Człowiek wybrany przez Alfę

Człowiek wybrany przez Alfę

Autor: Aeliana

Rozdział 7
Autor: Aeliana
21 sty 2026
Rozdział 7 *„Nikt nie jest wolny, nawet ptaki są przykute do nieba”. Bob Dylan* Kiedy w końcu dotarłam do domu po szkole, moje ciało wciąż było posiniaczone po szkoleniu wojowników. Gdy weszłam, w domu panowała cisza, ale nie było to niczym niezwykłym. Mój tata i Sebastian najpewniej zajmowali się jakimiś sprawami watahy, a Grace lubiła spędzać popołudnia, pomagając w stadnym żłobku. Mi to odpowiadało – łóżko mnie wzywało. Desperacko potrzebowałam popołudniowej drzemki po wycisku, jaki dostałam tego ranka. — Clark? Chwilę przed tym, jak miałam wejść na schody, głos zatrzymał mnie w miejscu. Odwróciłam się i zobaczyłam Sebastiana stojącego w salonie; wyglądał na jeszcze poważniejszego niż zwykle. Byłam zaskoczona, widząc go tutaj. Przez rok, odkąd skończył liceum, Sebastian spędzał w domu coraz mniej czasu. Tata szykował go do przejęcia pozycji Alfy, a to oznaczało trzymanie Sebastiana przyklejonego do swojego boku. — Tak, co tam? — Możemy pogadać? — zapytał, marszcząc brwi. W miarę dorastania wydawało się, że twarz Sebastiana na stałe zastygła w tym samym poważnym, zatroskanym wyrazie. Nie jestem pewna, czy brało się to z odpowiedzialności bycia następnym Alfą, czy po prostu bycia pierworodnym synem w rodzinie wilkołaków. — Jasne. Zeskoczyłam z ostatniego stopnia i poszłam za nim do salonu. — Tata jest w domu, czy to tylko my? — Nie, tylko my. Usiadł na ulubionym rozkładanym fotelu taty, a ja klapnęłam na kanapę. — O czym chciałeś rozmawiać? Sebastian westchnął i zobaczyłam, jak wskazuje na otwartą kopertę leżącą na stoliku kawowym. UNIWERSYTET VIRGINII – widniało na przodzie. *O nie.* Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy, i ponownie spojrzałam na grobową minę Sebastiana. Nie musiałam czytać całego pisma, żeby wiedzieć, że to list odmowny. Wyraźnie prosiłam, by wszelkie przyjęcia i odrzucenia wysyłano na mój adres e-mail właśnie po to, by uniknąć tego scenariusza, ale widać nie każda uczelnia zwracała na to uwagę. — Chcesz mi wyjaśnić, co to jest? — Głos Sebastiana był spokojny i opanowany, ale widziałam, że nie jest zadowolony. Najwyraźniej przeczytał list i wiedział, że aplikowałam na studia w całym kraju – że próbowałam wyjechać. — Cóż, uh — podrapałam się po karku. — To list z odmową z potencjalnej uczelni. Składałam podania, wiesz. To już prawie ten czas. — Myślałem, że idziesz na Uniwersytet Waszyngtoński, że będziesz po prostu dojeżdżać z domu — powiedział Sebastian, krzyżując ramiona. Trudno było wyjaśnić, że okłamałam tatę. Nasz ojciec dał dość jasno do zrozumienia, że chce, abym trzymała się blisko, i gdybym powiedziała mu, że składam papiery na uczelnie w całym kraju, wybiłby mi to z głowy. Wymyśliłam więc małe, niewinne kłamstwo – powiedziałam mu, że aplikuję tylko na lokalne uczelnie, które pozwolą mi mieszkać w domu, takie jak Uniwersytet Waszyngtoński. *Uczciwie rzecz biorąc, dostałam formularz zgłoszeniowy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, po prostu go nie wypełniłam.* — Cóż, poszerzyłam poszukiwania, wiesz — powiedziałam. — Mieszkałam w Waszyngtonie całe życie, Sebastian. Chcę po prostu zwiedzać, może spędzić trochę czasu w miejscu, które jest nieco bardziej słoneczne. — Chcesz opuścić watahę. — To nie tak, że zniknęłabym na zawsze — powiedziałam mu. — Pójście na studia w innym stanie nie oznacza, że nigdy nie wrócę do domu, do watahy. Wciąż są święta i okazjonalne weekendy. Sebastian miał te same przeszywające, niebieskie oczy co mój tata i Lily – ten rodzaj oczu, który sprawiał, że czułeś, jakby patrzył prosto przez ciebie, gdy nawiązywał kontakt wzrokowy. I znając Sebastiana, z pewnością przejrzał moje wymówki na wylot. — Daj spokój, Clark — westchnął, opierając się wygodnie w fotelu. — Oboje wiemy, że nie chodzi o zwiedzanie czy trochę słońca. Chcesz uciec od watahy, od swojej rodziny. W jego tonie było mnóstwo żalu i ukłucie winy przeszyło mnie na wskroś. Brzmiało to tak okropnie, gdy Sebastian powiedział to na głos. Nie chciałam wyjść na niewdzięczną za to, co dał mi tata czy wataha. W głębi duszy wiedziałam, że moje życie tutaj było o wiele lepsze, niż kiedykolwiek byłoby z matką. Życie z moją mamą to były tanie pokoje hotelowe, fast foody i podrzucanie do „ciotek” i „wujków” jak cukierki. Mogłam czuć się jak wyrzutek, ale życie z tatą zawsze było stabilne. Miałam dwójkę trzeźwych dorosłych, którzy mnie kochali, domowy posiłek na stole każdego wieczoru i żadnych obcych mężczyzn kręcących się w pobliżu. Właściwie powinnam to przeformułować – nie brakowało obcych mężczyzn przychodzących rozmawiać z tatą o sprawach watahy, ale żaden z nich nigdy nie patrzył na mnie lubieżnie tak, jak starzy chłopacy mojej mamy. *Widzisz? Spójrz, jakie masz tu wspaniałe życie. Naprawdę zamierzasz to zostawić?* Przełknęłam poczucie winy. *Trzymaj się swego, Clark. Masz osiemnaście lat, powinnaś mieć prawo odkrywać i doświadczać świata. Większość ludzi w twoim wieku nie jest przykuta do watahy wilkołaków*. — Seb, wiesz, że cię kocham — powiedziałam. — Ciebie, rodzinę, nawet watahę. Zależy mi na wszystkich, ale to musiało kiedyś nastąpić. Nie jestem taka jak wy. Kiedy skończę szkołę, nie będzie tu dla mnie miejsca. — Co masz na myśli, mówiąc „nie taka jak my”? — Sebastian zmrużył oczy. Jego twarz była pozbawiona wyrazu i w duchu przeklęłam brata. W takich chwilach żałowałam, że nie jest łatwiejszy do rozszyfrowania, ale nauczył się ukrywać emocje przed naszym ojcem. Nie był taki jak ja – ja miałam każdą emocję wypisaną na dłoni. A dokładniej, na twarzy. — Wiesz — powiedziałam. — Nie jestem wilkołakiem, Seb. Wiem, że wciąż jestem częścią watahy i zawsze nią będę, ale nie ma tu dla mnie prawdziwego miejsca. Nie zostanę Alfą jak ty i nie będę miała partnera jak Lily. Prędzej czy później muszę opuścić gniazdo. Jego wyraz twarzy pozostawał beznamiętny przez kolejną chwilę, a potem zobaczyłam, jak wzdycha i przeczesuje ręką włosy. — Boże, nienawidzę tego, jak bardzo brzmię teraz jak tata — powiedział. — Cała ta rozmowa... Nie próbuję być twoim rodzicem, Clark, przysięgam. Poczułam ukłucie współczucia i przysunęłam się bliżej, by położyć dłoń na ramieniu Sebastiana. Jakkolwiek czułam się jak piąte koło u wozu, wiedziałam, że sytuacja Sebastiana też nie była łatwa. Był złotym chłopcem, pierworodnym synem, który musiał sprostać oczekiwaniom wszystkich. Cały świat odpowiedzialności spoczywał na jego barkach przez cały czas, ale zaciskał zęby i znosił to z uśmiechem. — W porządku, opanowałeś do perfekcji uniesione brwi taty — zażartowałam, próbując rozładować napięcie. Sebastian wydał z siebie lekki chichot. — Wiem, że się o mnie martwisz, Seb — powiedziałam. — Przepraszam, że nie byłam z tobą szczera w kwestii studiów. Prawdę mówiąc, wiedziałam, że tata będzie wściekły, jeśli mu powiem, i nie chciałam stawiać nikogo innego w sytuacji, w której musiałby kłamać za mnie. Sebastian ścisnął moją dłoń. — Czasami zapominam, że nie jesteś uwiązana do tego świata w taki sposób, jak Lily i ja... ale mam nadzieję, że wiesz, że ta wataha zawsze będzie twoim domem. Sebastian spojrzał na mnie z uśmiechem, a ja nie mogłam się powstrzymać przed przytuleniem go. Choć widywałam go ostatnio rzadko, poczucie silnych ramion brata wokół mnie ukoiło coś głęboko w środku. — Wiesz, że tata będzie totalnie wściekły, kiedy mu powiesz, prawda? Może lepiej poczekaj do czasu po tym wielkim spotkaniu dyplomatycznym. — Nie martw się, nie planuję mówić tacie, dopóki mój samochód nie będzie już spakowany, a silnik włączony. Sebastian przewrócił oczami żartobliwie, odsuwając się ode mnie. Chwycił list odmowny w dłonie i zgniótł go. — Wyrzucę to za ciebie. Sebastian wstał, by wyjść, ale zanim zdążył odejść, wpadła mi do głowy pewna przypadkowa myśl. Nie byłam pewna, co mnie podkusiło, by zapytać – może moja wcześniejsza rozmowa z Karą wzbudziła zainteresowanie – ale słowa opuściły moje usta, zanim zdążyłam je powstrzymać. — Hej, Seb, co wiesz o Księciu Alf, Griffinie? Oczy Sebastiana rozszerzyły się ze zdziwienia. Najwyraźniej był tak samo zszokowany moim pytaniem, jak ja. Rzadko zadawałam pytania dotyczące świata wilkołaków, a co dopiero tajemniczego Króla czy Księcia Alf, których nigdy nie spotkałam. — Chodzi ci o Griffina Bardota? — zapytał Sebastian. — Nigdy go nie spotkałem. Słyszałem o nim kilka rzeczy, ale to tyle. Skąd ta nagła ciekawość? Nie chciałam mówić Sebastianowi o moich snach o mężczyźnie z tatuażem gryfa – to było pewnie przypadkowe i nie chciałam widzieć, jak Sebastian się ze mnie śmieje, potwierdzając to. *To był tylko sen, Clark. Nie ma większego znaczenia niż sny o mieszkaniu w rezydencji zrobionej z lasek cukrowych. Tylko dlatego, że facet ma na imię Griffin, nie oznacza, że ma tatuaż gryfa – to byłoby trochę zbyt dosłowne.* — Kara mówiła o nim dzisiaj na zajęciach — powiedziałam w końcu. — I pomyślałam, że pewnie będzie na spotkaniu dyplomatycznym. Facet jest dosłownie księciem, więc chyba po prostu nie chcę zrobić z siebie idiotki albo dać mu powodu, żeby przegryzł mi gardło. To wyjaśnienie zdawało się satysfakcjonować Sebastiana. — Cóż, wiem, że ma dwadzieścia pięć lat — powiedział mi Sebastian. — Jest następny w kolejce do bycia Królem Alf, ale pewnie nie nastąpi to przez kilka lat. Z tego, co słyszałem, zajmował się wieloma sprawami wojskowymi i dyplomatycznymi, walczył w sporach między watahami i pomagał rozwiązywać konflikty. Podobno jest dość bezwzględny. Słyszałem, że raz urwał jakiemuś facetowi głowę tylko za to, że krzywo na niego spojrzał. — Wow, brzmi jak czaruś. — To oczywiście tylko plotka — wyjaśnił Sebastian. — Ale nie zdziwiłoby mnie, gdyby była prawdziwa. Jest następny w kolejce do tronu Króla Alf i nie może wyglądać na słabego, w przeciwnym razie ktoś mógłby wyzwać go do walki o tron. I nie znalazł też swojej partnerki, więc to pewnie ma z tym coś wspólnego. — Co masz na myśli? — Mogłaś nie uczyć się tego w szkole, ale im dłużej wilk pozostaje bez swojej pary, tym bardziej staje się wrogi i agresywny. Facet spędził bez swojej dziewięć lat, więc nie zdziwiłbym się, gdyby miał w sobie mnóstwo stłumionej agresji. Świetnie. Spędzę przyszły tydzień w tym samym pomieszczeniu z facetem, który urywa ludziom głowy za krzywe spojrzenie. Równie dobrze mogę powiedzieć tacie o studiach teraz, bo kto wie, czy wrócę do domu w przyszłym tygodniu? Strach musiał być widoczny na mojej twarzy, bo Sebastian szybko się wycofał. — Przepraszam, nie chciałem cię nastraszyć, ale sama pytałaś. Jest duża szansa, że spotkamy go w przyszłym tygodniu, ale nic ci się nie stanie. Jeśli teoria taty jest słuszna, on spędzi cały ten czas na przeczesywaniu miejsca w poszukiwaniu partnerki. Nic innego nie będzie go obchodzić. Więc się nie martw. Kiwnęłam głową i wykrzesałam z siebie uśmiech, zanim Sebastian wyszedł. Jego słowa powinny mnie uspokoić, więc dlaczego wciąż czułam ucisk w żołądku?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 – Człowiek wybrany przez Alfę | Czytaj powieści online na beletrystyka