Vance Sterling popełnił grzech ostateczny: zagrał życiem, którym nie miał prawa dysponować. Kiedy bezwzględna Bratwa Wołkowa przychodzi upomnieć się o swoje, nie chce jego pieniędzy. Chcą jego córki. Elara: Wychowałam się w złotej klatce, chroniona przed światem przez ojca, który – jak sądziłam – mnie kochał. Ale w ciągu jednej nocy mój świat legł w gruzach. Sprzedana potworowi, by spłacić dług, którego nie zaciągnęłam, stałam się „zastawem”. Kovar Volkov jest zimny, zabójczy i porażająco przystojny. Twierdzi, że przez najbliższe pięć miesięcy należę do niego – i zamierza wykorzystać każdą sekundę, by złamać moją wolę… i moje serce. Kovar: Nie przyszedłem po dziewczynę; przyszedłem po krew. Lecz w chwili, gdy Elara Sterling zeszła po schodach, moje plany uległy zmianie. Jest czysta, nietknięta i zdecydowanie zbyt niewinna dla kogoś takiego jak ja. Wziąłem ją, by ukarać jej ojca, ale teraz pragnę jej dla siebie. Myśli, że to tylko układ biznesowy. Myli się. Zanim dług zostanie spłacony, sprawię, że nigdy nie będzie chciała odejść. Jeden dług. Pięć miesięcy. Głód, który może obrócić oba ich światy w popiół.

Pierwszy Rozdział

Kovar Volkov wpatrywał się w drżącego przed nim mężczyznę. Był szczerze zirytowany faktem, że zamiast spędzać czas w barze na piciu i hazardzie, musiał użerać się z tym żałosnym starcem. Pierdolony Vance Sterling. Był mniej więcej w wieku jego ojca, ale ten mamroczący idiota nie zasługiwał ani na jego litość, ani na szacunek. Przypominał robala, którego należało rozgnieść pod butem. – Błagam, Kovar, potrzebuję tylko kilku dni więcej, to wszystko! – krzyknął. Łzy spływały mu po twarzy. Dlaczego nie pomyślał o konsekwencjach, zanim pożyczył od niego te wszystkie pieniądze? Kov wepchnął lufę pistoletu do jego ust. – Miałeś dokładnie sto pięćdziesiąt pięć dni na spłatę tego długu. Dziś jest dzień sto pięćdziesiąty siódmy, co oznacza, że byłem wręcz wspaniałomyślny, dając ci dwa dodatkowe dni. A teraz mi mówisz, że nie masz pieniędzy? Powiedz mi, dlaczego miałbym pozwolić ci żyć? Vance wpatrywał się w niego wybałuszonymi oczami, podczas gdy Kov czekał na odpowiedź. Ach tak, nie może mówić, bo ma pełne usta. Kov cofnął lufę i przyłożył ją do skroni Vance'a. O, teraz może mówić. – I? – zapytał Kov, przyglądając mu się uważnie. – Słuchaj, mam trochę gotówki. Tylko nie wszystko. Mam na koncie jakieś trzysta tysięcy dolarów. Oddam ci wszystko! – zaklinał się Vance. – Widzisz, jest pewien mały problem. Brakuje ci jakichś czterystu tysięcy, by spłacić ten dług. Ale skoro zaoferowałeś całe swoje oszczędności, przyznam ci przywilej wyboru własnej śmierci. Wolisz, żebym strzelił ci w głowę, czy w serce? – powiedział Kov zimnym, ostrym tonem. – Kovar, proszę, nie zabijaj mnie. Musi być jakiś inny sposób. Zrobię wszystko, jeśli dasz mi więcej czasu. Spłacę dług, obiecuję! – błagał. Ten stary zachowywał się jak żałosny nieudacznik, co wkurwiało Kova. Kusiło go, by pociągnąć za spust i skończyć z tym raz na zawsze, ale zabawa z nim sprawiała mu pewną frajdę. Nie miał w planach na dziś niczego innego, więc to będzie jego dzisiejsza rozrywka. Wstał i zaczął rozglądać się po domu, podczas gdy Vance szlochał na podłodze. To był duży dom z drogimi meblami. Ten skurwiel żył sobie dobrze za pożyczone pieniądze i miał czelność mu odmówić, gdy zażądał ich zwrotu. Dlaczego nie sprzedał domu, skoro miał tak ogromny dług? Niektórzy ludzie kompletnie nie mają mózgu. Podniósł oprawioną w ramkę fotografię, która wyglądała na portret rodzinny. Przedstawiała młodszego Vance'a z żoną i małą blondyneczką, która wyglądała na jakieś pięć lat. Hmm... może by tak zagrozić, że zabije jego żonę i dzieciaka, żeby pognębić go jeszcze bardziej? – pomyślał Kov. Nie żeby zamierzał to faktycznie zrobić, ale czasami groźby pod adresem rodziny załatwiają sprawę. W tym momencie Kov był gotów posunąć się do wszystkiego, byle tylko doprowadzić tego starca do płaczu. – Kto to? – zapytał Kov, wskazując na zdjęcie. – Mo... moja rodzina – powiedział Vance. – Przyprowadź ich – rozkazał Kov. – Moja żona zmarła – powiedział Vance. Jego twarz stała się blada jak ściana, gdy uświadomił sobie, że Kov bierze na celownik jego rodzinę. – To przyprowadź tę drugą, gnoju – warknął Kov. – Twoją córkę, przyprowadź swoją córkę. – Jego cierpliwość się wyczerpywała. – B... błagam... nie mieszaj w to mojej córki. Ona nie ma z tym nic wspólnego. Jest niewinna! – krzyknął Vance. – Czy ja się, kurwa, jąkam? Przyprowadź tu dziewczynę, albo sam ją wywlokę. – Posłał Vance'owi mordercze spojrzenie, co od razu poderwało go na nogi. – Nie, proszę, zawołam ją. Kazałem jej zostać na górze – powiedział. – Nie prosiłem, żebyś opisywał mi swoją codzienną rutynę. Zawołaj ją na dół w tej chwili! – powiedział Kov. – Elara! Mogłabyś zejść na dół na minutkę? – zawołał Vance. Przez minutę nikt nie odpowiadał. – Elara, kochanie, proszę... tatuś cię potrzebuje! – zawołał ją ponownie Vance. Jego głos drżał, jakby znów miał się rozpłakać. Co to w ogóle, do cholery, za imię? – pomyślał z irytacją Kov. – Tatusiu? Przecież kazałeś mi zostać w pokoju? – odezwał się z góry słodki, melodyjny głos. – W porządku, skarbie, jest tu ktoś, kto chciałby cię poznać – powiedział Vance. Kov podniósł wzrok, słysząc ciche kroki schodzące po schodach. Coś w nim zapłonęło, gdy wpatrywał się w stojącą przed nim dziewczynę. To nie było pięcioletnie dziecko. To była w pełni dojrzała młoda kobieta, wyglądająca na jakieś dziewiętnaście, dwadzieścia lat. I była najpiękniejszą małą istotką, jaką w życiu widział. Miała nie więcej niż metr pięćdziesiąt siedem wzrostu i drobną figurę. Nie była może wyjątkowo kształtna, ale też nie zupełnie płaska. Miała wielkie zielone oczy i burzę jasnych, falowanych włosów, zupełnie jak mała wróżka. Jej pełne usta wyglądały na miękkie i wręcz stworzone do całowania. Wydawała się przy nim bardzo nieśmiała i skrępowana, co z jakiegoś powodu podniecało go jeszcze bardziej. – Co się dzieje, tatusiu? – zapytała po chwili wahania. – Zrobili ci krzywdę? – Wszystko w porządku, skarbie, nie martw się o mnie – jęknął Vance. Kov podszedł do niej, ujął palcem kosmyk jej włosów, po czym zaczął figlarnie okręcać go wokół palca. Wzdrygnęła się, gdy jego palce otarły się o jej szyję. – Powiedz mi jeszcze raz, jak masz na imię – rozkazał jej Kov. – Yyy... Elara... ale tata mówi na mnie Ellie – odpowiedziała. – Ellie... drobna z ciebie istotka, prawda? – wyszeptał. – Ile masz lat? – zapytał. – Yyy... dziewiętnaście – powiedziała. Jej głos drżał, jakby była przerażona. Właściwie nie mógł jej winić, biorąc pod uwagę, że przed chwilą napadł na jej ojca na jej oczach. Ach, młoda i urocza. Kov zazwyczaj nie gustował w tak młodych dziewczynach, ale dla tej będzie musiał zrobić wyjątek. Była po prostu zbyt piękna i wręcz idealna. Z jakiegoś powodu czuł, że niesamowicie go do niej ciągnie. – Podobasz mi się, Ellie, i to bardzo – oznajmił Kov.

Odkryj więcej niesamowitych treści