ROZDZIAŁ PIERWSZY.
OBOLAŁA, ZDRADZONA I ODRZUCONA.
Cofnęłam się gwałtownie. Ból uderzył we mnie niczym grom z jasnego nieba, druzgocząc moje zmysły niczym rozbity wazon.
Drżałam, pochłonięta przez otchłań rozpaczy – taką, która mogła skazać mnie na wieczne katusze.
Łzy spływały po mojej rozpalonej twarzy, gdy patrzyłam, jak wszyscy się śmieją i szydzą ze mnie z pogardą.
„Ja, Killian Vance, przyszły alfa watahy Crescent Peak, odrzucam cię, bezużyteczna omego, jako moją mate”.
Jego słowa ugodziły mnie niczym zbłąkana kula; walczyłam, by nie stracić równowagi.
Ramiona mi opadły, przytłoczone ciężarem żalu i wstydem z powodu bycia nazywaną DUFF (głupią, brzydką, ulaną przyjaciółką).
Otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, ale siły mnie opuściły. Płakałam niekontrolowanie, patrząc na tych, których nazywałam „przyjaciółmi”, a którzy teraz drwili ze mnie w twarz.
„Nie płacz, Elaro, jesteś silniejsza”, wymruczałam do siebie, próbując podnieść się z podłogi.
„Tak mi przykro, kochanie, że musiałaś się dowiedzieć w ten sposób”, zachichotała Sloane, a jej oczy płonęły nienawiścią. Wszystko wydawało się nierealne. Jeszcze kilka godzin temu plotkowałyśmy i śmiałyśmy się z tego, jak cudowny będzie bal maturalny. Co więcej, to Sloane podarowała mi sukienkę, którą miałam na sobie. Powiedziała, że chce, bym wyglądała dobrze, aby Killian nie mógł oprzeć się mojemu urokowi.
Oplotła ramionami Killiana, który pocałował ją czule w usta, tuż przed moimi oczami.
Ukłucie bólu wewnątrz mnie przybrało na sile. Pociągnęłam nosem, oszołomiona – to wszystko działo się pod moim nosem, a ja nie miałam o niczym pojęcia.
„Myślałam, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami”, wykrztusiłam drżącym głosem.
„Naprawdę? Dlaczego dziewczyna z klasą, taka jak ja, miałaby chcieć zadawać się z takim brzydkim buldogiem jak ty? Twoje wyczucie stylu jest tragiczne, wyglądasz na wiecznie zmęczoną! Brzydzisz mnie, do jasnej cholery! Jesteś dobra tylko z matematyki i do biegania na posyłki – to jedyny powód, dla którego tak długo z tobą wytrzymałam”, wypaliła niemal natychmiast.
W tym momencie uczniowie zaczęli wiwatować i rzucać we mnie pustymi puszkami po sodzie i piwie. Niektórzy przyglądali się z rozbawieniem, inni wyciągnęli telefony i zaczęli robić zdjęcia mojej hańby. Wiedziała, co będzie dalej. Przez co najmniej dwa tygodnie będę na profilach społecznościowych każdego z nich. Nie żeby mnie to obchodziło – przyzwyczajałam się – ale wiedziałam, że mogą stać się jeszcze bardziej agresywni i dotkliwie mnie zranić.
Zaczęłam przepychać się do wyjścia, podczas gdy ludzie mnie popychali. Sloane – ten diabeł, który dał mi tę sukienkę – zerwała ją ze mnie. Szlochałam, moje oczy były tak spuchnięte, że ledwo widziałam na drodze. Zostałam w samych szortach i staniku. Jak bardzo mógł się jeszcze pogorszyć ten dzień? Płacząc, pędziłam ku wyjściu. Czułam na sobie wzrok innych i słyszałam śmiechy, ale to nie miało znaczenia. Musiałam po prostu uciec z tego piekła.
Nagle na coś wpadłam... to znaczy, na kogoś! Dźwięk tłuczonego szkła przykuł moją uwagę i zmusił mnie do spojrzenia w górę. Stał tam, gapiąc się na mnie ze wściekłością, jakbym dopuściła się zbrodni nie do wybaczenia.
Otarłam łzy, które zasłaniały mi widok. Gdy zdałam sobie sprawę, na kogo wpadłam, przełknęłam ślinę, wiedząc, że wpakowałam się w niezłe bagno.
Instytut Aethelgard, moja szkoła, należy do słynnego potentata biznesowego, Vaughna Sterlinga.
Jest on znany również jako burmistrz miasta i premier kraju. Zaledwie kilka tygodni temu szkoła zatrzęsła się w posadach, gdy dołączyli do niej jego synowie.
Trzy gorące, seksowne, super fajne, bezwzględne i urocze demony. Dziewczyny śliniły się na ich widok i łasiły u ich stóp, podczas gdy chłopaki chcieli za wszelką cenę wkupić się w ich łaski.
Zadrżałam, gdy mój wzrok padł na trzymany przez niego kieliszek, który właśnie roztrzaskał się w drobny mak. Spojrzałam ponownie na ich anielskie twarze, które zdążyły już pociemnieć z gniewu. Cofnęłam się o krok, zdając sobie sprawę z konsekwencji tego, co zrobiłam.
„Przepraszam”, wybełkotałam, niezdolna do składnego mówienia, wycofując się coraz dalej w stronę wyjścia.
Nagle zapadła całkowita cisza, niemal grobowa; wszyscy byli zdumieni, że trojaczki puścili mnie tak łatwo.
★ ★ ★
„Dziękuję”, powiedziałam do taksówkarza, który wysadził mnie przed domem.
Moje przemoczone ubranie zdążyło już wyschnąć, a włosy lepiły się do skóry głowy, wyglądając na brudne i rozczochrane, ale nie dbałam o to.
Po prostu weszłam do domu, starając się zachować resztki godności. Moja wilczyca skomlała z bólu; cierpiała tak samo jak ja. Nigdy nie spodziewałyśmy się, że ludzie nam najbliżsi potraktują nas w ten sposób – a raczej, że staną się przyczyną naszego upadku.
Przypomniałam sobie, jak po dołączeniu do szkoły wyśmiewano mój wygląd, nękano mnie z powodu chorej, słabej mamy. Nie miałam przyjaciół, którzy by za mną stanęli. Czułam się bezwartościowa i łaknęłam choćby odrobiny troski. Więc gdy Killian przyszedł i zaproponował mi przyjaźń, natychmiast się zgodziłam. Był kapitanem popularnego klubu koszykarskiego, a ja tak bardzo potrzebowałam ciepła, którego nigdy wcześniej nie zaznałam.
Przedstawił mnie Sloane i Genevieve, z którymi szybko się polubiłam. Załatwiałam dla nich mnóstwo spraw, odrabiałam ich prace domowe, a czasem brałam na siebie winę za ich wybryki... Zawsze robiłam to, czego chcieli, bo nie chciałam, żeby się na mnie pogniewali i odeszli.
„Jaka byłam głupia”, pomyślałam. Znaki były widoczne, ale wolałam być idiotką i je ignorować. Te kpiące spojrzenia, które czasem posyłali sobie za moimi plecami, potajemne spotkania Killiana i Sloane, ich wspólne śmiechy, uwodzicielskie uśmiechy i mrugnięcia.
Zakryłam usta dłonią, by stłumić szloch, opierając się o drzwi pokoju i powoli zsuwając się na podłogę. Wszystko było jasne, a oni nawet nie próbowali się specjalnie ukrywać, bo wiedzieli, że jestem naiwna.
Przypomniałam sobie czas, gdy ja, Killian i Sloane poszliśmy do centrum handlowego. Killian i Sloane wyszli razem niedługo później, tłumacząc się wspólnymi planami. Innym razem mieliśmy iść razem do kina, tym razem z Genevieve. Killian i Sloane wystawili mnie, a Genevieve zbiegiem okoliczności też musiała nagle wyjść, bo dostała wiadomość od mamy.
„O nie”, pomyślałam z niedowierzaniem, trzęsąc się i dostając czkawki od nadmiaru łez.
„Gdzie popełniłam błąd?”. Dzisiaj był bal, miałam być oczywiście osobą towarzyszącą Killiana. Sloane pożyczyła mi jedną ze swoich starych sukienek, bo nie miałam pieniędzy na nową po opłaceniu rachunków za szpital mamy.
Miałam późną zmianę i kiedy wróciłam do domu, Sloane i Genevieve już wyszły, więc ubrałam się sama i poszłam na imprezę. Gdy tylko tam dotarłam, zaczęłam szukać przyjaciół i chłopaka, aż nagle poczułam najpiękniejszy zapach na świecie. Pragnęłam go, a Koda, moja wilczyca, zaczęła szaleć w mojej głowie.
„MATE!”, warknęła, a ja sapnęłam z szoku, zapominając o szukaniu znajomych. Zaczęłam podążać za zapachem, aż doprowadził mnie do Killiana, mojego chłopaka. Byłam oszołomiona i jednocześnie szczęśliwa.
Myślę, że on też to poczuł, bo jego oczy rozszerzyły się z szoku, by po chwili wypełnić się absolutnym obrzydzeniem, wściekłością i nienawiścią. Cofnęłam się, widząc te emocje. Zamrugałam, mając nadzieję, że to halucynacje z nadmiaru emocji, ale kiedy otworzyłam oczy, on wciąż patrzył na mnie tak samo.
„To niemożliwe!”, warknął tak głośno, że przyciągnął uwagę wszystkich.
„Nie ma mowy, do jasnej cholery, bym kiedykolwiek zaakceptował Elarę, taką nieatrakcyjną dziewczynę jak ty, jako moją mate!”, wrzasnął na mnie wściekle. Zatoczyłam się z przeszywającego bólu, czując, jak moje serce pęka na pół.
Głośna muzyka nagle ucichła, a wszyscy wstrzymali oddech, przyglądając się rozgrywającemu się dramatowi. Stałam się centrum uwagi.