Człowiek wybrany przez Alfę

Człowiek wybrany przez Alfę

Autor: Aeliana

Rozdział 8
Autor: Aeliana
21 sty 2026
Rozdział 8 *„Człowiek często spotyka swoje przeznaczenie na drodze, którą wybrał, by go uniknąć”. Jean de La Fontaine* Znacie to stare powiedzenie, że czas przyspiesza, gdy obawiacie się przyszłości? Tak, zdecydowanie jest w tym trochę prawdy. Ostatni tydzień przed wyjazdem Seba, Lily i moim zdawał się przeciekać mi przez palce, aż nadszedł poranek naszego lotu, a ja próbowałam dopiąć mój przeładowany plecak. Może powinnam była po prostu się ugiąć i użyć prawdziwej walizki. Mieliśmy wyjechać tylko na trzy dni – dzisiaj wylatujemy, jutro spotkanie, a pojutrze rano wracamy. Łatwizna. Prościzna. Tylko trzy dni, a potem wrócę do domu i będę mogła wznowić swoje życie, wolne od wojujących Alf i książąt bez pary. — Clark! Odwróciłam się na dźwięk głosu Lily. Stała w moich drzwiach, ściskając w dłoniach dwie letnie sukienki. — Która wygląda bardziej odpowiednio na spotkanie Alf? — zapytała. — Czy ty naprawdę pytasz mnie o wilkołaczy dress code na spotkaniu dyplomatycznym? — Hm, dobra uwaga. — Ale podoba mi się ta niebieska — powiedziałam. — Podkreśla twoje oczy. Uśmiechnęła się z wyższością, jakby spodziewała się komplementu, i przewiesiła sukienkę przez ramię. — Co spakowałaś? W co zamierzasz się ubrać na ten spęd? — Nic szalonego, stawiam na wygodę. W końcu lecimy do Kanady. — Cokolwiek — Lily przewróciła oczami. — Proszę, powiedz mi, że masz strój na to spotkanie. Powinnaś założyć ten miętowy kombinezon, który masz, pasuje do twojej karnacji. — Och, nie wybrałam nic konkretnego — podrapałam się po głowie. — Jakoś tak pomyślałam, że przejrzę opcje, jak już tam dotrę. — Jesteś tak nieprzygotowana, Clark — prychnęła. — To, że nie wiesz, jaki jest dress code, nie oznacza, że go nie będzie. — Zanim zdążyłam wymyślić odpowiedź, odwróciła się na pięcie i wyparadowała z pokoju. Wiedziałam, że ma rację. Nie musiałam pakować się sama. Mogłam poprosić o pomoc Lily, Grace, a nawet tatę. Ale na samą myśl o Grace albo tacie przeglądających moje ubrania i pouczających mnie, które rzeczy sprawią, że będę wyglądać jak reprezentacyjna córka Alfy, wzdrygałam się. Próba wyglądania odpowiednio nie zmieni faktu, że tam nie pasuję, a w chwili, gdy wejdę do pokoju, każdy wilk będzie o tym wiedział. Będą w stanie wyczuć, że jestem tylko człowiekiem. *Spójrz na siebie, znowu się zamartwiasz* – odezwał się głos w mojej głowie (który brzmiał podejrzanie podobnie do Lily). Podeszłam do komody. Z ostatecznym westchnieniem wyciągnęłam miętowy kombinezon i wepchnęłam go do plecaka. — Lily! Clark! Spóźnicie się na samolot, jeśli nie ruszycie tyłków — krzyknął z dołu tata. Niemal natychmiast usłyszałam łagodny głos Grace karcący go za słownictwo. — Idę! — odkrzyknęłam, zarzucając plecak na ramię. Biorąc pod uwagę, że dzisiaj tylko podróżowaliśmy, mój strój był prosty: zwykłe dżinsy, wyblakła koszulka zespołu i gruby, zielony wojskowy płaszcz. Chociaż tutaj liście dopiero zaczynały się zmieniać, nie wątpiłam, że w Kanadzie będzie znacznie zimniej. To tam mieszkał Król Alf i jego wataha – w południowej Kanadzie. Według Lily, Król, jego rodzina i ich wataha mieszkali w jakimś wymyślnym zamku czy pałacu w górach. Cała ta sprawa wydawała się początkowo niedorzeczna, ale z drugiej strony facet był dosłownie monarchą. Dlaczego nie miałby mieć własnego pałacu, z którego by rządził? Alfy kochały władzę, a nic nie symbolizowało władzy bardziej niż tron. Poprawiłam plecak na ramionach po raz ostatni i wyszłam na korytarz. Lily stała na szczycie schodów, próbując ogarnąć wszystkie trzy swoje walizki. — Chodź mi pomóc — syknęła. Wyrwałam jedną z walizek z jej rąk, ale nie obyło się bez uśmiechu. — Gdzie ta cała szalona wilcza siła, kiedy jej potrzebujesz, co? — dokuczyłam jej. Spojrzała na mnie wilkiem, a jej niebieskie oczy mogłyby ciąć szkło. — To nie tak, że nie mogę ich podnieść, są po prostu zbyt duże, żeby nieść je na raz. — Jedziemy tylko na trzy dni, po co ten cały bagaż? — Potrzebuję opcji. Nie wszyscy z nas potrafią zmieścić całe życie w nerce. — To plecak, a nie nerka. — Cóż, wygląda równie niedorzecznie. Przynajmniej ja wyglądam, jakbym jechała na wycieczkę, ty wyglądasz, jakbyś spakowała się na pieszą wędrówkę. Przewróciłam oczami, ale nie odpowiedziałam. Zeszłyśmy razem po schodach, a gdy tylko nas zobaczyli, Sebastian i tata przejęli walizki Lily. — Wszyscy gotowi? — zapytał tata, z wyrazem twarzy surowym jak zawsze. Cała nasza trójka kiwnęła głowami. — Och, spójrzcie na siebie — odezwała się Grace stojąca obok taty, a ja zobaczyłam łzy w jej oczach. — Wyglądacie na takich dorosłych. — Mamo, czy musimy... — Cokolwiek Sebastian miał zamiar powiedzieć, zostało natychmiast uciszone przez jedno z lodowatych spojrzeń taty. — Przepraszam, wiem, że to ckliwe — powiedziała, ocierając łzę. Zwróciła się do Sebastiana. — Wydaje się, jakby zaledwie wczoraj uczyłam cię chodzić, a teraz jesteś dorosły. Wyrosłeś na tak silnego, młodego mężczyznę. Wiem, że będziesz opiekował się siostrami podczas wyjazdu, Sebastian. — Grace przytuliła go i chociaż Sebastian wyglądał na lekko skrępowanego tym emocjonalnym wylewem, z pewnością nie protestował. — Oczywiście, mamo. Grace uściskała następnie Lily. — Och, kochanie, wyglądasz tak pięknie. Pamiętam dzień, w którym się urodziłaś, jak to było trzymać cię w ramionach po raz pierwszy. Miałaś takie jasne, niebieskie oczy, zupełnie jak twój ojciec. Wiedziałam, że będziesz światłem mojego życia i wciąż jesteś. Obserwowanie emocjonalnych pożegnań Grace z Lily i Sebastianem sprawiło, że prawie chciałam odwrócić wzrok – jakbym wkraczała w prywatny moment rodzinny, w którym nie miałam prawa uczestniczyć. W pewnym sensie, chyba tak właśnie było. Grace przytuliła mnie na końcu. Było to krótkie i nie lgnęła do mnie tak, jak do Seba i Lily. — Clark — powiedziała. — Wiem, że nie chciałaś jechać, ale to będzie dla ciebie dobre doświadczenie. Zobaczysz. — Tak, na pewno. Grace wycofała się w ramiona taty, a on posłał nam wszystkim mały uśmiech. — Chcę, żebyście sprawili, bym był dumny — rozkazał, ale w jego głosie nie było ostrości. — Do zobaczenia za trzy dni, dzieciaki. *Tylko trzy dni.* *72 godziny.* *4 320 minut.* *259 200 sekund.* *Trzy dni to nic. Będę w domu za trzy dni.* Powtarzałam tę mantrę przez całą drogę na lotnisko, a nawet gdy weszłam na pokład samolotu i przypięłam się pasami do siedzenia. Wtedy wiedza, że będę w domu i będę spała we własnym łóżku w ciągu trzech dni, łagodziła nieco niepokój. Niestety, okazało się to pustym pocieszeniem. Nie zdawałam sobie z tego wtedy sprawy, ale nie miałam wrócić do domu za trzy dni. W rzeczywistości nie miałam wrócić do domu przez bardzo długi czas. Gdybym wtedy wiedziała, co faktycznie czeka mnie w pałacu Króla Alf, wiem, że bym nie pojechała. Zrobiłabym coś – cokolwiek – żeby wykręcić się z wyjazdu. Może udałabym chorą albo wymknęłabym się na parę dni, nie jestem pewna. To już nie ma znaczenia. Nie zdawałam sobie z tego wtedy sprawy, ale mój los został przesądzony w chwili, gdy postawiłam stopy na kanadyjskiej ziemi. W sekundzie, w której weszłam do *jego* świata, nie było już miejsca, do którego mogłabym uciec. Miejsca, w którym mogłabym się ukryć. Znalazłby mnie i zaciągnął z powrotem, kopiącą i krzyczącą. Siedząc w samolocie i zastanawiając się, jaki film chcę obejrzeć, byłam całkowicie nieświadoma, jak bardzo moje życie miało się zmienić.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki