Elias tonie. Przygnieciony długami u lichwiarzy, rozpadającym się małżeństwem i nieustanną presją związaną z wychowaniem pięcioletniego syna, jest człowiekiem doprowadzonym do ostateczności. Potrzebuje koła ratunkowego. Zamiast tego wpada na Juliana Sterlinga. Julian jest dziedzicem miliardowej fortuny, bezkompromisowym gejem i mężczyzną o niebezpiecznym uroku. Gdy staje się świadkiem zabójczych umiejętności walki Eliasa w ciemnej uliczce, nie oferuje mu po prostu pracy – on kupuje jego życie. Julian spłaca niemożliwy do uregulowania dług Eliasa pod jednym, bezwzględnym warunkiem: Elias musi zostać jego wyłącznym ochroniarzem, podążającym za nim niczym cień. Elias wierzy, że zdoła zachować profesjonalizm. Jest żonatym mężczyzną, związanym poczuciem obowiązku, dyscypliną i żelaznymi zasadami. Jednak Julian nie jest jedynie rozpieszczonym, aroganckim bogaczem. Pod markowymi garniturami, odurzającym zapachem perfum i nieustannym flirtem kryje się głęboko poturbowany człowiek, desperacko pragnący autentycznego ciepła. Wrzucony w elitarny świat podziemnych klubów dla VIP-ów, neonowych nocy i zabójczych rodzinnych tajemnic, Elias czuje, jak jego niewzruszona obrona obraca się w niwecz. Każde przeciągłe spojrzenie, każde przypadkowe muśnięcie skóry i każde wyznanie szeptane za zamkniętymi drzwiami wciąga go głębiej w otchłań zakazanego przyciągania. Elias nigdy wcześniej nie pożądał mężczyzny, ale bolesna wrażliwość Juliana roznieca ogień, który grozi im obu. Gdy niewidzialni wrogowie biorą na cel imperium Sterlingów, a jego toksyczne małżeństwo osiąga punkt krytyczny, Elias musi stanąć przed ostatecznym wyborem. Czy osłoni serce swoimi złamanymi przysięgami, czy zaryzykuje wszystko, by zdobyć miliardera, który już dawno zawładnął jego duszą?

Pierwszy Rozdział

Elias rzucił plecak na ziemię i skręcił w prawo w inną ulicę. Biegł, rzucając przekleństwo pod nosem; nienawidził skórzanych butów, które założył rano na uniwersytet. Były niewygodne, uciskały mu stopy i utrudniały szybszy bieg. — Jest tam! — usłyszał okrzyk mężczyzn i szybko odwrócił głowę, widząc, że go gonią. — Cholera! — krzyknął i pobiegł tak szybko, jak tylko mógł. Skręcił w kolejną ulicę i rozszerzył oczy ze zdziwienia, gdy dostrzegł dwóch mężczyzn nadchodzących z drugiej strony. — Panie, miej litość — wymamrotał i zwolnił, rozglądając się dookoła. Tym razem nie było wyjścia. Mężczyźni ubrani na czarno zapędzili go w kozi róg, a każdy z nich trzymał w ręku drewnianą pałkę. Podchodzili do niego powoli, uśmiechając się szyderczo jak psychopaci. Elias wywrócił oczami i westchnął głęboko, mrucząc: — Przez was spóźnię się na ostatni pociąg. — Zawsze możemy cię podwieźć do domu — zakpił jeden z mężczyzn. — Oczywiście po tym, jak rozbijemy ci tę twoją głowę. Elias oparł głowę o ścianę i mocno zamknął oczy, biorąc głęboki oddech. Biegł od około pół godziny i nie miał okazji złapać tchu. — Czy to wam się nigdy nie nudzi? — zapytał ich zmęczonym głosem. — Widuję was częściej niż własnych rodziców. — Jeśli w ogóle można ich tak nazwać — zakpił Jaxson. — Pozwalają ci tonąć w długach, zamiast ci pomóc. Elias przełknął ślinę i odwrócił wzrok. Jaxson miał rację. Gdyby jego tak zwani rodzice zgodzili się pomóc mu choć raz, nie miałby na karku lichwiarzy każdego dnia. — Dobra, kończmy z tym — Jaxson skinął na swoich ludzi, którzy wyciągnęli pałki, gotowi do uderzenia w cel. Mimo że Elias był wyczerpany, wciąż nie był łatwym przeciwnikiem. Gdy tylko mężczyźni podeszli bliżej, wyciągnął ramiona i zręcznie uniknął ciosów. Przyciągnął jedną z pałek do siebie, a mężczyzna, który ją trzymał, skończył z guzem na głowie. Następnie Elias uniósł nogę i powalił dwóch mężczyzn na ziemię, po czym szybko złapał rękę kolejnego, niemal ją wykręcając. — Naprawdę musimy to robić? — wywrócił oczami i westchnął. — Nie lubię sprawiać wam bólu. Zawsze kończycie z siniakami i guzami. — Ale z ciebie arogancki sukinsyn, co? — Jaxson szarpnął Eliasa za marynarkę uniwersyteckiego mundurka i zacisnął zęby. — Masz szczęście, że nasz szef nie pozwala nam używać noży, bo inaczej obciąłbym ci ten twój plugawy język. — Taa, jasne. Jasne — Elias odwrócił wzrok i dostrzegł czarny samochód zaparkowany na końcu ulicy. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, dlaczego ci ludzie mu nie pomagają. Był pewien, że ktoś jest w środku. Ludzie są w dzisiejszych czasach takimi tchórzami. Podczas gdy był zajęty patrzeniem w bok, mężczyźni skinęli do siebie głowami i byli gotowi do ataku, gdy on nagle złapał jednego za kołnierz, uderzył go w twarz, a drugiego kopnął w brzuch. — To, że na was nie patrzę, nie oznacza, że nie potrafię was powstrzymać — Elias uśmiechnął się krzywo i wykończył ostatniego mężczyznę prostym ciosem w nos, sprawiając, że ten stracił przytomność. — Cała przyjemność po mojej stronie... znowu — mrugnął do Jaxsona. — Jestem głodny, więc muszę lecieć. Ciao! — machnął ręką i odbiegł. — Łapać tego gnoja! — wrzasnął Jaxson do mężczyzn, którzy ledwo mogli się ruszyć. — Wy bezużyteczni smarkacze! Wstawać! Elias roześmiał się, gdy odwrócił się i zobaczył biegnących za nim mężczyzn. Byli wolni, a niektórzy utykali. Jeden z nich wciąż leżał na ziemi. Zgodnie z przewidywaniami, ostatni pociąg odjechał ze stacji, więc nie miał innego wyjścia, jak tylko iść do domu pieszo. Jak co noc upewnił się, że nikt go nie śledzi aż do samej ulicy. Był wdzięczny, że klucze miał w kieszeni, bo reszta jego rzeczy została w plecaku, który rzucił gdzieś w centrum miasta. Otworzył drzwi, zdjął buty i wziął głęboki oddech, gdy poczuł znajomy zapach domu i usłyszał muzykę z kreskówek grającą w tle. Elias oparł się plecami o ścianę i westchnął. Isadora wyszła z kuchni i zmarszczyła brwi. — Znowu cię śledzili? — zapytała. Elias mruknął coś potakująco, zdjął marynarkę i powiesił ją na wieszaku. — Kiedy to się wreszcie skończy? — szepnęła-krzyknęła Isadora. — Mam już tego dość! — A co ze mną? — Elias uniósł brew. — Rano uniwersytet, potem praca na trzy etaty. Jestem wykończony. Isadora wciągnęła gwałtownie powietrze i odwróciła wzrok. — To musi się skończyć, Elias. Nie wiem, weź więcej nadgodzin czy cokolwiek — skrzyżowała ramiona. — Nie mogę nawet wyjść z przyjaciółkami, za każdym razem muszę ich okłamywać, że muszę zajmować się Milo. Nie mają pojęcia, że nie stać mnie nawet na kawę. Elias westchnął i przeczesał palcami swoje ciemne włosy. — Wiem, Isadora. Nasza sytuacja nie jest najlepsza, ale wytrzymaj ze mną. Jeszcze kilka lat i będzie po wszystkim. Isadora prychnęła i spojrzała na niego z niedowierzaniem. — Jeszcze kilka lat, mówi. Równie dobrze mogę zaczekać, aż posiwieję. Elias tym razem ją zignorował i poszedł do salonu, gdzie zastał Milo siedzącego na kanapie i oglądającego bajki. — Czy to nie mój najsłodszy maluszek? — wskoczył na kanapę, rozśmieszając chłopca. — Papa! Elias uśmiechnął się i oparł głowę na małych udach Milo. — Dobrze się bawiłeś w szkole? — zapytał. — Tak, papa — Milo delikatnie gładził go po włosach, nie odrywając wzroku od ekranu telewizora. Elias mruknął z zadowoleniem. — Bawiłeś się z kolegami? Milo skinął głową. — Graliśmy w nogę — powiedział swoim cichym głosikiem. — Strzelałem gole jak Messi! Elias patrzył, jak oczy chłopca błyszczą z ekscytacji, i zaśmiał się. — Naprawdę?! — zawołał. — Czyżbyśmy mieli tu przyszłego najwspanialszego piłkarza? — Tak! Isadora prychnęła. — Czy uważasz, że to czas na śmiechy? Elias zmarszczył brwi, wstał z kanapy i poszedł za nią do kuchni. — Poważnie, co z tobą nie tak?! — zapytał. — Milo nie ma z tym nic wspólnego, jasne? Nie mów tak przy nim. — Właśnie o to chodzi — powiedziała Isadora. — On ma z tym wszystko wspólnego. Elias spojrzał na nią z niedowierzaniem. — Znowu zaczynamy? — zapytał i wyjrzał za siebie, by upewnić się, że Milo jest pochłonięty oglądaniem ulubionych bajek. — Milo to dziecko. Jeśli musisz się na kimś wyżywać, wyżywaj się na nas, okej? — zapytał, wskazując na nich oboje. — To my to zrobiliśmy. Tamtej nocy zdecydowaliśmy się nie używać prezerwatywy. Isadora przełknęła ślinę i spuściła wzrok, mocno zaciskając usta, by powstrzymać łzy. — Jacy my byliśmy głupi! — zapłakała. Elias westchnął i przyciągnął ją do swojej piersi, po czym zaczął gładzić ją po plecach. — To rzeczywiście była błędna decyzja, ale mamy małego Milo, czyż nie? Nie mów mi, że to nie najlepsza rzecz, jaka nas spotkała. Isadora oparła podbródek na ramieniu Eliasa i spojrzała na Milo siedzącego w swoim ulubionym kącie na kanapie. Chichotał cicho, oglądając bajki, a jego oczy rozszerzały się i rozjaśniały. Isadora pociągnęła nosem i skinęła głową. — Masz rację — szepnęła, na co Elias uśmiechnął się i delikatnie pocałował ją w skroń. — No, a teraz ugotujmy kolację i połóżmy się spać, dobrze? — Dobrze. Następnego ranka Elias miał zajęcia dopiero na dziesiątą, więc to on był odpowiedzialny za odwiezienie Milo do szkoły przed udaniem się na uniwersytet. Isadora zaczynała o ósmej. — Do widzenia, mały książę — Elias pocałował Milo w policzek i patrzył, jak chłopiec kłania się nauczycielce, zanim pobiegł do kolegów. Uśmiechnął się, czując wdzięczność, że ma go w swoim życiu. Bez względu na trudności, jakich doświadczali wraz z Isadorą, pojawienie się Milo było powodem, dla którego trzymali się razem. Od nieprzespanych nocy po bieganie do szpitala — przetrwali wszystko przez te lata. Czas jednak leciał i teraz niemowlę było uroczym pięcioletnim chłopcem. Elias pobiegł na autobus, który podwiózł go pod uniwersytet. Napisał wiadomość do Isadory, że podrzucił ich dziecko do szkoły i że ona powinna go odebrać, jeśli wcześniej skończy zajęcia. Gdy autobus się zatrzymał, Elias wysiadł i skierował się w stronę kampusu Wharton Institute. Zanim jednak wszedł po schodach, ktoś go zawołał. Nie padło imię, ale wiedział, że to do niego, bo był tam jedyną osobą. Elias odwrócił się i zobaczył samochód — ten sam czarny samochód co wczoraj. Zmarszczył brwi i czekał, aż szyba całkowicie się opuści. Pojawił się w niej mężczyzna o jasnych, siwych włosach, ubrany w trzyczęściowy garnitur, który musiał kosztować pięć razy tyle, co jego dług. — Witaj, młody człowieku — głęboki głos mężczyzny sprawił, że Eliasa przeszedł dreszcz. Miał na sobie szary, trzyczęściowy garnitur, który prawdopodobnie kosztował więcej niż cała marna egzystencja Eliasa. Zegarek na jego nadgarstku pochodził od słynnej, luksusowej marki. Ten człowiek pachniał pieniędzmi od stóp do głów. — Czy ja pana znam, proszę pana? — Nie sądzę — odparł mężczyzna. — Chyba że pochodzisz z rodów przywódczych. Elias zmarszczył brwi, nie mając pojęcia, o czym on mówi. — Widziałem cię wczoraj, jak walczyłeś z tymi ludźmi — Elias skinął głową, bo już o tym wiedział. — To był niezły pokaz — powiedział mężczyzna. — Imponujące. — Dziękuję, proszę pana — odrzekł Elias, wciąż niepewny, o co mu chodzi. — Ale jak pan mnie tu znalazł? — Wczoraj rozpoznałem twój mundurek — odpowiedział mężczyzna. — Mój syn też tutaj studiuje. Elias mruknął pod nosem: — I co w związku z tym? — Potrzebuję kogoś z twoimi umiejętnościami — oznajmił mężczyzna. — Zawsze dbam o to, by pozyskiwać najlepszych ludzi zarówno do mojej firmy, jak i do mojej rodziny. Jesteś studentem, więc musisz być mniej więcej w wieku mojego syna — urwał, przyglądając się Eliasowi. — Jego ochroniarze nigdy nie wytrzymują u jego boku nawet tygodnia — dodał. — Potrzebuje kogoś, kto ukróci te jego dziecinne gierki. — I uważa pan, że ja bym podołał? — Elias uniósł brew, kpiąc w duchu. Jakby nie wystarczyło mu zajmowanie się jednym dzieckiem. — Wierzę, że tak — odparł mężczyzna. Elias westchnął i spojrzał na zegarek. Jego zajęcia miały zacząć się za mniej niż dziesięć minut i musiał się spieszyć. — Uh, proszę pana, pana oferta jest uprzejma, ale muszę odmówić, ponieważ nie sądzę, bym nadawał się do tego rodzaju pracy. Mężczyzna, jakby przewidział taką odpowiedź, skinął na jednego ze swoich ludzi. Ten podał mu czarne pudełko, które mężczyzna otworzył. Elias rozszerzył oczy na widok ilości banknotów w środku. — Domyślam się, że ci ludzie z wczoraj to lichwiarze — powiedział mężczyzna. — Zatem pięć tysięcy miesięcznie. Czy to wystarczy na pokrycie twojego długu? Elias przełknął ślinę i zaśmiał się, nie mogąc uwierzyć w kwotę, o której on wspomniał. Pomyślał o tym, jak wyglądałoby jego życie po spłaceniu długu. W końcu mógłby rzucić nocne zmiany i wracać wcześniej, by się uczyć i bawić z Milo. Mógłby też chodzić na randki z Isadorą i przywrócić stare, dobre czasy. Elias odchrząknął i spojrzał na mężczyznę z uśmiechem. — To więcej niż wystarczająco, proszę pana. Mężczyzna skinął głową z dumą. — Dobrze. Poślę jednego z moich ludzi, by odebrał cię po zajęciach. Podwiezie cię do rezydencji i tam będziesz mógł poznać mojego syna.

Odkryj więcej niesamowitych treści