczekiwaniu w końcu kupili jedzenie. Znaleźli wolny stolik w rogu sali.
Inni studenci wciąż zerkali w ich stronę, ale chłopcy jedli w spokoju, nie zważając na otoczenie.
Po chwili podeszła do nich pracownica stołówki z deserami.
— Ktoś za to zapłacił dla waszego stolika — powiedziała, stawiając dwa kawałki ciasta i cztery szejki owocowe.
Czwórka chłopaków patrzyła na nią z osłupieniem.
— Od kogo to? — zapytał zaskoczony Dante.
— Dziewczyna z tamtego rogu wam to przysłała — odpowiedziała kobieta, wskazując stolik, przy którym siedziały cztery ładne dziewczyny.
Chłopcy odwrócili się w tamtą stronę, a dziewczyny uśmiechnęły się do nich i pomachały.
— Podziękuj im od nas — Nico posłał im promienny uśmiech, chwycił szejka i natychmiast pociągnął spory łyk.
— Hmm... pycha — wykrzyknął zadowolony.
Dante tylko pokręcił głową nad bezwstydnym zachowaniem brata.
Zastanawiali się jeszcze nad niespodziewanym prezentem, gdy inna pracownica przyniosła cztery porcje creme brulee.
Ponownie skinęli głowami i uśmiechnęli się do kolejnego stolika.
— Zaprzyjaźnienie się z wami to była najlepsza decyzja. Możemy korzystać z waszych „profitów” — zaśmiał się Carlo, sięgając po szejka.
— Tak, fajnie jest mieć sławnych kumpli — zgodził się Tommaso.
— Co za bzdury. Kto tu jest sławny? — Dante spojrzał na nich podejrzliwie.
— Wy dwaj. Jesteście legendami już pierwszego dnia — wykrzyknął z podziwem Carlo.
— niby dlaczego? — zapytał Nico, wciąż skupiony na jedzeniu.
— Stary, spójrzcie w lustro — dodał krótko Tommaso, patrząc na nich z niedowierzaniem.
— Słucham? — Nico gapił się na nich skołowany.
— Nie macie w domu luster? — zakpił Carlo.
Nico i Dante wymienili spojrzenia. Byli przyzwyczajeni do zainteresowania w liceum, ale nie spodziewali się tego tutaj, pierwszego dnia na uniwersytecie, gdzie było mnóstwo innych przystojnych chłopaków.
— Będziecie rywalami dla „książąt kampusu”, którzy też zaczynają w tym roku. Mówią, że to synowie dwóch najsłynniejszych postaci w historii tej uczelni — opowiedział Carlo to, co usłyszał wcześniej.
— Tak, słyszeliśmy o tym. Pewnie będą na medycynie albo inżynierii — dodał Tommaso, jedząc ciasto.
— Dwóch książąt? Serio? Mamy tu jakąś rodzinę królewską? — zapytał podekscytowany Nico, podczas gdy Dante znów wycierał mu usta z lukru.
— Głuptasie, tak ich nazywają, bo ich ojcowie rządzili tym uniwersytetem lata temu — Carlo zgromił Nico za jego naiwność.
— Książęta mają się pojawić w tym tygodniu. Są traktowani specjalnie, bo to spadkobiercy właścicieli szkoły — uzupełnił Tommaso.
— Może w ogóle nie będą musieli przychodzić na wykłady, pewnie mają prywatne lekcje. W końcu są książętami. Nie spodziewajcie się, że będą tu sterczeć w kolejkach jak my — stwierdził Carlo, zajadając creme brulee.
— Mają farta, że są tacy bogaci, mogą wszystko — westchnął z zazdrością Tommaso.
Dante i Nico słuchali tych rewelacji w milczeniu. Dante od czasu do czasu wycierał twarz brata, który jadł wyjątkowo niezdarnie.
— Na pewno będą zadufani w sobie i otoczeni kordonem ochroniarzy — dodał zgryźliwie Carlo.
— Mają prawo tacy być, urodzili się w czepku — skontrował go Tommaso.
— No tak. Mam tylko nadzieję, że nie wejdziemy im w drogę, bo na pewno są równie groźni i zimni jak ich starzy — Carlo aż wzdrygnął się na samą myśl.
— Też mam taką nadzieję. Nie chciałbym stanąć oko w oko z synami dawnego szefa Syndykatu — przytaknął mu Tommaso.
Nico i Dante zamarli z łyżeczkami w powietrzu, wpatrując się w Carla. Ostatnie słowa Tommaso ścięły im krew w żyłach.
— Kim byli ich ojcowie? — zapytał nagle Dante. Poczuł narastający niepokój.
— Ich ojcowie to legendarny, przerażający szef Syndykatu Inżynierii, Donovan zwany Demonem, i dawny kasanowa z medycyny, Benedetto, pogromca dziewic — wyrecytował pewnie Tommaso.
Zamiast spodziewanej reakcji, zapadła grobowa cisza. Koledzy spojrzeli na braci, marszcząc brwi na widok ich skonsternowanych min.
— Co z wami? — zapytał Carlo.
Nico i Dante milczeli przez dłuższą chwilę. W końcu zaczęli nerwowo rozglądać się po stołówce.
— Nasi ojcowie to dawny szef Syndykatu i dawny kasanowa — szepnął Nico. Wyglądał, jakby był w transie, analizując słowa kolegów.
Carlo i Tommaso gapili się na niego, a potem przenieśli wzrok na Dantego. Obaj byli kompletnie oszołomieni.
— Jesteśmy synami Donovana D’Angelo i Benedetto Corvelliego — powiedział cicho Dante, by nikt inny ich nie usłyszał.
Carlo i Tommaso zamarli. Ich twarze nagle pobladły.
— Kurwa... — przeklnęli pod nosem, a po plecach przebiegł im dreszcz strachu.
*****
😲😳
















