— Rozwiedźmy się, Vivienne.
Chłodny męski głos dobiegł z tyłu, gdy Vivienne Ashcroft była w trakcie smażenia steków. Po usłyszeniu tych słów zdawała się nie czuć gorącego oleju pryskającego na jej policzki z lekko syczącej patelni.
— Jesteśmy małżeństwem tylko na papierze. Minęły cztery lata, najwyższy czas to zakończyć — powiedział Dominic Blackwood zimnym, zdystansowanym tonem.
Vivienne nerwowo przygryzła wargę.
„Wygląda na to, że ten dzień był nieunikniony...”
Jej rodzina ogłosiła upadłość cztery lata temu. Rodzice, nie mogąc znieść stresu związanego z trudnościami finansowymi, wspólnie odebrali sobie życie, zostawiając młodą Vivienne samą z całym tym chaosem.
W przeszłości dziadek Vivienne walczył ramię w ramię z dziadkiem Dominica na polu bitwy, a nawet raz uratował mu życie. W swoich ostatnich chwilach wyznał staremu druhowi obawy o wnuczkę i powierzył Vivienne jego opiece.
I tak oto, by uspokoić staruszka, zaaranżowano małżeństwo z rozsądku między Dominikiem a Vivienne.
Z biegiem czasu Vivienne zakochała się w człowieku, którego poślubiła. Myślała, że dopóki będzie odgrywać rolę dobrej żony, on pewnego dnia odwzajemni jej uczucia.
Jednak to, co nastąpiło, było całkowitym przeciwieństwem jej nadziei.
— Dam ci 40 milionów dolarów i penthouse w Veridian Heights. Oto papiery rozwodowe. Podpisz je, jeśli nie masz zastrzeżeń.
Dominic pchnął dokument w stronę Vivienne. Jego srogi wyraz twarzy wskazywał, że dla niego to jedynie kolejna transakcja biznesowa.
Vivienne prześlizgnęła wzrokiem po ciągu cyfr.
„40 milionów dolarów za cztery lata, co? Blackwoodowie wciąż są tak bajecznie bogaci jak zawsze” — pomyślała.
— Czy musimy to robić? — Odłożyła dokument i spojrzała na męża.
Mężczyzna, którego kochała od czterech lat, był nieziemsko przystojny, a jednak jego piękna twarz zawsze pozostawała surowa i niedostępna.
— Tak — odparł Dominic bez cienia wahania.
Serce Vivienne zabolało, ale nie należała do osób, które przeciągają sprawy w nieskończoność. Skoro jej obiekcje i tak nie zostałyby wysłuchane, wiedziała, że nadszedł czas, by odejść.
„Nieważne, dostałam 40 milionów za lata spędzone jako jego żona. To więcej niż warte!”
— Dobrze. — Wzięła pióro i zdecydowanym ruchem nakreśliła swój podpis na dokumentach.
Dominic był zaskoczony jej stanowczością. Vivienne, którą znał, była krucha i niezdecydowana; nigdy nie widział jej z tej strony.
Z jakiegoś powodu pozostawiło to w jego ustach gorzki posmak.
— Dam ci znać, gdy formalności zostaną dopełnione. Jeśli to możliwe, chciałbym, żebyś wyprowadziła się do wieczora — powiedział mężczyzna, odsuwając od siebie nieprzyjemne uczucie w piersi, po czym wyszedł.
Było boleśnie oczywiste, że nie zamierzał dalej o tym dyskutować.
Tej samej nocy, tuż po otrzymaniu wieści o rozwodzie, gospodyni natychmiast wyrzuciła rzeczy Vivienne z willi. Już wcześniej nie darzyła jej szacunkiem, ale teraz, gdy oficjalnie się rozstawali, stała się otwarcie wroga.
— Dobrze ci tak, ty pazerna pijawko! Najwyższy czas, żeby postanowili cię wyrzucić!
Vivienne nie miała innego wyjścia, jak tylko kucnąć i zbierać rozrzucone ubrania. Chłodna nocna bryza tylko pogłębiała jej poczucie krzywdy.
W tej samej chwili usłyszała dźwięk zatrzymującego się za nią samochodu. Z pojazdu wysiadła wysoka, smukła kobieta.
— Pani Beaumont, już pani jest! Zapraszamy, zapraszamy! — Gospodyni, która jeszcze przed chwilą wykrzykiwała wyzwiska pod adresem Vivienne, natychmiast rzuciła się z pomocą gościowi.
Jednak Isolde Beaumont nawet nie zaszczyciła gospodyni spojrzeniem. — Ostrożnie z moimi rzeczami. Jeśli zbijesz choć jedną rzecz, nie wypłacisz się do końca życia.
Całe ciało Vivienne zesztywniało. W ciągu zaledwie kilku sekund wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce w jej umyśle.